Ratujmy Mazury. Przyrodę i ludzi.

6

Z cyklu: Z 8-go piętra

To zaczyna być w Polsce męczące, wszystko musimy ratować i to sami, wbrew machinie państwa i różnym strukturom. Na kanałach, czasem przy bindugach, a na pewno w wioskach czy miasteczkach w knajpkach, barach, w witrynach rzuca się w oczy czerwony napis „Ratujmy Mazury” i „NIE dla autostrady w sercu Mazur”. To nasza wspólna sprawa, ratujmy Mazury, nasz skarb, nasze wakacyjne wytchnienie, a piękne, ale twarde miejsce życia dla mieszkańców. 

This slideshow requires JavaScript.

GDDKiA – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad chce bowiem wybudować w „Cudzie Natury” autostradę S16 z najdłuższym w Polsce, 3,5-kilometrowym mostem. I zniszczyć m.in. lęgowiska ptasie na Tałtach, Jezioro Juksty, gdzie mieszka żółw błotny, Łajty, największe torfowisko regionu, przystanek migrujących i żerujących ptaków, ulubione żeglarzy „mazurskie fiordy”, najwyższą morenę czołową Mazur (182 m) itd., itd…  

Wariant C, ten właśnie ma najbardziej zniekształcić, zdemolować naturę naszego wspólnego dobra przyrodniczego, domy i życie ludzi, sentymentalny kraj rodzinny dla ludzi stąd pochodzących, a już tu nieobecnych Mazurów, Niemców… 

Nie wiem, czemu tak słabo o tym słychać w reszcie Polski i świata, chyba czas zewrzeć siły i powiedzieć NIE planom niszczenia na rzecz tirów i transportu… 

Tałty, Skorupki, kilkanaście numerów domów, może kilkadziesiąt. Śliczne domy, ledwie z dziesięć rodzin lokalsów, reszta rejestracje z całego świata. Kamping prowadzony przez Basię i Wojtka, na dwa miesiące wybywają z Warszawy i uciekają na Mazury. To oni nam opowiedzieli najwięcej o akcji, proteście. To także ich miejsce. A na swój kemping wpuszczają tylko takich ludzi, których sami ocenią jako uczciwych, poczciwych czy porządnych, co to im dobrze z oczu patrzy. Bo to już unikaty. Jak gospodarze. Hałaśników, awanturników nie chcą. Chcą móc porozmawiać, zaufać, nie zamykać się bramami, nie odgradzać, tylko jakoś tak normalnie, dobrze po ludzku się czuć. Na długo zapamiętam trwające kilka sekund przeszywające, lustrujące wnętrze spojrzenie przenikliwych niebieskich oczu Wojtka z okolic Pragi. Ten mechanik samochodowy zna życie, zna ludzi. Wpuścił nas z Basią do siebie pod dach, nawet poczęstował pyszną malinówką. Posiedzieliśmy ze dwie godzinki. Groźnie wyglądający pies wzorem swojego pana też nas zaakceptował. Wojtek na zaufanie mieszkańców osady pracował kilka lat, ceni je bardzo. 

Wakacje. Na szlaku od Bocznego, Jagodnego do Rosia czy Bełdan pływające śmieci typu plastiki i puszki, folie. Mało w jeziorach, więcej na bindugach, ale są. Nic nowego, choć i wiele nowego: na południu, na jeziorach Seksty czy Roś, także Tałtach bindugi cudownie wyposażone w kontenery na śmieci i czyściutkie tojtoje (toalety), które pan rano przychodzi oczyszczać, odświeżać, i to za skromne 10 czy 15 zł za żaglówkę za dobę. Zarządcy innych miejsc do cumowania przepraszają, że nie zdążyli dziś przygotować drzewa nam/innym na ognisko, to już nas niemal wzruszyło. Sami staramy się zawsze zostawiać następnym drzewo. Nie zawsze je zastajemy, ale w myśl, że im mniej spektakularna i droga łódka, tym żeglarze się lepiej zachowują, niewiele nas zaskakuje. 

This slideshow requires JavaScript.

Oczywiście narzekamy od kilku lat, odkąd każdy może wypożyczyć łódź motorową bez uprawnień, podobnie dość łatwo jest z żaglową, że ci „motorowodniacy” to w dużej części takie nieszczególne towarzystwo jeziorne, hałaśliwe, niegrzeczne, nieuprzejme. Niewychowane może. Nie raz trzeba było przebijać się przez hałas disco polo i niemieckiego „hitparade” z prośbą o ściszenie głośników na ciężarówkach-motorówkach, ale przyznaję, że większość towarzystwa ściszała, jeśli już naszą prośbę usłyszała. 

Jak zwykle Mikołajki, prześliczne z perspektywy wody, omijamy przepływając bez cumowania, bo to „Krupówki” czy „Marszałkowska” Mazur. Machamy tylko królowi jezior mazurskich, Królowi Sielaw, ładnie odświeżonej „maskotce” rybie powitalnej przypiętej pod mostem. Tej drugiej, w fontannie w ryneczku nie pomachamy, bo nie wychodzimy tam na ląd. Zawsze tylko mijając Mikołajki tęsknie zerkam ku „centrali rybnej”, gdzie wędzone pyszności rybne kupowaliśmy przez lata z załogantami, oraz ku budce u zejścia z pieszej kładki, gdzie były najpyszniejsze w tej części świata gofry… 

Saperka to ważny sprzęt. Gdzieś na Bełdanach binduga zapełniona białymi „papierzakami”, zgadzam się z żeglarką z łódki „Hallux”, że nie jest to trudne, by swoją pamiątkę ukryć pod darnią, przykryć. Tak ją uczono. Mnie też. Tylko koniki polskie nie muszą tego robić, pozostawiają swoje ślady przy brzegu, ale jak za to jest niecodziennie, kiedy taki ciekawski podejdzie do łodzi, poskubie to czy owo, porwie chleb czy marchew i chodzi na żebry od łodzi do łodzi. Potem zastyga przy brzegu. Nie przypadkiem cierpliwie czeka, codziennie bowiem podpływa do niego stara, 115-letnia przeróbka łodzi parowej z porcją suchego chleba i jabłek z ludźmi, którzy konika chętnie pogłaszczą.  

Rydzewo, nasza baza przy Bocznym z niezawodnym bosmanem Mirkiem ze Śląska, który się dekady temu zakochał w Mazurach i Mazurce i tu zbudował swoje życie i łódki. Mieścinka z roku na rok pięknieje. I stare budynki także, teraz także kilkusetletni kościółek jest osuszany, będzie restaurowany. Lubię to miejsce raz w roku odwiedzić, bo pachnie tam czymś spoza tu i teraz, lubię powąchać, dotknąć, postudiować zabytkowe drzwi. Miła pani już zamykała kościółek, ale zostawiła mi furtkę do obejścia otwartą, bym sobie pobyła, a potem zamknęła. Jakie to miłe. Ja, wypisana z Kościoła katolickiego, cieszę się na ratowanie takich miejsc, lubię je i tych, którzy o nie się troszczą, a oni mi ufają, że miejsce szanuję i że też się o nie odpowiednio zatroszczę. Szkoda, że cała instytucja tak nie wierzy w ludzi. 

Aaa, no właśnie, przecież wtedy nosiłam sweter w barwach tęczy i pan w kolejce w sklepie rzucił do mnie, a pani to jak LGBT, cała w tęczy. Potwierdziłam, dodałam, że wspieram ludzi LGBT, partnerka pana zaraz dodała, że ona też. A pani w kościółku w Rydzewie mój strój nie przeszkadzał. Zamknęłam solidnie bramę wejściową, ale nie powiem jak. 

W Piszu pani Martyna i jej pierniki przepiękne i zaskakujące w kształtach, na każdy temat, Matka Polka Piernicząca, sklepik „popierniczony” ślicznymi piernikowymi zjawiskami, a Matka Polka Piernicząca z mężem i trójką dzieci spełniają swoje plany życiowe, pieką, zdobią, wysyłają w świat, niedługo dołożą w przyjaznym rodzinnym miejscu dobrą kawę do pierniczków. Może wyremontowanym, oczyszczonym kanałem w Piszu wkrótce będzie można dopłynąć wprost pod Piernikarnia Cafe i wpierniczyć arcypiernikowe pierniczki Martyny? Tego jej życzę. Oczywiście, też ma w witrynie plakat „Ratujmy Mazury”. Kupiliśmy pierniki dla córeczki i synka. I dla siebie, niezdobione.

This slideshow requires JavaScript.

Otwieram lodówkę, a w niej wspomnienie pani Stasi. Słoik z płociami w zalewie pani Stasi, właścicielki sklepiku gdzieś na Mazurach po drodze, a przepis podała innej pani, która robi te pyszne ryby na sprzedaż. W papierach reszta wędzonych sielaw i siei. Pachnące, wspaniałe. Przepraszam, wciąż jem ryby i czasem mięso. 

Pani Stasia była urocza, najpierw groźna zza okularków, ale po pierwszych zdaniach już się ucieszyła, że nam się miło rozmawia, ponarzekałyśmy troszeczkę na świat i ludzi. Nie chcemy się zgadzać na to, że jest coraz gorzej… To wtedy przyznała, że to jej przepis na zalewę. Zapytałam ją wtedy o imię, podała mi i się rozpromieniła, a ja powiedziałam, że będę o niej myśleć, kiedy tylko te pyszności będę jeść. I tak jest, pani Stasiu!

Ratujmy Mazury. Przyrodę i ludzi.  

Beata Dżon Ozimek                                             

Petycja na Avaaz.org

This slideshow requires JavaScript.

 

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

6 Comments

  1. Filip Kornacki on

    Muszę się wybrać do Matki Polki Pierniczącej – to i piękne pierniki i pomysł wspaniały – Pani Monice od Piernika przesyłam ukłony. A zakusy na naturę w Polsce to powód do sprawy sądowej o szerokim zasięgu – pamiętacie wycinki w puszczy????

    • Matka Piernicząca – koniecznie. Pamiętamy Szyszke i ferajne od wyrzynania lasów. Niestety był skuteczny i ma wielu następców. Smutne o krotkowzroczne to.

  2. Beatko, obudziłaś we mnie wspomnienia mazurskich wakacji. Spędzałam je w Szymanowie koło Plękit, jeździłam konno, zbierałam maliny, pływałam na tratwie i gumowym kajaku Rekin. Włóczyłam się po cudownych lasach. Warto chronić takie miejsca, bo ich coraz mniej, a jedyny ratunek dla naszej planety, to nie likwidować lasy tylko je sadzić. Zniszczyć łatwo odbudować często jest niemożliwe. Głupota ludzka jest niezmienna, ślepa, patrząca tylko w czubek własnego nosa, który może być mocno utarty, gdy zabraknie wody i powietrza.

  3. Bardzo dziękujemy za odwiedziny. Było nam nizmiernie miło porozmawiać. Od urodzenia jestem Moniką, często słyszę “idzie Monika od piernika “. Od śluby z Panem Martyn, często zostaje Martyną. Już tak przywykłam, że przestaje mi to przeszkadzać , jednak prostuję dla poszukiwaczy Piernikarni w Piszu

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.