Moje trzy grosze o polskim feminizmie

0

Z cyklu: Romans z historią 

Prawdziwy feminizm

Wiem, że otwieram puszkę Pandory, bo będę mówił o czymś, do czego mają przyznane sobie prawo mówić raczej  kobiety, szczególnie te bardziej przebojowe. Cokolwiek powiem może być nieistotne, choćby z tego prostego powodu, że jako osobnik niewłaściwej płci jestem niedostate-cznie doinformowany co w duszach i mózgach kobiecych gra – może nie powinienem zabierać głosu na ten temat, tym bardziej że można znaleźć wiele książek i dużo więcej artykułów mocujących się z tym problemem. Nie każdy ma czas i chęć zagłębiać sę w ten skomplikowany temat, stąd te moje trzy grosze. Myślę, że może jednak spojrzenie na problemy trochę z boku pomoże lepiej zrozumieć ten fenomen niż deklaracje pań, które koncentrują się tylko na wyszukiwaniu różnic między płciami, szczególnie tych różnic, które podkreślają wyższość elementu żeńskiego nad męskim – tego typu feminizm, czyli  objawy skrajnej frustracji, przebojowości, poniżania i pogardy płci przeciwnej, nie jest moim zdaniem feminizmem, to rodzaj jakiejś aberracji społecznej lub psychicznej.  

Prawdziwy feminizm to długi, uciążliwy, ale cywilizowany wysiłek kobiet, by poczuć się w pełni istotami ludzkimi i zmazać krzywdy, których doznały na przestrzeni wieków od mężczyzn oraz wywalczyć należne im prawa.   

Polskie emancypantki

Typowe cechy polskiego feminizmu

Polski feminizm jest moim zdaniem nieco różny od feminizmu wielu krajów. Prawie w całym świecie była to przede wszystkim walka o prawa wyborcze. W Polsce to był mniej ważny wymóg kobiet – bardziej dbały o inne równe prawa z mężczyznami, o prawo decydowania razem z nimi co jest dobre dla Ojczyzny, o prawo traktowania ich przez mężczyzn jako pełnoprawnych istot ludzkich, a przede wszystkim o ochronę siebie i dzieci przed przemocą i prymitywizmem ich mężczyzn. Tej ochrony nie wywalczyły jeszcze w pełni, bo policja, prokuratura i sądy często dostrzegają problem dopiero wtedy, gdy dziecko lub jego matka są przez prymitywa skatowane lub zamordowane. W dużych miastach jest jakaś szansa, by niekiedy odsunąć to zagrożenie, a w małych miasteczkach, a szczególnie na wsi kobiety i dzieci częściej ulegają przemocy, utrzymiują to w tajemnicy, bo wiedzą, że nie ma skutecznej ochrony przed zemstą małżonka za nagłośnienie jego zachowania w domu.

Wierszowany protest

Prawa wyborcze przyznano polskim kobietom już w miesiącu wyzwolenia Polski w roku 1918. Było to wcześniej niż w wielu krajach europejskich. To dar Piłsudskiego dla nich. Sejm to zatwierdził choć z pewnymi oporami.  Przez kilka lat po odzyskaniu niepodległości była jeszcze wśród przywódców narodu chęć zmiany wszystkiego co było wcześniej zabronione lub zaniedbane, zanim interesy partyjne stały się ważniejsze od troski o obywateli. Był to idealny moment na szereg zmian, bo kilku lat później instytucja ta stała się miejscem kłótni, rzucania inwektyw, manipulacją prawem sejmowym – tak jak to się dzieje w obecnym parlamencie. W pewnym okresie partii i stronnictw politycznych było w międzywojennej Polsce około sześćdziesiąt – prawdziwa wieża babel.  

Poza Polską już w 1869 r. prawa wyborcze wywalczyły sobie kobiety w stanie Wyoming (w innych stanach USA dopiero w 1920 roku). Za nimi chrononologicznie poszły Nowozelandki, Australijki, Finki, Norweżki, Dunki i Irlandki. Było to jeszcze przed pierwszą wojną  światową. W czasie tej wojny, lub tuż potem kobiety prawie całej reszty Europy dostały te prawa, ale tylko prawie całej, bo Szwajcarki mogą głosować dopiero od od 1970, a Portugalki od 1974 roku. 

Nominowane przez mężczyzn na strażniczki ogniska domowego

Polkom, jak powiedziałem, chodziło nie tyle o prawo współrządzenia swym krajem, w tym o prawo głosu w wyborach, ale o traktowanie ich jak ludzi. Pod zaborami nie walczyły o prawa obywatelskie, bo to było obywatelstwo innego, często znienawidzonego kraju. W walce z zaborcami i okupantami siłą rzeczy były bliżej mężczyzn, bo razem z nimi konspirowały, przemycały broń, siedziały w więzieniach, a nawet niekiedy brały udział w walce z bronią w ręku. Chciały być równe z mężczyznami nie dla siebie, ale dla dobra Ojczyzny, chciały równości w poświęceniu się dla Niej.

Po wyzwoleniu zaczęły się trudności. Socjaliści kazali im czekać, aż się wyzwoli klasa robotnicza, narodowcy uznali, że mają stać na straży ogniska domowego i “świętych instynków”. Wszelkie ich żądania początkowo uznano za akty antynarodowe, bo naród (czytaj mężczyźni) miał w opinii wielu parlamentarzystów i wielu innych mężczyzn poważniejsze problemy na głowie niż spełnianie ich oczekiwań. Mimo tych oporów istniał powolny postęp w rozumieniu roli kobiet w społeczeństwie, i ten proces trwa do dzisiaj.

Czarny protest w Warszawie

Prawodawstwo napoleońskie, na którym wzorowało się prawo Polski międzywojennej, nie pomagało kobietom. Napoleon uważał, że natura zrobiła z kobiety naturalnego niewolnika mężczyzny, że to osoby umysłowo wieczyście małoletnie. Owszem w Polsce całowano je w dłoń, paradowały u boku mężczyzn po uprzywilejowanej stronie prawej, były wychwalane za macierzyństwo i anielskość, ale te zwyczaje i frazesy zaczęły się przejadać co mądrzejszym kobietom. Kobiety uznały, że na mężczyzn nie można liczyć. 

Walka o otwarcie dostępu do zawodów

Życie zawodowe było przed nimi zamknięte. Jedynymi zajęciami, który mogły podejmować, i to przez wiele lat, były pozycje guwernantki, służącej i nauczycielki. Nauczycielki chciały poczuć się w miarę wolne i emancypowane. Dla wyrównania szans zaczęły same organizować kursy, szkolenia w swym gronie, stowarzyszenia kobiece. Niektóre zamożniejsze kobiety z klasy średniej zaczęły  otwierać zakłady kosmetyczne i krawieckie.

Wejście do innych zawodów jak lekarskiego, farmaceutycznego, pracownika naukowego, prawnika itd. było nieosiągalne. Kobiet, które przebiły się przez tę zaporę było niewiele. Nawet Maria Skłodowska-Curie, podwójna laureatka nagrody Nobla została odtrącona przez Uniwersytet Jagielloński, gdy tam chciała pracować – zapłakana wróciła do Paryża. Odmówiono jej pozycji tylko dlatego, że była kobietą. Dodatkową prymitywną wymówką było to, że jej zięć jest komunistą. Inną sławną kobietę, o której mało kto wie, pięciokrotną laureatkę Paryskiej Akademii Nauk Józefę Joteyko, geniusza w dziedzinie psychologii doświadczalnej, Uniwersytet Warszawski nie przyjął  jako pracownika naukowego. Dlaczego? Proste – była kobietą. Powstał wielki protest naukowców świata, nic to nie dało, musiała spakować swoje laboratorium i wracać za granicę.

Główny powód czarnego protestu

Ciągle niewolnice domowe

Polskie kobiety były, i wiele z nich jest i obecnie, wyjątkowo podle traktowane w tradycyjnym małżeństwie. Wszystkie obowiązki domowe, w tym eksluzywna troska o dzieci to ich domena, dom musi lśnić, na stole musi dymić codziennie nowa potrawa gdy pan i władca wraca z pracy zmęczony, reszta dnia to w jego mniemaniu jego odpoczynek najczęściej przy oglądaniu meczów w telewizorze. Gdy wypoczął, dla wielu kobiety zaczynał się czwarty „etat”, poza gotowaniem, opieką nad dziećmi, dbałością o czystość domu – tzw. obowiązki małżeńskie na żądanie.

Statystyki wskazują, że i obecnie kobiety w Polsce w ciągu roku poświęcają o 680 godzin więcej dzieciom i obowiązkom domowym niż mężczyźni. Prawie nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta też może być zmęczona  nigdy nie,kończącym się krzątaniem w domu. Gdyby którejś, nawet obecnie, przydarzyła się zdrada małżeńska, była i jest ostro krytykowana nawet  przez inne kobiety i pogardzana przez nie tylko własnego męża i wielu innych mężczyzn – a taki co uwodzi inne, śpi  z wieloma nie w domowym łożu, uważany był i niekiedy i obecnie jest uznawany przez wielu za szczęściarza. Dość długo trwało zanim kobiety zaczęły sią domagać zamknięcia domów publicznych (bez wyraźnych, nawet w najnowszych czasach, postępów, bo po prostu burdeli niewiele zamknięto, a większość przemianowano na salony i tym podobne elegancko nazwane placówki). Walczyły i walczą z handlem kobietami, ukróceniem męskiego promiskuizmu, obalenia przekonania, że kobieta tradycyjnie ma wnosić do małżeństwa dziewictwo, gdy mężczyzna wnosił często syfilis. Szokiem nie tylko dla panów ale i dla niektórych kobiet (nawet Marii Konopnickiej, która żyła w z malarką Marią Dulębianką w związku lesbijskim) było wystąpienie Zofii Nałkowskiej na jednym ze zjazdów kobiecych domagającej się “całego życia”, czyli wyzwolenia seksualnego kobiety, bo przecież mają one także potrzeby seksualne jak mężczyźni i dlatego  nie powinny uprawiać miłości tylko w celach prokreacyjnych.

Inny wymóg Polek od rządu

Cicha promotorka praw kobiecych

Spójrzmy jeszcze raz  na prawa wyborcze polskich kobiet. Musiały je wymusić na Piłsudzkim, który też miał “tradycyjne” zapatrywania na rolę kobiet w społeczeństwie. Pomogła im w tym jego druga żona, matka ich dwu córek, przebojowa i wyemancypowana Aleksandra: nie tylko chodziła, już jako pani Piłsudska, z pistoletem na strzelnicę, ale wcześniej u boku mężczyzn brała udział w napadach na pociągi, przemycaniu broni do Lwowa i Krakowa, odzyskiwaniu broni schowanej w miejscach napadu, mimo że te tereny wyjątkowo mocno były strzeżone przez okupanta. Założyła jeden z pierwszych na świecie oddziałów kobiecej służby pomocniczej w wojsku. Tym wszystkim ujęła Piłsudskiego i to uczyniło z niej jego żonę, mimo że pierwsza jeszcze żyła i nigdy nie zgodziła się na rozwód. Ciągłe przynaglanie przez nią, by wykorzystał swój autorytet w państwie i zrobił coś dla kobiet, początkowo nie docierały do niego, ale nieco później  manifestacja kobiet przed ich mieszkaniem na Mokotowie i łomotanie parasolkami w okna – kto wie czy nie z jej inicjatywy – zmusiło go do działania.

Dał to prawo kobietom 28 listopada 1918 r., a już w następnym roku kilka kobiet dostało się do Sejmu. Gdy ich liczba wzrosła do sześciu, w budynku Sejmu trzeba było zbudować oddzielną łazienkę dla kobiet (przedtem chyba korzystały ze sławojek). Nie miały w Sejmie łatwego życia. Ciągłe kłótnie, rozgrywki partyjne z zapominaniem co dobrego można zrobić dla dopiero od niedawno zmartwychwstałej Ojczyzny, gorszyły te panie. Jedna z nich, posłanka Maria Jaworska, krótko podsumowała swoje doświadczenia legislacyjne jako “szaloną zabawę z niegrzecznymi dziećmi.”

Aleksandra Piłsudska z mężem i córkami

Traktowane są przez wielu jako bezwolna rasa

I obecnie nasze kochane kobiety mają masę problemów, szczególnie gdy populiści przejęli rządy w Polsce i wciskają narodowi siłą upolitycznioną wykładnię historii, z podkreślaniem wizerunku kobiety jako tradycyjnej Matki Polki, która ma rodzić i milczeć, niekiedy znosić bicie i przemoc w domu, bo mężczyzna jest tam panem, a ona praktycznie służącą.

Kościół jeszcze nie dostrzega, że kobieta to też człowiek równy mężczyźnie, dlatego jest za likwidowaniem ich praw odnośnie regulowania rozrodczości, za koniecznością urodzenia dziecka, które w jej łonie jest tak schorowane, że wydanie go na świat to nieustająca jego męka, często aż do nieuniknionej śmierci-wyzwolicielki. Sami żyjący celibacie pouczają je jak trzeba żyć w rodzinie i małżeństwie, niekiedy bezczelnie wypytując o szczegóły dotyczące spraw sypialnianych. Znałem kilka kobiet upokarzanych tymi nagabywaniami spowiedników o szczegóły ich „grzechów cielesnych”, które po po takich pytaniach odwróciły się od Kościoła, a niektóre od wiary. Skrajni domorośli „teolodzy” twierdzą, że w momencie złączenia się plemnika z jajem jest w dziecku dar boży – dusza i nie można ubliżać Bogu przez jej zabicie, mimo że faktycznie nie może być zabijalna, bo to byt niecielesny. Pamiętam czasy propagandy kościelnej, żeby zagrożone dziecko w łonie matki chrzcić przy pomocy święconej wody dostarczonej do łona zastrzykiem – niektóre kobiety usłuchały tej rady i zdarzały się wypadki dobijania dzieci w ich łonach. Usprawiedliwiano tę procedurą twierdzeniem, że człowiek nieochrzczony, nawet kilkudniowy czy kilkumiesięczny płód, idzie na wieczną mękę do piekła. Dopiero oficjalna dyrektywa Jana Pawła II że wszystkie dzieci, ochrzczone czy nieochrzczone, po śmieci idą do nieba, zamknęła tę makabryczną praktykę. 

Myślę, że wielu duchownych nie daje sobie rady ze swym celibatem w świecie dość rozerotyzowanym i z braku oficjalnej możliwości zbliżenia się do kobiety, mszczą się na niej jak dzieciaki, które na przekór mamie świadomie robią coś, co jest niebezpieczne dla ich zdrowia. Nie ma empatii zarówno wśród osób duchownych i tych, które obecnie rządzą państwem, ani chęci pomocy kobietom, które marzą o dziecku, a mają problemy z poczęciem (najczęściej nie z własnej winy, ale mężczyzny), potępiając między innymi metodę in vitro i opowiadając krzywdzące bzdury o dzieciach, który przyszły na świat przy pomocy tej metody. Niekiedy w tych sprawach ważniejszym od papieża autorytetem staje się o. Rydzyk, bo dla wielu papież jest daleko i to człowiek innej kultury nieznający polskich tradycji, a mnich z Torunia ma do dyspozycji kilkumilionową armię moherowych beretów, która jest w stanie mieć wpływ na wynik wyborów tej bardzo „pobożnej” partii. Dlatego często ważniejsze posunięcia rządu ogłasza nie w mediach publicznych, lecz w jego radiu i telewizji – Radiu Maryja i TV Trwam. Jest wprost rzeczą skandaliczną, że próby ograniczenia kobietom polskim wielu praw osobistych i rodzinnych, nawet niekiedy bezczelne wciskanie się do sypialni małżeńskich, przechodzą przez kancelarię kawalera, który rządzi krajem i który nie może być ekspertem w tych sprawach. 

Parada amerykańskich feministek w Nowym Jorku już w 1912 r.

Walczyć o należne prawa, nie tylko o pieniądze

W czasie rządów „prawdziwych Polaków” kobiety wielokrotnie upominały się o podwyższenie im płacy za pracę, jaką wykonują, bo jakoś nie bardzo czują się jak w raju, jak to im na okrągło próbuje się wmówić. Uczestniczą w różnych manifestacjach przeciw rządzącym, ale są często mało widoczne, bo jest ich w nich mniej niż mężczyzn. Powody tych manifestacji są przeważnie czysto polityczne, prawie nigdy w postulatach manitestujących nie ma mowy o prawach kobiet.

Dopiero rządowy frontalny atak na kobiety i zamiar odebrania im praw, które gwarantowała im konstytucja, obudziły niektóre kobiety, nastąpił „czarny piątek” (23 II 2018), który nieco przeraził rządzących i zmusił do kroku w tył – szybko znaleziono wyjście z impasu przez podniesienie zapomogi prorodzinnej i czasowe zamrożenie tych krzywdzących kobiety propozycji legislacyjnych. Ale to tylko taktyczny krok: Pan Przewodniczący i wielu innych członków rządzącej parti, odbiją sobie z nawiązką po wyborach to „upokorzenie”, a wszelkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że wybory te mogą wygrać.

Czego kobiety domagały się można wyczytać z transparentów tej manifestacji w różnych miastach Polski. Tak zwana „piątka” premiera i ważniejszej osoby  w państwie – prezesa, to nie jest realna troska o dobrobyt obywateli, to prymitywne kupno głosów na rządzącą partię, to rozdawnictwo, które nasze dzieci i wnuki będą zmuszone spłacać. Prymitywne i cyniczne, bo ogłaszane tuż przez wyborami i wspierane przez bardziej zażarty atak na poprzedni rząd. Faktycznie nie dziwię się tym, którzy dają się kupować, bo to realne wsparcie dla rodzin wielodzietnych, seniorów, małosprawnych. Poprzedni rząd też nie był doskonały i nie dawał, ten jest arogancki, prymitywny, przekupny, ale finasowo wspiera – decyzja przy urnach wyborczych jest dla wielu jasna. To że poprzedni rząd funkcjonował w okresie światowej  inflacji i jedyny w Unii Europejskiej utrzymał dochód narodowy powyżej zera, a obecny ma szczęście rządzić w czasie ogólnej światowej ekonomicznej hossy – kto o tym pamięta, kogo to dziś obchodzi?

Swiecka. nie kościelna wagina

Można by tę opowieść ciągnąć prawie w nieskończoność, ale żyjemy w czasach rewolucji elektronicznej, można o tych sprawach dowiedzieć się od ludzi bardziej znających ten temat niż ja, gdy się trochę poszpera w internecie, czy z przekazów ciągle niezależnych pism, stacji radiowych i telewizyjnych, ale trzeba się z tym spieszyć, bo nie wiadomo jak długo przetrwają. Już pojawiają się zapowiedzi, że w przypadku zwycięstwie partii rządzącej Polską w wyborach w jesieni obecnego 2019 roku, nastąpi nacjonalizacja środków przekazu, co oczywiście ułatwi przepchnięcie legislacji antykobiecych, których nie udało się dotychczas uczynić prawem, bo po ostatecznym obaleniu niezależnych środków przekazu nie pozostanie wiele możliwości by się bronić, a władzy będzie dużo łatwiej cofnąć społeczeństwo, a w szczególności kobiety, do średniowiecza. Propaganda we wszystkich mediach uczyni z rządzących geniuszy, a sytuacja wszystkich obywateli polepszy się do tego stopnia, że to będzie już raj, który trzeba umieścić w pobliżu bardzo podobnego raju komunistycznego, bo będą bardzo podobne do siebie.

Wniosek narzuca się sam: nie popierać i nie głosować w czasie wyborów na tych, którzy chcą uczynić z kobiety przepracowaną, poniewieraną przez mężów, innych mężczyzn, duchownych, tradycyjną „Matkę Polkę”. Najwyższa pora, by większość polskich kobiet przebudziła się – to ponad połowa polskiego społeczeństwa – i nie prosiła, ale wymusiła od rządzących to, co im się należy. 

                          Władysław Pomarański

Protest kobiet w Krakowie

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.