Nie krzywdź własnego dziecka 

0

Rodzi się dziecko. Trzeba dać mu imię. Samo jest za małe, by o tym decydowało.  Najczęściej wybierają mu je rodzice. To najczęstszy identyfikator dziecka – będzie je słyszało wypowiadane do niego kilka razy dziennie aż do momentu śmierci. Powinno dobrze reagować na ten dźwięk, nie wstydzić się, gdy je słyszy, nie może być nim upokarzane. Dzisiaj rodzice najczęściej znają płeć dziecka na kilka miesięcy przed urodzeniem, mają dużo czasu do zastanowienia. 

Sprawą nadawania dziecku właściwego imienia zainteresowała mnie w roku 2010 wierna czytelniczka moich artykułów, siostrzenica żony, warszawianka, pytając co sądzę o imieniu Szymon, które chce nadać własnemu jeszcze nienarodzonemu dziecku – czy nie spowoduje tym imieniem jakichś trudności w jego życiu w przyszłości. Pogrzebałem w różnych źródłach i odpowiedziałem jej, że jest to imię tak bardzo popularne na wszystkich kontynentach, prawie we wszystkich grupach językowych, a w Polsce od lat w różnych okresach mieści się w pierwszej piątce najczęściej nadawanych imion chłopcom. Gdyby synek w przyszłości  przeniósł się na stałe do jakiegoś innego kraju świata, będzie ono rozpoznawalne, a gdyby chciał zmienić jego brzmienie na istniejące w danym kraju, musiałby najczęściej tylko wykreślić drugą literkę, a trzecią zamienić z y na i – reszty pisowni imienia nie trzeba najczęściej zmieniać. Imię to jest tak popularne na świecie, że żaden tyran nie może go zbeszcześcić, tak jak Stalin nie zohydził innego popularnego imienia – Józef. Innymi słowy zatwierdziłem jej wybór.

Imię nie powinno być zgrane dźwiękowo z nazwiskiem, jak na przykład Szczepan Szczęsny. Niektóre nawet krótkie polskie imiona i nazwiska poza Polską są dla obcokrajowców niemożliwe do wymówienia. Miałem dwóch przyjaciół już nieżyjących o nazwiskach Dziedzic i Szczęch. Można by ułożyć słowniczek wymawiania, nie przez Polaków, tych nazwisk tu na ziemi kanadyjskiej. Najczęściej było to dajdak i sek. Podobny los czeka skomlikowane i długie imiona polskie. Wyobraźmy sobie przed tymi nazwiskami imiona jak Beatrycze, czy wspomniany Szczepan – tragedia! Moje własne imię Władysław powodowało u niektórych moich współpracowników w bibliotece uniwersyteckiej niebezpieczeństwo zwichnięcia sobie języka – oni spodziewali się że ja będę wymawiał ich imiona prawidłowo, więc i ja nalegałem, by robili to samo z moim. Kiepsko im to szło, ale przynajmniej wykazywali dobrą wolę.

Słynny muzyk David Bowie, chyba w zamroczeniu alkoholowym  lub pod wpływem narkotyku yebrał dla syna imię Zowie. W zestawieniu z nazwiskiem nowy twór Zowie Bowie miało brzmieć ciekawie, nowatorsko. Brzmi imbecylnie, o czym przekonał się właściciel imienia. Gdy dorósł, narażając się na gniew wielkiego taty, zmienił to imię na Duncan.  

Rodzice często nadają dzieciom te imiona, których im nie nadali ich rodzice, a które chcieli, gdy dorośli, mieć. Niekiedy też, szczególnie w niższych warstwach społecznych, nadaje się te, które fascynują rodzica; najczęściej są to imiona bohaterów popkultury, seriali, polityki, z dziedziny muzyki i śpiewu. Matka Jana Pawła II nadała mu imię Karol, ostatniego władcy Austro-Węgier , tam była nim zafascynowana. To ostatni z kilkuset ludzi uznanych przez papieża za świętego, a takim świętym nie był, bo podpisał rozkaz użycia broni chemicznej w I wojnie światowej, od której dziesiątki tysięcy żołnierzy wrogich armii i wielu własnych, zginęło. Placido Domingo, musiał się przespać z jedną z wielu młodych dziewcząt z jego muzycznego otoczenia, by zwalczać tym tremę przed swoim kolejnym występem. Przypuszczam, że teraz w krajach języka hiszpańskiego będzie coraz mniej nowonarodzonych o imieniu Placido. Rodzice będąc dumni ze swego wyboru imienia nie zdają sobie sprawy, że ludzie szybko zapomną o ich idolu, a dziecko gdy dorośnie nie będzie miało pojęcia kim faktycznie był ulubieniec rodziców o tym samym imieniu co on. Gdy, na dodatek jest ono trudne w wymowie, dziwne, pompatyczne, należące do osoby, która stoczyła się na dno, czy zmarła po przedawkowaniu, może się go wstydzić i borykać się z nim przez całe swoje życie.

Ciągle nadawane są dzieciom imiona rodziców. Mniej w Polsce niż na przykład w krajach anglosaskich. Poza Polską funkcjonalne są w takich wypadkach dodatki jak junior czy senior, czy nawet junior III. W starożytnym Rzymie kilkoro dzieci w rodzinie miało to samo imię co ojciec czy matka z dodatkami: Młodszy (a), Średni (a), Starszy(a). W  Polsce podobne rozróżnienia są prawie nieznane. Tu w wypadku potrzeby uhonorowania rodzica, dziadka lub babki, ich imiona są przeważnie drugimi imionami dzieci. Ja w ogóle jestem przeciwny podwójnym imionom, bo i po co, jeśli jedno imię identyfikuje jednoznacznie jego nosiciela. Gdy chodzi o nazwiska tak popularne jak Nowak, Kowalski, Wiśniewski, Wójcik, Kowalczyk, drugie imię może być usprawiedliwione by łatwiej rozróżnić ludzi – prostszą praktyką byłoby nadanie dziecku w takiej sytuacji jednego imienia mało popularnego, ale mile brzmiącego.

Pamiętam z czasów swojej młodości, że w mojej dużej wiosce Bodaczów najpopularniejszym nazwiskiem było Duda, a najpopularniejszym imieniem Jan. Naliczyłem, że Janów Dudów mieliśmy osiemnastu. Trzeba ich było jakoś odróżniać. Najczęściej dodawało się do ich imienia nazwę „dzielnicy” wioski, a więc Jan Duda z Piasków, z Wygonu, z Podborku, a gdy ich w tych mniejszych przestrzeniach było kilka, dodawało się  jeszcze np. syn Jana – ale i z tym były też kłopoty, bo tata, tak jak syn, miał często także imię Jan. Mam niekiedy bulwersujące sny, bo dotyczą ludzi o nazwisku Duda z imionami innych znanych Polaków, za którymi nie przypadam: Andrzej i Piotr, podających się w czasie snu za synów moich dawnych bodaczowskich kolegów. Budzę się lekko spocony.

Polskie prawodawstwo o aktach stanu cywilnego z roku 1986 (przypuszczam, że obowiązujące do dzisiaj) hamuje różne dziwne zapędy imionodawcze rodziców. Urzędnik stanu cywilnego może odmówić wpisania do ksiąg metrykalnych więcej niż dwó imion, nie wpisze imienia ośmieszającego, nieprzyzwoitego, zdrobnienia innego imienia, jeśli jeszcze w mowie polskiej nie funkcjonuje ono jako imię samodzielne, czy imienia nie pozwalającego swym brzmieniem odróżnić płci dziecka. Imiona wpisane powinny być też wymawiane według polskich norm wymowy, więc urzędnik może nie zatwierdzić tak prostego imienia jak Carol, bo wiadomo, że pierwsza litera w nim może być wymawiana jako c, a nie k. Są sposoby by te polskie ograniczenia spowodowane troską o dobro dziecka ominąć. Wystarczy wyjechać za granicę, zarejestrować tam imię w pisowni niepolskiej  i na podstawie dokumentu z tego urzędu nie ma już żadnego problemu wpisania go do ksiąg polskich w takiej pisowni jak w tym dokumencie. Można się też odwołać do szefa urzędu stanu cywilnego argumentując, że ojciec czy matka ma choćby tylko jedną czwartą krwi nacji, z której pochodzi dane imię. Ten argument wystarcza, by je zapisać niezgodnie z pisownią języka polskiego. Ostatecznie można się odwołać do Rady Języka Polskiego o opinię odnośnie danego imienia, a gdy opinia jest pozytywna, urzędnik choć może ją odrzucić, najczęściej tego nie robi.

Ciekawe jest przyjrzenie się imionom dosyłanym do opiniowania do tej instytucji. Są nimi między innymi Wiosna, Druzjan, Viggo, Jaksa, Neo, Szon, Tworzyrod, Tupak, Dąb, Maciejka, Attoka, Hassiba, Madri, Mercedes, Unka, Vesna, Wenela, Europa, Unia, Ozzy, Latoya, Megan, Elias, Akira, India, Jagienka, Kika, Tiara, nawet Pipa (co się może źle kojarzyć), i setki innych. Dla przykładu podam, że Rada odrzuciła imię Abghati, bo nie wskazuje na płeć dziecka, oraz imię Aila ze względu na różnorodność wymowy, bo można je wymawiać dwusylabowo Aj-la, lub trzysylabowo A-i-la. Pewne dziwne i upokarzające imiona są ciągle rejestrowane, bo głupawy urzędnik stanu cywilnego po prostu nie wie co oznaczają. Jedna z dziewcząt nazwana Kasandrą (w polskiej pisowni) skarży się, że nienawidzi tego imienia, bo to znana z literatury grecka prorokini wszelkiego zła.  

Rada Języka Polskiego musiała się zmierzyć z imieniem Hosanna dla dziewczynki. Odrzuciła propozycję. Oto uzasadnienie: ”Wskutek podniosłego charakteru tego modlitewnego wezwania w liturgii chrześcijańskiej  i judaistycznej, wezwanie hosanna, czyli „daj nam zbawienie” nie nadaje się na imię dziewczynki, bo w zestawieniu z nią musi wywoływać efekt komiczny”. Przewidując, że ci czy inni rodzice mogą zmienić Hosanna na Alleluja (chwalcie Pana) Rada uprzedziła to żądanie uznając je za równie niewłaściwe jak Hosanna.

Rada musiała się gęsto tłumaczyć dlaczego odrzuciła imię Kermit dla chłopca, bo przecież jest ono popularne w środowiskach anglojęzycznych i nie przestawia żadnych problemów z zapisem go w języku polskim. Tłumaczeniem odrzucenia było stwierdzenie, że w Polsce imię to kojarzy się tylko z imieniem żaby w programie Muppet show, z niczym innym, więc trudno chłopcu nadawać imię żaba. Dwom Warszawiakom nie udało się „przepchnąć” imion związanych z piłką nożna. Rada Języka Polskiego odrzuciła imię Pele bo po pierwsze to nie imię ale pseudonim sportowy słynnego piłkarza, a poza tym nie określa jednoznacznie płci dziecka, bo przecież nie każdy wie, że Pele jest osobnikiem rodzaju męskiego. Inny tatuś Warszawiak, kibic Legii, upierał się przy imieniu Legia dla syna. Rada nie miała w tym wypadku żadnej trudności odrzucenia tego imienia. Przede wszystkim rzeczownik zakończony na literę “a”  jest rodzaju żeńskiego, a syn oczywiście męskiego, poza tym nieznana jest w Polsce praktyka nadawania imion dla uhonorwania jakieś drużyny, firmy, przedsiębiorstwa. Poza tym to nie jest originalne słowo określające drużynę, bo słowo legia jest słowem pospolitym i ma kilka różnych znaczeń.

Osoby „na świeczniku” mają większe trudności z doborem imion swym dzieciom. Musi być to imię nie tylko unikalne, ale w jakimś stopniu przypominać własną mamę czy słynnego tatę. Wymyśla im się imiona nawet od nazwisk wielkich ludzi np. Miłosz, skomplikowane imię stworzone z dwóch innych jak np. Ziutysława. Zapominają przy tym ci ludzie, że to wydumane imię to własność już dziecka i może być niechcianą i nielubianą wizytówką jego, nie rodziców.

Wiem jak udało się Michałowi Wiśniewskiemu przeforsować w Polsce imiona swoich latorośli: Xavier, Fabienne, Etiennette i Vivienne. Po prostu jechał do Francji i tam je rejestrował. Co prawda każde to dziecko ma drugie imię polskie, ale to będzie tylko w dokumentach, wśród kolegów i koleżanek muszą funkcjonować pod pierwszymi imionami, które są przekręcane, często złośliwie. Szczerze mówiąc, nie dziwią mnie te sfracuziałe dziwactwa taty. Ten bardzo przeciętny śpiewak z „ognistym” owłosieniem i kolczykami na różnych częściach ciała, korzysta z każdej okazji by szokować, i tym sposobem być na ustach wielu. I co z tego, że nietypowe, a dla niektórych Polaków dzwaczne imiona dzieci – to ich udział w jego promocji.

Dziwi mnie natomiast nazwanie swoich dzieciaków przez znaną polską aktorkę Katarzynę Figurę – córce dała imiona Coco Claire, a synowi Kaszmir. Że jest obecnie niezłą aktorką choć w w moim przekonaniu dość brzydką, przekonałem się osobiście oglądając jej grę w jednoosbowym trudnym psychologicznym dramacie ukraińskiej pisarki w teatrze Krystyny Jandy “Polonia”. Owszem, w młodości kreowała się, lub ją kreowano, na seksbombę, mimo że nawet wtedy nie była zbytnio urodziwa. Obsadzano ją w wielu filmach w scenach miłosnych, w których wyjątkowo nachalnie były eksponowane jej wielkie piersi. Może już dzisiaj wie, ale nie przyznaje się do tego, że skrzywdziła własne dzieci.  

Choć fala szaleńczych imion w Polsce jest trochę hamowana przez ustawę, to jednak, jak wspomniałem, jakoś bocznym wejściem niektóre są nadawane dzieciakom i rejestrowane w polskich księgach metrykalnych powodując później  ich właścicielom wieczne utrapienie. Wspomniane imię India odrzucone przez Radę Języka Polskiego nosi jednak w Polsce dziewczyna – nie będę podawał jej nazwiska – nienawidzi go serdecznie, sama się nazwała Antośką i jeśli jest konieczność, wymusza pięściami u koleżanek szkolnych by zapomniały o jej oryginalnym imieniu. Niejaka Biba Urban tak się wypowiada odnośnie wyboru jej imienia: „Babcia mnie tak urządziła. Chciała mieć wieczną imprezkę?” Inna dorastająca dziewczynka o imieniu Melissa skarży się, że w szkole nawet pani wychowawczyni, nie tylko współuczniowie, nazywają ją „walerianką”, bo podobnie jak zioło melissa, lub w innej pisowni melisa, ma właściwości usypiające.

Jest kilka innych krajów na świecie poza Polską, gdzie szaleństwa rodziców i dziadków są hamowane ustawodawczo. Tam gdzie nie ma podobnych ograniczeń panuje na tym polu prawdziwa wolnoamerykanka. Państwo Beckham (on były piłkarz, ona projektantka mody) nazwali swego syna dość dziwnie i prozaicznie Brooklyn (dzielnica Nowego Jorku). Aktorka  o dość niespotykanym imieniu w świecie kultury anglojęzycznej Gwyneth Paltrow dała córce prostsze imię Apple (jabłko). Gitarzysta słynnej grupy U2 nazwał syna Blue Angel (niebieski anioł). Keith Richards z Rolling Stones córkę nazwał po prostu Dandelion (języku polskim mniszek, zwana popularnie dmuchawcem). Madonna chcąc wynagrodzić mamie za niespełnione jej marzenie udania się do miejsca pielgrzymkowego Lourdes  nadała córeczce imię tego właśnie miasteczka. Popularna para aktorska A. Jolie i B. Pitt nadali swej córce bardzo wydumane dwuczłonowe imiona Shiloh Nouvel, co chyba w ich mniemaniu znaczy Nowy Mesjasz. Te kilka przykładów wydumanych imion to znak absolutnej głupoty, a ich „oryginalność” świadczy o prymitywizmie intelektualnym ich twórców.

Powinno się nadawać dziecku imię raczej krótkie, szczególnie gdy nazwisko jest trzy- lub więcej sylabowe. Zrezygnujmy z naszych upodobań literackich i nie proponujmy takich imion jak Jagna, Jankiel, Nel. Lepiej też się trzymać z dala jak od ognia od imion typowych w państwach ościennych, bo mimo tego co się mówi o polskiej toleracji to ciągle imiona jak Olga, Tamara, Jewgieni, Kurt, Hans itp. wywołują u wielu odruchy rasitowskie i ksenofobiczne, w szkole nie będzie żadnych zahamowań by wyśmiać „niemiaszka” czy „ruska”. Jeszcze bardziej dobrze się wystrzegać imion pochodzenia żydowskiego. Antysemityzm jest i kwitnie w Polsce, więc dzieciak o imieniu nie tylko Icek, Szmul, ale i Jeremiasz, Jonasz, Rut będzie wśród rówieśników uchodził za „żydka”. Imię Matki Boskiej Maria nie jest dziś w Polsce tak popularne jak w kilku innych krajach. Jednym z powodów jest to, że z racji na kult maryjny, Polacy nie odważają się nadawać tego imienia dziewczynkom czy nawet chłopcom, ale są wyjątki. Jeden z moich kolegów, ciągle żyjący, ma dwa imiona Wojciech Maria i jest z tego dumny. Imię to było w 2010 roku dziewiętnaste na liście imion żeńskich, może też i dlatego, że dzieciaki wymienieją je na Maryja i dokuczają nosicielkom takiego imienia że „ma ryja”. Jest dziś nie tylko sprawą pompatyczną, ale wprost śmieszną mieć dalsze imiona innej płci. Z Jana Marii Władysława Rokity, nie tak dawno jednego z dwóch najważniejszych nazwisk w jego  partii politycznej, niemiłosiernie naśmiewano się w utworach kabaretowych z racji tego nadmiaru i dwu rodzajów gramatycznych. Polacy nie są aż tak odważni jak np. Hiszpanie, nie nazywają swoich dzieci imieniem Jezus. W świecie kultury hiszpańskiej to jedno z najpopularniejszych imion męskich. Znałem Jezusa (w wymowie /hesus/), profesora Uniwersytetu Western Ontario. Był to człowiek, który szlify profesorskie zdobył na uniwersytecie w Moskwie –  był nie tylko ateistą, ale walczącym z religią marksistą starej daty, a Lenin i Stalin to jego najwięksi idole. W wielokulturowej Kanadzie imię to nie budzi na ogół zdziwienia czy zaskoczenie, ale wyobraźmy sobie takiego Jezusa komunistę na jakimś polskim uniwersytecie w obecnych czasach. Dobrze, że imię Mahomet nie stało się modne wśród ludności rdzennie polskiej (choć jest nadawane dzieciom nie tylko muzułmanów w niektórych krajach); – jego ewentualny posiadacz w Polsce miałby w swoim środowisku „drogę przez mękę”. Wiem, że bardzo rzadko w Polsce, w ostatnim etapie budowania „raju na ziemi”  imiona bohaterów budowniczych tegoż raju, jak Castro, Che, Stalin, Lenin, Mao były nadawane, choć rzadko, dzieciakom, tu w Kanadzie niektóre z nich są częściej spotykane. Uczęszczając codziennie od 30 lat do fitness klubu nie raz widziałem imiona, częściej portrety niektórych z tego typu bohaterów, zapisane niezniszczalnym tatuażem na plecach czy torsie mężczyzn. Najczęściej spotykanym na torsach męskich jest portret Che. Nie wiem czy podobne portrety mają na swych ciałach kobiety – nie dopuszczono mnie do do rozbieralni kobiecej by to sprawdzić. Jeden z kolegów znanego wszystkim Macierewicza wyjawił, że będąc adiunktem na uniwersytecie zapraszał do siebie, za każdym razem inną studentkę na drinka, a gdy zostawały z nim do rana, w ramach podzięki dawał jej zdjęcie tego człeka.

Wiele imion przechodzi do lamusa, a odgrzewanie ich wywołuje zdziwienie lub zakłopotanie u rozmówców nosiciela takiego imienia. Niektóre imiona mniej popularne na świecie zostały wprost „zbeszczeczone” przez potworów takich jak Hitler. Jeśli dzisiaj chce się unieszczęśliwić własne dziecko wystarczy że się go nazwie Adolfem. Inne imiona nabrały negatywnego brzmienia na skutek nadawania im w mowie potocznej negatywnych znaczeń, np. Alfons. Nie nazwałbym swej córki Wandą, bo to bohaterka powieści masochistycznej, ani nawet Barbarą, bo w wielu językach europejskich swym brzmieniem przypomina, że wywodzi się od słowa barbarzyńca.

Moda w dziedzinie nadawania imion, jak powiedziałem, bardzo się zmienia, a właściciel jakiegoś imienia musi je nosić nawet przez 80 czy 90 lat. Nie tak dawno w ogólnopolskiej modzie były imiona nadawane tradycyjnie wieśniakom, a więc Maciej, Jędrzej, Wojciech, Wawrzyniec, Jagna i podobne. Po jakimś czasie gdy się zmieniła moda takie imię stało się dobrym wyróżnikiem osoby, no ale nie wszyscy są z tego zadowoleni, bo nie lubią nosić imion niemodnych, przestarzałych, chłopskich.

Dzisiaj jeszcze nie dociera do większości rodziców szukających imion dla dziecka, że Polska jest w Unii Europejskiej, że około dwa miliony Polaków w ostatnich latach ze względów ekonomicznych przeniosło się do krajów zachodnich i jeszcze wielu przeniesie się tam na stałe w przyszłości. Ich imiona są  tam najczęściej wypaczane, przekręcane. Nawet gdyby Unia się kiedyś rozwiązała, to przemieszczanie się ludzi z kraju do kraju nie zaniknie. Nawet tak proste imię żeńskie, które od czasu do czasu staje się najpopularniejszym imieniem w Polsce jak Julia, zagranicą nie będzie wymawiane /julia/, ale /dżulia, żulia, hulia, żilia/ itp. By oszczędzić dorosłemu dziecku upokorzeń i nerwów nie wybierałbym imienia zaczynającego się od liter j oraz g wymawianych w wielu językach inaczej niż w języku polskim, czy od h (bo w kilku językach ta litera jest niema), imion z podwójnym zapisem dźwięku jak rz, sz, a szczególnie zbitki szcz. Unikałbym imion z literami mało lub wcale nie używanymi w obych językach jak ł, ś, ż, ź, nawet w.

Są setki imion znanych w Polsce, które nie nastręczają obcokrajowcom problemu z ich wymową jak np. Natalia, Amelia, Aleksandra, Robert, Adam, Filip. Gdy jest konieczność zamiany w imieniu w obcym kraju jednej literki na inną, by nie zmieniać wymowy imienia, np. j na y, w na v, to jeszcze nie tragedia. Dzieciom rodziców zadomowionych poza Polską można nadawać imiona popularne w kraju zamieszkania, bo szansa, że ich dziecko przeniesie się kiedyś na stałe do Polski jest minimalna.  Pamiętać jednak należy, że w Polsce zostali dziadkowie tych dzieci, są duże szanse, że będą oni odwiedzani przez ich wnuków. Z miłości do staruszków i z obawy by nie połamali języka na imieniu wnuka/wnuczki nie nazywajmy ich długimi imionami zlanymi z dwóch czy trzech imion, a nawet w jedno- czy dwusylabowcach jak Elijah, Kyle, Keith, Kyleigh czy Xuan można nadwerężyć język.

Przeglądając listę najpopularniejszych w Polsce imion z roku 2010 zauważyłem, że imiona męskie są bardzo tradycyjne, czego nie można powiedzieć o imionach żeńskich. W pierwszej dwunastce męskiej nie ma ani jednego imienia nowego, u kobiet pojawiają się w podobnej dwunastce imiona, o których nie słyszałem w mej młodości.

Pełna dwunastka najpopularniejszych imion w roku 2010 dla dziewcząt to: Julia, Maja, Zuzanna, Wiktoria, Oliwia, Amelia, Natalia, Aleksandra, Lena, Nikola, Zofia i Martyna, z tym że Julia było najpopularniejszym, a Martyna najmniej popularnym imieniem w tej ekstraklasie imion.

Listę imion chłopców otwiera największą popularnością Jakub, a potem kolejno idą imiona: Kacper, Szymon, Mateusz, Filip, Michał, Bartosz, Wiktor, Piotr, Dawid, Adam, Maciej.

Imię oczywiście można zmienić sądownie na mocy ustawy z 2008 roku o zmianie imion i nazwisk, ale trzeba mieć poważny powód by sąd pozwolił na tę zmianę. Jeśli Anna chce się nazwać Andżeliką, bo to brzmi nowocześniej, nic w sądzie nie wskóra, ale gdy potrafi udowodnić, że nienawidzi swojego oryginalnego  imienia, prawie go nie używa, bo np. w wiosce była wariatka Anna lub Anna zbrodniarka, które zbeszcześciły to imię w jej środowisku, wtedy sąd może przychylić się do jej prośby. Niewielu zmienia swe imię choć go nie znosi, bo to wiąże się z kosztami, obrazą rodziców i innych członków rodziny, różnymi komplikacjami z dokumentami, więc cierpią w milczeniu, a tylko w momentach szczerości czy przy wódce przyznają się najbliższym, że swego imienia nie lubią.

Podróżując po świecie spotykałem ludzi dorosłych, którzy nie potrafili wybaczyć rodzicom, że z jakichś powodów czy po prostu bezmyślnie nadali im imiona, które sami polubili, i często doznawali upokorzeń i stresów, gdy je ktoś przekręcał. We wspomnianym moim klubie, kilka miesięcy temu zatrudniono młodą dziewczynę, chyba pochodzenia arabskiego. Jest zwyczaj w klubie, że przy wejściu osoba obsługująca wchodzącego członka czy członkinię wita ich po imieniu (a zna je, bo wystarczy spojrzeć na ekran komputera gdzie imię i nazwisko pojawia się po przyłożeniu do ekranu czytnika karty członkowskiej). Jest rzeczą naturalną, że tenże członek podobnie wita tę osobę, nie musi pamiętać jej imienia bo ma ona przypięty identyfikator (name tag). Wspomnianej dziewczynie, po przywitaniu mnie jako Waltera, odpowiedziałem: “Witaj Yasmin”. Skrzywiła się i wyszeptała, że nienawidzi tego imienia. Zdziwiło mnie to, zapytałem dlaczego? – przecież to piękny krzew, a jego kwiaty mają mocny, przyjemny, nietypowy zapach. Właśnie nie znoszę tego zapachu  – wybąkała. W żartach zaproponowałem jej, że mogę jej nadać piękne polskie imię innego kwiatu, na przykład róży, a ponieważ będąc młodziutką kobietą o prawie miniaturowej posturze, niech to będzie milsza forma tego słowa: różyczka. Podobało się jej to. Nauczyła się wymawiać to słowo bez cienia obcego akcentu. Któregoś dnia przez nieuwagę nazwałem ją Jaśminem. Odpowiedziała, że to imię dla innych, dla mnie jest tylko Różyczką. Co zrobić, nie mam wyboru. Takim imieniem muszę ją witać – nie narzekam.

Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.