Pułapki tłumaczeniowe i niezły “bigos”

0

Z cyklu: Odczarować angielski (i polski)

Zamiast czystej edukacji dzisiaj nieco rozrywki, oczywiście powiązanej z językiem.

Są to dwie historyjki, obie dotyczące tłumaczeń polsko-angielskich.

Oto pierwsza, która opisana nawet została w angielskiej gazecie “Mirror”. Pewną polską restaurację, z Poznaniu, odwiedził przebywający w Polsce Anglik i studiując menu, przeżył szok. W karcie dań lokalu, poza polskimi nazwami rozlicznych potraw, znajdowały się angielskie tłumaczenia, wydrukowane tam w trosce o turystów. Słusznie, bo restauracja to całkiem reprezentacyjna i oferująca wcale wymyślne dania. I oto nasz angielski turysta w sekcji przekąsek znalazł danie, które wywołało jego osłupienie. Zacznijmy od polskiej nazwy tego smakołyku: “Szyjki rakowe podawane na carpaccio z buraka z dipem musztardowo-miodowym”. A oto wołające o pomstę do nieba tłumaczenie na język angielski: “CERVICAL CANCER (podkreślenie wielkimi literami moje – M.P.B.) served on beetroot carpaccio with mustard-honey dip”. Jak się można domyślić, klient przeżył szok i stracił całkowicie apetyt.

Wyjaśnijmy to niefortunne nieporozumienie. Opiera się ono na zjawisku, często występującym w relacjach między językami przy tłumaczeniach. Bywa, że w jednym języku jest wyraz o wielu znaczeniach, z których każde ma w drugim języku inny odpowiednik. Nieumiejętnie przekładający w takim przypadku tłumacz wybiera niewłaściwy z tych kilku odpowiedników i… mamy kłopot.

Popatrzmy na ten konkretny przypadek. W języku polskim wyraz “rak” ma dwa znaczenia: jadalny skorupiak, to pierwsze, biologiczne lub kulinarne, a drugie medyczne to straszna choroba, często śmiertelna. Po angielsku każde z tych znaczeń ma osobny odpowiednik: kulinarnie czy biologicznie mówimy “crayfish”, a medycznie “cancer”. Ktoś, kto tłumaczył menu tej restauracji, użył zamiast pierwszego tego drugiego.

Do tego wszystkiego doszło jeszcze drugie faux pas. Miłośnicy wykwintnej kuchni jedzą szyjki rakowe. Tymczasem rak-choroba atakuje czasem szyjkę szyjkę macicy i wówczas określa się tę chorobę jako “cervical cancer”. I stąd smakowite polskie “szyjki raka” zostały nazwane ku przerażeniu naszego Anglika (i pewnie nie tylko jego) “cervical cancer”. Mało miła pozycja w menu zachwalającego smakołyki oferowane przez szefa kuchni, prawda?

Tu dwie dodatkowe ciekawostki. Jest jeszcze jedno znaczenie polskiego wyrazu “rak”- horoskopowe. Tak nazywa się jeden ze znaków Zodiaku. Po angielsku, co ciekawe, ma on dokładnie taki sam odpowiednik jak ten medyczny “Cancer”.

A druga mała uwaga: popatrzmy na tę nazwę potrawy raz jeszcze. Widać nawet po tym jednym przykładzie jak język angielski wkrada się do polszczyzny. Angielski “dip”, przetłumaczony na polski jako… “dip” to jeden z setek takich przykładów. Każda wizyta w Polsce jest dla mnie okazją do zebrania długich list takich przykładów…

I opowiastka numer dwa. Tym razem z naszego, polonijnego podwórka. Otóż pewien pan, nie władający dobrze językiem angielskim, chciał napisać do Ministry of Transportation list uzasadniający dlaczego zgubił nieważne już prawo jazdy i teraz, po dłuższym czasie spędzonym w Polsce, ubiega się o nowe. Jego list był pełen nieistotnych szczegółów, ale w końcu to jego własna sprawa, jak uzasadnia swój wniosek. Aby wytłumaczyć, jak to się stało, że nie może znaleźć swojego starego prawa jazdy, napisał, że ma “sklerozę”. Nic by w tym nie było ciekawego gdyby nie to, że pani tłumaczka przysięgła przetłumaczyła jego dolegliwość jako “multiple sclerosis”. Nie muszę chyba Państwu tłumaczyć, jak to angielskie tłumaczenie ma się do polskiego zamierzonego pojęcia, a co najważniejsze jakie może mieć szanse aplikant ubiegający się o odnowienie prawa jazdy i informujący ministerstwo, że cierpi na… “stwardnienie rozsiane”, bo to właśnie znaczy po polsku “multiple sclerosis”!

Gorąco więc apeluję o pilną uwagę przy tłumaczeniach, bo z niewinnej sprawy może powstać niezły ambaras. Nie wszystkie wyrazy, które brzmią podobnie w dwóch językach, mają takie samo znaczenie, co staram się od dawna Państwu pokazywać w swoich artykułach.

Dr Małgorzata P. Bonikowska

Aby zamówić moją książkę “Odczarować angielski” mogą też Państwo napisać do mnie lub zadzwonić. Książka “Odczarować angielski” to poradnik, przydatny na każdym poziomie zaawansowania językowego, bo pewne problemy gramatyczne, leksykalne i fonetyczne widać i słychać u wszystkich polskich imigrantów, nie tylko tych stawiających pierwsze kroki w języku angielskim.

Idczarowac - okladka ksiazki

Aby zamówić moją książkę “Odczarować angielski” mogą też Państwo napisać do mnie lub zadzwonić. Książka “Odczarować angielski” to poradnik, przydatny na każdym poziomie zaawansowania językowego, bo pewne problemy gramatyczne, leksykalne i fonetyczne widać i słychać u wszystkich polskich imigrantów, nie tylko tych stawiających pierwsze kroki w języku angielskim.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.