Obiecanki plus

1

Władza przedstawiła wesoły projekt budżetu na 2020 rok, żeby przed wyborami zapewnić elektorat, że pod rządami PiS Polakom będzie sie żyło przyjemnie, godnie i dostatnio, według polskiego modelu dobrobytu.

Deficytu nie będzie (kosztem powolnej śmierci samorzadów, coraz bardziej obciążanych nowymi zadaniami, które rząd na nie spycha), pieniądze sią rozmnożą  i starczy na wszystko: 500 plus, 500 plus dla niepełnosprawnych, emerytury plus, wyprawki, no i strumień złota dla służby zdrowia. Tyle że ostatnio rząd wycofał refundację na leki onkologiczne, wprowadzając po cichu  program Trumna plus. To by się zgadzało, bo w 2018 r. zmarło 414 tys. Polaków, najwięcej od zakończenia II wojny światowej.

A co do pieniędzy to w  pewnym sensie rząd ma rację: ostatnio NBP upublicznił dane, ujawniając, że w polskim systemie gospodarczym w lipcu br. krążyło 1 bln 490 mld 888 mln złotówek – 37% więcej niż rok temu, co świadczy o tym, że dolar i euro stoją wysoko, a złotówka jest warta coraz mniej. Ceny idą w górę, a wynagrodzenia stoją w miejscu, co zauważył nawet prezes PiS i obiecał, że każdy pracownik dostanie minimum 4 000 zł i będzie mógł sobie stworzyć swój dobrobyt. I tu jak ulał pasuje wierszyk, który niejedna już ekipa nuciła sobie do poduszki, uśmiechając się szyderczo:

   „Nie cieszta się osły, że wam pensje wzrosły:

   Ja ceny podwoję i tak wyjdę na swoje”.

A skąd pieniążki na te wszystkie luksusy, skoro podatki nie będą podniesione, a PiT to ma nawet  zmaleć? Z forsą krucho, ale na szczęście są Niemcy, te same Niemcy, które dwukrotnie wywołały wojnę światową, dwa razy zostały pobite, a mimo to mają mosty, autostrady, metra, no i mnóstwo kasy na inwestycje. Więc jak przed każdymi wyborami, nakręciło się sprawę roszczeń do niemieckich reparacji, które 80 lat po wojnie należą się Polsce jak żabie kalosze. I ja obiecuję, że jeśli te należnosci niemieckie w formie czeków wpłyną na polskie konto do soboty, to ja zagłosuję na PiS.

Początkowo sprawa reparacji  była przedmiotem zainteresowania tylko paru posłów PiS, ale szybko znalazła się w wystąpieniach prezydenta i premiera, przydając im autentyczności i powagi. A co dopiero, kiedy stanowisko zajał najwyższy organ ustawodawczy, który zdecydował się sprawie przyjrzeć i zbadać. Karkołomne to zadanie powierzono niezastapionemu bo ślepo posłusznemu PiS nieudacznikowi, posłowi Arkadiuszowi Mularczykowi, bo żaden z rozsądniejszych posłow nie czuł się na siłach zadaniu sprostać, skoro nie ma podstawy prawnej takich żądań. Mularczyk został przewodniczacym cyrkowego Parlamentarnego Zespołu d/s Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone Polsce w trakcie II wojny światowej. Ufff! Wreszcie sam prezes odpłynął, przekonując, że „Polska nigdy nie zrzekła się odszkodowań, a ci, którzy tak sadzą są w błędzie.”

A swoją drogą ciekawe dlaczego PiS nie żąda ani grosza od Rosji za stalinowski nóż w plecy wbity nam  17 września 1939 r. i za 40 lat w RWPG? Ale ja, osoba podejrzliwa i nieufna, myślę, że jakieś kroki w tym kierunku są podejmowane. Na razie wycinamy Puszczę Białowieską, żeby łatwiej wjechały do nas te ciężarówki z pieniędzmi od Putina.

Od początku kadencji PiS liczy i liczy, ile też tchórzliwi Niemcy mają dzielnej Polsce grosza sypnąć i doliczyć się nie może. Min. Błaszczak np. obliczył, że powinniśmy otrzymać bilion (czyli tysiąc miliardów) dolarów amerykańskich, a min. Waszczykowski nie wykluczył jeszcze wyższej kwoty. Na moje oko to oni obaj w podstawówce nie przykładali sie do nauki arytmetyki, no i jeszcze teraz mylą systemy walutowe.

Zespół Mularczyka też miał kłopoty z podstawowymi działaniami arytmetycznymi więc powoływał coraz to nowych ekspertów od liczenia, każdemu nowe liczydło kupował i czekał na efekty.  No i się taki jeden spryciula znalazł, Krawczak mu było, co ekstraordynaryjnie wymyślił, że odszkodowanie w wyniku działań wojennych wynosi tyle samo, co za zgon w wypadku lotniczym. A ponieważ linie lotnicze płacą milion dolarów, to wystarczy  pomnożyć liczbę ofiar czyli 6 mln Polaków przez tę okrągłą kwotę, policzyć ziobra, tfu zera i mamy wynik nader satysfakcjonujacy – 6 bln dolarów. I to licząc tylko ludzi, co zginęli, bez zniszczeń materialnych. No i byłoby za co stawiać i utrzymywać kolejne kościoły, muzea naszej martyrologii i pomniki Lecha Kaczyńskiego!

Ale tu wybuchła afera ponura bo niektórzy skrupulanci zauważyli, że prawie połowa tych Polaków to byli Żydzi, na co usłyszeli argument, że przecież byli to też obywatele polscy. Plotka się rozniosła więc Izrael i potężne organizacje żydowskie wspierane przez Jankesów podniosly raban, że Polska już raz się wzbogaciła na Holokauście, przejmując bezspadkowe mienie pożydowskie na własność państwa, a teraz chce odszkodowań za pomordowanych Zydów, choć narodu żydowskiego już w Polsce nie ma. A swoją drogą bardzo jestem ciekawa jak poseł Mularczyk sklasyfikował  odszkodowania za jedwabieńskich Zydów? Była minister edukacji, obecnie europosłanka Anna Zalewska coś mu pewnie podszepnęła. Pamiętam jej wypowiedź, że spalili ich antysemici.

Owe niebotyczne żądania reparacyjne trudno było potraktować poważnie, chociaż sporo ludzi w Polsce na te odszkodowawcze mrzonki się nabrała. Jednak rozsądniejsza część zespołu parlamentarnego puknęła się w czoło i zaczęła korygować te wyliczenia, parokrotnie obniżając ich kwotę. Wyszło głupie 886 mld do zapłacenia. Niemcy podobno odetchęły z ulgą, chociaż wesołego świętowania i tańców ulicznych nie stwierdzono. Sa nawet tacy cynicy, którzy rzekomo słyszeli, jak niektórzy Niemiaszkowie mruczeli pod nosem: „Leck mich am Arsch”.

Ofensywa pisowskiej kampanii wyborczej została w ostatnim okresie zakłócona aferą marszałka Kuchcińskiego, skandalem z farmą trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości, no i odwołaniem wizyty Donalda Trumpa, który zamiast słuchać uniesień prezydenta Polski podczas obchodów wrześniowych wolał grać w golfa na Florydzie.  

Propagandowe wysiłki rządu i PiS, żeby grać na antyniemieckich emocjach, które od lat nakręcają przy każdych wyborach, zostały również wyhamowane przez znakomite, mądre wystąpienie prezydenta Niemiec i nieoczekiwaną wizytę kanclerz Angeli Merkel. I potężny strumień pieniędzy, który miał przyczynić się do polskiego dobrobytu znowu odpłynął w bliżej nieokreśloną przyszłość jak tylekroć zapowiadane z fanfarami odebranie Rosjanom wraku Tupolewa.

Ale słuchając przedwyborczych obietnic, że :„…program społeczno-gospodarczy PiS ma doprowadzić do podniesienia dobrobytu wszystkich Polaków” powinniśmy sobie uświadomić i zapamiętać, że lekarzowi jest lepiej, kiedy ludzie chorują, dla adwokata jest dobrze, kiedy wpadłeś w tarapaty, mechanik się cieszy, kiedy ci samochód padnie. I tylko złodziej życzy ci bogactwa i dobrobytu.

 Danuta Owczarz-Kowal

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

1 Comment

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.