Nie chcę, ale muszę!

0

Alkohol, wspaniała rzecz!

Dzisiaj już powszechnie wiadomo, że umiarkowane picie wszelkiego alkoholu, a szczególnie czerwonego wina, ma takie skutki, jakich sobie życzymy przy podnoszeniu kielicha: na zdrowie! Rzeczywiście jeden drink dziennie dla osoby chudej, a dwa dla puszystych pań i panów zmierzających w kierunku 90 kg i powyżej, to samo zdrowie, to eliminowanie wolnych rodników odpowiedzialnych za wiele chorób w organizmie, to rodzaj rozcieńczacza krwi, co z kolei jest pośrednią prewencją ataków serca i wylewu krwi do mózgu, to środek zatrzymujący czy spowalniający rozwój niektórych typów raka, np. raka prostaty itp. To dość nowe odkrycie naukowe. Rzeczą prawie już pewną jest fakt, że odkryta już substancja w alkoholu jest tego przyczyną. Niektórzy badacze chcą ją uznać za nową witaminę, bo ma podobne zdrowotne działanie jak znane witaminy. 

Obraz pijaństwa w starożytnym Rzymie

Nie taka wspaniała, gdy się jej nadużywa

Problem w tym, że jakoś niektórym ciężko poprzestać na dwóch drinkach, wtedy wspomniana „witamina” zawiesza swoją działalność. I im częściej w ciągu dnia usta znajdą się na brzegach pucharu czy kieliszka, tym szybciej dobre skutki picia wódki, a szczególnie czerwonego wina, zamieniają się w horror.

Przejrzałem różne poważne naukowe statystyki. W ciągu roku alkohol zabija około 3 milionów ludzi. To liczba wzięta ze statystyk szpitalnych i lekarskich. Gdy weźmie się pod uwagę miliony tych, o których świat nie pamięta, przede wszystkim mieszkańców faweli i bezdomnych, liczbę tę trzeba pomnożyć przynajmniej przez dwa. W wielu krajach to główny zabójca ludzi szczególnie w wieku najbardziej produktywnym od 15 do 45 lat.

Polscy pijacy w średniowieczu

W Stanach Zjednoczonych w ostatnich kilku latach przeciętnie umiera od alkoholu 88 tysięcy ludzi rocznie, w tej liczbie prawie jedna trzecia kobiet – alkohol jest czwartym w kolejności zabójcą. Nałogowcom niewiele pomagają służby zdrowia prawie wszystkich krajów z wyjątkiem Nowej Zelandii, gdzie 30 procent alkoholików znajduje pomoc w walce z nałogiem. Tak bogate kraje świata jak Stany Zjednoczone pomagają tylko ośmiu procentom nałogowców, a Wielka Brytania tylko 5,6% potrzebującym pomocy. Nie znalazłem tego typu statystyki odnośnie Polski, chyba trzeba przyjąć, że nic, lub prawie nic nie robi się w tej dziedzinie.

W przekonaniu ogółu najwięcej alkoholu wypija się w krajach bogatych, bo ich obywateli stać na kupno alkoholu – absolutny fałsz. Jedyna na świecie organizacja World Health Organization (WHO), która wydaje grube miliony na różne statystyki, dotyczące wszystkich, lub prawie wszystkich krajów na świecie, co kilka lat publikuje dane na temat pijaństwa w tych państwach. Zastrzega się, że te liczby są często zaniżone, bo nie sposób dotrzeć do slumsów i innych ludzi ubogich, którzy produkują i piją samogon.

W roku 2016 przeprowadzono najnowsze tego typu badania opublikowane w 2018 roku. Dotyczą spożycia alkoholu przez osoby między 15. i 50. rokiem życia w 189 krajach – i dziw nad dziwy prowadzi w tym wyścigu Tunezja spożyciem 36,6 litra czystego stuprocentowanego alkoholu przez statystycznego człowieka. Jest to zsumowana liczba alkoholu z każdego z setek napitków alkoholizowanych, pitych przez osoby objęte badaniem.

Polscy pijacy w średniowieczu

Mówiąc jaśniej podam przykładowo, że np. Niemiec raczący się 10-procentowym winem Liebfraumilch musi wypić 10 litrów tego trunku by mu dodano do statystyki 1 litr czystego alkoholu, a inny Niemiec kochający piwo o średniej mocy pięcioprocentowej musi wypić go dwa razy więcej od wspomnianego sąsiada, by mógł wejść do statytyki z jednym litrem czystego alkoholu. We wspomnianej statystyce umieszczającej na początku kraje z najwyższym spożyciem – są to wyłącznie kraje Azji i Afryki przeplatające się na tabeli. Europę wprowadza na listę Rosja zajmując w tym dziwnym peletonie dopiero 43. miejsce ze spożyciem na głowę 20,1 litra. Rosję się najczęściej pomija w statystykach światowego pijaństwa przez kilka międzynarodowych instytucji badawczych i naukowych świata (oprócz wspomnianego WHO), bo jest rzeczą absolutnie niemożliwą zajrzeć do każdej chaty, czy nie ma w niej produkcji, a więc i spożycia domowego alkoholu. Przypuszczam, że można by było tę liczbę podaną przez WHO podwoić i byłoby to bliższe prawdy, co dawałoby szansę temu krajowi by powalczył o medal w tym makabrycznym wyścigu.

Na drugim miejscu w Europie w tej statystyce ciągle plasuje się Finlandia, a to jest chyba jednym z powodów największej liczby samobójstw w tym kraju w przeliczeniu na głowę mieszkańca. Potem sznurkiem idą inne kraje europejskie: Bułgaria, Czechy, Litwa, Rumunia, inne kraje skandynawskie, Portugalia, Słowenia, Łotwa i wreszcie na 69. miejscu z liczbą 17,1 l. Polska. Od Bułgarii w tej wyliczance pijemy mniej tylko o trzy litry. Inne, szczególnie kraje winne Europy: Francja, Hiszpania, Włochy mają statystyki zbliżone do 20 litrów.

Na końcu peletonu znajdują się kraje muzułmańkie (niektóre z nich to najbogatsze kraje świata), bo ich oficjalna religia kompletnie zabrania picia wszelkich alkoholi, a także państwa bardzo biedne. Na szarym końcu tej tabeli znalazły się Katar (4,4 l.), Arabia Saudyjska (3,8 l.), a na 189. miejscu jedno z najbiedniejszych krajów na świecie, Bangladesz (0,9 l.).

Trzeba i tu krytycznie spojrzeć na te liczby, bo bogaci Arabowie, prawie wyłącznie mężczyźni, co innego mówią, co innego robią, szczególnie wieczorami przy zamkniętych żaluzach okien delektując się drogimi winami, koniakiem, armaniakiem, kalwadosem, a ci najbiedniejsi docierają  do najbardziej prymitywnych produktów alkoholowych tworzonych często już nie z cukru, ale wielu roślin, nawet tych rosnących dziko. A więc poprzeczka do góry i w tych krajach wymienionych w poprzednim zdaniu i im podobnych.

Nie doszedł do domu

Okazje

Dziesiątki głupawych tłumaczeń są dla pijącego, jak słowa Ewangelii dla bardzo wierzącego chrześcijanina, nie podlegającymi dyskusji: trzeba pić i ten trzeci, czwarty czy piąty kieliszek, bo…

Jeden z polskich piosenkarzy przytacza skutki takiego niekontrolowanego wlewania sobie do ust tejże dziwnej używki, która pomaga zdrowiu, ale nadużywana powoduje choroby i śmierć.  Posłuchajmy:

“Pęka mi czaszka, w żołądku muł

Jak wszystkie ścieki tego świata.

Wstać nie mam siły, nie mogę już spać

Po urodzinach mego brata.”

A więc urodzinki, chrzcinki, weseliska, ostatnio pierwsze komunie i bierzmowanie, a i dlatego, że dziś poniedziałek, a i to, że ktoś na nas krzywo spojrzał, lub dziecko dostało kiedyś dwóję, obecnie jedynkę z jakiegoś przedmiotu, są wystarczającymi powodami by ćwiczyć nadgarstek który nam bez ustanku wlewa do gardła. Gdy te okazje powtarzają się często, wpada się w nałóg i wtedy już nie szuka się wymówek, pije się bo nie ma innego wyjścia, bo to mus! Każdy naród ma potężną armię tego typu ludzi, a najwięcej ich jest w niektórych krajach Azji i Afryki, a za nimi podążają kraje północnej i wschodniej Europy.

Skoncentrujmy uwagę na dwu nacjach: Polakach i Rosjanach. Jest znane pijackie powiedzonko: „Z Rosjananmi nikomu nie udaje się wygrać, tylko Polacy z nimi remisują”. Nieprawda. Nawet w rozpijaczonych czasach saskich, a jeszcze bardziej obiecnie, ogrywają nas niemiłosiernie.  Są przecież w tej materii zawsze pierwsi, my znajdujący się dopiero w środku europejskiego peletonu, zawsze dają nam w kość, nie ma nigdy remisu, bo oni piją z prawdziwym rozmachem, może nawet trzy razy więcej niż my i prawie wszyscy mieszkańcy innych krajów w Europie. 

Uzależniony

Nieszczęściem jest to, że używkę tę bardzo łatwo wyprodukować domowymi sposobami – wystarczy mieć cukier (rzadko inne produkty warzywne, czy same warzywa, jak np.  ziemniaki), jakiś czajnik lub kociołek, kawałek rurki i wiadro czy inny pojemnik, do którego przez wychłodzoną rurkę spływa z podgrzewanego słodu samogon – pospolitsza nazwa bimber. Polak ma przepis w głowie na przygotowanie produktu wstępnego, czyli słodu, bo pamięta datę bitwy pod Grunwaldem uważaną przez wielu za najważniejszą z dat w ponad tysiącletniej historii Polski: 1410 – to 1 kilogram cukru, 4 litry wody i 10 dekagramów drożdży.

Nietypowy alkoholizm Rosjan

Skutki tego nagminnego picia są inne w wymienionych krajach w porównaniu z Rosją. Gdzie indziej większość ludzi umiera najczęściej na ataki serca, wylewy, raki, mężczyźni na prostatę, wypadki na drogach; w Rosji zabójcą numer jeden jest alkohol. Naród rosyjski coraz bardziej degeneruje się tym nadmiernym pijaństwem. Widzą to władze państwowe i dlatego prawie każdy nowy prezydent lub  premier wydaje instrukcje o ogólnonarodowym planie walki z alkoholizmem. Jedną z ostatnich takich szczegółowych instrukcji opracowano na polecenie byłego prezydenta Miedwiediewa. Podobnej akcji sekundują archimandryci. Naród słucha, kiwa głowami i robi swoje. Gdy na rynku brak wódki, lub jest dużo droższa niż była przez akcją, zastępuje się ją samogonem. Każdy przyzwoity Rosjanin zna technologię jego produkcji. Skutki są gorsze, bo to bardziej szkodliwy produkt, niż wszystkie te dostępne w sklepach. Ale i Rosjanie też już idą z postępem: coraz mniej, ale niewiele mniej, produkuje się bimbru, a spija się wszystko co można zakupić w sklepach alkoholowych obecnie sowicie zaopatrzonych we wszelkie alkohole w dawnym Kraju Rad.

Ruskie chłopstwo w czasach carskich

Najpoważniejsze pismo medyczne świata Lancet zainteresowało się dziwnym problemem umieralności Rosjan. Naukowo zbadano powody śmierci 30 tysięcy Rosjan i 20 tysięcy Rosjanek z trzech wytypowanych miast,  tzw. metropolii prowincjalnych: Tomska, Barnaułu i Bijska. Ustalono naukowo, że wyniki z tych miast będą przekrojem całej Rosji. Wyniki tych badań są przerażające: 50 procent zgonów mężczyzn i 33 procent zgonów kobiet w wieku produkcyjnym (od 15 do 54 lat) to skutek nadużycia alkoholu. Pismo przyznaje się do niewiedzy co tak zawyża statystykę, dlaczego jest w Rosji pod tym względem tak inaczej niż w każdym innym kraju na świecie?

Bimbrownia na większą skalę

Badacze podają wiele różnych powodów, wiele z nich jest powierzchownych i nieprzekonujących. Owszem nie ma w Rosji zwyczaju Francuzów lub Włochów, że pije się butelczynę w czasie posiłków, by pomóc trawieniu i dla  podkreślenia walorów smakowych posiłku, ale nie wódki, samogonu, lecz dużo mniej procentowegoi czystszego chemicznie wina. Nie pije się jak w Niemczech, gdzie po pracy idzie się do knajpy na kufel piwa, bo to zwyczaj uświęcony tradycją, ale ilość spożytego płynu najczęściej usankcjonowana jest przez żonę, lekarza domowego lub psychologa.

Nie pije się z tych okazji i powodów jak w Rosji, czyli najczęściej z przygnębienia, poczucia zagrożenia, lub nudy. Dla Rosjanina wódka ma coś zalać, coś ukryć. Rosjanin obawia się ciągle, że czemuś nie potrafi sprostać, nie da rady wyzwaniom dość ponurej i nudnej rzeczywistości. Jego ciągle coś mierzi, ciągle coś niepokoi. Nie lubi żadnej stabilizacji. Cicha prosta praca, wyobrażenie zwyczajnego szczęścia rodzinnego, spełnianie jakichś ustalonych przez tradycję obowiązków to dla niejednego Rosjanina herezja i drobnomieszczaństwo, to sama nuda, coś obmierzłego i godnego pogardy. Wieki samodzierżawia, czy to carskiego, czy sowieckiego, umocniły go w przekonaniu, że zwykły trud bywa przeważnie bezowocny, że wysiłek nie przynosi dobrobytu i szczęścia, bo rzeczywistość jest surowa i nieprzewidywalna, czyha tylko na tych, co wchodzą w kierat życia, by okrutnie zniweczyć każdy wysiłek.  Rosjanin to fatalista, czuje się bezsilny, a gdy nawet coś zaczyna mu się układać denerwuje się tym coraz bardziej, bo w swojej głowie kalkuluje, że po dłuższej ciszy musi nastąpić niekontrolowana nawałnica, która wszystko co dobre zmiecie.

Wsiowa popijocha na Białorusi

A jak się mają te sprawy w naszej Ojczyźnie?

Polak pije by się napić, rzadziej by się upić. Konkretnie chodzi o to, by powstał w głowie przyjemny szmerek, który rozwiązuje  języki, daje poczucie wartości osobistej, lub po prostu dobrego samopoczucia. Nieśmiali Polacy (coraz ich mniej, ale ciągle nie wymarli całkowicie), muszą się napić przed ważnym wydarzeniem lub koniecznością nietypowej ważnej wypowiedzi, szczególnie przy oświadczynach pannie lub wdowie. Taki chce i musi się wesprzeć – butelka mu towaszyszką. Układa tygodniami piękną mowę, cyzeluje ją nie tak jak wielu twórców na przykład artykułów, choćby i mnie, kupuje róże i chowa za plecami, pada na kolana i ani słowo nie chce przemknąć się przez gardło, niekiedy tylko szept „czy chcesz mnie”. Gdy to się dzieje w miejscu publicznym, panna nie słysząc słów domyśla się i odpowiada najczęściej „tak” by jak najszybciej skończyć to nieco krępujące widowisko, gdy nie akceptuje oświadczyn odwraca się pięcie i odchodzi mrucząc pod nosem: „ty idoto, tani aktorze, spływaj, skocz do jeziora w celu ochłodzenia”.

Aparatura do produkcji bimbru

Dawniej kawalerowie i wdowcy mieli w tych sprawach dużo łatwiej niż dzisiaj, nie musieli oświadczać się wdowie lub pannie lecz jej rodzicom, niekiedy tylko ojcu – łatwiej było trzymać wtedy emocje na uwięzi. Przyszły mąż często nie musiał się fatygować sam, zastępował go ojciec lub bardzo sprawny(a) i wygadany(a) swat lub swatka. Gdy oferta przedślubna była bogatsza niż spodziewana, na przykład kilka ekstra morgów pod lasem, umowę natychmiast potwierdzano butelczyną wódy, nie pytano najczęściej panny o zgodę, ani żony gospodarza, gdy nie uczestniczyła w negocjacjach. Przy mniej obfitej ofercie rozpoczynały się długie i uciążliwe, trwające nie raz parę dni negocjacje. Odmawiano grzecznie częstując starającego się o pannę podając mu lub jego zastępcy w oświadczynach zupę z kaczej krwi tak zwaną czerniną lub czarną polewką. Taka odmowa nazywała się popularnie daniem arbuza. Niepotrzebne były słowa. Nie było co opijać, starający się nakarmiony wychodził z domu trzeźwy.

Ironiczne życzenie

I  jak tu się nie upić?

                   ***

Brzmi to, co napisałem dość ponuro, i by co nieco ocieplić ten nastrój załączam trzy z setek  humorystycznych wypowiedzi o pijaństwie, które krążą w Internecie. 

Oto one:

Jeśli przypadkiem budzisz się w poniedziałek po południu i nie nap… cię głowa, to znaczy, że jest już środa…

– Tato, kto to jest alkoholik? – pyta Jasio. – Widzisz te cztery drzewa? Alkoholik widzi osiem. – Ale tato!  Tam są przecież tylko dwa drzewa!

Żona do męża: – Piszą, że woda podrożała… – Nooo!!! Wreszcie i abstynentom do d… się dobrali!!!

     Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.