Ciągle…

0

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

W ostatnim felietonie pisałam o wypowiedziach z użyciem słowa „ciągle”, które to niesprawiedliwie opisują zachowania ludzi, do których je kierujemy, a także odbierają im nadzieję na lepsze postrzeganie. Tutaj dzielę się refleksją na temat nadużywania tego słowa w innych kontekstach i tego, co sobie w wyniku jego powtarzania fundujemy. Tym razem rzecz dotyczy nas samych, tego, jak zwracamy się do siebie czy też jak mówimy o sobie do innych.

Oczywiście zamiast słowa „ciągle” może padać słowo „wiecznie”, „wciąż” czy inne słowa bliskoznaczne.

Na pewno każdy z nas słyszał, kiedy ktoś inny mówi: „ciągle nie mam czasu”, „wiecznie nie mam pieniędzy” czy „wciąż popełniam ten sam błąd”, „wiecznie zapominam” albo jeszcze coś innego w tym samym stylu… Prawda? Może nawet dokładnie wiemy, kto z naszych bliskich czy znajomych z upodobaniem powtarza takie wypowiedzi, ilekroć zdarza mu się niechciana sytuacja czy niepożądany schemat zachowania. Często wypowiedzi tej towarzyszy jeszcze jej wzmocnienie za sprawą zdania z użyciem słowa „znowu”: „Znowu to zrobiłem”, „znowu zapomniałam”, „znowu nie mam czasu dla siebie”, „znowu okazuje się, że kiedy najbardziej potrzebuje pieniędzy, nie ma ich”. I dopiero po takim wstępie następuję właściwa wypowiedź. W jednym z pierwszych felietonów tego cyklu wyjaśniam czym jest afirmacja i jaki wpływ wywierana naszą podświadomość powtarzanie jakiejś kwestii. Najogólniej mówiąc – działa to jak autosugestia – programowanie swojego zachowania na dokładnie takie, jakiego nie chcemy. Powtarzanie, że coś się robi stale czy też regularnie, utrwala wzorzec tego zachowania, jego matrycę mentalną, na którą składają się konkretne połączenia neuronalne. To nie tylko ułatwia kolejne takie samo zachowanie, ale także utrudnia jego zmianę, zerwanie z tym nawykiem. Czymże bowiem innym jak nie nawykiem, są te wypowiedzi?

Już nie tylko powtarzamy pewne zachowania, ale wydaje się, że system nerwowy uznaje je za własne, oczywiste, znajome. Przestaje nas to dziwić, z czasem przyzwyczajamy się do tego, i nie czujemy nawet nieprzyjemnych emocji.  Nie znaczy to jednak, że jest nam z tym dobrze. Brak nieprzyjemnych emocji nie jest równoznaczny z obecnością przyjemnych. To ważna prawda, nie tylko w tym wypadku, ale w wielu innych sytuacjach. Czasem, kiedy pytam kogoś czy jest szczęśliwy, odpowiada – „nie jestem nieszczęśliwy”. To właśnie ten stan. Może nie jest niedobrze, ale dobrze też nie jest. Osobiście głęboko wierzę w to, że przebywanie w takim stanie emocjonalnym przyciąga do nas… więcej takiego stanu. I tak mija dzień po dniu, a każdy jest taki nie do końca szczęśliwy. Oczywiście tą postawą przyciągamy również zdarzenia, które pozwolą nam potem znowu szczerze powiedzieć, że „ciągle nie mam czasu”, „wiecznie mi brakuje pieniędzy” czy „zawsze się spóźniam”. Nie wszyscy wierzą w to przyciąganie. Ja wierzę i wiele mam dowodów na to, że ono istnieje. Psychologia akademicka również poważniej zaczęła się tym zajmować. I choć psychologom akademickim nie jest łatwo przyznać, że dzieje się coś, co nie do końca rozumiemy, fakt jest faktem. Fizycy kwantowi podsuwają co pewien czas wyjaśnienia, dlaczego tak może się dziać. Wydaje się, że poznanie prawdy jest blisko. Jednakże nie musimy wszystkiego rozumieć, aby korzystać z rad, które pozwalają lepiej żyć. W końcu, ile osób rozumie tak naprawdę Internet… Nie przeszkadza to jednak miliardom ludzi korzystać z jego dobrodziejstwa.

Dlatego namawiam do tego, aby zmienić ten nawyk. Żeby to zrobić, trzeba zwolnić, jak zwykle wtedy, kiedy chcemy coś zmienić w naszym zachowaniu. Chodzi o to, aby nasza świadomość nadążała za naszym życiem. Nie ta zwykła świadomość sprawiająca, że raczej wiemy co się z nami i wokół nas dzieje, ale ta głębsza, prawdziwa świadomość, za sprawą której wiemy, co naprawdę dzieje się w nas – samoświadomość. Zwolnienie jest nam potrzebne do proaktywnego wyboru słowa, do uświadomienia sobie, że jesteśmy w procesie tworzenia nowego nawyku czy może raczej likwidowania starego. Niektórzy znawcy tematu, jak Charles Duhigg autor książki „Siła nawyku”, twierdzą, że nie można nawyku zlikwidować, można go jedynie zastąpić. Nie będę z tym dyskutować, jeśli przyjmiemy, że myślenie co się mówi jest takim samym działaniem jak mówienie bez myślenia, to faktycznie trzeba jeden nawyk zastąpić drugim.

Jeśli już koniecznie chcemy o tym mówić, że zdarzają nam się dni bez czasu czy pieniędzy, to mówmy właśnie tak – „zdarza mi się”. Tylko po co? Komu potrzebne są takie wyznania. Sobie także nie musimy tego przypominać. Znacznie lepiej jest już przy najbliższej okazji powiedzieć: „Stop! Koniec tego wzoru. Zmieniam to!” A następnie mówić to, co się chciało powiedzieć, tylko bez tego niepotrzebnego wyznania. Bardzo często sama robię coś podobnego w stosunku do moich klientów. Kiedy słyszę jakieś „ciągle to samo”, mówię dość stanowczym tonem: „To już się skończyło. Właśnie od tego mementu sytuacja wygląda inaczej. Proszę więcej tego nie mówić.” Moje stwierdzenie działa jak linia demarkacyjna, jak jakiś ostry akt świadomości i powoduje zwiększenie kontroli nad swoimi wypowiedziami. Znam wiele osób, którym udało się zmienić sposób mówienia, a w konsekwencji również – wzór zachowania, czy też stanu obserwowanej sytuacji.

Iwona Majewska-Opiełka

•••

Zbiór felietonów z poprzedniego cyklu „Lepsze życie” ujęty jest w e-book „Życie jest sztuką” i można go można kupić tutaj https://www.majewska-opielka.pl/sklep/

 

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.