Siatkarki przegrały z Turcją i nie pojadą na olimpiadę

0

To prawie trzygodzinne widowisko zostanie zapamiętane na długo. Polskie siatkarki nie wykorzystały pięciu piłek meczowych i ostatecznie przegrały w Apeldoornie 2:3 z Turcją w półfinale turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk w Tokio. Po tej porażce nasze zawodniczki straciły ostatnią szansę na wyjazd do Japonii.

Polki przystąpiły do półfinału pokrzepione kompletem przekonujących zwycięstw w fazie grupowej. Turczynki natomiast do ostatniej chwili musiały drżeć o awans do najlepszej czwórki zmagań. Podopiecznym Giovanniego Guidettiego promocję udało się wywalczyć w decydującym, piątkowym starciu z Belgią (3:2).

Możemy grać jeszcze lepiej – zgodnie zapowiadały Biało-Czerwone przed sobotnim starciem. I tak właśnie było. Przynajmniej przez pierwszy i trzeci set. Trybuny w hali Omnisport wypełniły się prawie w całości. Większość stanowili kibice Turcji, ale kilkusetosobowa grupa polskich fanów była bardzo głośna. Atmosfera od początku była znakomita. W wyjściowym składzie znów pojawiła się Natalia Mędrzyk.

Przyjmująca reprezentacji w piątek odpoczywała i to był znakomity ruch trenera Jacka Nawrockiego, bo od początku była pewnym punktem zespołu. Polki grały spokojnie i pewnie, od wyniku 11:11 kompletnie dominowały na parkiecie. Nie do zatrzymania była Magdalena Stysiak, która w pierwszej partii skończyła sześć z ośmiu ataków. Nasze zawodniczki spokojnie wygrały 25:19. 

Od początku nie najlepiej mecz prowadzili sędziowie, którzy byli bardzo niepewni w decyzjach. W drugiej odsłonie liczba ich pomyłek i braku stanowczości dodatkowo się powiększyła. Co chwilę, nawet w prostych sytuacjach, konieczna była wideoweryfikacja. Główny arbiter Fabrice Collados z Francji i jego węgierski asystent Zsolt Mezoffy byli pod coraz większą presją zawodniczek obu zespołów. W takiej nerwowej atmosferze zdecydowanie lepiej odnalazły się Turczynki, które szybko odskoczyły na kilka punktów.

Skuteczność zatraciła Stysiak, a Malwina Smarzek-Godek nie była jej w stanie pomoc. Obie nasze główne ogniwa w  ofensywie w drugiej partii atakowały razem 26 razy i zdobyły tylko sześć punktów. Gdy set wymknął się spod kontroli, Nawrocki wprowadził rezerwowe. Turczynki pewnie zwyciężyły 25:18. Trzecia odsłona była niesamowita, emocje niezwykłe. Długo wydawało się, że Polki spokojnie wygrają tego seta. Prowadziły 16:10, ale potem przy zagrywce pojawiła się Zehra Gunes i po kilku minutach Turczynki dogoniły naszą ekipą.

Po chwili podopieczne Guidettiego wygrały bardzo długą akcję i jeszcze bardziej się napędziły. Prowadziły 21:20, ale wtedy, nie pierwszy raz na tej imprezie, sprawy w swoje ręce wzięła Stysiak. Zdobywała ważne punkty i świetnie serwowała. Turczynki pomyliły się na zagrywce i Polki wygrały 25:23.

W czwartej partii oglądaliśmy chyba najbardziej kuriozalną sytuację w tym spotkaniu. W roli głównej wystąpił arbiter. Pan Collados przerwał akcję, w której genialnym przebiciem nogą na drugą stronę popisała się Stysiak. – Zagrała jak Lewandowski – krzyknął jeden z dziennikarzy tureckich. Sędzia pokajał się wielokrotnie mówiąc “I’m sorry”, ale punkt przy powtórzonej akcji Polki przegrały.

Do końca trwała nieprawdopodobna walka. Wreszcie akcję skończyła Smarzek-Godek, a kolejną Stysiak. Po asie Joanny Wołosz był remis 23:23. Za chwilę w ataku pomyliły się Turczynki i nie pomógł im nawet challenge. Jeszcze raz zaatakowała Smarzek-Godek (25:24). Rywalki ponownie się obroniły. Polki nie wykorzystały czterech piłek meczowych, a za chwilę same broniły się przed tie-breakiem. Ostatecznie nasze zawodniczki zmarnowały pięć meczboli. Cztery z nich miały w ataku, trzy razy pomyliła się Smarzek-Godek, a raz Stysiak. Rywalki wygrały te osłonę 33:31, a set trwał 44 minuty. Po ponad 135 minutach rozpoczęła się decydująca partia. 

Tie-break nie stał na najwyższym poziomie. Widać było, że oba zespoły są bardzo zmęczone i zdenerwowane. Przy zmianie stron Polki prowadziły 8:7, ale potem dwa punktowe bloki rywalek wyraźnie podłamały Biało-Czerwone. Po asie Gunes było już 12:9 dla Turczynek. Potem dwie akcje skończyła najlepsza tego dnia na parkiecie atakująca Meryem Boz i ekipa znad Bosforu miała trzy piłki meczowe. Ostatnią skończyła Boz (36 punktów).

Po spotkaniu wiele polskich siatkarek płakało. To może być koniec tej drużyny w takim kształcie. We wcześniejszym półfinale Niemki pokonały Holenderki 3:0.  W niedzielę o godz. 17.15 finał. Do Tokio pojedzie tylko zwycięzca imprezy.

Polska – Turcja 2:3 (25:19, 18:25, 25:23, 31:33, 11:15)

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.