Wybory polskie w Kanadzie: Żeby Polska była krajem otwartym

0

Wywiad z Myroslavą Keryk, szefową Fundacji „Nasz wybór”, która startuje do Sejmu w Warszawie (okręg 19, obejmujący również zagranicę), z 38. miejsca na liście Koalicji Obywatelskiej.

Rozmowę przeprowadził Przemysław Wiszniewski, red. nacz. opozycyjnego miesięcznika „Nasze Czasopismo”


Przemysław Wiszniewski: Jak Pani znalazła się w Polsce i czy nie żałowała Pani nigdy, że nie mieszka na Ukrainie? Czym się Pani w Polsce zawodowo zajmuje?

Myroslava Keryk: Przyjechałam do Polski 17 lat temu. Zaczęłam studia w Szkole Nauk Społecznych przy Akademii Nauk. Były to studia doktoranckie i od tamtej pory myślałam, że może jeszcze wrócę, ale później znalazłam tutaj na uczelni pracę i zaczęłam zajmować się działalnością obywatelską i to mnie wciągnęło. Znalazłam przyjaciół. Założyłam rodzinę i tak już zostało. Trudno byłoby mi wracać do Ukrainy i zaczynać od zera. Tutaj mam przyjaciół, rodzinę, działam tutaj. Pozanałam problemy, z którymi stykają się Polacy, ale też obywatele Ukrainy, którzy tutaj przyjeźdżają. Bardziej czuję się jak w domu tutaj niż tam, skąd pochodzę.

Przemysław Wiszniewski: Czy Ukraińcy w Polsce potrzebują pomocy, czy na przestrzeni ostatnich lat zmienia się struktura i liczba mniejszości ukraińskiej? Czy to tylko imigracja zarobkowa?

Myroslava Keryk: Ukraińcy, kiedy przyjeżdżają tutaj do Polski, potrzebują wsparcia, dlatego że są cudzoziemcami. Każdy kraj funkcjonuje inaczej. Biurokracja – też inaczej. Nawet jeżeli języki są zbliżone, to jednak język biurokratyczny wszędzie jest inny. Każde pańswo ma swoje niuanse funkcjonowania, dlatego każdy obcokrajowiec potrzebuje wsparcia w tym, żeby się odnaleźć w nowym kraju. Potrzebuje np. kursów języka polskiego, czy oprowadzania po kraju, żeby ludzie poznali, gdzie mieszkają, jakie mają prawa i obowiązki. I to dotyczy każdego cudzoziemca i każdej cudzoziemki, kiedy przyjeźdża do danego kraju.


Następna rzecz, jeśli chodzi o Ukraińców tutaj, to są to dwie grupy. Jedna to mniejszość ukraińska, która według Spisu Powszechnego w 2011 roku liczyłą sobie 38 tys., i są to ludzie osiedleni na północy i zachodzie Polski, na ziemiach poniemieckiech, a jeśli chodzi o nową diasporę, czyli obywateli ukrainskich, którzy tutaj przyjechali, oni mieszkają i pracują przeważnie w dużych ośrodkach. Mówimy tutaj o Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i całym Trójmieście, w Lublinie. Pracują też w mniejszych miejscowościach, ale tam częściej sezonowo.

Ciężko oszacować, ilu jest obywateli Ukrainy, którzy przyjechali teraz, ale prawdopodobnie ponad milion.

Przemysław Wiszniewski: Skąd pomysł, żeby startować w wyborach parlamentarnych w Polsce? Jakie z tym projektem wiąże Pani nadzieje?

Myroslava Keryk: Dostałam propozycję od Koalicji Obywatelskiej, żeby startować jako ich kandydatka. Była to dla mnie dosyć trudna decyzja, dlatego że od dziesięciu lat kieruję organizacją pozarządową, działam w Trzecim Sektorze i tu czuję się bardziej na miejscu, ale z drugiej strony wiem, że jest wiele kwestii, o których my mówimy, piszemy, badamy, mamy rekomendacje do rządu, lecz niestety nie jesteśmy słyszani przez polityków.

Dla mnie było to ważne, żeby może być tym mostem, który będzie przekazywał wiedzę z Trzeciego Sektora do polityki. Żeby móc usprawnić państwo. I to był jeden z ważnych argumentów dla mnie.
Poza tym, uważam że ukraińska społeczność, która tutaj jest, tak mniejszość, jak i nowa diaspora, potrzebują swoich przedstawicieli w Sejmie. My jesteśmy już częścią tego społeczeństwa. Płacimy podatki i tutaj mieszkamy i chcemy też móc mówić o swoich problemach, a więc mieć swojego przedstawiciela w Sejmie.

Przemysław Wiszniewski: Co Pani zamierza zrobić w polskim Sejmie? W jaki sposób zadba Pani o interesy mniejszości ukraińskiej?

Myroslava Keryk: Mam kilka punktów, które chciałabym realizować, kiedy mówimy o ukraińskiej społeczności, ale nie tylko; w ogóle kiedy mówimy o imigrantach, któzy mieszkają w Polsce… Chciałabym się zająć wprowadzeniem polityki imigracyjnej i integracyjnej w Polsce. Uważam, że Polska powinna już zdecydować, jakim krajem chce być, czy chce być krajem imigracyjnym, ponieważ potrzebuje siły roboczej, potrzebuje pracowników, bo na rynku pracy już ich brakuje. Za kilka lat będzie ich brakować jeszcze więcej i tutaj musimy się zastanowić, czy myślimy o tym, by jednak imigrantów zatrzymać, żeby chcieli tutaj zamieszkać, a jeśli tak, wtedy musimy im coś zaoferować. Jakieś integracyjne wsparcie.

I mnie się wydaje, że to jest ostatni moment, żeby to robić, dlatego że inne kraje, np. Czechy czy Niemcy otwierają się na ukraińskich pracowników. I oni zechcą być może skorzystać z ich oferty i stąd wyjadą. Wtedy Polska pozbędzie się tych zasobów ludzkich, które uzupełniałyby braki na rynku pracy.
Oprócz tego uważam, że w tej polityce imigracyjnej powinniśmy odnosić się do imigrantów jak do ludzi. Pamiętać o tym, że to są żywi ludzie, którzy mają swoje potrzeby, mają rodziny, z którymi chcą mieszkać, chcą kształcić dzieci, chcą znać język, chcą się integrować.

To ważne, żeby myśleć w takim kontekście o imigrantach.

Przemysław Wiszniewski: Kto Pani pomaga w kampanii wyborczej, czy tylko Ukraińcy? Na czyje głosy może Pani liczyć?

Myroslava Keryk: W kampanii pomagają mi przyjaciele, którzy są tak Ukraińcami, jak i Polakami. Mam wsparcie od osób, które uczestniczyły w wyborach samorządowych w Warszawie. To samorządowcy z prawdziwego zdarzenia, aktywiści warszawscy. Pomagają mi też ludzie mający doświadczenie we wspieraniu innych, posłów w ich działalności, a także przyjaciele ze środowiska organizacji pozarządowych, którzy chcą, żeby w Sejmie była Ukrainka. Bardzo szerokie grono osób.

Jeśli chodzi o głosy, na kogo liczę, oczywiście liczę na głosy społeczności ukraińskiej, i na głosy mniejszości, ale i na głosy nowych obywateli polskich, czyli diaspory ukraińskiej. Bardzo liczę też na głosy imigrantów z innych krajów, dlatego że te problemy, z którymi oni się stykali czy stykają, ja też znam z własnego doświadczenia i z działalności, którą prowadzę od dziesięciu lat.

Oprócz tego liczę też na głosy Polaków, którzy uważają, że Polska jest krajem otwartym, że ma społeczność ukraińską, białoruską, wietnamską i to jest część naszego społeczeństwa. I powinniśmy też myśleć o tym, żeby mieli swoją reprezentację parlamentarną. Liczę na głosy takich ludzi.

Przemysław Wiszniewski: Czy nowy prezydent Ukrainy stwarza nadzieje na wyjście Ukrainy z impasu polityczno-gospodarczego? Na dialog i współpracę z Polską?

Myroslava Keryk: Przyznam, że to jest trudne pytanie… Jest na pewno zmiana: pierwszy raz mamy prezydenta i większość parlamentarną, a więc rząd z tej samej partii. Z jednej strony budzi to obawy, bo w kontekście ukraińskim to zawsze niebezpieczne, kiedy jedna siła polityczna uzurpuje władzę i może to prowadzić do negatywych skutków, i ograniczenia demokracji w kraju. Dlatego mam więcej obaw niż pozytywów.

Wiem, że w niektórych resortach są działacze obywatelscy, włączeni w działalnośc rządową, ale też mam obawy wobec tego, że współpracownicy byłego reżimu Janukowycza są zapraszani i mianowani na ważne stanowiska w kraju.

Dlatego jeszcze za wcześnie wysnuwać wnioski, ale ja bardziej się jednak obawiam tych zmian, które mogą nastąpić. Zwłaszcza, jeżeli mówimy o relacji z Rosją… O „przebaczaniu” Rosji aneksji Krymu czy wojny w Donbasie. Tutaj jestem raczej negatywnie nastawiona wobec tych zmian, z którymi tam mamy do czynienia. Mam nadzieję, że jednak prezydent usłyszy i weźmie pod uwagę głosy tych, którzy wczoraj wyszli na Majdan (6.10.2019) protestując przeciwko planowanemu zbliżeniu z Rosją…

Przemysław Wiszniewski: Jak skomentuje Pani wzrost ksenofobii i rasizmu w Polsce, w tym także niechęć do Ukraińców? Czy to jedynie specyfika polska?

Myroslava Keryk: Wydaje mi się – jeśli chodzi o uchodźców i stosunek do imigrantów w Polsce – to jest pokłosie kampanii wyborczej, którą prowadziła rządząca partia jeszcze w 2015 roku. Wtedy akurat mieliśmy w Europie kryzys uchodźczy, który w Polsce został wykorzystany bardzo instrumentalnie w kampanii i stworzono to z nieistniejącego problemu: 70 proc. społeczeństwa było za tym, żeby przyjmować uchodźców, a po kampanii odsetek akceptujących spadł do 30., czyli z sytuacji, kiedy polskie społeczeństwo było otwarte i nastawione humanitarnie na ludzi w potrzebie, niestety stworzyliśmy społeczeństwo, które jest zamknięte na nieszczęscie innych osób.

Jest olbrzymi problem, żeby teraz to odwrócić. Natomiast jeśli chodzi o Ukraińców, to też mamy to samo pokłosie, dlatego że Ukraińcy byli wtedy wykorzystywani, żeby trochę szantażować Unię, że my tylu ich przyjęliśmy.

Premier Beata Szydło przekonywała Unię Europejską, że Polska przyjęła milion uchodźców ukraińskich. Potem premier Morawiecki powtarzał, że przyjęli uchodźców z Ukrainy, chociaż w rzeczywistości to byli imigranci. To było kartą przetargową, żeby nie przyjmować uchodźców z Syrii. Niestety, było też przyzwolenie na takie ksenofobiczne postawy, na mowę nienawiści wobec innych grup, które istnieją w polskim społeczeństwie. Wzrost mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści jest pokłosiem takiego przyzwolenia.

O tym świadczą badania przeprowadzone w zeszłym roku przez Rzecznika Praw Obywatelskich, gdzie 18% badanych Ukraińców deklarowało, że byli ofiarami takich przestępstw. Aż 40% osób, które przyjechały z Afryki Subsaharyjskiej też twierdzio, że zetknęły się z przypadkami mowy i przestępstw z nienawiści wobec siebie.

Obecnie ostatnie badanie ukraińskich pracowników wykazało, że 30% z nich padło ofiarą mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści. Statystyki odzwierciedlają publiczne przyzwolenie na to i wydaje mi się, że o ile nie będziemy mówić „nie!” i n poziomie państwa nie będzie kampanii informacyjnej, która wpoi, że to jest niedopuszczalne, to sytuacja się nie zmieni.

Jako spoczeństwo obywatelskie możemy działać i działamy i staramy się temu przeciwdziałać, ale niestety nie mamy tyle mocy, tyle siły, nie mamy mediów, które mogłyby wywierać korzystny wpływ, pokazywać szerszy obraz i prawdziwą historię.

Gdy chodzi o tendencje, to sądzę, że to, co się dzieje w Polsce jest też trochę podobne do tego, co się dzieje w innych krajach Unii Europejskiej, wzmacniają się ruchy nacjonalistyczne, zwłaszcza wśród młodzieży. I trzeba pracować na poziomie Unii Europejskiej, żeby temu preciwdziałać, żeby jednak one nie nabierały siły i mocy.

Przemysław Wiszniewski: Czy na Ukrainie nacjonalizm jest również poważnym zagrożeniem?

Myroslava Keryk: Mówiąc o Ukrainie w tym kontekście, to jest skomplikowana historia, dlatego że np. w poprzednim parlamencie nie było partii „Swoboda”, podobnie jak do obecnego parlamentu. Czyli te partie, które uważamy za nacjonalistyczne, nie wchodzą do parlamentu. Partia Piotra Poroszenki jest bardziej prawicowa, gdyby porównywać, to ona jest jakby PiS tutaj, jeśli chodzi o poglądy – ma prawicowe, w innych kwestiach bliższe PO.

W obszarze przedstawicielstwa w rządzie i w parlamencie, nie mamy przedstawicieli partii prawicowych.

Oczywiście, są takie ruchy, które działają, ale na szczęscie nie są popularne, raczej marginalne i podzielone regionalnie. Działają w Kijowie, we Lwowie, czy w innych miastach, ale jednak są marginesem.

Sądzę, że warto to podkreślać. W Ukrainie był premierem Żyd i obecnie też prezydent, chociaż on nie deklaruje swojej przynależności narodowościowej, że jest Żydem z pochodzenia, co często jest podkreślne w prasie zagranicznej, ale w trakcie kampanii wyborczej jego przeciwnicy w ogóle tej kwestii nie podnosili. Nie robiono z tego oręża politycznego. Raczej krytykowano go za brak współpracy z mediami, że nie proponuje żadnego programu, nie wiadomo, z czym idzie w wyborach. Także to były główne argumenty, a nie to, że może mieć żydowskie pochodzenie.

Przemysław Wiszniewski: Jak można określić Pani poglądy polityczne: jako centrowe czy może lewicowe? Co myśli Pani o równourpawnieniu i antydyskryminacji w kontekście różnych grup wykluczanych, a także kobiet?

Myroslava Keryk: W kwestiach ekonomicznych bliskie są mi poglądy liberalne, ale też uważam, że państwo ma być opiekuńcze, że ma być odpowiedzialne za obyateli, którzy w nim mieszkają, zwłaszcza tych pokrzywdzonych, bo każdemu może przydarzyć się nieszczęście i może np. być niepełnosprawny i wymaga opieki. Państwo jest zobowiązane taką opiekę nieść.

Uważam, że nawet za cenę podniesienia podatków powinniśmy stworzyć system pastwa opiekuńczego.
Mój program ma charakter bardziej lewicowy, dlatego że mówię o prawach pracowniczych, mówię o ochronie kobiet – ofiar przemocy w rodzinie, dzieci, które podobnie doświadczyły takiej przemocy. Pańtwo powinno stworzyć program wsparcia dla takich osób. Trzeba starać się o równouprawnienie kobiet i mężczyzn – parytety, jeśli chodzi o pełnienie funkcji publicznych. Jest dużo kompetentnych kobiet, które powinny pełnić funkcje, a są wykluczane tylko dlatego, że są kobietami. Mam dużo przykładów, kiedy na róźne spotkania, panele i konferencje są zapraszani sami mężczyźni, chociaż mogłabym wskazać wiele kobiet, które mogłyby brać udział w konkretnych dyskusjach dotyczących ekonomii, czy z innych dziedzin w szerokim spektrum. Niestety, wciąż trwa tendencja, że częściej zaprasza się mężczyzn.

Przemysław Wiszniewski: Z jakimi ugrupowaniami najchętniej będzie Pani współpracować w przyszłym parlamencie? Co się stanie, jak PiS wygra i będzie rządziłdrugą kadencję?

Myroslava Keryk: W parlamencie znalazłabym wspólny język z różnymi rzedstawicielami Koalicji Obywatelskiej, bo tam są osoby, które mają bardzo różne poglądy i w różnych kwestiach można znaleźć sojuszników dla swoich propozycji.

Na pewno też będę współpracować z przedstawicielami Lewicy, bo jak śledzę programy, z którymi idą poszczególni kandydaci, widzę dużo podobieństw i dużo spraw, które też mnie martwią, i w których też chcę działać.

Jestem otwarta na rozmowy. W swojej działalności obywatelskiej bazuję na dialogu, na budowaniu koalicji i mam nadzieję, że będę to kontynuować Sejmie.

Jeżeli natomiast wygra PiS, niestety, wtedy będziemy musieli być bardzo aktywną opozycją i przeciwdziałać naruszeniom prawa i dalszej uzurpacji władzy, i ograniczaniu demokracji w Polsce. Będę w miarę swoich możliwości temu przeciwdziałać.

Przemysław Wiszniewski: Czy zna Pani sposób, aby różne zaszłości sąsiedzkie między Polską a Ukrainą, pewne fatalne historyczne kwestie nie rzutowały na obecną i przyszłą współpracę, a także zbliżenie społeczeństw?

Myroslava Keryk: Uważam, że rozmowa jest zawsze potrzebna. Wydaje mi się, że były już próby i tworzone są, i wcześniej działały komisje historyków, które zajmowaly się tymi trudnymi pytaniami w polsko-ukraińskiej historii. Te komisje powinny nadal działać, sporządzać protokoły rozbieżności. Każdy z nas, z tych naszych krajów ma prawo do swojej historii i ma prawo ją rozpatrywać w sposób, jaki mu odpowiada i uważa za potrzebny. I tutaj musimy dać prawo każdemu z naszych krajów.

Te komisje historyków powinny tak działać, żebyśmy mogli przepracować swoją przeszłość, bo bez tego dalej nie ruszymy.

Przy czym obecnie kładzie się za duży akcent na przeszłość, przez co nie myślimy o przyszłości. Dajmy możliwość historykom tym się zajmować; my też musimy indywidualnie się do tego odnosić, niemniej są osoby kompetentne po obu stronach granicy, które umieją i mogą to robić. Z ich pomocą możemy iść dalej i uświadomić sobie swoją przeszłość, pomyśeć, jakim językiem będziemy wspólnie o tym mówić, i iść dalej, rozwijać się i myśleć o przyszłości.

Przemysław Wiszniewski: Kiedy Ukraina wejdzie do Unii Europejskiej? Jak bardzo potrzebne jest w tym względzie współdziałanie z Polską?

Myroslava Keryk: To jest oczywiście marzenie wielu Ukraińców i Ukrainek, ale wydaje mi się, że dla Polski to też jest ważne, dlatego że po pierwsze Polska teraz jest krajem graniczącym. Ma pewne obowiązki, jeśli chodzi o granicę zewnętrzną Unii i ma też pewne zagrożenia. Gdy mowa o strategicznym interesie Polski, to jednak oddalamy tę zewnętrzną granicę od granicy Polski i wówczas inny kraj będzie miał obowiązek bronić tej granicy. Strategicznym interesem dla Polski jest wejście Ukrainy do Unii Europejskiej.

Z drugiej strony dla Ukrainy jest to ważne ekonomiczne jako możliwość udziału we wspólnym rynku unijnym. To jest kluczowe. Dla przeciętnego obywatela jest ważne, by móc pojechać do pracy w różnych krajach, by się bogacić, ale też wzbogacać raj, w którym pracują. Jeśli chodzi o Polskę, otwarta granica i wspólny rynek, będzie dostęp tutaj do pracy dla Ukraińców na równi z obywatelami Unii Europejskiej, wyjdzie to absolutnie na korzyśc Polsce.

Ukrainie też, dlatego że jak wiemy, Polacy przesyłają pieniądze, kiedy pracują w Welkiej Brytanii do Polski, wspierając swoje rodziny i w podobny sposób też działają ukraińscy emigranci, któzy pracują w innych krajach.

Także, jeśli chodzi o przeciętnego obywatela będzie to korzystne i pod względem ekonomicznym, i kulturowym, bo mogliby podróżować, wzbogacać się osobiście, ale też kraje, gdzie mieszkają.

Przemysław Wiszniewski: Czy problemy diaspory polskiej i ukraińskiej są podobne?

Myroslava Keryk: Sama jestem emigrantką. Przyjechałam tutaj przed siedemnastoma laty i znam problemy, z którymi się stykają osoby, które przyjeżdżają do nowego kraju, kiedy muszą się odnaleźć, ułożyć sobie życie, znaleźć szkołę dla dziecka, myśleć o zachowaniu tożsamości narodowej swoich dzieci. Jak kształcić dzieci, żeby znaly język nie tylko kraju, w którym mieszkają, ale żeby uczyły się też języka ojczystego.

Rozumiem problemy Polonii, osób, które pojechały zagranicę i muszą walczyć o to, żeby też wspierać swoją tożsamość.

Doskonale znane mi są problemy, z którymi się stykają ludzie, któzy przyjeżdżają do innego kraju i muszą się w nim odnaleźć.

Kiedy zadbają o swoje potrzeby finansowe, znajdą pracę, potem mają potrzeby kulturalne i oświatowe, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci, jak je kształcić, jak nauczyć ojczystego języka, gdy mieszkają w środowisku, gdzie się go nie używa.

Swoją córkę posłałam do sobotniej szkoły, którą założyliśmy wspólnie z kolegami i koleżankami. Uważałam, że dziecko powinno znać ten język ojczysty, w moim przypadku ukraiński. Wiem też, jak istotne jest to dla diaspory w Wielkiej Brytanii, gdzie też mają kilka szkół języka polskiego, gdzie ich dzieci uczą się kultury polskiej i języka. Powinny zostać stworzone długofalowe programy wsparcia w nauce języka polskiego, rozwoju szkolnictwa, choćby w systemie weekendowym za granicą.

I wsparcie dla diaspory, jeśli jej czlonkowie chcieliby zakładać szkoły regularne, czyli ogólnokształcące. Wydaje mi się, że to jest istotne, żeby czuli, że ich państwo polskie w tych dążeniach wspiera.

Przemysław Wiszniewski: Jakie jest Pani hasło wyborcze?

Myroslava Keryk: RÓŻNORODNOŚĆ WZBOGACA.

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.