Na Dzień Kanady, jak radził JFK

0

Z cyklu: Zapiski na gorąco

Dzisiaj świętujemy kolejny Canada Day, Dzień Kanady, czyli rocznicę powstania tego niezwykłego, różnego od innych państw, kraju. To znakomita okazja, żeby usiąść na chwilę i zadumać się nad własnym w nim miejscem i nad tym, czym ten kraj jest dla nas. 

Nasz kraj, w którym urodziliśmy się i wyrośliśmy, jest jak nasi rodzice – kochają nas bezwarunkowo. My ich także. Potrafimy się z nimi kłócić, różnić się zasadniczo poglądami, krytykować, obrażać, buntować się, wyjeżdżać od nich na koniec świata, ale zawsze są “nasi”, zawsze najbliżej serca, zawsze wiemy, że wracając do nich, będziemy czuli to ciepło w sercu i poczucie pełnego bezpieczeństwa. Mamy wspólne wspomnienia z wakacji, pamiętamy święta, razem śpiewane kolędy i piosenki przy ognisku, zapach ukochanych potraw i pieczonego ciasta, powtarzane po stokroć rodzinne historie i kawały.

Z krajem, w którym przyszło nam żyć, ale takim, w którym się nie urodziliśmy, jest nieco inaczej. Jak z przyjaciółmi – rzadko kochają nas bezwarunkowo, jak rodzice czy dzieci. Przeważnie dostajemy od nich tyle, ile im dajemy. Nie chodzi tu absolutnie o sferę materialną, lecz o związki emocjonalne. Przyjaciele oddają nam swoją przyjaźń, miłość, jeżeli my też im takową dajemy. Jeżeli jej nie odwzajemniamy, nie będą jej nam dawać. Nie wszyscy, których nazywaliśmy kiedyś przyjaciółmi, takimi pozostają na zawsze…

Kiedy przyjechaliśmy do Kanady, zostaliśmy przez nią przyjęci gościnnie jak potencjalni przyjaciele. Fakt, że stanęliśmy w kolejce, wśród tych, którzy też chcieli dostać prawo mieszkania w tym kraju, to przecież sygnał, że wybraliśmy sobie ten kraj, że zdecydowaliśmy, z takich czy innych powodów, że to tu osiądziemy na resztę życia, tu urodzą się nasze dzieci czy wnuki. Z jakiegoś powodu musieliśmy uznać, że ten kraj spełnia nasze wymagania, podoba się nam (nie tylko geograficznie), że będziemy traktować go jak przyjaciela. Rodziny się nie wybiera, ale przyjaciół – tak.

Minęło wiele lat. Większość z nas jest tu wiele lat, nierzadko ponad 30. To długi czas. Nie jesteśmy już nowicjuszami, raczkującymi w nowej rzeczywistości. Nasz status przyjaciela został potwierdzony ofiarowaniem nam obywatelstwa, a my przyjęliśmy ten dar, składając przysięgę. Symbolicznie, od tej chwili zostaliśmy wpuszczeni do kręgu bliskich przyjaciół. I teraz warto pomyśleć, jak ta przyjaźń wygląda.

Nie, nie zacznę od tego, że Kanada nie daje nam tego czy owego, że są wysokie podatki, nietania benzyna, że sprzedawcy w Canadian Tire nie mają czasem pojęcia o sprzedawanych towarach. Zacznę z drugiej strony. Jak to ponad pół wieku temu powiedział prezydent John F. Kennedy, mówiąc do swoich rodaków o ich wspólnym kraju, ale przecież ten apel odnosi się do wszystkich obywateli wszystkich krajów: “Ask not what your country can do for you – ask what you can do for your country.” Zapytajmy najpierw samych siebie – co robimy dla kraju, który wybraliśmy jako swój nowy dom.

Pracujemy, płacimy podatki. To prawda, ale przecież to tak zwane minimum. Wracając do metafory przyjaźni – jeżeli oferujemy komuś grzeczne pozdrowienia, kartkę na święta, no, może telefon na urodziny, to nie będzie to nasz bliski przyjaciel. Będzie to nasz znajomy. Żeby powstała przyjaźń trzeba więcej – trzeba życzliwości, bycia wtedy, kiedy naprawdę możemy pomóc, “kibicowania” w ważnych chwilach w życiu przyjaciela, martwienia się o jego zdrowie, o jego bliskich, nocnych rozmów, mimo zmęczenia. Nie może to być udawanie, to musi wypływać z potrzeby serca.

A teraz warto zapytać, co daje nam ten kraj. Jeśli nie mamy pracy, dostajemy zasiłek, który pozwala nam przeżyć. Nie umrzemy z powodu choroby, bo za darmo mamy dostęp do lekarzy i szpitali. Na to płacimy podatki, można odpowiedzieć. Tak, ale w innych krajach też płaci się podatki, a tych udogodnień nie ma, lub są w dużo bardziej szczątkowej formie. Czy to mało? Może być dużo więcej, ale to, w dużej mierze, zależy od nas samych. Chcemy mieć dobrze płatną pracę? Zdobądźmy kwalifikacje, nauczmy się dobrze języka. To wszystko jest dostępne, najczęściej za darmo, albo za niewielkie pieniądze. Jeśli pracujemy w fatalnym miejscu, odpowiedzmy sobie na pytanie – czy naprawdę, szczerze, próbowaliśmy się wybić wyżej? A może czekaliśmy, aż to przyjdzie samo?

Wielu Polaków w Kanadzie narzeka, jak to zawsze Polacy, na wszystko. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Wyjście spod skrzydeł rodziców jest zawsze trudne i udaje się tym, którzy chcą i mają pozytywny stosunek do tego nowego świata, w który wkraczają. Już poza domem rodzinnym, możemy cieszyć się bliską przyjaźnią wspaniałych ludzi, ale tylko jeżeli sami damy z siebie dużo i darzymy ich zrozumieniem i akceptacją, mimo ich wad. Ideałów na świecie nie ma. My też idealni nie jesteśmy. Na spotkaniach z okazji zniesienia wiz były tysiące Polaków. Bo wtedy nam coś dawano. A jak jest z dawaniem od siebie? Ilu jest Polaków przy urnach wyborczych w czasie wyborów wszystkich trzech szczebli (kłopot, że to też korzystanie z dawania, ale nie tak jest postrzegane)? Ilu działa w kanadyjskich organizacjach jako wolontariusze? Tak to jest już z tą przyjaźnią – musi być obustronna, ale zawsze dobrze, jak radził Kennedy, zacząć analizę od siebie.

Myślę, że radzić jakie przyjaciel powinien nosić ciuchy, czy kogo przyjmować w domu, możemy dopiero wtedy, kiedy naprawdę będziemy z nim w najbliższych relacjach. A obmawiać go za jego plecami, zamiast przyjść i otwarcie zadeklarować pomoc w rozwiązaniu jego problemów – to wymaga mniej wysiłku, ale jest na pewno nielojalne. Jeżeli z przyjaźni wyjdą nici, pozostańmy chociaż w poprawnych, miłych stosunkach, bo przecież nasze dzieci będą przyglądać się bacznie jak traktujemy innych, nawet tych nienajbliższych. A dla nich powrotu pod skrzydła dziadków już raczej nie ma.

Czym jest dla mnie Kanada? Krajem otwartym, obdarzającym człowieka, niezależnie od tego, skąd pochodzi i kim jest, zaufaniem i gościnnością, pozwalającym nauczyć się mnóstwo o świecie i o ludziach, przeorganizować swój sposób myślenia pod wpływem nowych doświadczeń, których gdzie indziej nie można by było zdobyć. Krajem wielu możliwości, które są, ale wymagają od nas inicjatywy i wysiłku, by z nich skorzystać. Krajem, gdzie każdy może znaleźć swój kąt, gdzie nikt na siłę nie narzuca innym modeli i wzorów, gdzie można być tym, kim się chce być, nie będąc od razu okrzykniętym wrogiem, gdzie słucha się wszystkich, także tych myślących czy patrzących na świat inaczej. Ta przestrzeń, która istnieje także w sensie fizycznym, jest wielką wolnością i ożywczym powiewem świeżego powietrza, który pozwala swobodnie oddychać pełną piersią.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.