Pracowici i ja

0

Obywatele praworzadni, solidni, obowiązkowi i ogólnie mówiąc spolegliwi obchodzą właśnie Labour Day czyli tutejsze święto pracy, a ja jeszcze płynę na skrzydłach kanikuły, która niepokojąco mi się przedłużyła, płynę z szybkością działania pracowników firm przeprowadzkowych, wynagradzanych godzinowo…

Ale już zaczynam myśleć powoli o ponownym włączeniu się w zbiorowy, dziejowy proces wytwórczy, a może nawet hasło dobrej roboty nabierze powabu w moich oczach? Nie każdego stać na osiągnięcie mistrzostwa, ale każdego przecież powinno być stać  na wysiłek jak największego możliwego przybliżenia się doń.

Krzepiąca jest pamięć ile wiary swojego czasu pokładał we mnie mój szef, który, dowiedziawszy się, że złamałam nogę, westchnął najpierw, a poten jęknął przejmująco: „A tu tyle zadań, tyle zadań…!” Komentarz ten tak spodobał się koleżeństwu, że szeroko go rozpowszechniło, tak że nawet zaczął żyć własnym życiem, już poza warunkującym go konspektem.

Twórcą innego popularnego powiedzonka związanego z pracą był profesor Roman Trześniowski, człowiek o gołębim sercu i anielskim usposobieniu. Kiedy z góry spływały do nas rozmaite żądania sprawozdań, raportów i podsumowań, profesor uśmiechnięty łagodnie, tłumaczył jak dzieciom:      „Ależ oczywiście, weźmiemy się za to, jak tylko to tutaj wszystko się przewali”. I robił wtedy taki okragły ruch ręką, obejmujący „to tutaj wszystko”. Nikt oczywiście nie wiedział co mianowicie ma się przewalić ale ilu niepotrzebnych biurokratycznych zachcianek władz zwierzchnich udało nam się dzieki tej metodzie uniknąć! I jakoś świat nie zginął, nasza firma nie upadła.

Kiedyś dwóch kumpli zginęło w wypadku samochodowym, jeden poszedł do piekła,  przed drugim otworzyła się brama do niebios. Spotkali się po pewnym czasie:

– No i jak tam wiedzie ci się w piekle, bardzo źle?

– Sił brakuje, cały czas balangi, orgie, używki….A jak ty w niebie sobie radzisz?

– Praca, praca i jeszcze raz praca!

– A co wy tak stale pracujecie?

– Mało ludzi, kochany, mało ludzi!

Na ziemi też nie lepiej, też mało ludzi, a chętnych do pracy podobno jeszcze mniej, o czym świadczą najlepiej liczne i interesująco sformułowane niekiedy ogłoszenia. „Szukam osoby, która by leżała w trumnie w zakładzie pogrzebowym w oszklonej gablocie na wystawie. Praca głównie sześć godzin dziennie, pięć dni w tygodniu”. Ogłoszenie tej treści pojawiło się na jednym z portali w internecie. Wynagrodzenie 150 zł dziennie. Ponadto pracodawca, który podkreślił, że interesują go tylko poważne oferty, zapewnia wolne weekendy i wypłatę codziennie lub w formie tygodniówki. Szczególnie atrakcyjna była propozycja zniżki na usługi dla rodziny pracownika.

A żeby utrzymać się w temacie to„ Gazeta Pomorska” poinformowała, że grudziądzki PUP w ramach walki z bezrobociem skierował 23-letniego mężczyznę do pracy, w której miał bezpośrednio zajmować się zmarłymi w jednym z lokalnych zakładów pogrzebowych. Niestety delikatna psychika nie pozwoliła mu na pełnienie tak trudnych obowiązków, więc wrócił do pośredniaka z kwitkiem, informującym o odrzuceniu posady.” Dobra zmiana” zabrała mu zasiłek…

Tacy to niektórzy są grymaśni. Ostatnio pewien pacjent oddziału wewnętrzno-geriatrycznego  Wojewódzkiego Szpitala im. Marii Skłodowskiej-Curie w Zgierzu z niejakim niesmakiem narzekał na dwóch leżących po bokach towarzyszy, którzy obrzydzili mu śniadanie i nawet złożył skargę w tej sprawie. Rzecznik prasowy szpitala odpowiedział grzecznie, że wszystko odbywało się zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z 10 kwietnia 2012 r., które nie wymaga przenoszenia zmarłych pacjentów do osobnego pomieszczenia, nawet jeśli żywym przeszkadza to w konsumpcji śniadanka.

Jak ktoś sam w pracy sobie nie radzi, może poszukiwać pomocy. Na stronie Fronda.pl dr Ewa Galewska, neurologopeda z Kliniki Leczenia Jąkania w Warszawie, zapewnia, że w leczeniu jąkania należy zaufać Bogu i Matce Boskiej. Co, co, co, co?

Jedni się migają od pracy ale są i tacy, co rwą się do niej.:„Przede mną nowe zadanie, praca w Brukseli to dla mnie nowe zobowiązanie”- zadeklarowała jak zwykle ambitna Beata Szydło. Z zainteresowaniem obserwowaliśmy jej zmagania  o zaszczyt przewodniczenia Komisji d/s Zatrudnienia i Spraw Socjalnych PE, które dwukrotnie przegrała sama z sobą, co jest swoistym ewenementem. Tyle że młodzież szkolna doznała pewnej pociechy:„ Nie dostałam się do wymarzonej szkoły bo było 5 kandydatów na jedno miejsce ale tata mówi, żebym się nie przejmowała, bo była pani premier też się nie dostała na wymarzone miejsce, choć nie było żadnego innego kandydata.”

„Wyrzucić!” – powiedziała Beata o fladze UN. “Wyrzucić!” powiedzieli europarlamentarzyści o Beacie. Ale różni wredni ludzie, których nigdzie nie brakuje, szepczą, że Beata padła, bo nikt w Parlamencie Europejskim nie wiedział jak będzie po angielsku „sołtysowa Europy”.

A żeby nie było jej smutno to i pracowity Krzysztof Szczerski, były szef gabinetu prezydenta, nie został komisarzem d/s ochrony i bezpieczeństwa ani żadnym innym.

Inny zapracowany po uszy, można rzec zalatany niezmiernie, to były już marszałek Sejmu, Latajacy Ogrodnik czyli Kuchciński Travel. Marek Kuchciński tak rwał się do wypełniania swoich zadań, że nie chcąc tracić czasu, posługiwał się nagminnie wypasionym samolotem rządowym Gulfstream G550, zakupionym w ubiegłym roku od Amerykanów, których oferta, jak słyszeliśmy, przebiła ofertę francuską. I dlaczego przypomina mi się „Trybuna ludu”: „Agencja TASS powołując się na Radio Kabul…”? Zgodnie z instrukcją HEAD marszałkowi wolno, zresztą obu marszałkom, premierowi i prezydentowi też. O licznych krewnych i znajomych Królika, wojażujących tłumnie samolotkiem instrukcja nie wspomina. Wzruszył mnie poseł Stanisław Piotrowicz, który zabrał się rządowym ptakiem powietrznym po krople do oczu dla żony.

Zostało nam jeszcze dwóch pracowitych, tylko dwóch ale za to jakich! Premier Mateusz Morawiecki, który swoją zapalczywością w walce z komuną pociągnął za sobą miliony, tyle że, jak słyszymy, komuna przetrwała, a miliony są na koncie u żony, podobnie jak pracowicie gromadzone lokale i działki.

Ten drugi i najważniejszy czyli prezydent RP tak bardzo chciał się wykazać, że wyrwał się przed szereg. Dla uczczenia rocznicy Konstytucji 3 Maja podpisał ustawę 2 dni przed uchwaleniem jej przez Sejm, co wytropiła nawet Polska Agencja Informacyjna. I znów przypominają się czasy PRL-u: „W ramach czynu pierwszomajowego kolejarzy rzeszowskich pociąg z Rzeszowa do Warszawy przyjechał dwa dni przed planowanym terminem”. 

Zaimponował mi pan Andrzej W. z Ostrowa Wielkopolskiego, który innym pracy przysporzył ale i sam zakasał rękawy. Otóż przyniósł on do kasy miejscowego sądu 750 zł. w monetach 1-,2- i 5-groszowych, ważących 30 kilo aby uiścić opłatę sądową. Liczenie monet sparaliżowało kasę na cały dzień.

A dla tych co naprawdę pracy szukają ciekawostka: prezes Jacek Kurski  wyraźnie też sypnął jakiś grosz Poczcie Polskiej, bo ta gorączkowo poszukuje pracowników na stanowisko kontrolera abonamentu RTV. Wszyscy dobrzy ludzie, pracując na takiej pozycji będą mieli niepowtarzalną okazję zmiany świata na lepszy: „gwarantowane stabilne zatrudnienie, pensje zawsze na czas, premia miesięczna, trzynastka, dodatek stażowy, dofinansowanie do wypoczynku i wydarzeń kulturalnych, atrakcyjne warunki prywatnej opieki medycznej” czytamy w ogłoszeniu. Zapomniano tylko dodać, że szczepienia przeciwko wściekliźnie też będą darmowe, bo ludzie psami szczuć będą…

Również Kancelaria Sejmu ogłosiła, że szuka uczciwych osób do sprzątania. A jeden krystalicznie uczciwy poseł  nie mógłby od czasu do czasu Sejmu mopem przelecieć?

Danuta Owczarz-Kowal 

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.