Języki obce na co dzień

0

Z cyklu: Z 8. piętra

Rekonstruktor architektury skóry. Czuję się jak budynek albo jedna z tych srebrnych wież warszawskich, ale nie można poddawać rekonstrukcji czegoś, czego nie zbudowano. A moja skóra ma pół wieku, więc należy jej się rekonstrukcja. Zaciekawia mnie jej architektura… Przyjmuję rekonstruktora, choć jedynie w formie kremu, dobrze, że nie jest to grupa rekonstrukcyjna, ale wtedy musiałabym już być historycznym obiektem czy wydarzeniem. 

Aktywny peptyd ma przeciwdziałać bruzdom. Tu poczułam się jak rola, pole, nieużytek, ale za to z bruzdami, czyli czas mnie przeorał. Ten peptyd, jak rozumiem, stymuluje też produkcję kolagenu. A tego pewnie bardzo potrzebuje moja skóra. Poza tym aktywator samonawodnienia skóry stymuluje produkcję NMF, kurczę, myślałam, że chodzi o Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu, NFM, mogłoby się więcej go naprodukować, zwłaszcza po spotkaniu z noblistką Olgą Tokarczuk tamże, ale nie, to inne literki, NMF – naturalny czynnik nawadniający czyli swoisty trener nawodnienia skóry. Obok rekonstruktora w tym niewielkim pudełeczku mam też swoistego trenera, jak miło. 

Do tego naprawcza baza korneoterapeutyczna jako mieszanina biomimetycznych emulgatorów. Zaczynam się bać, co to wszystko oznacza, język imponuje poziomem oddalenia, separacji wręcz od zwykłej kosmetycznej konsumentki, nakładaczki kremu na twarz. Dobrze, że dalej mamy kilka owoców, uff, mogę odetchnąć. Na innej ściance opakowania kremu pod oczy, bo o tym kremie producent pisze w wyszukanych neologizmach wywołując lęk i podziw wobec poziomu naukowym badań nad tym, co może pomóc moim zmęczonym oczom, a więc na innej ściance kartoniku czytam zrozumiałe „Sposób użycia: Krem stosuj codziennie rano i wieczorem na oczyszczoną skórę wokół oczu.” Itd. I „krem doskonały dla kobiet w różnym wieku”. Czyli jednak krem dla człowieka, można użyć własnych palców, by go wklepać, niezależnie od rekonstruktora, trenera, biomimetycznych emulgatorów. Nie studiuję znaczeń, po co mi to, brzmi solidnie i dość zatrważająco. Do czego ja doprowadziłam okolice oczu, że ten cały sztab ma mi pomóc!

Przy odżywce do twarzy dowiaduję się, jak ważna jest siła formuł i odkryć. Tutaj – technologii „terapii” wiotkości. Zatroszczy się o mój promienny, pogodny wygląd, „po prostu”, bowiem uruchomi odbudowę architektury, tym razem młodości skóry. Najważniejsze, że owa odżywka to „skoncentrowana dawka korzyści dla skóry. Po prostu!” oraz, że zachwyca „przyjemną aplikacją”. Na końcu jednej ze stron tekturowego, ładnego opakowania czytam „Bądź prawdziwa!”

Nie wiem już, czy jestem prawdziwa, czy zrekonstruowana, czy wymagam renowacji, czy restauracji, bo nawodnienia na pewno według tej skomplikowanej informacji. A córka chciała tylko podarować mi dobre kremy. Jestem z nich zadowolona, niemniej trwa moja fascynacja językiem rozmowy ze mną o tym, co mi krem i odżywka dadzą dobrego. I muszę przyznać, że jest to dla mnie język obcy. 

Podobnie językiem obcym jest język w rytuałach Kościoła katolickiego, prezentowany w formie „swoistego trenera” języka, raczej tłumacza, broszurki rozsyłanej przez pewną instytucję edukacyjno-wydawniczą. Otóż tłumacz języka faktycznie otwiera nowe możliwości rozumienia albo też zadziwienia tym, jak język może oddalać bądź podtrzymywać dystans między księdzem a wiernym. Przysłała mi kopie tego słowniczka pewna urocza pani, wierząca, krytyczna katoliczka, pisząc przy tym w liściku: „Poczytaj sobie, jakimi się posługują nazwami i postawami w kształtowaniu ciemnoty w głowach i sercach <baranów>, choć to miłe i ciepłe zwierzęta.” Nie mogłam się, znając tę panią, nie uśmiechnąć do jej bezpośredniego komentarza. 

I pytam moich znajomych, czy wiedzą co to (moje ulubione) melchizedek? Albo vasculum, kustodia, cyborium, palka, patena (nie mylić z patyną), korporał, ampułki czy lawaterz. I druga moja ulubiona nazwa, którą rozumiem od miesiąca, kiedy pisałam tekst o pewnym kościelnym – puryfikaterz. Te wszystkie zagadkowo, obco brzmiące nazwy dotyczą przedmiotów, które każdy uczestniczący we mszach widzi, a pewnie na te elementy rytuału nawet nie zwraca uwagi. Zawsze zastanawiało mnie, czy po jednym użyciu puryfikaterza, czyli małej krochmalonej białej serwety do wytarcia ust po wypiciu wina, przetarciu kielicha ksiądz używa go więcej razy, czy też ktoś musi to na nowo wyprać, wykrochmalić, wyprasować. I chyba jest to, na ile wiem, serweta jednorazowego użytku, a wymaga wielkiej pracy zapewne jakiejś kobiety, by serweta mogła się pokazać przez chwilę między ustami a brzegiem kielicha w swojej wyznaczonej roli. Ileż energii, trudu, ale i ciepła kosztuje taki moment użycia jednej serwetki w misterium mszy za każdym razem. Ciekawe, czy możliwa jest reforma i tych rytuałów na rzecz np. włączenia się w ochronę Planety Ziemi, zmniejszenia ocieplenia; wprowadzenia np. serwet jednorazowych papierowych. Tak się robi w wielu miejscach, gdzie korzysta się z podobnych tkanin jednorazowo, użytkownicy rozumieją tę zamianę, w końcu dla wspólnego dobra.  Samo prasowanie milionów takich puryfikaterzy czy innych serwetek dziennie ma wpływ na poziom ocieplenia klimatu. Oczywiście tak samo, jak prasowanie milionów innych rzeczy; pytanie, czy to konieczne, czemu służy, poza teatralnym rytuałem. 

Wracam jednak do języka. Dzielę się z Państwem językowymi spotkaniami, nieplanowanymi, z odmiennych sfer, a jednak językami podobnie niezrozumiałymi. Jedne stwarzają pseudonaukowy bełkot, by dać komuś sięgającemu po dość luksusowy kosmetyk poczucie wyjątkowego zaplecza naukowego, dzieła ludzkiej myśli, które za kosmetykiem stoją. I nie ma co rozumieć, trzeba zaufać. Z innej strony – nie ma co rozumieć, nie ma co poznawać „boskiego” zasobu pojęć, wystarczy wierzyć, tak od wieków poucza się owieczki. I tak się dzieje. 

Języki obce na co dzień…   

Beata Dżon Ozimek 

Rysunki do felietonów Beaty Dżon Ozimek – Jan Bartoszek Bajan, TUTAJ jego biogram

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.