Fela i Tofik, czyli wigilijna opowieść o dobru

1

Z cyklu: Z 8. piętra

…wszyscy wszystkim ślą życzenia… You better watch out, You better dont cry, Santa Claus is coming to town… A kto wie, czy za rogiem nie stoją Anioł z Bogiem… i warto mieć marzenia, doczekać ich spełnienia… nie obserwują zdarzeń i nie spełniają marzeń… z udziałem lub bez udziału nieba…

I tak dalej, aż do zmęczenia, ale takiego cudownego tymi piosenkami oraz Sinatry, Nata King Cole’a i nowszymi wszelakimi, falalalala! Aż do następnego sezonu przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Jestem szczęściarą, bo nigdy nie dałam się wytresować i zestresować porządkami ponad miarę, nadmiarem gotowania, może też jestem tą z nielicznych, która lubi robić groch z kapustą i grzybami, lepić uszy i pierogi z kapustą i grzybami, ale tylko z moją przyjaciółką Iwoną, kiedy jadę do niej na wieczór, do następnego dnia, pijemy sobie coś dobrego i pod jej dyktando wyrabiam ciasto i wykonuję wraz z nią czynności nadziewająco-klejące, poprzedzone wykrawaniem kółek cista za pomocą szklanki. Wciąż kiepsko ciasto wałkuję, słabo dosmaczam nadzienie, ale poprawiam co sezon swoje wyniki; dodatkowy kłopot sprawiam tym, że nie jadam cebuli i musimy dla mnie odkładać nadzienie i zaznaczać uszka i pierogi „bez cebuli”, a potem uważam, by tych moich nie dać miłośnikom wersji z cebulą… Ale taką akcję pierogowo-uszkową robimy na jakiś czas przez świętami, kilka dni przynajmniej, to frajda a nie ciężka praca, choć to robota odpowiedzialna, no i czas razem, najcenniejsze. Kiedyś wzięłam wszystkie łupy zrobione poprzedniego dnia, czekały w zamrażarce, a robiłam wigilię na 10 osób, 3 pokolenia, patchworkową rodzinę i przyjaciółkę, a tu uszy zostały i na wigilię był barszczyk z fasolą jaśkiem oraz pierogami z kapustą. Dojechały na pierwszy dzień świąt, kolejni goście się ucieszyli bo to oni mieli pyszne uszka z grzybami Iwony. Ponadto Boże Narodzenie to także urodziny męża Iwony, Waldemara i zawsze na niego „czekamy” i snujemy od 20 lat opowieści, jak to mamusia rodziła Waldusia, miała więcej szczęścia niż biblijna nastolatka Maryja, bo nie musiała powić syna w żłóbku pośród zwierzątek i podróżować na osiołku z bólami przedporodowymi. Z pewnością nie była też niepokalana, tylko była jedną z kobiet, która akurat w ten święty dla wielu wieczór 24 grudnia urodziła swoje małżeńskie dziecko, być może jak to w te świąteczne dni, przy deficycie personelu szpitalnego, bo porody i chorowanie w Święta Bożego Narodzenia nie są najszczęśliwszym wyborem. I żadnej z tych rodzących w Wigilię gwiazda betlejemska nie zaświeci, żadni bogacze nie wpadną z darami, szczęściem jest życzliwa pielęgniarka, położna i przytomny, nie zmęczony lekarz, potem zdrowe dziecko. Właściwie to szczęśliwe te poza Maryją, bo im nikt, jak mówi biblia, potem syna nie zabił w straszliwy sposób na krzyżu.

Pachnie tymi kapuchami, barszczem, grzybami, mąż współpracuje, umył okna, kiedy ja lepiłam pierogi, i to jest najfajniejsze, że każdy coś na siebie bierze, na ile możemy. Nie musi być doskonale, wzorcowo. Ma być miło, ciepło, z wzajemnością.

A teraz wigilijna opowieść rodem z Polski południowej, z niejakiego Głogówka. Pewien 50-latek robił uroczyste swoje urodziny dla ludzi, którzy okazali się być ważnymi na jego drodze życiowej, których spotkał, wpłynęli na niego albo się po prostu polubili i tak przez lata trwali. To Rafał, mój dobry kolega od 20 lat, dla mnie też bardzo ważny, którego lubię, szanuję, podziwiam, ale też z którym przyszło mi dokonywać najpiękniejszych wygłupów, przebieranek, dyskusji, wędrówek. Nie mogłam być na jego urodzinach, niestety. Ale na pytanie jego żony, czy mam ochotę się włączyć w szykowanie prezentu dla Rafała, prezentu niespodzianki, oczywiście, tak. Bardzo byłam ciekawa, cóż to będzie, znając Rafała, nie mogło to być nic banalnego, zwyczajnego, próżnego. Zapytałam kilka dni temu,  zabrzęczał telefon, to Rafał. Po jego opowieści oczywiście zrozumiałam, że nie mogła to być odpowiedź jednym słowem, ba, jednym zdaniem także nie. Chyba, że baaardzo długim.

Otóż niespodziankę to Rafał nam wszystkim uczynił, ale musiał w nią włączyć swoją żonę i córkę, bo była to dość skomplikowana operacja. Podmioty operacji to ślepa, stara Fela, konik. I 3-letni muł, Tofik. Miejsce akcji: Fundacja Centaurus. Pomagająca zwierzętom niechcianym, starym, chorym, źle traktowanym, ratująca zwierzęta od śmierci w rzeźni.

Otóż Rafał myśląc o prezencie dla siebie uzgodnił sam ze sobą, że właściwie to ma wszystko, to znaczy, świetną rodzinę i psa, robi to co kocha, pomaga ludziom w szpitalach jako pielęgniarz anestezjolog, podróżuje sam, z rodziną, skończył studia, być może więcej niż jedne, robi festiwale podróżnicze, chyba jest szczęśliwy. Pewnie, chciałby więcej zarabiać, może mieć dom a nie mieszkanie w bloku, nowsze auto, ale …inni mają mniej albo nic, bo nikt ich nie kocha, o nich się nie stara…  Pięknie mówi pani Maja Komorowska o najważniejszych słowach swojego życia, jednym z nich jest „starać się”. Rafał się postarał. Pojechał z żoną i córką do ośrodka fundacji Centaurus i miał przed sobą straszliwie trudne zadanie: któremu zwierzakowi pomóc, którego wykupić, któremu niejako darować życie i szczęśliwy pobyt na pastwiskach?

Wybrał starutką, ślepą klaczkę, Felę. Od razu go pokochała, od pierwszego głaśnięcia. Dodatkowo Rafał czuje sentyment do tego imienia, w takich sytuacjach różne ślady się schodzą i spotykają. Babcia Rafała miała na imię Felicja. Spotkały się dobre wspomnienia i dobra przyszłość stworzonka. A Tofik to z kolei największy fioł w stadzie, a kogo jakiś wesoły brykający muł obchodzi? No kogo? Rafała tak. Fela i Tofik to jego urodzinowa, a dla mnie – wigilijna opowieść o dobru.

This slideshow requires JavaScript.

Urodzinowy prezent bywa zwykle niespodzianką dla solenizanta czy jubilata, a tutaj był niespodzianką dla gości Rafała, cóż za przewrotność! Niektórzy nie wiedzieli, jak to skomentować, inni się szczerze cieszyli, jeszcze inni mieli pewien problem poznawczy, jak taką czyjąś dobroć ugryźć i czy gdybym wiedział/wiedziała czy bym się zdecydował/zdecydowała? Może niektórych z nas zawstydził, niektórych poruszył, na pewno wszystkich cudownie (to mój osobisty przymiotnik) zaskoczył.

Przekazuję Państwu wszystkiego najpiękniejszego na Święta Bożego Narodzenia. Oby nie były polityczne, choć pewno będą, mimo, że nie sposób w Polsce nie udawać się coraz bardziej na wewnętrzną emigrację z powodów politycznych realiów. Moje pełne rozpaczy życzenia pokory i życzliwości, dalekich spojrzeń w przyszłość chciałabym przekazać politykom, posłom, senatorom, prezydentowi RP.

Beata Dżon Ozimek

Rysunki do felietonów Beaty Dżon Ozimek – Jan Bartoszek Bajan, TUTAJ jego biogram

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

1 Comment

  1. Karolina Patek on

    Śliczne… Piękna historia świąteczna, taka, o jakich powinno się więcej mówić i pisać. DOBRO.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.