Mój, moja, moje

0

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

James Harvey Robinson w książce „Mind in the making” pisze: „Mój” to prawdopodobnie drugie najważniejsze słowo świata. (…) Mały zaimekmój” jest słowem najważniejszym dla każdego człowieka i właściwe zrozumienie tego faktu stanowi klucz do mądrości” Ma tę samą siłę bez względu na to czy to jest mój obiad, mój pies, mój dom, mój ojciec, mój kraj czy mój Bóg.

Te zaimki dzierżawcze wiele zmieniają w naszym stosunku. Często jest tak, że przywiązanie do czegoś tak rzeczy jak i myśli odkrywamy dopiero wtedy, kiedy nazwiemy to „to moje”. Bywa też, że uświadomienie sobie tego, że to jest moje, pobudzone jest czyimiś zakusami na tę naszą własność, krytyką lub inną formą zachowania postrzeganą przez nas jak atak. Ileż to razy słyszy się rodaków mówiących niedobrze o Polsce, ale, kiedy zrobi to ktoś postrzegany jako obcy, natychmiast bronimy Ojczyzny. Myślę nawet, że wszelkiego rodzaju zagrożenia dla państwowości, ataki na Polskę i na naszą kulturę powodowały, że żyjący w tamtym czasie ludzie częściej uświadamiali sobie, że to „moja ojczyzna, mój język, moja kultura”, co bardziej wiązywało ich z Polską, uruchamiało patriotyczne odczucia. Teraz, kiedy od wielu lat takich zakusów nie ma, te uczucia jakby nieco się osłabiły. Może dlatego – świadomie lub nie – szuka się wspólnego wroga czy zagrożenia. Pragnę tu jednak zaznaczyć, że te ostatnie formy patriotycznych uniesień nie są najlepsze, nie budują dobrej energii. Można uświadamiać, że to „mój kraj, moja ojczyzna, moja tradycja” w lepszy sposób – raczej łącząc się wokół dobrego i nie przeciwko innym. Pomijanie słowo „mój” może być wyrazem dystansowania się – świadomego bądź nieuświadamianego – zwłaszcza jeśli zastąpi się je słowem „ten”. „W tym kraju” – mówią czasem nasi rodacy mieszkający w Polsce, kiedy nie mówią o naszej ojczyźnie dobrze. Nigdy tak nie mówiłam. Chciałam zawsze czuć związek z moim krajem, a wyrzucenie słowa mój i zastąpienie go innym powoduje (chce się czy nie) dystans do tego, o czym mówimy. Dziś, kiedy mieszkam na stałe w Toronto mówię mój kraj o Kanadzie. Chcę czuć bliskość miejsca, które wybrałam na życie.  Polska jest moją Ojczyzną… I to się nigdy nie zmieni.

A jak to jest z dziećmi? Rodzice mogą popełniać ewidentne błędy wychowawcze, mogą przezywać, a nawet poszturchiwać, ale niech no tylko ktoś inny spróbuje powiedzieć coś krytycznego… Natychmiast uruchamia się w takim rodzicu konsekwencja zaimka „moje” czy może raczej uczucia, jakie związane są z faktem, że to moje dziecko. Staje do walki niczym lew.

Nie tworzymy specjalnie starannie jakichś poglądów, często powstają samoistnie – nawet bez udziału świadomości, ale kiedy ktoś myśli inaczej i dzieli się tym z nami, natychmiast włącza nam się mechanizm broniący – „to moje poglądy, moje zdanie” – bliskie, znane a zatem… właściwe. Oczywiście to, że to są „moje poglądy” nie stanowi żadnej gwarancji ich prawdziwości czy właściwości, ale jednakże wydają mi się prawdziwsze. Szczególnie widoczne jest to w takich dziedzinach, gdzie nie ma jednoznacznych obowiązujących ustaleń, no cóż… na przykład w psychologii. Obowiązuje jakby zasada: „Moje doświadczenie podpowiada mi taką a nie inną interpretacje rzeczywistości, zatem uznaję ją za prawdziwą i ogólną”. Warto być tego świadomym i intencjonalnie pobudzać w sobie pewną dozę sceptycyzmu. To pewno jeden z punktów tej mądrości, o której pisze Robinson. Im bardziej coś jest moje, im dłużej, tym większy wewnętrzny opór przed przyjęciem czegoś innego. Inna mądrość to rozumienie, iż dyskusja z kimś, kto mocno zawłaszczył sobie jakieś poglądy, nie będzie łatwa. Aby taka osoba przyjęła inny punkt widzenia potrzebne są nie tylko logiczne argumenty, ale również komfort emocjonalny. Kiedy dyskutujemy z kimś warto pamiętać, że częścią jego postawy jest emocjonalne zaangażowanie w przedmiot dyskusji i mówić tak, aby jak najmniej (najlepiej w ogóle) nie ranić jego związku. Wszak, jeśli coś nazywamy „moje”, to tak jakbyśmy wchodzili z tym czymś w relację, w związek.

Wielu właścicieli firm czy nawet liderów zespołów wiele by dało, aby umieć motywować innych do działania. Istnieje szereg teorii na ten temat i rzekomo niezawodnych sposobów na to, aby ludzie dążyli w kierunku różnych celów. Jednym z nich jest łączenie celów firmy z celami pracowników. Chodzi o to, aby pracownicy czuli ten związek; aby to nie były ich cele, ale nasze cele… A jeśli „nasze”, to wśród nich także moje. Chodzi o to, aby czuli, że pracują nie tylko dla kogoś, ale także dla siebie. Kiedy uda się tego dokonać, tak właśnie czują. Tak, w słowie „moje” jest moc.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.