Debaty, debaty

0

Z cyklu: Z 8. piętra

W Polsce za bohaterstwo uchodzi, przynajmniej w pewnych kręgach, oglądanie telewizji publicznej. Na pewno wymaga to wytrzymałości na zakłamanie, serwowane bez mrugnięcia powieki przez TVP Jacka Kurskiego. Poziom zamazania rzeczywistości, poddawanej cenzurze, kreacji wedle aktualnych potrzeb, wycinki faktów na rzecz fake’ów, wypowiedzi sterowanych potrzebą dnia i opowieści o cudach gospodarczych jest trudny do zdzierżenia, jeśli ma się porównanie z innymi mediami, albo po prostu z faktami, jak opieka zdrowotna. Jeśli najwyżsi urzędnicy państwa PiS zachwycają się najlepszą służbą zdrowia w Europie (chodzi o polską, gdyby ktoś na to nie wpadł), a ludzie umierają w korytarzach szpitalnych, jedzą głodowe zupki, z pilnym przyjęciem z chorobą serca będą przyjęci błyskawicznie w maju 2020, to obraz się nieco nie zgadza. Badania pokazujące stan zadowolenia ze służby zdrowia oszczędzają tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ci są bowiem dostępni i pomagają od ręki, na ile mogą. Daleka jestem od pretensji do lekarzy, choć na pewno można im nieco zarzucić, mam jednego w domu i wiem, ile ich ta praca, służba kosztuje. W tym systemie biedy, świetnego, ale nieruchomego sprzętu, bo nie ma kontraktu, by nim leczyć, brakami pielęgniarek, leków, wszyscy cierpią, począwszy od pacjentów, skończywszy na personelu. Ten nie umiera z powodu choroby, ale jest sfrustrowany, niedofinansowany, zestresowany niepewnością.

Mam pretensje do wielu pacjentów, który oddziały ratunkowe traktują jak lekarzy domowych, wzywają karetki lub zajmują czas przysłowiowym katarem. Bo im się należy, jak powtarza partia rządząca. Nie mamy empatii, nie przyznamy, że są poważniejsze przypadki, potrzeby. Nie zajmujmy sobą czasu ponad miarę lekarzowi, pielęgniarce, to nie spotkamy się ze zniecierpliwieniem, koniecznością długiego czekania. Brakuje nam jako społeczeństwu zrozumienia nie tylko siebie, ale innych, tych po chrześcijańsku „bliźnich”. Nie jesteśmy pępkami świata dla świata, trochę pokory, by móc w sytuacji faktycznej potrzeby, konieczności ratowania zdrowia, życia otrzymać szybko odpowiednią pomoc. Szanujmy się. Bo „kochajmy się!” pozostawiam Mickiewiczowi.

Innym biegunem medialnym poza mediami publicznymi i słuchanym przeze mnie Radiem Maryja, jest Tok fm, przyznam, moje ulubione radio, zwłaszcza przed wyborami, tymi, a wcześniej do EU. Otóż ono pilnuje osobami swoich redaktorów debaty politycznej pomiędzy Spitzenkandidaten list wyborczych w wielu miastach Polski. I słucham debat, od g. 18 do 20, z różnych miejsc, ostatnio z Łodzi, potem na żywo w Opolu, i poznaję, czasem nie wierzę, że rozmawiamy w 21. wieku. Częściej dziwię się, jak bardzo nie w czasie są kandydaci w kwestiach katastrofy klimatycznej, jak bardzo nie rozumieją, że nie o przymilanie gustom wyborców chodzi, a o państwo z 38 milionami ludzi, którzy w ilości ok. 60 tys. umierają rocznie z powodu smogu i którym państwo się wali. I ci politycy mają czelność obśmiewać nastoletnią Gretę Thunberg za to, że jest młoda i widzi więcej? Że zwraca nam uwagę na nasze odwracanie wzroku od okaleczania płuc dzieci wskutek zanieczyszczenia powietrza, od wpychania ich w astmę, alergie, nerwice z tym związane? Politycy nie czytają, nie słuchają ekspertów, co najwyżej nazwą jednych czy drugich oszołomami, ekoterrorystami, wyśmieją. Nie uogólniam, ale en masse tak to wygląda.

Jeszcze bardziej niebezpieczne są takie typy, jak pan Janusz Kowalski z PiS. Polityczny zawodowiec, najpierw starszy kolega polityczny Patryka Jakiego, teraz role się odwróciły i były (chyba, już sama nie wiem w tym bałaganie PiS, gdzie wszystkie polityczne chwyty dozwolone i można być szefem finansów, potem szefem NIK-u, kolegując się z bandziorem z wyrokiem i oszukiwać na podatkach skarb państwa) wiceminister sprawiedliwości promuje „charyzmatycznego polityka z Opola”. Twardogłowy
zaprzeczający rzeczywistości wróg środowisk LGBTQ, uznający je za antychrześcijańskich zboczeńców i wyznawców „ideologii gender”, musiał biedaczek odpowiadać na pytania znakomitej dziennikarki radiowej, prywatnie lesbijki, która jest szczęśliwą żoną Edyty (ślub w Niemczech) i walczy o prawa mniejszości, pani Agaty Kowalskiej. Okazało się, że Kowalski nie ma nic przeciwko ludziom, planującym zamach na uczestników marszu równości w Lublinie, poza tym wierzy w Boga i kocha wszystkich ludzi, nie kocha za to transparentności w Spółkach Skarbu Państwa, jako jeden z emblematycznych beneficjentów stanowisk rozdawanych przez PiS swoim wiernym żołnierzom. Kowalski nawet nie próbował udawać, co cenne, nie przymilał się, wiedząc, że i tak nikogo w Bibliotece Miejskiej w Opolu przy ul. Minorytów nie wygra dla siebie. Walił w kandydatów innych opcji nie dając im dojść do głosu, zakłócając, komentując, przejmując rolę pytającego tak bezczelnie i niewzruszenie, że właściwie mogłoby to budzić zachwyt, gdyby w dobrej sprawie się odbywało. Doświadczona redaktorka Tok.fm nieprzejednana, dobrze przygotowana Kowalska nomen omen, przyznała po spotkaniu, że spodziewała się twardego zawodnika, ale nie takiego „nosorożca”. Była autentycznie wyczerpana dwugodzinną robotą moderatorki gorącej dyskusji, pełnej ekstremalnych, nienawistnych treści i buty człowieka bezwzględnego, który nie szanuje reguł gry. Kowalska musiała dbać o równowagę wypowiedzi kandydatów, o kulturę, czytelność wypowiedzi dla słuchaczy radiowych. Jedna z ostrzejszych debat jak dotąd.

Zabrakło, nie tylko mnie, przedstawicieli komitetu Mniejszości Niemieckiej. To lokalnie, regionalnie ważny gracz, co może dla reszty kraju nie jest oczywiste, ale kandydaci akurat z tego komitetu mają doświadczenie i polityczne, i parlamentarne, patrzą na działania dyskryminacyjne rządu PiS wobec mniejszości narodowych jeszcze pod innym kątem. Wiecie Państwo co? Mijając się z tym panem, którego może nieładnie, ale wybuczeliśmy za kilka obrzydliwych stwierdzeń nie wartych przytaczania, bo nawołują do nienawiści, poczułam, że się boję. Tak czułam się dwa lata temu w Wiedniu, słuchając przemówienia przywódcy FPOe, spoglądając na „klientelę” polityczną partii wolnościowej, faszyzującej, współrządzącej Austrią do maja br. Słyszałam uszami wyobraźni, co potwierdziła obecność wielu czarno odzianych i obutych łysych gości, stukot podkutych buciorów po brukach, jak w latach 30. XX wieku. Wczoraj, okazuje się, że nie tylko ja, miałam podobne uczucie słuchając, patrząc na tego pana z PiS. Skądinąd o miłej powierzchowności.

Austria może się cieszyć, ma w nowo wybranym parlamencie nie tylko tradycyjne partie, ale Zieloni powrócili. Wraz z nimi polityka zorientowana na przyszłość, transparentność, mniejszości, walkę z ubóstwem, na kontrolę rządzących, na Austrię „zieloną”. Do parlamentu weszła jedna z aktualnie  najważniejszych postaci Zielonych, senatorka, a po zrzeczeniu się tego mandatu od 23. X., po zaprzysiężeniu, posłanka polskiego pochodzenia, Ewa Ernst-Dziedzic. Chwalimy się chętnie „naszą Ewą”, że Polka itd., oczywiście tak, ale formalnie Austriaczka, inaczej nie mogłaby dać się wybrać. Najważniejsze, że warto podglądać Zielonych w Austrii, jak po katastrofie w wyborach w 2017, wtedy się po raz pierwszy do trzech dekad nie dostali do parlamentu, przemyśleli program, działania, pracowali ciężko i oto wrócili. Wierzę, że jest możliwa mądra reorientacja także w polskich partiach, które wyczerpały swoje formuły, swoje zasoby, odświeżenie kadr, spojrzenia, i nie myślę tu o PiS. Bo tu kadra się też wyczerpała, co pokazuje kompromitacja europosła kilku kadencji (!!!) zdawałoby się, doświadczonego w zakresie rolnictwa Janusza Wojciechowskiego. A jest tylko gorzej.

Tik, tak, jak wylicza prawnik z Opola, działacz społeczny, mec. Jacek Różycki. Tik, tak…

Beata Dżon Ozimek

Rysunki do felietonów Beaty Dżon Ozimek – Jan Bartoszek Bajan, TUTAJ jego biogram

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.