Oni zaraz przyjdą tu

0

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

Pozwoliłam sobie opatrzyć ten felieton tytułem dość ponurej piosenki zespołu Brekaut. Jestem orędowniczką pozytywnych słów wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, jednak nie da się opisać życia włącznie dobrymi słowami. W jej tekście właściwie nie ma niedobrych słów, wszystkie mają neutralny zakres emocjonalny – „nóż, świece, sukienka”… no „zdradzać” ma stanowczo negatywny zakres emocjonalny, ale to jest jedyne niedobre słowo. A jednak wiadomo, że stała się rzecz straszna (tak, „straszna” to jest właściwe słowo właśnie na takie okazje). Wiemy to z kontekstu, ze sposobu w jaki ułożone są słowa. Układ słów to inny sposób przekazywania emocji. Nie trzeba używać niedobrych słów, aby przekazać nastrój. Jednakże rolę elementu pewnej grozy pełni w tej piosence słowooni”, zwłaszcza w połączeniu z „zaraz przyjdą tu”.  Samo słowo „oni” choć nie ma negatywnego zakresu emocjonalnego, tworzy jednak nastrój raczej nieprzyjemny – taki nastrój z cieniem.  W słowie „oni” jest cień. Oni, czyli nie ja i nie my – to „inni”, nie zawsze nam przychylni, często wręcz zagrażający w jakiś sposób nam samym czy naszym wartościom. Proszę sobie przypomnieć – w jakich sytuacjach używamy tego słowa? Mówimy tak o sąsiadach, za którymi nie przepadamy, o osobach, które dostarczają nam dodatkowej pracy, wyzwań, stresów – na przykład o uczniach (gdy pracujemy w szkole) czy o pracownikach, gdy kierujemy jakimś działem, o klientach – jeśli pracujemy w sklepie czy urzędzie i o urzędnikach, kiedy występujemy w roli interesantów.

Tak jak słowo „my” jest słowem włączającym, tworzącym jedność z kimś innym, tak słowo „oni” wskazuje na odrębność, więcej – nawet na brak związku z tymi, których dotyczy. Myślę nawet, że czasami służy nawet odcięciu się od jakiejś grupy ludzi. Mówimy tak o tych, których wartości nie podzielamy, o tych, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady. Naturalnie takie odcięcie się powoduje nie tylko większy dystans, ale także zabarwione negatywnie emocje, które żyjąc w nas przyciągają dokładnie to, czego się obawiamy i czego nie chcemy. To z kolei utwierdza nas w swoich przekonaniach, że „oni to nie my” i że „nie zależy im zupełnie na tym, co dla nas jest ważne”. O ileż lepsze jest myślenie w kategoriach „my” – na przykład „my – życzliwi ludzie”, szukanie wspólnych płaszczyzn i oczekiwanie dobrych zachowań. Jeden z moich klientów mówił „oni” o swoich teściach. Oczywiście otrzymywał od nich zachowania adekwatne do tego, jak mówił i czego de facto oczekiwał. Wypracowaliśmy wspólnie myślenie o teściach jak o ludziach, z którymi dzieli wspólny obszar – kocha ich córkę i wnuki. Mój klient zastąpił również słowo „oni” słowami „rodzice Joli” (to nawet silniejsze i lepsze niż „teściowie”). Przy okazji kolejnych spotkań opowiadał (dziwiąc się) jak bardzo zmienił się stosunek teściów do niego. Ja widziałam natomiast jak bardzo zmienił się jego stosunek do tych sympatycznych i pomocnych ludzi.

Wyrażenie „oni” pełni też często rolę stereotypu. Powoduje, że nie zauważamy poszczególnych ludzi danej grupy. Często giną przez to zachowania cenne, pozytywne, a skoro ich nie widać, to tak jakby istotnie dana grupa zachowywała się jednakowo. „Oni tak mają” – mówi kobieta, która pragnie związku z mężczyzną, ale w taki sposób wyraża swoją niechęć niejako do całej płci. „Oni mają w nosie wyborców, zależy im tylko na korycie” – znajomy podsumowuje zachowanie jakiegoś posła. I znowu za jednym zamachem odbiera nadzieję jaką można by było żywić przynamniej w stosunku do części posłów. „Oni nie szanują starszych” – to oczywiście o młodzieży i jest to podobnie niesprawiedliwa ocena jak dwie poprzednie. Pytanie zresztą czy takie określenia nie zniechęcają ludzi, choćby podświadomie, do innych działań. Mogą wychodzić z założenia: „Skoro (oni) myślą o nas w taki sposób, to nie ma sensu starać się zachowywać inaczej. I tak nie zauważą.”  To całkiem logiczne podejście, nieprawdaż?

Jest jeszcze jeden powód stosowania słowa „oni” – adresatem są najczęściej grupy sprawujące jakąś władzę – od menedżmentu w firmie po rządy państwa. Mówiąc w ten sposób o kołach rządzących ludzie odcinają się od współodpowiedzialności. „Oni rządzą, ja nie mam wpływu”. To efekt takiego myślenia. To małe słowo w tym pomaga. Pamiętam, że za czasów PRL-u o rządzących nie mówiło się inaczej niż „oni”. Dla osób nie związanych z aparatem rządzącym było to zrozumiałe – nie podzielaliśmy tych wartości, nie utożsamialiśmy się z tymi ludźmi, tak naprawdę ich nie wybieraliśmy. Sama używałam wtedy słowa oni. Nie rozumiem jednak, dlaczego ludzie, którzy mogą wpływać na rządy, mogą wybierać… którzy żyją w demokratycznych państwach czy firmach również często mówią o swoim rządzie„oni”. To odbieranie sobie odpowiedzialności i wpływu. Proszę sprawdzić jak inaczej podchodzi się do pojmowania sytuacji w kraju, kiedy zamiast „oni” powie się „nasz rząd”. Być może pojawi się nawet ślad uczucia odpowiedzialności…

Iwona Majewska-Opiełka

•••

Zbiór felietonów z poprzedniego cyklu „Lepsze życie” ujęty jest w e-book „Życie jest sztuką” i można go można kupić tutaj https://www.majewska-opielka.pl/sklep/

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.