Największe i jedno z najstarszych osiedli neolitu

0

Z cyklu: Romans z historią 

By mieć lepsze rozeznanie w temacie przypomnijmy sobie kilka terminów z czasów prehistorycznych. Dzieje Ziemi, która liczy sobie ok. cztery i pół miliarda lat, dzieli się na ery, okresy, epoki, wieki. Niektóre artykuły na ten temat, chcąc uławić czytelnikowi zrozumienie proporcji czasowych tych podziałów, proponują porównać ten przeogromny okres do kalendarzowego roku. I tak, na przykład, w tej perspektywie obecnie jedyna rasa ludzka (homo sapiens) pojawiła się na ziemi 200 tysięcy lat temu, czyli w skali rocznej 2 sekundy przed końcem roku, a wydarzenia tu opisane w trzecim okresie epoki kamiennej zwanej neolitem działy się w jednej dwudziestej ostatniej sekundy roku.

Neolit, w tłumaczeniu nowy kamień, to czas od ósmego tysiąclecia do czasów brązu, które zaczęły się ok. 2400 roku p.n.e. Do tego czasu ludzie posługiwali się zwyczajnym kamieniem jako narzędziem i bronią. Później nastał czas kamienia łupanego. W neolicie człowiek nie tylko umiał łupać kamień, ale go obrabiać tak, że powstawały z niego dziesiątki różnych narzędzi i kilka rodzajów broni. Pionierami obróbki i wygładzania kamienia byli mieszkańcy terenów dzisiejszego Izraela, Palestyny, Syrii, nieco później Iranu, Iraku i Turcji. 

Początek prac wykopaliskowych

Ciekawa jest nazwa tego stanowiska archeologicznego: Catalhoyuk (w oryginalnej pisowni Çatalhöyük), co znaczy Rozdwojone Wzgórze (faktycznie dwa wzgórza leżące blisko siebie i w jednym miejscu stykające się ze sobą), przypominające wyglądem widelec, a więc znane jest także jako Wzgórze Widelca. Pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku odkryto, że miejsce to nie dwa naturalne wzgórza, ale miejsce wielkiego skupiska ludzi i budynków, obecnie jedno z największych na świecie stanowisk archeologicznych.

Jeszcze kilka tysięcy lat świat musiał poczekać do wynalezienia pisma, dlatego o mieszkańcach tych dowiadujemy się analizując ich materialne pozostałości, w tym malowidła na ścianach, figurki, ceramikę, czaszki i kości ich oraz zwierząt udomowionych domowych i upolowanych. To zadanie nauk archeologicznych. Badanie pozostałości jadła i napitków w skorupkach ich naczyń, próba dotarcia do DNA tych ludzi i szereg innych metod badawczych to dziedzina nauk paleontologicznych, których jest kilka i które w ostatnich dziesiątkach lat zrobiły ogromny postępy i potrafią wyczytać z wszelkich pozostałości ludzkich coraz to nowe informacje. Na tym stanowisku obie te nauki dotyczące prehistorii mają swoich ekspertów.

Bioarcheology przy pracy w Catalhoyuk

W latach 1961-1965 archeolodzy angielscy pod kierownictwem Jamesa Mellaarta zaczęli  prace wykopaliskowe. Przekonano się, że to bardzo zwarte siedlisko wielu domków. Zbadali teren zabudowany na wzgórzu wschodnim ze szczątkami budowli z lat około 6250 do 5400 p.n.e. Każda z nich usytuowana była na ruinie starszej, a ta na jeszcze starszej. Nie dotarli do najniżej położonych czyli osadzonych  już na skale budowli, bo skończyły się fundusze, ale to był dowód, że to pierwotne osadnictwo było o wiele setek lat wcześniejsze. Ekipa rozkopała tylko 4% wzgórza, odkopała szczątki 200 domków zbudowanych na gruzach wcześniejszych domków, a tych wartw budowlanych było wiele, nawet 14 w pewnym miejscu. 

Osada Catalhoyuk

Prace wykopaliskowe wznowiono w roku 1993, czyli kiedy władze kraju uświadomiły sobie, że to najcenniejsze odkrycie archeologiczne epoki neolitu na świecie – fundusze  się znalazły. Trwają do dzisiaj i będą trwały jeszcze dziesiątki lat. To już międzynarodowy zestaw naukowców, grupa około 100  specjalistów z różnych dziedzin i z różnych instytucji amerykańskich i europejskich, pod przewodnictwem profesora Iana Hoddera. Uczestniczą w tych pracach dwaj Polacy: Lech Czerniak z  Uniwersytetu Gdańskiego i Arkadiusz Marciniak z Poznania.

To miejsce idealne dla archeologa: stare, sprzed około 10 tysięcy lat, w którym ludzie przez ponad 1400 lat żyli dostatnio, bez wojen, i choć nowe budowle wzrastały na ruinach starszych, tych budowli nie rozwalano doszczętnie, szczególnie ścian z malowidłami, lecz obudowywano je. Ta masa domków niejako zlepionych do siebie wyglądała jak jakiś potężny szeroki wał obronny, ale nim nie był, bo nie ma śladów najazdów i walk. Te najnowsze wykopaliska postępują bardzo powoli, choćby z tego powodu, że od czasu do czasu trafiają się odkrycia,  których nie znano dotychczas.

Dość dokładne wyobrażenie wyglądu Catalhoyuk

To był bardzo gęsto zaludniony teren z małymi dwuizbowymi domkami wielkości ok. 25 metrów kwadratowych. Były to przylegające do siebie kwadratowe budowle z drewnianych belek tworzących zręby budynków i cegieł. Nie było drzwi i okien, wchodziło się po drabinie na płaski dach, do wnętrza domu i z powrotem na płaski dach po innej drabinie przez otwór. Przemieszczano się po dachach. Na nich koncentrowało się życie dzienne.

Takich budynków było około dwa tysiące zamieszkanych przez prawie 10 tysięcy ludzi, czyli więcej niż w każdym z polskich miast przed przeniesieniem stolicy z Krakowa do Warszawy. W tych ciasnych domkach mieszkało niekiedy po 8 osób. Prawie wszystkie miały ten sam metraż, były dwuizbowe, jedna z nich to kuchnia i skład żywności i wszystkiego czym rodzina dysponowała, druga to sypialnia z ławami rozstawionymi przy scianach, a ławy te służyły nie tylko jako miejsce spania ale i  pracy. Było w tym domu palenisko nie tylko do gotowania, pieczenia, ale i do ogrzewania domu, dlatego w każdym z tych domków była wspomniana duża dziura w dachu nie tylko jako wejście do domu, ale i do odprowadzenia dymu.

W głównej izbie pod klepiskiem chowano szkielety zmarłych. Ciała zmarłych wystawiano w różnych zakamarkach poza domami, aż sępy i inne mięsożerne zwierzęta oczyściły je do kości, wtedy następował właściwy pochówek. Scianę nad grobami ozdabiano malowidłami i płaskorzeźbami – to figury geometryczne, wizerunki byków, sępów, lampartów, a także mężczyzn, otyłych kobiet (otyłość nie była wtedy sprawą negatywną, dodawała kobiecie piękna fizycznego i świadczyła o dobrym zdrowiu i płodności). Niektóre z tych domków były wyjątkowo bogato ozdobione, szczególnie ściany, pod którymi pochowani byli zmarli, i chociaż ciągle bardzo ciasne, mogły służyć jako miejsce spotkań i ceremonii  religijnych. Niektórzy badacze twierdzą, że były świątyniami, choć faktycznie świątyńką był każdy dom, bo w nim pochowani byli jego zmarli mieszkańcy, których honorowano – ale czy to był rodzaj aktu religijnego, czy zwykłe uszanowanie przodków, tego nie wiemy.

Dziwne to było osiedle: ogromna liczba, jak na owe czasy, domów bez ulic, bez żadnych budynków użyteczności publicznej, żadnych murów obronnych, żadnych studzien – dopiero niedawno odkryto istnienie dawno wyschłej rzeki, stąd mieszkańcy brali wodę. Cegły w każdym domu były nieco innej wielkości i lepione były nie z tej samej gliny, więc był to produkt domowy, a nie wytwarzany w jednym miejscu. Gliny było na miejscu nieograniczona ilość, niestety drzewa nie rosły w pobliżu, trzeba je było przywozić z terenów oddalonych o wiele kilometrów. Posługiwano się udomowionym bydłem jako zwierzętami pociągowymi.

Sztuka i rzemiosło

W niektórych domach znajdujemy dużą ilość malowideł i i innych dzieł sztuki.  Nie musiały to być sanktuaria, po prostu dana rodzina miała w swym gronie artystę. To freski, ścienne reliefy, niekiedy z namalowaną na nich dekoracją, a ta to najczęściej rodzące kobiety, w otoczeniu par lampartów czy innych drapieżników, niekiedy obrazy głów byków z doczepionymi do nich prawdziwymi rogami. Wśród dużej liczby welotematycznych obrazów najczęstszymi były malowidła węża, czyli symbolu śmierci.  Znaleziono wiele figurek kobiecych, może to była reprezentacja siedzącej bogini matki, trzymającej ręce na spoczywających po jej obu stronach lampartach. Symbolistyka jest dość jasna – kobieta to symbol płodności, opiekunki domu, porodów i nowego życia, a lamparty to symbole męskości. 

Inne stanowisko wykopaliskowe w toku

Zanim zaczęto uprawiać rzeźbę, trzeba było rozwinąć rzemiosło. Większość narzędzi stworzono z kamienia. W tej dziedzinie żadne inne współczesne mu osiedle nie dorównywało jakością sprzętowi w tej miejscowości. Naliczono, że tych narzędzi pracy było około 50 rodzajów. Podstawowym surowcem był obsydian. To wielokolorowana kwaśna skała złożona prawie wyłącznie ze szkliwa wulkanicznego, powstała podczas natychmiastowego stygnięcia magmy. Tę skałę można łupać na kawałki, które często miały ostre ostrza. Niestety rzemieślnikom osiedla zajmowało dużo więcej dni by sprowadzić kawałki tej skały, niż budowniczym na wyprawę po belki drewniane – wzgórza oksydianiowe oddalone były od osiedla o 250 km. Niektóre narzędzia są z krzemienia importowanego aż z Syrii, co świadczy o wymianie handlowej na tych terenach.

Szczególnie elegancka i dopieszczona jest broń, bo służyła nie tylko do polowań, ale też jako jako ozdoba mężczyzn – godnym podziwu jest kunszt włóczni i styletów. Tymi narzędziami kamiennymi produkowano wszelkiego rodzaju naczynia, żarna, moździerze, gładziki kamienia i inne utensylia. Równocześnie rozwijała się rzeźba w drzewie, kości słoniowej  i dość zaawansowany przemysł ceramiczny – to w większości wypalane, gładzone i pokryte polewą misy i wysokie pękate naczynia na płyny z doczepionymi guzikami jako uchwytami. Całe to bogactwo nie służyło tylko mieszkańcom osady, najlepsze wyroby były przeznaczone do handlu wymiennego, nawet z mieszkańcami dość odległych krajów.

Odkrycie szkieletonu osoby dorosłej

Zajęcia gospodarcze

Mieszkańcy osady byli nie tylko zbieraczami, myśliwymi, ale rolnikami i hodowcami zwierząt domowych, niektórzy rzemieślnikami i artystami. To nagromadzenia zajęć było rzeczą dość wyjątkową w tych czasach, bo jeszcze na wielu terenach każde z nich były jedynym zajęciem ludzi. Warunki  środowiskowe i pogodowe na tych terenach były wyjątkowo dobre. Ziemia była bardzo urodzajna, było ciepło, do Morza Śródziemnego niedaleko, ale deszcze i mgła znad morza chyba nie wystarczały do intensywnej uprawy dwu plonów w ciągu roku, więc znano jakieś metody irygacji z pobliskiej rzeki – jakie jeszcze nie wiemy, bo  nie dotarto do ich śladów.

Uprawiano przede wszystkim dwa rodzaje pszenicy: płaskurkę i samopszę oraz dwie hybrydowe ich odmiany. Tereny te to światowa kolebka uprawy pszenicy, która po wielu procesach hybrydyzacji dotrwała do naszych czasów – a najmniej zmienioną z nich jest istniejąca jeszcze, szczególnie na zboczach Alp, pszenica zwana orkiszem. Uprawiali też groch, kilka innych warzyw i zbierali z pobliskich wzgórz migdały, pistacje i inne produkty żywnościowe. Produkty mięsne i skórę mieli z hodowanego bydła, bo ok. 90%  kości zwierzęcych znalezionych na tym stanowisku archeologicznym to kości bydlęce. Przed udomowieniem bydła były udomowione kozy i owce – mieszkańcy nie mieli ich w osadzie, bo było ich wiele w okolicy w stanie dzikim, polowano na nie, a ich kości też odnajduje się wśród kości innych zwierząt. Polowanio też na daniele, jelenie, niedźwiedzie, dziki. Psów – towarzyszy podróży i pomocników w polowaniach nie musieli udomawiać, dokonano tego we wcześniejszym okresie epoki kamiennej.

Inne wyobrażenie osady na dwu wzgórzach

Rozpad społeczności

Ta zwarta społeczność zaczęła się rozpadać począwszy już od wczesnych lat szóstego tysiąclecia p.n.e. Znikła kompletnie z powierzchni ziemi trzy tysiące lat później. Nie znamy całej prawdy o tym rozpadzie – najnowsze odkrycia na tym stanowisku archeologicznym wykluczają wiele powodów. Wykluczono  warunki terenowe jak obsunięcie się ziemi i zjawiska geotermiczne jak trzęsienie ziemi i wybuchy wulkanów, bo przecież pozostałyby po nich ślady. Nie był to najazd ludów sąsiednich, bo na szkieletach nie ma ma śladów po cięciach czy pchnięciach dawną bronią.

Obecnie bierze się pod uwagę ciasnotę domową, przestarzałe wyposażenie domu, niewygody przemieszczania się po dachach zamiast po ulicach, a przede wszystkim  tworzenie się warstw społecznych. Zdolniejsi i bogatsi i budowali domy nie doczepiane do innych na większych posiadłości na drugim wzgórzu, zaczęły tam powstawać małe uliczki. Społeczność stawała się coraz mniej zwarta, ludzie mniej uzależnieni od innych. Nie ma także śladów jakichś chorób epidemicznych, ani śmierci głodowej, więc najprawdopodobniej przynajmniej część rodzin przenosiła się na inne bardziej  zaludnione  tereny, dające większe możliwości lepszego życia. Chyba kult zmarłych zmalał wśród późniejszych mieszkańców w tym osiedlu, bo ich kości zostawiono na miejscu pochówku.

Kości zmarłych

Na podstawie tych odkryć już kilka twierdzeń prehistorii zostało odesłane do lamusa. Dawniejsze twierdzenie podręcznikowe, że łowcy nie zakładali stałych osiedli, jeśli tak, to tymczasowe i miniaturowe; dopiero po przetrzebieniu dzikiej zwierzyny przeistoczenie się ich w rolników i hodowców zwierząt stwarzały konieczność większych skupisk ludzkich, by być bliżej swoich pól i zwierząt, by ich i siebie bronić przed najazdem, atakiem, bo wiadomo, że w grupie siła. Mieszkańcy Wzgórza Widelca byli łowcami i zbieraczami, rolnikani i hodowcami w jednym miejscu w jednym czasie. Nie było wojen, konieczności obrony,  lub konieczności ucieczki przed wrogiem, a jednak mieszkańcy osiedla trzymali się przez około półtora tysiąca lat razem bez hierachii społecznej, bez zarządu, podatków, partii politycznych, manufaktur i innych tego typu tworów współczesnej czywilizacji.

To już było miasto,  a nie wioska – miasto o dość pierwotnej eksperymentalnej formie. Produkcja dóbr na wymianę handlową też przemawia za nazwaniem tego miejsca miastem. Nie było ulic placów budowli sakralnych, manufaktur, podziału ról produkcyjnych i gospodarczych, ale  funkcjonowało dobrze – rodziny nie zawsze były całkowicie samowystarczalne, pomagano sobie przy większych przedsięwzięciach jak choćby budowa domu.  

Malowidła ścienne

Inne twierdzenie, że we wczesnym neolicie matriarchat został zastępiony patriarchatem, też się nie sprawdza w Catalhoyuk, bo choć role mężczyzn i kobiet były podzielone, kobiety na przykład nie brały udziału w łowach, ale w ucztach łowieckich tak. Honorowano je choćby w malowidłach ściennych i figurynkach. Nie widać żadnych śladów podporządkowania jednej płci przez drugą, przeciwnie, jest wiele wskaźników, że kobieta miała równy status rodzinny i społeczny. 

Odkrycia w Catalhoyuk pchnęły innych archeologów do szukania odpowiedzi  na te i podobne pytanie przez odkrywania w innych rejonach podobnych skupisk ludzkich. Odkryto kilka, niektóre nawet starsze, jak stare Jerycho w Palestynie, czy Asikli w Centalnej Anatolii, niektóre dość duże i bardziej rozwinięte architektonicznie niż Catalhoyuk, z ulicami, świątyniami, innymi budynkami publicznymi, ale grupy te nie były tak wielkie i nie tak dobrze zharmonizowane.

Pozostałości po grupie dawnych zabudowań

A więc nie wszystko w prehistorii  jest takie, za jakie uważali je i to nie tak dawno naukowcy. Różne społeczności na różnych terenach rozwijały się z różną intensywnością zależnie od warunków miejscowych, ich mentalności, ich religijnych przekonań i praktyk. Catayholuk udowadnia, że nie konieczność uprawy ziemi oraz  oswajania i hodowla bydła zrobiły z łowcy rolnika. Jest dokładnie odwrotnie: potrzeba jakiejś stabilizacji, pełniejszego życia rodzinnego, wygodniejszej egzystencji, w miarę bezpieczniejszej były tego głównymi powodami. Musiała się zmienić mentalność, by się podjąć pracy na roli i obowiązków hodowlanych. Ten proces dojrzewania mentalności człowieka pierwotnego trwał długo, ale w Catalhoyuk proces ten już był mocno zaawansowany. Ciągle to był dość powolny proces, bo pierwsze prawdziwe miasta jak np. Uruk w Mezapotamii pojawiły się dopiero 4000 lat później, a zwarte państwa podzielone na klasy, np. starożytny Egipt, jeszcze około tysiąca lat potem.

Statuetka kobiety opartej o lamparty

Do dzisiaj nie ma pewności, dlaczego na Wzgórzu Widelca taka masa ludzi skupiła się tak ciasno na małym terenie. Przypuszcza się, że jednym z ważnych powodów było to, że  ludzie ci chcieli być na co dzień ze swoimi przodkami i być pochowani w tym samym miejscu co oni. Intensywne prace wykopaliskowe wciąż trwają, jest nadzieja, że czegoś nowego dowiemy się i prawie pewne do tej pory tezy nauk dotyczących przeszłości homo sapiens trzeba będzie doprecyzować, lub nawet zmienić.

                                  Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.