Polscy piłkarze wygrali w Jerozolimie

0

Miało być łatwo i przyjemnie, bo Polacy szybko strzelili gola. Na początku drugiej połowy dorzucili drugiego, ale ochoty do gry piłkarzom Izraela w meczu grupy G eliminacji Euro 2020 nie odebrali. Ci z każdą minutą nacierali coraz śmielej. W końcu, w 88. minucie, dopięli swego i zrobiło się gorąco. Biało-Czerwoni z problemami, ale nie dali sobie wydrzeć zwycięstwa. Wygrali 2:1. Spotkanie w Jerozolimie zakończyło się skandalem – na boisko wtargnął jeden z kibiców i staranował polskiego obrońcę.

To był mecz podwyższonego ryzyka. Nie dlatego, że kadra Jerzego Brzęczka niepokoiła się o formę izraelskich piłkarzy. Nie chodziło również o zachowanie miejscowych kibiców. Długo istniało niebezpieczeństwo, iż spotkanie zostanie przeniesione do innego miasta albo w ogóle będzie odwołane ze względu na niedawne ataki rakietowe na Izrael ze Strefy Gazy. Gospodarze zagwarantowali jednak, że zapewnią bezpieczeństwo piłkarzom i kibicom z Polski. Można było grać.

Zanim jednak sędzia gwizdnął pierwszy raz, zaskoczył Brzęczek. Dał odpocząć Robertowi Lewandowskiemu i Kamilowi Grosickiemu, czyli kapitanowi, najlepszemu strzelcowi oraz jednemu z głównych motorów napędowych reprezentacji. Rzecz niespotykana, zwłaszcza w przypadku “Lewego”, który nie zwykł zaczynać meczów na ławce rezerwowych. Do soboty wystąpił we wszystkich spotkaniach eliminacyjnych, podobnie w Bayernie – w Monachium gra zawsze i na każdym froncie. –

Chcę sprawdzić piłkarzy, którzy mają mniejsze szanse zagrać w spotkaniu o punkty – wyjaśnił selekcjoner. Zamierzał przetestować w sytuacji pod presją zwłaszcza Przemysława Frankowskiego. On zastąpił Grosickiego, a Lewandowskiego – borykający się z nieskutecznością w klubie Krzysztof Piątek.

Zaczęło się od mocnego uderzenia. Choć bez kapitana i swojego superskrzydłowego, to Polacy od początku zamierzali udowodnić, że nie przyjechali do Jerozolimy na wycieczkę. Sygnał do ataku jako pierwszy dał Piotr Zieliński. Jego strzał zza pola karnego sprawił wiele problemów bramkarzowi, Ofir Marciano odbił piłkę, dobijał Sebastian Szymański, ale znów górą był Marciano. Limit szczęścia Izraelczyka za chwilę się wyczerpał. Szymański dośrodkował z rzutu rożnego, a Grzegorz Krychowiak dopadł do bezpańskiej piłki, niezdarnie wybijanej przez obrońców. Wymarzony początek Polaków. Czwarta minuta i już prowadzili.

Błyskawiczny gol ich tylko napędził. Co rusz kotłowało się przed bramką Marciano. Często przez koszmarne błędy gospodarzy. Jak wtedy, gdy ich bramkarz chwycił piłkę po podaniu obrońcy. Decyzja sędziego mogła być jedna: rzut wolny pośredni. Krychowiak dotknął piłkę, Zieliński huknął, ale zabrakło niewiele. Może pomocnik Napoli przesadził z siłą strzału. Polacy atakowali.

Taką reprezentację oglądało się z przyjemnością. Widać było luz i swobodę w ich poczynaniach. Swoje szanse mieli Sebastian Szymański i Frankowski, próbował też Zieliński, ale trener Brzęczek tylko kiwał głową. Czuł niedosyt. Był niezadowolony, bo wiedział, że kolejny gol załatwiłby kwestię zwycięstwa. Gospodarze w pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Wojciecha Szczęsnego.

Polacy doczekali się krótko po przerwie. Znów zaczęło się od rzutu rożnego, tym razem niefrasobliwość obrońców wykorzystał Piątek. Wyraźnie odetchnął. W Milanie ostatnio strzela rzadko, może dzięki tej bramce się przełamie.

Orły Brzęczka prowadziły 2:0, ale nie podcięło to Izraelczykom skrzydeł. W końcu oddali celny strzał (59. minuta), dwukrotnie musiał wykazać się Szczęsny. Straszyli go Munas Dabbur i Eran Zahavi. Selekcjoner Polaków szybko dokonał korekt w składzie. Wycofał się z ofensywnego ustawienia, bo wcześniej wprowadził drugiego napastnika – w końcu wszedł Lewandowski.

Ostatnie minuty polscy piłkarze grali już tylko z “Lewym” z przodu. Mateusz Klich miał pomóc opanować sytuację w środku pola. Nie miał łatwego zadania, bo cała reprezentacja gubiła się na potęgę. Polacy oddali pole gospodarzom. Sami prosili się o gola.

 Izraelczycy w końcu dopięli swego. Nastąpiła seria błędów, piłka niefortunnie odbita od Jana Bednarka, strzał czubkiem buta Dabbura i zrobiło się już tylko 2:1 dla Polski. Było naprawdę gorąco. Gospodarze atakowali, aż minutę przed końcem ni stąd, ni zowąd na boisko wbiegł niesforny kibic, a w pościg za nim ruszyli ochroniarze. Jeden z nich potrącił Tomasza Kędziorę. Sędzia przerwał grę, bo polski obrońca ucierpiał w zderzeniu z porządkowym. 

Fiński arbiter Mattias Gestranius podszedł nawet do Glika, naszego kapitana, i zapytał, czy w takiej sytuacji Polacy chcą grać dalej. Otrzymał twierdzącą odpowiedź. Biało-Czerwoni dowieźli zwycięstwo do końca i przed ostatnią serią spotkań eliminacji są pewni pierwszego miejsca w grupie G. We wtorek mecz ze Słowenią.

W innych meczach “polskiej” grupy Austriacy pokonali Macedonię 2:1 i zaklepali sobie wyjazd na przyszłoroczne mistrzostwa. Do Polaków (22 punkty) tracą trzy. Kolejna w tabeli jest Słowenia (14), która pokonała w sobotę Słowenię 1:0.

Izrael – Polska 1:2 (0:1)

bramki: 88′ Dabbur – 4′ Krychowiak, 54′ Piątek

Izrael: Marciano – Dasa, Tibi, Bitton, Taha (42′ Haziza), Ben Harush (65′ Menachem) – Kayal (79′ Elmkies), Natcho, Glazer – Dabbur, Zahavi

Polska: Szczęsny – Kędziora, Bednarek, Glik, Reca – Bielik, Krychowiak (84′ Furman) – Szymański (63′ Lewandowski), Zieliński, Frankowski – Piątek (69′ Klich)    

TABELA GRUPY G ELIMINACJI EURO 2020

1. Polska                                     9 22 15-3

2. Austria                                    9 19 19-8

3. Słowenia                                  9 14 14-8

4. Macedonia Północna                   9 11 11-13

5. Izrael                                       9 11 16-17

6. Łotwa                                       9 0 2-28 

W sobotę najciekawsze wydarzenia w kontekście awansu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy rozgrywały się w grupie C, w której dwóch najwyższych lokat bronili Holendrzy i Niemcy, oraz w grupie E, z której promocję na Euro 2020 zapewnili sobie Chorwaci.

Dla wicemistrzów świata potyczka ze Słowacją na własnym terenie była ostatnim meczem tych eliminacji. Po siedmiu kolejkach drużyna prowadzona przez Zlatko Dalicia prowadziła w tabeli z dorobkiem 14 punktów i do awansu wystarczał jej remis. Chorwaccy kibice liczyli jednak na efektowne zakończenie fazy eliminacji. Gospodarze byli zdecydowanymi faworytami konfrontacji ze Słowakami. We wrześniu ograli naszych południowych sąsiadów w Trnawie aż 4:0.

Tym razem rywale sprawili im zdecydowanie więcej problemów. Chorwaci wprawdzie dominowali, oddawali więcej strzałów i dłużej utrzymywali się przy piłce, lecz niespodziewanie to goście otworzyli wynik spotkania. Słowacy wysłali pierwsze ostrzeżenie po dwóch kwadransach gry. Tym razem skończyło się jeszcze na strachu gospodarzy, gdyż Juraj Kucka przestrzelił w dobrej sytuacji. Dwie minuty później przyjezdni dopięli jednak swego po dwójkowej akcji Stanislava Lobotki i Roberta Bozenika, wykończonej przez tego ostatniego. Do przerwy na stadionie w Rijece konsternacja.

W chorwackiej szatni musiało paść kilka mocnych słów, gdyż po zmianie stron gospodarze nie pozostawili rywalom złudzeń na utrzymanie korzystnego rezultatu. Najpierw do siatki trafił Nikola Vlasić, a zaledwie kilka minut później prowadzenie Chorwatom zapewnił Bruno Petković. Sytuacja Słowaków stała się jeszcze trudniejsza, gdy z boiska za drugą żółtą kartę wyleciał Robert Mak. Wicemistrzowie świata wykorzystali grę w przewadze i kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry podwyższyli na 3:1 po bramce zdobytej przez Ivana Perisicia, ustalając wynik meczu.

W grupie C przed rozpoczęciem sobotnich meczów w najlepszej sytuacji znajdowali się Holendrzy. Oranje mieli na koncie taki sam dorobek punktowy jak Niemcy, lecz prowadzili w tabeli dzięki lepszemu bilansowi bramek w bezpośrednich starciach z tym rywalem. Do awansu potrzebowali tylko remisu w wyjazdowej konfrontacji z Irlandią Północną. Tymczasem Niemcy, podejmujący u siebie Białoruś, musieli zanotować lepszy rezultat od Irlandczyków z Północy.

Piłkarze Joachima Loewa bez większych problemów wykonali swoje zadanie. W końcówce pierwszej połowy prowadzenie dał im Matthias Ginter, a dziesięć minut po zmianie stron mieli już trzy gole przewagi po trafieniach Leona Goretzki i Toniego Kroosa. Goście nie byli w stanie odpowiedzieć. Kwadrans przed końcem zmarnowali nawet rzut karny. W ostatnich minutach dobił ich jeszcze Kroos, zaliczając swojego drugiego gola w sobotnim spotkaniu.

Znacznie trudniejszą przeprawę w Belfaście mieli Holendrzy, którzy mogli przegrywać do przerwy po rzucie karnym dla gospodarzy. Steven Davis jednak przestrzelił, posyłając piłkę wysoko nad poprzeczką. Oranje w drugiej odsłonie grali uważnie i kontrolowali przebieg spotkania. Wyraźnie dominowali w środkowej strefie boiska, dzięki czemu utrzymali korzystny bezbramkowy rezultat do ostatniego gwizdka sędziego. Choć bez fajerwerków, ostatecznie wywalczyli upragniony awans na Euro 2020. 

Na mistrzostwa zakwalifikowała się również reprezentacja Austrii, która w sobotę pokonała u siebie Macedonię Północną 2:1 i zajęła drugie miejsce w grupie G. Z pierwszej pozycji już wcześniej awans zapewnili sobie Polacy.

wyniki sobotnich spotkań:

grupa C

Irlandia Północna – Holandia 0:0

Niemcy – Białoruś 4:0

grupa E

Azerbejdżan – Walia 0:2


Chorwacja – Słowacja 3:1

grupa G

Słowenia – Łotwa  1:0

Austria – Macedonia Północna 2:1


Izrael – Polska 1:2

grupa I Cypr – Szkocja 1:2


San Marino – Kazachstan 1:3

Rosja – Belgia 1:4 

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.