Wizja świata 2050

0

Jak zawsze na przełomie roku wiele podsumowań i przepowiedni. Podsumowań roku, który mija — i prognoz dotyczących tego, który się właśnie zaczyna.

Mam nieodparte przekonanie, wręcz pewność, że cała ta futurologia opiera się na intuicji wypowiadających się osób a ta intuicja z kolei w największym stopniu oparta jest na systemach wartości i postawach politycznych autorów prognoz.

To właściwie nic dziwnego, taka norma. Każdy żyje w swojej bańce informacyjnej i wypowiada opinie zgodne z dominującą w niej narracją.

Nowe w tych opiniach jest to, że po raz pierwszy od lat tak duży jest udział tematów, związanych z nadziejami albo obawami wobec roli AI w życiu jednostek ludzkich – to jest już powszechnie dostrzegane i coraz częściej doceniane. Widać to, jak dotąd, w działaniach różnych ośrodków decyzyjnych, władczych, na poziomie zbiorowości i grup lokalnych. O wpływie AI na życie polityczne państw i międzynarodowych społeczności dowiadujemy się wyłącznie w negatywnym kontekście afer typu głośnej afery Cambridge Analytica czy przy śledztwie, podejmowanym w związku z podejrzeniem o wpływanie na wynik wyborów prezydenckich w USA przez farmy rosyjskich trolli. Do komunikatów o powszechnym profilowaniu klientów, robionych dla zwiększenia sprzedaży wielkich firm, zdążyliśmy się już przyzwyczaić wszyscy.

Jest rok 2020. Rok, w którym upowszechnia się technologia 5G i tzw. internet rzeczy. Powstają nowe możliwości wykorzystania technik informatycznych dla poprawy warunków życia wielu ludzi. Takie procesy dzieją się i będą się działy w krajach wysokorozwiniętych, nie cały świat do nich należy.

Są jednak problemy, dotyczące całego świata, na które wpływ mają wszyscy, niezależnie od stopnia rozwoju techniki i dostępnych technologii. Jako pierwszy z brzegu wskażę problem zmian globalnego klimatu. Na jego kształt wpływają wszystkie kraje i biedne, i bogate – niezależnie od tego, co nastąpiło w przeszłości, kiedy kraje obecnie bogate intensywnie rozwijając przemysł i stosując dostępne w tamtym czasie technologie zapoczątkowały globalną katastrofę klimatyczną. Na kolejnych szczytach klimatycznych nie ma porozumienia, nie ma bowiem możliwości wypracowania zgody pomiędzy krajami zróżnicowanymi gospodarczo, a korzenie tego zróżnicowania leżą właśnie w przeszłości. Żadne porozumienie w drodze negocjacji pomiędzy ludźmi, członkami delegacji organizacji politycznych pod nazwą państw – podmiotów politycznych i prawnych nie będzie możliwe na mocy definicji. Ludzie, z ich emocjami i zróżnicowaną kulturą, ukształtowaną w specyficznych warunkach każdego kraju czy nawet kręgu cywilizacyjnego, nie będą w stanie osiągnąć porozumienia w sytuacji, gdy sprawy katastrofy klimatycznej zaczną znaczyć wybór pomiędzy życiem a śmiercią wielkich grup ludzkich.

Nasza ludzka historia jest, jak dotąd, historią wojen; zawszę liczyło się zwycięstwo, pokonanie przeciwnika. Był to z reguły jakiś przeciwnik lokalny. Nawet dwie wojny nazywane światowymi były jednak lokalnymi, trochę większymi niż cała reszta wojen toczonych w różnych miejscach. To tylko kwestia skali.

Katastrofa klimatyczna to sprawa globalna. Tu nie ma miejsca na opowiadanie, że to nie nasza sprawa. Izolacja się nie uda. Trzeba, po raz pierwszy chyba, pomyśleć globalnie. Niech przykład katastrofy klimatycznej posłuży do zobrazowania konieczności zastąpienia niektórych ciał przedstawicielskich – jak Organizacja Narodów Zjednoczonych: słyszał ktoś o jakiś inicjatywach klimatycznych tej zasłużonej w przeszłości organizacji międzynarodowej? Moglibyśmy zresztą wymienić kilka innych organizacji, ważnych kiedyś jako powstałych w wyniku kompromisów politycznych i ogólnoświatowej hipokryzji tzw. wielkich ludzi.

Dziś mamy zderzenie milionów młodych ludzi poruszonych przez nastolatkę z niewielkiego kraju, jakim jest Norwegia, wychodzących na ulicę swoich miast w proteście przeciwko politykom uprawiającym krótkowzroczną lokalną politykę, obliczoną wyłącznie na wygranie następnej czteroletniej kadencji, a nie na rozwiązywanie problemów, które mają horyzont kilkudziesięcioletni.

To już jest inna rzeczywistość, tu nie ma miejsca na zwykłe gierki i sztuczki – albo coś zrobimy, albo będzie bolało.

– dokładniej, tego, co wyznacza im kalendarz wyborczy, są w stanie podjąć decyzje, której koszty trzeba płacić teraz, a zyski będą w przyszłości?

Nie trzeba być subtelnym analitykiem, żeby udzielić na to pytanie prawidłowej odpowiedzi – nie, oni nie są do tego zdolni.

I żeby było milej – nikt nie jest do tego zdolny.

Za duże są tu emocje, za wielkie interesy stoją za każdą decyzją, aby w warunkach tak podzielonego świata – podzielonego ekonomicznie, politycznie, religijnie, kulturowo — jakaś organizacja składająca się z żywych ludzi (na przykład takich jak Donald Trump) mogła wypracować racjonalną decyzję. Można oczywiście zamknąć oczy i udawać, że problemu nie ma, że jest to — jak mówi wielu hierarchów dominującego w Polsce kościoła – jakiś ekologizm, jakaś nowa ideologia. Ale to tylko puste i niemądre paplanie ludzi, tkwiących programowo w nierzeczywistości, przywołujących jako argument w dyskusji naukowej zapisy tekstów sprzed tysięcy lat, z innej kultury, innego świata. To może być ciekawe etnograficznie, ale nie ma nic wspólnego ze światem współczesnym. Chyba że wierzymy, że powstał on trudem jakiegoś boga, co wszystko stworzył i dał go ludziom we władanie. Ale to już bajka, w dodatku zupełnie inna.

Skoro pojawiło się pojęcie boga, to warto przypomnieć, że przez całe stulecia, a nawet dłużej, ludzie byli przekonani, że światem rządzi jakaś opatrzność boska, że istnieje i działa taki rozum boski, co to wszystko wie i wszystko przewiduje. Bez względu na wydarzenia – wiara w taki porządek była silna a organizacje, jakimi są różne kościoły z ich funkcjonariuszami, dbały bardzo i dbają o utrzymanie tej wiary.

Wszystko to działo się w czasach, gdy wiedza o rozumie, nawet tym ludzkim, była żadna. Od czasów Oświecenia możemy mówić o pierwszych próbach analizy procesów myślenia człowieka, zrozumienia jak działa jego mózg, na czym w ogóle polega ludzkie poznanie.

Nadal jesteśmy na początku tej drogi. Mamy jednak zasadniczo lepszą sytuację zważywszy na postępy w rozwoju sztucznej inteligencji, budowania układów i urządzeń rozpoznających otoczenie i podejmujących adekwatne do sytuacji decyzje, maszyn samo uczących się.

Sądzę, że można zaryzykować tezę, że tworząca się AI z powodzeniem będzie mogła zastąpić magiczną opatrzność boską; a nawet jeżeli zdarzą się jej błędy – to czymże one będą wobec tego, co wiemy o błędach owej rzekomej boskiej opatrzności?

Połowa przepytanych ekspertów uważa, iż istnieje 50% prawdopodobieństwa na osiągnięcie przez AI ludzkiego poziomu przed 2040 rokiem. W mniejszej ankiecie 42% badaczy stwierdziło, że AI na ludzkim poziomie powstanie przed 2030 rokiem, a 67% – 2050 rokiem. Grupa chińskich naukowców w pracy z 2015 roku ogłosiła, iż program komputerowy ich autorstwa osiągał lepszy wynik niż przeciętnie ludzie (w tym dzieci) podczas testu IQ opartego na komunikatach werbalnych. Również w roku 2015 amerykańscy badacze ogłosili stworzenie programu, który w zawodach z analizy danych pokonał 615 na 906 drużyn złożonych z ludzi.

Odpowiem – niczym!

Tak jak nie będzie nikogo dziwiło posługiwanie się robotem chirurgicznym przeprowadzającym bardzo skomplikowane operacje wymagające „nieludzkiej” precyzji, jak chętnie zawierzymy diagnozie postawionej przez komputer, którego zdolność analizowania wyników specjalistycznych badań zleconych przez lekarza przekracza tysiąckrotnie zdolność nawet najlepszego, najbardziej doświadczonego, najbardziej oczytanego w medycznej literaturze lekarza-człowieka – tak z czasem przywykniemy do tego, że najbardziej strategiczne decyzje dotyczące całej ludzkości podejmować będzie komputer, maszyna myśląca, AI.

Jest rok 2020. Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. A jak będzie wyglądał świat za trzydzieści lat, w 2050 roku?

Nie wiem jak wtedy będzie wyglądał świat. Wiem jednak, że albo on będzie kierował się w swoich strategicznych decyzjach wskazaniami AI – takiej, jaka ona będzie w 2050 roku – albo świata nie będzie.

Nie będzie świata ludzi.

Karaluchy przetrwają. Wiem co mówię, bo w trudnych dla mnie latach stanu wojennego jako rzemieślnik, trułem karaluchy i mrówki faraona – ówczesną plagę mieszkańców spółdzielczych bloków, zwłaszcza tych, w których był zsyp na śmieci.

Zbigniew Szczypiński

Studio Opinii

Poleć:

O Autorze:

Studio Opinii

Dość długo grupa doświadczonych – i, niestety, na ogół niemłodych – dziennikarzy myślała o założeniu własnego pisma internetowego. W końcu, w roku 2008, pomysł ten został zrealizowany w postaci pierwszej wersji „Studia Opinii”.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.