Oko Dnia, czyli Mata Hari

0

Z cyklu: Romans z historią

Dziwna jest ludzka pamięć zbiorowa. O setkach czy nawet tysiącach ludzi mądrych, odważnych, mających coś do zaofiarowania swemu społeczeństwu lub krajowi nikt dziś nie pamięta. Mata Hari  miała jeden dar dla innych – swe piękne w młodości i wczesnym okresie dojrzałości ciało. To jedna z najsłynniejszych uwodzicielek w historii świata, artystyczne beztalencie i jedna z najgorszych szpiegów, jacy istnieli.  Ponad sto lat od jej śmieci ciągle się do niej wraca, a w obecnym stuleciu powstało o niej trzy filmy i wiele wypowiedzi pisanych. 

Mata Hari rozdaje podpisy

Młode lata i życie małżeńskie Maty Hari

Zaczęła żywot zwyczajnie, nieciekawie – do jej wspomnianych trzech przyszłych ról była jeszcze daleka droga. Urodziła się w 1876 roku jako Margaretha Zolle w domu holenderskiego przedsiębiorcy, który zbankrutował gdy miała 15 lat. Nie przyzwyczajona była żyć w biedzie, nic nie umiała, szkoły nie skończyła, no ale od czego są mężczyźni? Zaczęło się od romansu z dyrektorem szkoły, do której uczęszczała. Wielki skandal, dyrektor z hukiem wyleciał ze szkoły, wprowadził jednak, i to dość skutecznie, młodą dziewczynę w świat przygód.

Margaretha była egoistką, wszystko musiało się wokół niej kręcić, lubiła ciuszki i drogie świecidełka. Na to potrzeba było dużo pieniędzy, więc zaczęła się rozglądać za bogatym kandydatem na małżonka. Los chciał, że niejaki Rudolf McLeod, oficer holenderskiej marynarki w Hadze dał do prasy holenderskiej, chyba po pijaku, anons matrymonialny. Te rubryki studiowała bardzo uważnie przyszła Mata Hari. Wymusiła spotkanie z nim. Mimo jego wstępnego oporu, po 6 dniach zaręczyli się, po kilku miesiącach pobrali. Urodził im się synek. Za mężem podążyła do Indonezji na jego nową placówką. Zamieszkali w wioseczce w środkowej części Jawy. Gorąco i nuda, a na dodatek nowa niechciana ciąża. Pięknem przyrody Margaretha nie była zainteresowana, interesowali ją wyłącznie oficerowie holenderskiej marynarki. Już nie była podlotkiem, stała się piękną kobietą, miała każdego kogo chciała, czyli wielu oficerów. Nienawidziły ją ich żony, a potem nawet własny mąż, ale jej to w niczym nie przeszkadzało.

Mata Hari w stroju niedbałym

Umiała przyozdabiać swoje piękne ciałko, by być bardziej ponętną, ubierała się w sarong, co wtedy równało się z przekonaniem, że nosiła się prawie nago. Włosy układała na wierzchu głowy lub splatała w warkocz owijany dookoła głowy, tak jak to robi była premier Ukrainy. Miała, w swym przekonaniu, jedną wadę urody, nad którą ubolewała i co bardzo starannie skrywała: małe piersi. Gdy jakiś z bardziej wścibskich kochanków próbował się dowiedzieć, dlaczego nawet w najbardziej intymnych chwilach ma na piersiach miseczki, tłumaczyła, że mąż odgryzł jej sutki w czasie jednej z kłótni małżeńskich. Tych kłótni było wiele; w końcu każde z nich zaczęło prowadzić samodzielne życie obok siebie. Rudolf McLeod, starszy od swej żony o 22 lata, korzystał z usług miejscowych młodych smagłych dziewcząt, bo to było tanio, bezpiecznie i przyjemnie. Przesadził jednak. Męża jednej z kochanek-służących zamknął w więzieniu, by nie przeszkadzał w romansie, więc albo kochanka, albo ten pokrzywdzony mąż, a może nawet inny tubylec pobity przez Rudolfa, otruł im dzieci. Chłopiec zmarł, dziewczynka, urodzona już w Indonezji, przeżyła. Ta tragedia ostatecznie rozbiła rodzinę. Małżonkowie serdecznie się znienawidzili.

Wrócili do Holandii. Tu mąż pozbawił matkę praw rodzicielskich i to tak skutecznie, że Margaretha tylko raz w od tego momentu zobaczyła się z córką i to na kilka minut. Faktycznie ta zakochana w sobie egoistka nie tęskniła za swym dzieckiem – dziecko kochało ojca, który mimo swego hulaszczego życia miał czas dla córki, kochał ją i zapewnił jej warunki bytu. Mosty zostały spalone dla Maty. Trzeba było zaczynać życie od nowa. Bez pieniędzy, w jedynej pięknej sukni, jaka jej została, eleganckim autem została dowieziona do jednego z najelegantszych hoteli Paryża. Tu wynajęła jeden z najpiękniejszych apartamentów. Od tak wielkiej pani i pięknej damy – takie przynajmniej robiła wrażenie – nie pobrano zaliczki i uwierzono, że bagaże, których oczywiście nie miała, zostaną dostarczone póżniej do hotelu.

Mata Hari w skromnym przyodziewku

Początek i rozkwit kariery

Uznała, że najlepszym punktem zaczepienia będzie jakaś ekskluzywna szkoła i klub jeździecki, bo to był wtedy w Paryżu, i nie tylko tam, szał wśród bogatych. Sama świetnie jeździła konno; nauczyła się tej sztuki w Indonezji. Kierownik takiej szkoły zaproponował jej by, ona elegancka i światowa dama, zabawiała jego klientelę modnymi  tańcami orientalnymi. Co prawda z nudów na Jawie chodziła do szkoły tańców lokalnych, ale niewiele się nauczyła, bo uznawała te tańce za rozrywkę “hołoty indonezyjskiej”, wolała krzątać się koło europejskich oficerów, zarówno tych w Indonezji, jak i tych w Holandii. Była wtedy moda na tzw. orientalizm w różnych dziedzinach sztuki, muzyki, prozie. Wiedząc o tym pewnego dnia w holenderskim klubie jeździeckim zrzuciła z siebie płaszcz; pod nim miała prześwitujący strój orientalnej świątynnej tancerki. Wtedy to wymyśliła sobie imię Mata Hari czyli w lokalnym języku na Jawie Oko Dnia. Poszła w tany, tańczyła okropnie. Nie znała żadnych oryginalnych figur tanecznych, wymyślała nieudolne swoje. Ale dla mężczyzn ważniejsze jest ciało pięknej tancerki niż jej kroki, tym bardziej że nie była w ich mniemaniu żadną kokotą orientalną, bo już potrafiła wmówić otoczeniu, że jest arystokratką szkocką, księżniczką z Jawy, baronówną hinduską, lub to wszystko razem. Nikt tak pięknej kobiecie nie zaglądał do metryki. Przecież księżniczka nie mogła się pospolitować naśladowaniem kroków tanecznych prostych i tanich tancerek.

Mata Hari z profila (koloryzowane zdjęcie)

Tworzyła własne tańce i nimi zdobywała adoratorów i protektorów. Później w czasie jej procesu o szpiegostwo odtworzono listę tych ludzi; lista była długa, miała setki nazwisk. Taniec Maty Hari był przeważnie zwykłym, prawie do końca, striptizem, czyli zdejmowaniem zwiewnych szatek przy akompaniamencie muzyki orientalnej. To co na końcu najczęściej zostawało na jej ciele, to olśniewający diamentami i innymi drogocenościami biustonosz i te same klejnoty w zmyślnie upiętych włosach. 

W tym samym czasie występowały w Paryżu dwie inne słynne zawodowe tancerki: Izadora Duncan (która lubowała się w eleganckich długich szalach – końcówka jednego z nich owinięta wokół koła jej otwartego sportowego auta udusiła ją) i Ruth St. Denis. Obie czerpały natchnienie z tańców orientalnych, no ale bogatym kochankom Maty jak np. Emilowi Guimetowi, który ufundował Muzeum Guimet do dzisiaj istniejące w Paryżu, by jego kochanka miała odpowiednie tło do swych popisów, jej “taniec” podobał się bardziej. Mata miewała wielu kochanków na raz, wielu wojskowych, nawet niemieckiego księcia, następcę tronu. Zaczęła podróżować do wszystkich liczących się miast Europy ze swymi występami.  

Mata Hari, zdjęcie z r. 1900

Podwójny szpieg

Wybuch I wojny światowej położył kres jej karierze. Trudno było robić furorę wygibasami ciałem, gdy chłopcy ginęli na wojnie. Nawet dotychczas jej zasłonięte piersi odsłaniała i pod koniec tańców schodziła całkiem nago z parkietu – niewiele tym podniecała coraz to mniejszą widownię – ludzie, nawet z tak zwanego towarzystwa mieli w czasie wojny inne zainteresowania – troskę o przeżycie.

Tak to skończył się drugi okres jej życia, zaczął się trzeci i ostatni. Bez grosza, bo uważała, że pieniądze są po to by je wydawać, a nie oszczędzać, wróciła do neutralnej Holandii. Tu stała się zwykłą prostytutką do momentu gdy udało się jej owinąć wokół paluszka starego barona van der Castellana, pułkownika holenderskiej kawalerii. Umierała z nudów przy swym nowym “tatusiu”. Przekonywała go, że musi jechać do Paryża, by przywieść do domu jakieś zostawione tam bibeloty, a baron sugestie by sfinansował jej podróż ignorował. Dopięła swego, bo skontaktował się z nią w Amsterdamie konsul generalny Niemiec Carl Crämer, wyłożył 20 tys. franków jako zadatek na jej przyszłe usługi szpiegowskie u nieprzyjaciół Niemiec i nadał jej kryptonim H21. Maty Hari nie interesowała polityka lecz pieniądze. To one otworzyły jej nie tylko drogę do Paryża, ale zostało nawet nieco grosza na nowe ciuszki.

Mata Hari pod koniec swego występu tanecznego

Do Paryża jechało się okrężną drogą, bo Belgia była terenem walk: najpierw statkiem do Anglii, później innym do Hiszpanii, a tu z portu do stolicy pociągiem, a potem innym pociągiem do granicy z Francją i jeszcze innym do Paryża. Ta podróż „wielkiej gwiazdy”,  przez której sypialnie przeszło wiele ważnych osobistości wojny i to z obu stron frontu, zwróciła uwagę służb wywiadu brytyjskiego i francuskiego. W Paryżu, na swe nieszczęście, zakochała się na śmierć po raz pierwszy w życiu w młodym rosyjskim lotniku w służbie francuskiej, synu admirała rosyjskiej floty, Wadimie Masłowie, który tym czasie, będąc ranny, kurował się w szpitalu. Za obietnice pozwolenia na odwiedzanie go, Mata zgodziła się zostać szpiegiem francuskim. Zrekrututował ją do służby sam szef francuskiego kontrwywiadu kapitan Georges Ladoux. Przekonującą zachętą stało się wyasygnowanie miliona franków za jej przyszłe usługi. Takiej sumie trudno się oprzeć, tym bardziej że Mata Hari potrzebowała teraz pieniędzy nie tylko dla siebie ale i dla kochanka.

W jednym ze słodkich tête-ả -tête on wyznał jej, że ma duże długi honorowe, a gdyby ich nie spłacił, to honor nakazuje mu opuścić ten świat. Ozdrowiony na ciele i duszy Wadim wrócił na front do Belgii, a zakochana Mata Hari pojechała za nim, najpierw do Holandii przez Anglię, by stamtąd przemknąć się przez zieloną granicę do Belgii. Kochanek, który tylko udawał w czasie rekonwalescencji zakochanego, spowodował, że się nie spotkali. Może obawiał się odpowiedzialności, że zadaje się ze szpiegiem wroga, co mu była kochanka wypaplała. Miała szpiegować dla Niemców, dostała przecież zaliczkę; czy jednak chciała to zobowiązanie wypełnić nie wiemy, chyba nie. Być może że Wadim przekazał komu trzeba, że jest niemieckim szpiegiem.

Gdy wracała do Paryża w porcie angielskim Anglicy aresztowali ją oskarżając o szpiegowanie dla wroga. Tancerka, podobnie jak na jednym z setek wywiadów artystycznych, zrobiła furorę tym razem dumnym przyznaniem się, że owszem jest szpiegiem, ale nie niemieckim lecz francuskim, co spowodowało absolutną konsternację i kompromitację obu służb sprzymierzonych krajów. Kapitan Ladoux powiadomiony o tym zaprzeczył wszystkiemu co ta kobieta napaplała, polecił odesłać ją z powrotem do neutralnej Hiszpanii.

Tu czekał już na nią wysłannik wywiadu niemieckiego, urzędnik ambasady niemieckiej w Madrycie, niejaki Kalle. Połączył przyjemne z pożytecznym: poznał uroki ciała Maty Hari i jednocześnie przysłużył się ojczyźnie wystawiając ją Francuzom. Niemcom taki paplający szpieg był już niepotrzebny, a ponieważ nie zapracowała na swe 20 tysięcy franków, a ponadto zaczęła wysyłać do Francji komunikaty o tym, czego się dowiedziała od dyplomatów niemieckich, które wywiad niemiecki przechwycił, postanowiono pozbyć się jej ostatecznie. W komunikacie do swej służby wywiadowczej Kalle donosi, że agent H21 dobrze spełnia swoją misję. Faktycznie był to komunikat dla służb francuskich, bo był nadany tak, że major Kalle był pewny, iż telegram przejęty zostanie przez Francuzów, i tak się stało. Teraz była nieużyteczna  i dla służb francuskich.

Oko Dnia czyli Mata Hari

Uwięzienie, proces i  śmierć

Kapitan Laroux był w wyjątkowo ambarasującej i niebezpiecznej dla siebie sytuacji, bo jak się później okazało, sam był autentycznym szpiegiem wroga. Trzeba było Matę Hari uciszyć i to jak najszybciej. Została wezwana do Paryża i tu aresztowana.

Nastąpił wojskowy sąd kapturowy. Nie znamy szczegółów jego przebiegu, bo dopiero w r. 2017 tajne archiwum miało zostać otwarte, czy faktycznie je otworzono, nie wiem, a jeśli tak, to chyba nie zawierało niczego istotnego, o czym dzisiaj wiemy. Wiemy, że jednym z zarzutów było to, że w jej garderobie znaleziono coś, co wydawało się być atramentem szpiegowskim. Mata Hari twierdziła, że był to jeden ze składników jej makijażu. A nawet choćby to był tego typu atrament, to chyba jako szpieg francuski miała do jego posiadania prawo.

Sądzono ją od marca do października 1917 roku – trawało to tak długo bo faktycznie nie było poważnych dowodów obciążających, by odebrać jej życie. Z jej listów z więzienia niewiele można dowiedzieć się o rozprawie, bo to przeważnie plotki towarzyskie i eseje o najnowszych ciuchach, do których, niestety, nie miała już dostępu, co ją bardzo bolało. Chyba nie podejrzewała, że tych cudeńków już nigdy nie włoży na siebie. Jaka szkoda!

Mata Hari w momencie aresztowania

Czterdziestojednoletnia Mata Hari w więzieniu wyglądała jak stara kobieta, miała masę zmarszczek na twarzy, włosy miały siwe smugi. Warunki więzienne nie dawały szans by ukryć te niedoskonałości. Na dodatek miała jeden strój do dyspozycji, ciągle dość kolorowy i przykrótki (ale tylko taki znaleziono w jej garderobie), w którym mogła stanąć przed sądem i nikogo nim zbytnio nie gorszyć. Sędzia, który przedtem przesłuchwał Matę Hari jako osoba oskarżająca, przynaglał, by wreszcie ten proces skończyć. Mając go po swej stronie oskarżyciel znalazł jakieś poważniejsze dowody zdrady chyba wymyślone.

15 października 1917 roku przed godziną piątą rano do jej kajutki więziennej weszło 6 osób: ksiądz, dwie siostry miłosierdzia, jej adwokat, kapitan i wynajęty specjalnie jako świadek tego co miało się stać za chwilę reporter Henry Wales. Adwokat powiedział więzionej, że to już koniec, że będzie rozstrzelana, że trzeba się zbierać w drogę. Według zeznania Walesa spokojne zapytała, czy może napisać dwa listy. Dostała papier, pióro, atrament. Szybko poradziła sobie z listami. Nie udało mi się ustalić kto był ich adresatami. Przekazała listy adwokatowi, ubrała się do wyjścia i o godz. 5,30 opuszczono więzienie.

W koszarach żołnierskich Caserne de Vincennes, dziś na skraju Paryża, wtedy poza miastem,  dwunastu strzelców z oficerem z wyciągniętą szablą już czekało na ofiarę. Gdy ją chciano przywiązać do słupa i zawiązać jej oczy poprosiła, by tego nie robiono. Według zeznać naocznych świadków ręce żołnierzy drżały – jakby nie było mieli zastrzelić jedną z najsłynniejszych i najpiękniejszych kobiet w owych czasach. Gdy wysłała całusa pożegnalnego w ich stronę ugięły się pod nimi kolana. Całus nie był dla nich, ale do jej adwokata-kochanka. Było rzeczą najnormalniejszą w życiu, że był jej kochankiem – każdego z ludzi liczących się w jej otoczeniu Mata Hari oceniała w łóżku, czy nadaje się do jej „stajni”. Dla niej był to następny kochanek, a dla niego rodzaj niepisanego zaświadczenia o tym, że w swym środowisku mógł uchodzić za prawdziwego, pełnowartościowego mężczyznę.

Kule ją dosięgnęły mimo drżących rąk i nóg strzelających – strzelano z bliska. Osunęła się powoli w dramatycznym geście na kolana i bardzo powoli znalazła się na ziemi twarzą do góry. Kapitan plutonu egzekucyjnego oddał z pistoletu strzał w głowę, tzw. strzał łaski i tak to wielka Mata Hari skończyła doczesną wędrówkę.

Padło pytanie: czy jest ktoś, kto zgłasza się po ciało? Nie było nikogo. Ciało oddano instytutowi medycznemu do celów badawczych, a później głowa, a także niezużyte do badań inna części ciała Maty Hari znalazły się w  Muzeum Antropologii w Paryżu. Głowa zniknęła w tajemnych okolicznościach z muzeum najprawdopodobniej w 1954 roku,  w czasie przeprowadzki do innego budynku – dopiero w roku 2000 odkryto stratę. Zniknęły kompletnie jej inne szczątki doczesne. Było za późno by próbować je odzyskać.

W kilka godzin po egzekucji opublikowano oficjalny komunikat rządowy, że Mata Hari przyznała się do winy. Było to kłamstwo. Wielu ludzi z sali sądowej zaprzeczyło temu – nawet jej oskarżyciel z urzędu.

Mata Hari tuż przed rozstrzelaniem

Pośmiertna sława

Mata Hari sławna za życia osiągnęła apogeum sławy i podziwu dopiero po śmierci. Piękna kobieta nie musiała być genialna, by wzbudzić zachwyt w świecie męskim. Uznanie za szpiega, i to podwójnego, też pobudzało wyobraźnię. Zostawiła dziesiątki kochanków, a ci nie mieli wyboru, musieli ją sławić.

W miejscu jej urodzenia w holenderskiej prowincji Fryzja w miasteczku Leeuwarden mamy dziś muzeum Maty Hari; to nie tylko wystawa pamiątek, ale jest to muzeum naukowe ciągle zbierające wszelkie materiały o swej słynnej obywatelce. 

Zdjęcie policyjne Maty Hari

Jak pandemia ten szał podziwu rozprzestrzeniał się. Już w latach 1921 i 1927 r. nakęcono w Niemczech dwa filmy o niej, ale dopiero film z Gretą Garbo z 1931 roku spowodował wybuch tego dziwnego uwielbienia w świecie. Naliczyłem, że dziewięć aktorek grało tę rolę w filmach i do dzisiaj nie zanika zainteresowanie jej osobą, bo, jak wspomniałem, w XXI wieku ukazały się aż trzy filmy o niej. Są o niej artykuły, nowele, powieści. Bogata jest produkcja muzyczna jej poświęcona i są to nie tylko pojedyncze piosenki, ale nawet utwory orkiestralne i musicale.

Napisano kilka biografii. Dwie z niech: Szpieg, który nie istniał Julii Keay i Mata Hari, jej prawdziwa historia Filipa Collasa przetłumaczono na język polski. Tę drugą niedawno, bo w 2004 roku, napisał wnuk sędziego, który skazał Matę Hari na śmierć. To nie tylko eksplikacja przez wnuka decyzji dziadka, ale autentyczna fascynacja autora jej osobą, i to po tylu latach. Niech o tym zaświadczy krótki fragmant z jego książki. Chodzi o ostatnie chwile w celi więziennej:

“Stara kobieta… znienacka się odmieniła… Chwila ogólnego osłupienia. Mata wydaje się nagle odmłodzona; odzyskała swój dawny blask. Chwilowe przygnębienie ustąpiło miejsca niemal euforii… jest elegancka, świadoma osiągniętego celu…”.

Statua Maty Hari w w jej rodzinnym mieście przed muzeum

Oczywiście to przesłanie legendarne, nie ma wiele wspólnego z prawdą.

Rzadko która kobieta w historii świata budziła tyle emocji i podniecenia. Dlatego należy się spodziewać, że długo – a może nigdy – nie zniknie z pamięci. 

Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.