Drugie wydanie, poprawione

2

Z cyklu: Z 8. piętra

„Jeden z arbitrów elegancji. Kiedy siada przy fortepianie, to czujemy się jak w salonie, a nie jak w dyskotece”, tak Maestro Adama Makowicza zapowiadał dyrektor Żydowskiego Centrum Kultury w Krakowie, pan Joachim Russek. A wszystko to 1 września, kiedy „3 pokolenia temu” wybuchła II wojna światowa. Zginęło 6 milionów Polaków, z tego niemal połowa to obywatele żydowskiego pochodzenia. 240 tysięcy ofiar to byli żołnierze, reszta – ludność cywilna. Warto mieć te liczby jako skalę nieszczęścia w pamięci. A ofiar tej wojny na świecie było dziesięć razy więcej… 

Muszę przytoczyć słowa pana Russka, bo są o wiele odpowiedniejsze, niż okolicznościowe wykrzykiwania prezydenta Dudy (że też on nie umie mówić, tylko wrzeszczeć na każdy temat). „Większość z nas na sali korzysta z błogosławieństwa późnych urodzin, II wojna nie jest wpisana w nasze biografie, właściwie jesteśmy uprzywilejowani. Czasem sobie myślę, że traktujemy to jako rzecz oczywistą, a tak nie jest, że podobne nieszczęście przez wiele lat się nie zdarzyło. Przed wielu laty nasz mentor Rafael Scharf na konferencji poświęconej tematyce oświęcimskiej powiedział zdanie, które nas wszystkich zaszokowało: „Są plakaty ‘nigdy więcej’ i podobne rzeczy, a ja się boję, żeby nie było jak z książką: ‘drugie wydanie, poprawione.”

Nie wiedziałam, przyznaję, że 1 września to także od 20 lat Dzień Kultury Żydowskiej. „Ta data wyznacza kres tej wielkiej kultury i o tym też pamiętajmy”, usłyszałam na krakowskim Kazimierzu, energetycznym i pełnym wszystkich języków świata. 

Gra maestro Adam Makowicz

Popłynęła muzyka, najpierw Fryderyk Chopin po Makowiczowsku, wibrujący, radosny, czasem przejmujący, by znowu porwać publiczność. Był Gerswin, Ellington, był kompozytor Adam Makowicz i przeróżne nawiązania do innych… Tyle szczerości, maestrii i żartu, lekkości i głębi, tyle czystej frajdy  życia, a życie w rocznicę rozpoczęcia straszliwej niszczycielskiej, odbierającej je wojny jawi się szczególną, niepowtarzalną wartością. I taki koncert, spotkanie z Maestro Adamem Makowiczem, który urodził się w rok po wybuchu wojny, jest apoteozą, umiłowaniem życia i jego barw. I łączenia światów romantyzmu, początków jazzu, swingu i duszy artysty, który uparcie tkwił przy swojej miłości do jazzu, do improwizacji. A nie było to łatwe w latach 50., 60. w Krakowie, w Polsce. I wciąż możemy go słuchać!

Jak rzekła pewna dama po koncercie: – No i o to chodzi w „muzyce wyższej”. Nie ma miejsca na hejty! Jest życie i radość z tworzenia pomostów porozumienia. To działa. Makowicz jest jednym z „ostatnich bastionów”… Takich już teraz „chyba nie robią…” 

I tu niestety muszę przejść do hejtu, do tej wspomnianej książki, „drugie wydanie, poprawione”. Takim hejt uczynili ministerialni wynajęci nienawistnicy wobec sędziów – poprawionym, bogatszym w zasięg, pomysły, moc rażenia. Co innego o tym czytać, co innego móc rozmawiać z jedną z ofiar nagonki pisowskiej nomenklatury, która wyłoniła się z błyskawicznych awansów nuworyszy do prawniczej elity intelektualnej i do nieetycznej pseudoelity, bo tak dziś to środowisko można podzielić. 

Profesor Krystian Markiewicz

Profesor Krystian Markiewicz, prawnik, sędzia, pracownik naukowy mojej dawnej uczelni, Uniwersytetu Śląskiego jest prezesem największej organizacji sędziowskiej, Iustitii, liczącej 3,5 tysiące sędziów. To z niej wywodzą się sędziowie przeciwstawiający się praktykom niszczenia praworządności, nierespektowania wyroków i wydawania wyroków na życzenie aktualnie rządzących. Jako naukowiec, szef Iustitii, sędzia z kręgosłupem, jak ogromna część innych sędziów, był celem bezpardonowych akcji szkalowania, zastraszania, niszczenia dobrego imienia, włażenia brudnymi buciorami, jak się wyraził, w najświętsze przestrzenie, jakim są rodzina i niewinne istoty czyli dzieci. „Wszystkie świętości zostały naruszone”, mówił na urodzinowym spotkaniu inicjatywy, o której pisałam, Opolskiej Kafejce Prawnej, inicjatywy edukacji obywatelskiej, którą można rzec, zawdzięczamy Kaczyńskiemu, Ziobrze, innym niszczycielom demokratycznych instrumentów państwa.

Okazało się, że czytamy aktualnie tę samą lekturę z panem Markiewiczem, biografię Jacka Kuronia Anny Bikont. Te „kafejki prawne”, spotkania z intelektualistami z różnych dziedzin, tu akurat z prawnikami, bardzo przypominają inicjatywy KOR-u czy otoczenia Jacka Kuronia, stwarzające platformy komunikacji między różnymi środowiskami, by się uczyć, poznawać, tworzyć razem wspólnotę, a nie dawać się różnym spindoktorom manipulować.

Muszę przyznać, że spotkałam nie tylko sędziego, ale też zatroskanego człowieka, który poczuł, że został sam przeciwko państwu. „Poczułem, że już nie ma co oddawać, że już się nie można cofnąć” wobec draństwa, które niepokornym sędziom zgotowały siły, umocowane w państwie, systemowo pozbawianym pracy, nękanym, przenoszonym do innych zajęć, upokarzanym, jak czyni to z wieloma szef Min. Sprawiedliwości, Ziobro. Kiedy prof. Markiewicz przywołuje głosy przejętych kolegów z Ekwadoru, którzy mówią na spotkaniu w ONZ, że gorzej niż w Polsce mają chyba tylko koledzy w Kongo, to naprawdę czas sobie powiedzieć, że jest bardzo źle. Turcja, Węgry to jest nasza rzeczywistość. 

Warto posłuchać Markiewicza, kiedy mówi, że każdy obywatel powinien mieć check-listę dla kandydatów do Sejmu czy Senatu, a na niej jedno z pytań o to, co zamierza pan/pani zrobić dla przywrócenia w Polsce praworządności. To jest palące pytanie. Bo dla wiedzy o tym, czym jest prawo dla każdego człowieka jest mnóstwo do zrobienia. Poziom wiedzy „szarego obywatela” pokazuje taka scenka: – Kim pan jest z zawodu? – Sędzią. – Ale jakim, piłkarskim czy bokserskim?

Mimo wszystko spotykam uśmiechniętego, pełnego chęci do pracy i działań człowieka, nauczyciela akademickiego, wierzącego w to, że tylko obecność w życiu publicznym, pomimo wszelkich niebezpieczeństw, i to nie wyimaginowanych, bo wielu sędziów dotykają efekty i hejtu, i ręcznego sterowania ministerstwa, może wpływać na rzeczywistość polską. Mimo doby, którą wydłużył sobie do 32 godzin, jak się śmieje, pracuje, tak jak inni prawnicy, działacze społeczni, choćby ci organizujący takie spotkania, nad tym, by doba trwała 36 godzin. Tyle jest do zrobienia. Przyznaje, i to nie jest optymistyczne: „To cud, że system sądownictwa w Polsce jeszcze funkcjonuje.”

 

Od cudów jest kościół, a my, obywatele od działań i chęci rozwoju. Łatwiej jest usiąść w fotelu przed ogłupiającym patriotyczno-discopolowym programem rządowej TVP i nie widzieć, nie słyszeć, tylko kasować co się da. Cuda mają swoje limity. W razie wyczerpania puli cudów może nam zostać „wydanie poprawione” z zamordyzmu. 

Beata Dżon Ozimek

Szanowni Państwo,

Pozwalam sobie zaprosić mojego Przyjaciela i wspaniałego człowieka, Jasia Bartoszka, na łamy “Gazety”. Odbieram to za zaszczyt i przyjemność, że „Bajan” zgodził się użyczać swoich satyrycznych rysunkowych komentarzy do moich skromnych felietonów, mam nadzieję, także ku Państwa radości, refleksji, zadumaniu. 

JAN BARTOSZEK – BAJAN 
ur. w roku 1954, szczęśliwy emeryt, od 2014 mieszka na Węgrzech, w Besenyszog. Od lat 70-tych związany z Amatorskim Klubem Filmowym GROTESKA w Kędzierzynie-Koźlu; autor ponad 20 filmów prezentowanych i nagradzanych na przeglądach i festiwalach w kraju i za granicą; absolwent Studium Filmu i Fotografii, przez wiele lat prowadził sekcje fotografii i Klub Filmowy Groteska w Miejskim Domu Kultury w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie do 2014 był jednym ze współorganizatorów Międzynarodowego Festiwalu Filmów Nieprofesjonalnych PUBLICYSTYKA. Jako rysownik satyryczny współpracuje z gazetami w Polsce i za granicą, brał udział w wielu wystawach rysunku satyrycznego (m.in. w Szolnok, Varbalog). Rysunek satyryczny, fotografia i film nieprofesjonalny są tylko jego hobby.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. Nie! malo, ale są mlodzi, jak ci sędziowie, to kolo 40latkowie i plus trochę, a to juz nie jest zle. Niestety mlodziezy niet, ale widzisz co sie dzieje w szkolach, w ich zyciu, boją sie zycia, malo mlodych osob się faktycznie angażuje… gdzies tam to nasza wina… pozdrawiam Cię, oby było to jeszcze “odkręcalne” jak łdnie napisałas…

  2. Beatko, smutne i prawdziwe. Trzeba się otaczać ludźmi którzy “znają Kuronia” – tak określam tych, którzy są mi bliscy duchem. Trzeba też walczyć, ale mam takie wrażenie, że do boju o Polskę wolną od pisizmu ruszają prawie wyłącznie siwe głowy. Młodzi chcą używać życia, a jak nagle zauważą, że żyją w kraju zniewolonym, będzie już za późno na zmiany, albo trzeba będzie lat wytężonej pracy, aby wszystkie “dobre zmiany “odkręcić.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.