Bohater, który uratował świat

10

Z ogromnym smutkiem żegnamy wspaniałego Człowieka, pana Franciszka Pasławskiego, ostatniego w Kanadzie Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata w Kanadzie, który zmarł w wieku 97 lar 20 września.

Miałam zaszczyt przeprowadzić z panem Franciszkiem wywiad, na którym oparty jest niezwykły film o Nim pt. “Without a Doubt”, być autorką angielskich napisów i pełnić funkcję współproducenta tego filmu (associate producer), którego producentem był Eli Rubenstein. Spotkanie i rozmowa z panem Pasławskim była niezwykłym przeżyciem dla mnie – mój wuj Mieczysław Wionczek był także Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata…

Mój artykuł o filmie i sam film (oryginalnie opublikowany w “Gazecie” 2 maja 2016 roku) pt. “Film o bohaterze”.

W najbliższym 67 odcinku POLcastu jeden z segmentów jest poświęcony panu Franciszkowi Pasławskiemu (dostępny od niedzieli 6 października).

Poniższy artykuł “Bohater, który uratował świat” o śp. Franciszku Pasławskim opowiada o Jego życiu. Napisałam go 11 kwietnia 2016 roku:

Kto ratuje jedno życie ratuje cały świat

Talmud

17 marca 2016 roku, w dniu otwarcia w podkarpackiej miejscowości Markowa Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej, zaledwie kilka godzin później w Toronto w żydowskiej Kongregacji Habonim przy Glen Park Avenue odbyła się niezwykła uroczystość “Servants of God” dla uczczenia bohaterstwa ludzi, którzy narażając życie swoje i swoich bliskich ratowali Żydów . Było to wzruszające spotkanie społeczności polskiej i żydowskiej w pierwszej kanadyjskiej synagodze wzniesionej po wojnie wysiłkiem ocalonych.

W swoim powitaniu jej gospodarz Eli Rubenstein przywołał słowa dr. Naomi Azrieli, prezes Azrieli Foundation, członka tej kongregacji: “Nikt nie przetrwał Holokaustu bez pomocy innego człowieka”. Podkreślił, że równie ważne jak zachowanie miejsc pamięci, gdzie rozgrywały się tragedie, np. Auschwitz, jest zachowanie pamięci o ludzkim bohaterstwie, o ratowaniu bliźniego. To daje nadzieję młodemu pokoleniu, że zło można pokonać.

This slideshow requires JavaScript.

Gościem honorowym tego wieczoru był pana Franciszek Pasławski, ostatni w Kanadzie Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Na uroczystości pokazano film pt. “Without a doubt” (Bez Wątpliwości) oparty na wywiadzie, jaki wraz z Elim Rubensteinem miałam przyjemność przeprowadzić z panem Pasławskim w jego domu w Brampton.

Screen Shot 2016-03-30 at 5.07.03 PM

Było to niezwykłe spotkanie pan Franciszek ma znakomitą pamięć i wiele dokumentów oraz zdjęć, a także jest świetnym gawędziarzem.

Screen Shot 2016-03-30 at 8.29.32 PM

W wywiadzie skupiliśmy się na pomocy, jakiej pan Franciszek udzielił trzem Żydówkom swojej nauczycielce niemieckiego dr. Reginie Zuhler, jej siostrze Minie Salzman oraz córce siostry Binie, która była jego koleżanką z klasy. Niezwykłe jest jednak całe życie pana Franciszka, zarówno w czasie wojny, kiedy był członkiem AK i ciążył na nim wyrok śmierci wydany przez ukraińskich banderowców, jak i po wojnie, kiedy po ukończeniu architektury, odegrał ważną role w odbudowie Gdańska, za co uzyskał wiele odznaczeń.

Najpierw opowiemy o pomocy, jakiej, mimo śmiertelnego zagrożenia, pan Franciszek Pasławski udzielił Żydom, a z jego własnej, spisanej w 2015 roku relacji poznamy całość dzialalności okupacyjnej i powojennej tego niezwykłego człowieka.

Pomoc Żydom

Pan Franciszek urodził się 30 lipca 1922 roku we wsi Dobrowody, pow. Podhajce, woj. Tarnopolskie (obecna Ukraina). Do szkoły średniej chodził w mieście Buczacz, w którym przed wojną mieszkało 25 tys. mieszkańców. Głównie byli to Polacy, ale także 8-10 tysięcy Żydów i ok. 5 tysięcy Ukraińcow.

Pan Franciszek chodził do szkoły z wieloma Żydami. W tamtych czasach, jak opowiada, nie odczuwało się żadnej poważnej niechęci, różnic między dziećmi o różnych korzeniach. Wszyscy razem chodzili do szkoły, znali się i bawili się, odwiedzali się też w domach. Jak wspomina pa Franciszek, Holocaust był w jego oczach straszliwą krzywdą i bardzo mu żal było kolegów i koleżanek.

Ukochaną nauczycielką pana Franciszka była dr Żydówka Regina Zuhler, która uczyła niemieckiego. To dzięki niej został najlepszym uczniem zawsze go chwaliła i dawała za przykład innym uczniom, co mobilizowało go do nauki.

W klasie była też Bina, jej siostrzenica.

Zachowało się zdjęcie klasowe na nim jest tylko część uczniów tej bardzo licznej klasy. Pan Franciszek siedzi obok swojej ulubionej nauczycielki, dr Reginy Zuhler. Na odwrocie zapisał nazwiska wszystkich uczniów.

Screen Shot 2016-03-30 at 8.31.18 PM

Poza Biną i jej ciotką, nauczycielką, ŻADEN Żyd na tym zdjęciu nie przeżył wojny.

Kiedy tereny te zostały zajęte przez Niemców, Żydzi zaczęli się ukrywać. Wielu chowało się u rodzin polskich. W samej tylko wsi gdzie mieszkał pan Franciszek, takich rodzin było kilka. Trzeba było bardzo uważać, ponieważ Ukraińcy wydawali Żydów Niemcom.

W 1943 roku na te tereny wkroczyli Rosjanie zajmując kilka powiatów. Niemcy zostali wyparci. Wszyscy myśleli, że jest to Armia Czerwona i ukrywający się Żydzi zaczęli wychodzić z ukrycia, sądząc, że są już bezpieczni, ale okazało się, że jest to partyznatka radziecka, która po kilku tygodniach wycofała się i Niemcy powrócili. Zorganizowali w Buczaczu getto. W getcie znalazła się nauczycielka pana Franciszka z siostrą i siostrzenicą.

W 1944 zlikwidowano getto i załadowano Żydów do pociągów, którymi mieli być wywiezieni do Auschwitz. Pociąg przejeżdżał przez miejscowość Monasterzyska, 7 km. od wsi Dobrowody. Wtedy pani Regina przypomniała sobie, że w pobliżu mieszka jej uczeń Franciszek. Wszystkie trzy poszły do ubikacji na stacji kolejowej, pozostawiając swój niewielki dobytek w pociągu. Dzięki pomocy strażnika-Żyda nie powróciły już do pociągu. Zjawiły się w domu pana Franciszka i poprosiły o pomoc. Bez wahania zgodził się przyjąć je w domu. Był koniec marca 1944 roku.

Jak opowiada, w tym czasie w domu mieszkało bardzo wiele osób poza rodzicami i rodzeństwem, była rodzina ciotki siostry mamy pana Franciszka, którym ukraińska dywizja SS wraz z Niemcami spaliła dom i dużą część wsi.

Nie było szans aby Żydówki mogły być ukrywane było to po prostu niemożliwe logistycznie i zbyt ryzykowne. Wokoło kręcili się Niemcy. Byli też ukraińcy, których trzeba było się obawiać. Pan Franciszek powiedział rodzinie, że są to jego znajome z Buczacza, których dom został zbombardowany. Postanowił, że będą one mieszkały z rodziną jak goście. Musiały chodzić do kościoła, modlić się. Pan Franciszek nadał im polskie imiona.

Tak naprawdę opiekowala się nimi mama pana Franciszka Maria. Pan Franciszek wspomina, że nocami nie spała, czuwała, czy nie ma zagrożenia.Wkrótce rodzice sami zorientowali się, że przygarnięte kobiety to Żydówki.

Sam pan Franciszek musiał uciekać, ponieważ otrzymał informację, że Ukraińcy wydali na niego wyrok śmierci. Na mocy rozkazu dowódzctwa AK, pan Pasławski udał się w Góry Świętokorzyskie.

Skończyła się wojna, pan Franciszek (jak możemy przeczytać w jego biografii na str. 19), przeniósł się do Krakowa, potem do Wrocławia, później w szczecińskie, a wreszcie do Gdańska. Został wziętym architektem, odbudowywał zniszczony w czasie wojny Gdańsk, pracował społecznie.

Był żonaty i na świat przyszły trzy córki.

Jak się okazało, po wojnie wszystkie trzy ukrywane przez niego w 1944 roku kobiety wyjechały do Izraela. Bina wyszła za mąż. Urodziła dwoje dzieci. Najpierw zmarła jej mama, a kiedy jej ciocia była badzo chora, wezwała siostrzenicę i powiedziała, że przecież swoje życie zawdzięczają Franciszkowi Pasławskiemu, a lata minęły i zapomniały o nim. Zobowiązała Binę, by ta za wszelką cenę odnalazla “Franka”. Bina skontaktowała się z profesorem gimnazjum w Buczaczu, który uczył tam łaciny. Prof. Korngut, ktory mieszkał na Śląsku, obiecał pomóc odnaleźć “Franka”. On też w czasie wojny ukrywał się w jakiejś wsi w powiecie buczackim, u lokalnego księdza. Przez Czerwony Krzyż udało mu się odnaleźć pana Franciszka, który był wówczas sławny jako budowniczy Gdańska. Skontaktował się z nim i powiadomił go: “Szukają pana moje znajome z Izraela”. Przekazał adres pana Franciszka Binie.

Pan Franciszek otrzymał paczkę z Izraela. Były w nim pomarańcze (pierwsze, jakie w życiu jadł), swetry i list napisany przez jego ukochaną nauczycielkę. Pan Franciszek przechowuje w swojej skrzyni w domu w Brampton ten list…

Zaczęła się korenspondencja.

Bina napisała do Yad Vahsem i na podstawie jej relacji przeprowadzono odpowiedni proces sprawdzania wiarygodności, a w jego wyniku nadano panu Franciszkowi Pasławskiemu tytuł i medal Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata, przyznany przez Instytut Yad Vashem 4 marca 1987 roku. Został także honorowym obywatelem Państwa Izrael.

Przyszło zaproszenie do Izraela 1986 był to czas, kiedy bardzo trudno było dostać zezwolenie na wyjazd i paszport. Udało się dzięki wstawiennictwu Kościoła.

Pan Franciszek odwiedził Izrael w kwietniu 1987 roku było to bardzo wzruszające spotkanie. Po latach zobaczył Binę jej mama i ciotka już nie żyły. Z ogromnym wzruszeniem witały go dzieci Biny Moshe, profesor Akademii Medycznej reumatolog, i jego siostra Rachela.

This slideshow requires JavaScript.

Spędził tam miesiąc, obejrzał cały kraj, a wnuczki Biny zapraszały go do swoich szkół, przedstawiając go z wielką dumą jako tego człowieka, który uratował ich babcię i prababcię.

Na ceremonię w Yad Vashem 12 kwietnia wszyscy pojechali do Jerozolimy. Mąż Biny zasugerował, aby pan Franciszek przygotował wystąpienie na tę uroczystość. Było ono transmitowane w poskiej telewizji, więc po powrocie do Polski pan Franciszek dostał wiele telefonów od znajomych, którzy widzieli go w telewizji.

Po tej wizycie, kontakty dalej trwały.

W 1996 roku pan Franciszek wyjechał na stałe do Kanady, gdzie mieszkają jego trzy córki. W 2002 roku Bina z dziećmi przyjechała do Polski aby obejrzeć rodzinne okolice. Pan Franciszek oprowadzał swoją koleżankę szkolną i jej dzieci po miejscach z dzieciństwa.

Uratowana rodzina odwiedziła go już trzy razy w Kanadzie.

Kolejna wizyta syna Biny będzie jesienią. Bina, która ma 83 lata, jest bardzo chora.

Ukrywających było więcej, dużo więcej, mówi pan Pasławski. W Gdańsku był przewodniczącym koła Towarzystwa Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata więc wie dobrze, że wiele osób, które należały do tej organizacji, nie były nigdy uznane przez Yad Vashem.

“Dla mnie nie miało to znaczenia, czy ktoś był Żydem czy Polakiem. W moim oddziale AK byli Żydzi. Ja sam byłem pacjentem w żydowskim szpitalu kiedy byłem dzieckiem. Moi koledzy ze szkoły byli Żydami.”

W 2013 roku bohaterstwo pana Pasławskiego zostało uczczone w USA. W Waszyngtonie pan Franciszek reprezetował Kanadę i Polskę na otwarciu Muzeum Sprawiedliwych w Waszyngtonie, gdzie zaproszono 4 tys. osób z całego świata. Polskę miał reprezentować tam prof. Bartoszewski, ale zachorował. Pan Pasławski spotkał się tam z prezydentem Obamą i byłym prezydentem Clintonem, miał spotkania w szkołach z młodzieżą.

Wspomnień jest wiele. Na ścianie w pokoju w domu pana Pasławskiego w Brampton wisi gablotka z dziesiątkami odznaczeń. To dowody uznania za szeroką działalność zawodową i społeczną. Wśród nich medal z Yad Vashem.

DSC00288

Pytam pana Franciszka, co czuł, kiedy na progu jego domu stanęły trzy Żydówki i poprosiły o pomoc. Wiedział przecież, że to grozi śmiercią.

“Nie zastanawiałem się, nie miałem wątpliwości. To było dla mnie jasne, że trzeba im pomóc”.

Na koniec rozmowy pytam pana Franciszka jak czuje się wiedząc, że uratował ludzi przed niechybną śmiercią:

“Czuję się jak człowiek spełniony. To dla mnie ważne, że miałem okazję uratować ludzi. Nigdy nie lubiłem się chwalić, ale też nigdy tego nie ukrywałem”.

Małgorzata P. Bonikowska

Zdjęcia z archiwum F. Pasławskiego “Gazeta”, Konsulat RP w Toronto

•••

Życie Franciszka Pasławskiego

Oto nieco skrócona wersja życiorysu por. mgr. inż. arch. Franciszka Pasławskiego spisanego przez niego samego w 2015 roku w Brampton w Kanadzie:

Urodziłem się dnia 30 lipca 1922 roku we wsi Dobrowody, pow. Podhajce, woj. tarnopolskie, z ojca Antoniego i Marii Dańczak. Wieś Dobrowody, o przewadze ludności polskiej, w części pochodzenia szlacheckiego, położona była w odległości 8 km od Monasterzysk przy gościńcu prowadzącym przez Podhajce do Brzeżan. W niedużej odległości od wsi Dobrowody przebiegał także dawny trakt handlowy z Buczacza do Podhajec. Historia wsi datuje się od czasów panowania króla Kazimierza Wielkiego, a jej silny rozwój nastąpił dopiero za panowania króla Ludwika Węgierskiego. Na przestrzeni dziejów wieś była wielokrotnie świadkiem i miejscem zmagań wojennych Państwa Polskiego z najazdami Mongołów, Turków, Tatarów, Rusi Kijowskiej i Kozaków.

W Dobrowodach istniała tylko 4-klasowa Szkoła Podstawowa, dlatego też po skończeniu w 1933 roku 4-tej klasy dalszą naukę kontynuowałem w Monasterzyskach. Razem z kilkoma innymi uczniami z Dobrowód chodziłem do Monasterzysk (7 km) na piechotę (rzadko kiedy na rowerze), a zimą na nartach lub sańmi, ale tylko wtedy, kiedy występowały zawieje śnieżne, co zdarzało się dość często. Naukę w szkole poprzedzaliśmy zawsze modlitwą w sąsiednim kościele. Siódmą klasę szkoły podstawowej ukończyłem w 1936 roku z bardzo dobrymi wynikami i kontynuowałem naukę w Gimnazjum nr 605 w Buczaczu.

W okresie uczęszczania do gimnazjum, tj. w latach 1936-1939, należałem do Sodalicji Mariańskiej oraz do Związku Harcerstwa Polskiego, pełniąc w nim funkcję zastępowego i przybocznego drużynowego w drużynie im. Stanisława Żółkiewskiego.

Do końca czerwca 1941 roku działałem ponadto w samorządach klasowych i kółkach naukowych. W latach 1936-1939 ukończyłem 3 klasy gimnazjum, zaś w okresie okupacji bolszewickiej, tj. w latach 1939-1941, ukończyłem w Buczaczu 8 i 9 klasę szkoły średniej, równoznaczną z I klasą Liceum. W maju 1940 roku wspólnie z grupą kilku kolegów usiłowałem przekroczyć granicę polsko-węgierską z zamiarem dostania się do organizowanego we Francji Wojska Polskiego. Niestety, próba ta zakończyła się niepowodzeniem, niemalże tragicznie. Złapani zostaliśmy przez uzbrojoną straż graniczną, przewiezieni drezyną do gmachu NKWD w Nadwórnej. Po całonocnym przesłuchaniu i torturach “uciekinierzy” nie przyznali się do zamiaru przekroczenia granicy. Następnego dnia zostaliśmy szczęśliwie zwolnieni, aby w aureoli bohaterów powrócić do Buczacza.

Wcześniej, w marcu 1940 roku w parafialnym kościele w grupie kilku odznaczających się odwagą i brawurą kolegów (przeważnie harcerzy) złożyliśmy uroczystą przysięgę, że będziemy walczyć przeciwko okupantowi przy pomocy wszelkich możliwych sposobów i środków.

Screen Shot 2016-03-30 at 6.05.10 PM

Rozpoczęliśmy wkrótce “nielegalną” i niebezpieczną działalność sabotażową. Razem z kolegą Zdzisławem Hołubem, pod osłoną nocy, uszkodziliśmy dziesiątki wojskowych samochodów, wsypując im piasek do silników lub przebijając opony. Uszkodziliśmy także dziesiątki wagonów kolejowych na stacji PKP w Buczaczu.

Zaledwie półtora roku później, tj. po zajęciu terenów Wschodniej Polski przez okupantów niemieckich i zamknięciu szkół, rozpoczęliśmy prawdziwą działalność konspiracyjną w Ruchu Oporu. Od 1 września 1941 roku, po złożeniu odpowiedniej Roty Przysięgi, zostałem przyjęty na członka “ZWZ” Obwodu buczackiego z siedzibą w Monasterzyskach pod pseudonimem “Lew”.

Komendantem placówki był wówczas Władysław Fuławka pseudonim “Wrona”, a po jego śmierci Antoni Pasławski (mój ojciec) pseudonim “Brzoza”, twórca kilku plutonów w Dobrowodach. Od 15 lutego 1942 roku “ZWZ” przekształcono w “Armię Krajową”.

Od tego czasu pełniłem funkcję łącznika dowództwa obwodu “AK” z podległymi kompaniami i plutonami oraz z miejscową partyzantką. Oprócz rozkazów i prasy podziemnej oraz żywności dostarczałem także środki opatrunkowe, broń i amunicję miejscowej partyzantce.

Brałem kilkakrotnie udział w akcjach sabotażowych. Według opinii przełożonych, wszystkie zlecenia i rozkazy wypełniałem bardzo dokładnie i starannie, cechowała mnie odwaga, umiejętność podejmowania szybkich, a czasami nawet ryzykownych decyzji i ogromne zdyscyplinowanie. Współdziałałem w organizowaniu samoobrony mieszkańców przed napadami nacjonalistów ukraińskich, w organizowaniu zakonspirowanych magazynów żywności, środków opatrunkowych, broni i amunicji, a także w budowie schronów i bunkrów.

Dla “przykrycia” działalności konspiracyjnej zatrudniłem się w “Liegenschafcie” w Dobrowodach i Czeremchowie jako pomocnik buchaltera, a po ukończeniu kursów rachunkowości w majątku Bandrowskich koło Jagielnicy i w Krakowie zostałem zatrudniony jako samodzielny buchalter. To stanowisko umożliwiło dokonywanie przerzutów żywności z tak zwanych “Liegenschaftów” do tajnych magazynów “AK”.

W okresie od 1942 do 1943 roku uczestniczyłem w nauce na tajnych kompletach, kierowanych przez prof. prof. Antoniego Grzybowskiego i Mariana Filipeckiego.

W tym samym czasie byłem uczniem Tajnej Szkoły Oficerskiej w Monasterzyskach, a po zakończeniu szkolenia oficerskiego (w trybie skróconym) uzyskałem stopień plutonowego podchorążego, oraz z dniem 1 lipca 1943 roku nominację na adiutanta dowódcy Brygady.

Armia Krajowa udzielała często różnorakiej pomocy uciekinierom z getta i transportów zagłady żydom buczackim. We wsiach Dobrowody i Kowalówka wielu Polaków udzielało schronienia żydom, często dla całych rodzin, z narażeniem własnego życia. Wielu żydów buczackich skierowano również do oddziału partyzanckiego “AK” działającego w okolicach Buczacza i Monasterzysk. W końcu 1943 roku lub na początku 1944 roku, po likwidacji Getta w Buczaczu, znajdujących się tam żydów załadowano do pociągu i wywieziono na zagładę w kierunku Oświęcimia. Korzystając z dłuższego postoju w Monasterzyskach kilkunastu żydów zdołało uciec z tego transportu. Między innymi zbiegły z pociągu dr Regina Zuhler, moja nauczycielka z gimnazjum w Buczaczu oraz jej siostra Mina Salzmanowa z córką Binką. Przybiegły boso, w łachmanach do naszego domu, gdzie znalazły bezwarunkowe schronienie. Dzięki temu ocalały z pogromu, a w kilka lat po wojnie wyjechały do Izraela.

W dniu 17 listopada 1943 roku wczesnym rankiem kościół i probostwo w Kowalówce zostały otoczone przez Oddział żandarmerii Niemieckiej z Buczacza i Monasterzysk. Na probostwie była zlokalizowana siedziba dowództwa kompanii ” AK” i Sztab Brygady Podolskiej Straży Chłopskiej. Tutaj odbywały się odprawy dowódców plutonów i drużyn, ćwiczenia i szkolenia żołnierzy “AK”. Pomimo wczesnej pory i zaskoczenia udało się jednak zabezpieczyć najważniejsze dokumenty, a resztę spaliła w piecu gospodyni księdza proboszcza. Niestety, dowódca kompanii “AK” mjr Bolesław Redlich pseudonim “Sol” wraz z towarzyszącymi podoficerami i żołnierzami, po krótkiej wymianie ognia, zostali zmuszeni do poddania się. W czasie przeszukiwania i rewizji pomieszczeń probostwa, znajdująca się tam Barbara Ro-galska pseudonim “Janka”, dowódca Szkoły Podoficerskiej w Szwejkowie, skorzystała z zamieszania i uciekła do najbliższego majątku w Dobrowodach, w którym wtedy pracowałem. Ledwie zdążyła opowiedzieć o całym zdarzeniu i przekazać mi jako członkowi sztabu kompanii teczkę z dokumentami i broń osobistą do przechowania, pojawili się na dwóch motocyklach żandarmi niemieccy. Porucznik ” Janka” w czasie prezentacji z emocji zaczęła odpowiadać Niemcom po angielsku, zamiast po niemiecku. To spowodowało, że została natychmiast aresztowana i wyprowadzona pod es-kortą z majątku. Natychmiast opuściłem Biuro Liegenschaftu wraz z bronią i dokumentami, kierując się w bezpieczne, zakonspirowane miejsce, ratując tym samym siebie i dokumenty. Po kilkunastu minutach Niemcy zorientowali się w swoim błędzie i ponownie pojawili się w majątku. Znajdujący się tam pracownicy powiedzieli żandarmom, że “Rechnungsführer” wyjechał służbowo do Podhajec. W tym dniu dwukrotnie jeszcze przyjeżdżali żandarmi przeszukując teren majątku.

Wielokrotnie jeszcze byłem poszukiwany przez Gestapo. Zostało nawet splądrowane mieszkanie moich rodziców w Dobrowodach, lecz na szczęście niczego nie znaleziono. Od tego dnia byłem zmuszony często zmieniać miejsca pobytu. Przez kilka miesięcy przebywałem w oddziale partyzanckim dowodzonym przez Tadeusza Buchwalda pseud. “Żbik”.

Pewnego jesiennego dnia 1943 roku, jeszcze przed akcją żandarmerii, zostałem przypadkowo zatrzymany przez patrol banderowców, zaledwie kilkaset metrów od domu rodzinnego. Po unieszkodliwieniu wartownika (kilku innych banderowców udało się do sąsiedniego domu Ukraińca) jego własną bronią, udało mi się zbiec. Uniknąłem wtedy niechybnej śmierci. Jednakże wkrótce po tym, a było to już po aresztowaniach, w mieszkaniu miejscowego nauczyciela Ukraińca Fedunkowa, podczas narady sotni “UPA” zapadła decyzja (wyrok)wsprawiemojego zamordowania. O tej decyzji poinformowała mnie córka nauczyciela, koleżanka szkolna Olga Fedunkow. W związku z tym faktem, w dniu 30 czerwca 1944 roku z polecenia zastępcy komendanta Obwodu “AK” w Monasterzyskach, porucznika Marcina Ugrewicza pseudonim “Markotny”, zostałem oddelegowany w ramach akcji “Burza” w Góry świętokrzyskie.

Włączyłem się do tajnego nauczania młodzieży wiejskiej. Brałem też udział w różnych akcjach sabotażowych na terenie powiatu opatowskiego przeciwko niemieckiemu okupantowi.

Bolesław Redlich podczas ofensywy został pułkownikiem Wojska Polskiego i jemu to właśnie przypisuje się zasługę wpływu na podjętą przez Marszałka Koniewa decyzję oskrzydlenia (ominięcie) Krakowa i Częstochowy. Dzięki temu te miasta uniknęły zniszczenia.

Podczas jednej akcji u podnóża Gór świętokrzyskich lotnik niemiecki zastrzelił ulubionego konia, na którym jechałem. Udało mi się wyjść z tego bez szwanku. W dniu 15 stycznia 1945 roku (po przekroczeniu Wisły przez wojska radzieckie i polskie oraz zajęciu części terenów woj. kieleckiego i radomskiego), rozkazem Komendanta Głównego “AK” generała Okulickiego Armia Krajowa została rozwiązana, a żołnierze “AK” zwolnieni z przysięgi i zdemobilizowani.

Wobec powyższego zgłosiłem się do dyspozycji władz w gminie Grzegorzowice i przez 3 miesiące uczestniczyłem tam w spisie szkód wojennych. W celu kontynuowania nauki w dniu 25 marca 1945 roku wyjechałem do Krakowa. W Krakowie w skróconym i przyspieszonym trybie ukończyłem II klasę liceum w Gimnazjum i Liceum im. Hoene Wrońskiego i już w lipcu 1945 roku zdałem maturę i uzyskałem świadectwo Dojrzałości. Na podstawie egzaminu wstępnego, składanego na Wawelu, zostałem przyjęty w czerwcu 1945 roku na Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej.

W niedługim czasie po rozpoczęciu wykładów, na polecenie Pełnomocnika Ministra Oświaty Billiga w dniu 14 lipca 1945 roku wyjechałem wraz z liczną grupą studentów do Wrocławia, gdzie brałem udział w porządkowaniu i odgruzowywaniu Politechniki Wrocławskiej.

W sierpniu 1945 roku w ramach repatriacji przyjechała do Polski moja matka z rodziną. Spotkaliśmy się przypadkowo na dworcu PKP w Katowicach. Wówczas dowiedziałem się o aresztowaniu przez NKWD mego ojca Antoniego Pasławskiego pseudonim “Brzoza” na trzy dni przed odjazdem pociągu z repatriantami, tj. 25 czerwca 1945 roku. Później dowiedzieliśmy się, że po śledztwie i torturach ojciec skazany został w dniu 19 listopada 1945 roku przez Sąd Wojenny w Czortkowie na 10 lat pozbawienia wolności i zesłanie do łagru. W lutym 1946 roku przewieziono go do Charkowa i umieszczono w areszcie przejściowym, skąd wkrótce wysłany został do Ołp-8 w Kupańsku do ciężkich robót w kopalni. Zginął tam z głodu w dniu 20 czerwca 1947 roku.

Wraz z rodziną spotkaną w Katowicach wyjechałem w kierunku Szczecina i osiedliwszy się w Gminie Przybiernów powiat Kamień Pomorski zabezpieczyłem szybko byt rodzinie i już 15 listopada 1945 roku wyjechałem do Gdańska w celu kontynuowania studiów na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej.

Pierwsze lata studiów w Gdańsku, bez środków do życia, były bardzo trudne. Czas oczekiwania na pokój w akademiku, poznawanie nowych ludzi, konieczność zarobkowania jednocześnie ze studiami w celu zdobycia niezbędnych środków na materiały pomocnicze (papier rysunkowy, przybory kreślarskie, skrypty, podręczniki itp.) to temat na oddzielną powieść. Mimo tych trudności wkrótce zostałem zauroczony Gdańskiem do tego stopnia, że postanowiłem pozostać w nim na stałe. Gdańsk był potwornie zniszczony, podobnie jak Wrocław, a może nawet bardziej, dlatego od pierwszych dni brałem czynny udział w odgruzowywaniu miasta i w jego odbudowie. Uzyskałem tytuł “Pioniera Odbudowy Gdańska”. Za swoją pracę społeczną i zawodową uzyskałem wiele dyplomów, wyróżnień i odznaczeń. Pracę zawodową rozpocząłem z konieczności jeszcze w czasie studiów. Studia ukończyłem w 1950 roku, a dyplom inżyniera architekta, magistra nauk technicznych uzyskałem w sierpniu 1951 roku.

W czasie studiów wstąpiłem do młodzieżowej organizacji ZMW “Wici”, w której pełniłem funkcję członka Zarządu koła zakładowego aż do 1949 roku. Jako członek tej organizacji brałem udział w sztafecie sportowej na trasie Gdańsk Szczecin, zakończonej olbrzymią manifestacją młodzieży na cześć Premiera Stanisława Mikołajczyka. W czasie tej manifestacji na Wałach Chrobrego zostałem aresztowany wraz z innymi studentami przez Służbę Bezpieczeństwa i zwolniony dopiero po kilku dniach na interwencję Rektora Politechniki prof. Stanisława Turskiego. Przez krótki okres czasu byłem także członkiem Hufca Starszoharcerskiego “Wodnik” przy Politechnice Gdańskiej, w którym pełniłem fun-kcję Przewodniczącego Komisji Rewizyjnej. Po zjednoczeniu wszystkich organizacji młodzieżowych w jeden Związek Akademicki Młodzieży Polskiej “ZAMP” brałem czynny udział w pracach Zarządu Koła Politechniki Gdańskiej aż do chwili uzyskania dyplomu ukończenia studiów. Z ramienia tej organizacji byłem dwukrotnie wybierany do Zarządu Bratniej Pomocy Politechniki Gdańskiej, pełniąc kolejno funkcje członka Sądu Koleżeńskiego, Kierowni-ka Referatu Mieszkaniowego, wiceprezesa Bratniaka. W związku z tą pracą miałem wiele przykrości ze strony Władz Województwa.

W 1948 roku jeszcze w czasie studiów ożeniłem się z Janiną Kosińską, studentką Wydziału Farmacji Akademii Medycznej w Gdańsku (ojciec żony, Jan Kosiński, zginął w 1943 roku w Oświęcimiu). Państwo Pasławcy mają trzy córki.

Odbudowa i rekonstrukcja Gdańska, w niezwykle trudnych i pionierskich warunkach, nastąpiła po uprzednich “ciężkich bojach” z przeciwnikami rekonstrukcji.

Dzisiaj odbudowany i zrekonstruowany Gdańsk to jedno z piękniejszych miast w Polsce. Nasze prace stanowiły wzór dla późniejszej rekonstrukcji “Starówki” warszawskiej.

Często uzyskiwałem patenty na udoskonalenie techniczne z Urzędu Patentowego.

Przed odejściem na emeryturę, tj. do dnia 31 grudnia 1986 roku, byłem zatrudniony na stanowisku Głównego Specjalisty w Zespole Sprawdzającym i Kontroli Technicznej.

Odznaczenia i medale:

Srebrny Krzyż Zasługi oraz Medal 10-lecia PRL, Medal “Za Zasługi dla Miasta Gdańska”, Odznakę Honorową “Zasłużonym Ziemi Gdańskiej”, Złotą Odznakę “Zasłużony dla Budownictwa” przyznaną przez Ministra BiPMB, Odznaka “1000-lecia Państwa Polskiego” za działalność we Froncie Jedności Narodu, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal “Józef Wybicki Twórca Hymnu Narodowego” za działalność w TPG, Medal “Zasłużony Działacz Frontu Jedności Narodu” przyznany przez Przewodniczącego Rady Państwa, Złota Odznaka Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, Medal 40-lecia Polski Ludowej przyznany przez Radę Państwa, Medal Pamiątkowy “40-lecia Wyzwolenia Gdańska” i Dyplom Honorowy “Pionier Odbudowy Gdańska”, od Rady Miasta Gdańska, Medal Rodła przyznany przez Radę Państwa, Złota Odznaka “Zasłużony dla Gospodarki Przestrzennej i Ochrony środowiska” przyznana przez Ministra Budownictwa.

medals

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

10 Comments

  1. To bylo pytanie do autorki artykulu pani MB: Czy jest mozliwosc obejrzenia filmu “Without a doubt” (Bez Wątpliwości) ?
    Moze na YouTube?

  2. Marek Maciolowski on

    W okupowanej Warszawie juz po likwidacji
    Getta wiosna 1943 do Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 Polacy
    ukrywali 14,000 Zydow

    • Marek Maciolowski on

      @ Numberjack
      Donosily specjalne jednostki komunistycznych agentur wspolpracujacych z Gestapo. Wielu z tych zbrodniarzy komunistycznych PO wojnie piastowalo wysokie stanowiska w PZPR i UB.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.