Tak czy nie

1

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

W poprzednim felietonie przyznałam się do tego, że kiedyś dość często zaczynałam partykułą “nie” wypowiedzi czy odpowiedzi, nawet twierdzące. To nie koniec zwierzeń: Moje dzieci zbyt często słyszały ode mnie „nie”, szczególnie starsza córka. Kiedy wychowywałam młodszą, byłam już nieco mądrzejsza i zaczynałam już rozumieć jaką siłę ma język. Nie wszystko było jeszcze w tym moim języku takie, jak bym chciała, ale sporo się zmieniło.

Pamiętam nawet jak dokonała się ta zmiana zbyt częstego niepozwalania na różne rzeczy. Któregoś razu na jakieś pytanie zaczynające się od słów „mamusiu czy mogę” odpowiedziałam nawykowo – nie, ale za chwilę przyszła mi do głowy myśl – „właściwie, dlaczego nie”? Zatrzymałam się w myślach, przeszukałam je i nie znalazłam żadnego powodu, dla którego moja córka nie mogłaby zrobić tego, o co prosiła. „Poczekaj córciu” – zawołałam do odchodzącego nieszczęśliwego dziecka – „właściwie to tak, możesz”.

Odtąd starałam się uważnie traktować pytania moich dzieci, nie odpowiadać niemal bezwiednie. Jeśli nie znajdowałam powodów, aby odmówić – zgadzałam się. Bywało jednak, że stary nawyk dawał o sobie znać a wtedy… cofałam czasem swoje „nie”. Przecież można cofnąć to, co się powiedziało, nie tylko “nie”, ale także inne słowa. I o ile te inne słowa mogą się nie dać wymazać ze świadomości osób, do których były kierowane, akurat nie szybko przestaje istnieć. Zamiana „nie” na „tak” następuje błyskawicznie.

Nasłuchaliśmy się, że rodzice powinni być „konsekwentni i stanowczy” i pod te słowa (proszę zauważyć znowu jak ważne jest to, jak rozumiemy to, co mówimy) niektórzy podłożyli sobie rozumienie, że osoba konsekwentna czy stanowcza nie zmienia zdania (napiszę o tym więcej w jednym z felietonów). Ileż to razy słyszałam, głównie w wykonaniu ojców: „Powiedziałem, że nie, to nie”. A nawet jak tego nie mówili, to takie przekonanie gdzieś w nich było. Dobrze, że czasem dzieci miały mniej „konsekwentne” matki. W naszym domu to raczej ja byłam tą osobą od zasad. Szkoda tylko, że tą zasadą było w tym wypadku chyba: jak najczęściej odmawiać.

Dlaczego niektórzy za szybko odmawiają swoim dzieciom? Przyczyny mogą być różne, ale na pewno jest to dowód pewnej frustracji życiowej, niespełnienia i niezadowolenia z życia i siebie w tym życiu. Bardzo często bierze się to z tego, że mówimy „tak” innym wtedy, kiedy nie chcemy. Na przykład ojcu dzieci albo ich matce. Mogą to też być przełożeni albo klienci. Dzieci są najsłabsze i najbardziej od nas zależne – im najłatwiej odmówić. W taki sposób pozbywamy się nieco napięcia, jakie w nas zalega.

Warto jednak pamiętać, że zbyt częste „nie” mówione dzieciom nie tylko wprowadza nieprzyjemny nastrój, ale także zmienia wartość informacyjną tego słowa. Dzieci rodziców, którzy wszystkiego zabraniają nie tylko mogą przestać się ich słuchać, ale przede wszystkim sami muszą się uczyć, kiedy takie nie ma sens, muszą się sami nauczyć wartościować wydarzenia i sytuacje. To nie jest łatwe, wszak „nie” się nie stopniuje i zawsze jest jednakowo silne. Nie jest tak, że czegoś „mniej nie”, a czegoś innego „bardziej nie” ci nie wolno; nie to nie. A przecież od tego właśnie są rodzice, aby pomagać dzieciom na początku porządkować obserwowany świat. W taki sposób rodzice pozbawiają się roli przewodnika.

W ogóle byłoby dobrze, gdyby ludzie bardziej wiedzieli czego chcą i aby potrafili naprawdę wyartykułować „nie”, kiedy czegoś nie chcą, ale także „tak”, gdy chcą. Bardzo nie lubię, kiedy słyszę, że „jeśli kobieta mówi “nie”, to znaczy – “może”, zwłaszcza że jest to często używane w kontekście życia seksualnego. Kiedyś nawet słyszałam to jako usprawiedliwienie gwałtu. Skandal.

Jednakże to, że jest takie przekonanie w niektórych głowach, że kobiecie nie wypada otwarcie chcieć doznań seksualnych, że jest mnie atrakcyjna, kiedy nie trzeba jej zdobywać i tak dalej, jest prawdą. Niestety niektóre kobiety tak bardzo w to uwierzyły, że istotnie prowadzą taką grę. Dotyczy to pewno bardziej mojego pokolenia niż współczesnych kobiet, sądzę jednak, że tak zupełnie nie zaniknęło. A dlaczego kobieta nie może odpowiedzieć po prostu „tak” na propozycję seksualną, jeśli ma na to ochotę? To ważne, żeby potrafiła powiedzieć szczere “tak” sobie jak i tę szczerą odpowiedź wyartykułować. Jeśli nie wie czy ma ochotę, zawsze może to wyrazić na przykład słowami „proś mnie dalej”!

Asertywne zachowanie to nie tylko zdolność mówienia „nie”, ale także zdolność mówienia „tak” wszystkiemu temu, czego pragniemy, nawet jeśli nie wszystkim się to podoba. W wypadku kobiety to na przykład tak dla pracy zawodowej, jeśli chce, tak dla pracy historycznie przypisywanej mężczyznom, jeśli naprawdę tego pragnie i wie, że podoła fizycznie, “tak” dla bycia głównym żywicielem rodziny, jeśli tak się umówiła z partnerem, “tak” dla seksu, jeśli ma na to ochotę, “tak” dla najwyższych pozycji w firmie czy państwie, etc.

W przypadku mężczyzny na przykład tak dla bycia na urlopie tacierzyńskim, “tak” dla wspierania żony w jej karierze i zajmowania się bardziej domem, “tak” na głośne mówienie jak ważna jest dla nich miłość i czułość, “tak” dla łez na wzruszającym filmie.

Każdy z nas ma prawo do swojego “tak” i do swojego “nie”. Ważne, aby wiedzieć, kiedy co powiedzieć.

Iwona Majewska-Opiełka

•••

Zbiór felietonów z poprzedniego cyklu „Lepsze życie” ujęty jest w e-book „Życie jest sztuką” i można go można kupić tutaj https://www.majewska-opielka.pl/sklep/

 

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

1 Comment

  1. Kiedyś czytałam, że podświadomość nie rozumie słowa “nie”. Gdy mówimy sobie “nie chcę być biedna”, podświadomość słyszy “chcę być biedna” i i robi wszystko, byśmy sprostali temu zadaniu i osiągnęli zamierzony cel, czyli biedę 😉 I że ideałem jest tak formułować swoje życzenia/żądania, aby uniknąć tego nieszczęsnego słowa.

    Wydaje mi się, że podobnie jest w odniesieniu do dzieci. Mówi się do malucha – nie wchodź tam! – a on na przekór wlezie. Nie dotykaj, bo się pobrudzisz – i za moment już jest upaprany. Nie biegaj bo się przewrócisz! – bach, brzdąc leży. “A nie mówiłam?!” Czyż nie lepiej (chociaż trudniej) jest własnie tak formułować zdania ( w tym zakazy) by ominąć to feralne słowo? “Możesz dotknąć, ale ostrożnie, bo to jest brudne, a lepiej tylko popatrz.” “Tutaj raczej idź powoli, bo jest nierówno i można upaść”. “Możesz tam iść, ale tylko na chwilkę i razem ze mną, poczekaj, zaraz pójdziemy”.
    Ja wiem, że to strasznie karkołomne zadanie, ale chyba cos w tym jest…

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.