Bo ty zawsze, a ty nigdy  

0

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

Wystarczy przysłuchać się rozmowom ludzi, zwłaszcza tym zaprawionym nieco silniejszymi emocjami, żeby wyodrębnić z nich padające choćby raz stwierdzenie – „bo ty zawsze” lub „bo ty nigdy”. Różnie są one komponowane, czasem brzmią tak – „bo zawsze, kiedy mi jesteś potrzebny, to cię nie ma”; a czasem tak – „zawsze mi przerywasz”; „bo ty zawsze musisz mieć rację” albo „postanowić na swoim”; „zawsze się spóźniasz”. Zdarzało mi się słyszeć zdania: „Bo ty zawsze chcesz ode mnie coś właśnie wtedy, kiedy robię coś innego”; „bo tobie zawsze zbiera się na rozmowy, kiedy ja jestem zmęczony” czy „zawsze masz w pokoju bałagan”.  Oczywiście słowo „zawsze” zastępowane bywa innymi bliskoznacznymi słowami: ciągle, wiecznie, bezustannie. „Wiecznie cię nie ma w domu”, „bezustannie się skarżysz”, „ciągle ogadasz telewizję”, „wiecznie zrzędzisz” – tak to wygada w konkretnych przypadkach.

Co wyrażają te zdania i kiedy je mówimy? Zazwyczaj mówimy je wówczas, kiedy skarżymy się, że ktoś nie zaspokaja naszej potrzeby (nie ma cię w domu) albo uniemożliwia nam spełnienie naszej potrzeby przez nas samych – choćby miał to być po prostu – spokój („wiecznie zrzędzisz, zawsze zbiera ci się na rozmowę, kiedy jestem zajęty czymś innym”). Niezaspokojenie potrzeby czy przerwanie dążenia do jej zaspokojenia wywołuje w nas frustrację, ta z kolei często generuje agresję. Zatem tak mówione zdania najczęściej podszyte są agresją, nawet jeśli mówiącemu wydaje się, że jest w nich tylko żal albo po prostu informacja. I właśnie te słowa – zawsze, ciągle, wiecznie – są tym, co zamienia zdanie informacyjne na zaprawione pretensją, żalem, rozczarowaniem czy inną emocją nadającą im nieprzyjemne brzmienie. To nie są zdania miłe dla słuchacza, nie są nawet obojętne i raczej rzadko doprowadzają do tego na czym naprawdę zależy osobie mówiącej, czyli na tym, aby miała zaspokojoną ową potrzebę. Jedyne czemu służą, to właśnie wyrzuceniu z siebie przykrego napięcia. Tyle tylko, że to napięcie zmienia jedynie miejsce pobytu – teraz jest pomiędzy dwiema osobami, a możliwe, że także w naszym słuchaczu, który uważa je nie tylko za przykre, ale także za… niesprawiedliwe: „Jak to zawsze? Przecież w tym tygodniu dopiero pierwszy raz wróciłem później? Jak to zawsze? Przecież racje mam tylko wtedy, kiedy chodzi o sprawy techniczne? I tylko przy tym się upieram, na czym się znam? Jak to wiecznie? Skoro wiecznie oglądam telewizję to kto chodzi do pracy, przywozi dzieci z treningu, sprząta garaż, myje samochód i tak dalej?” Tak może wyglądać przykładowy proces myślowy w głowie osoby oskarżanej. I teraz ona poczuje się niedobrze i – jeśli nie wie, jak radzić sobie z emocjami i nie zna siły słów – napięcie będzie się podnosić, atmosfera zaogniać i może dojść do kłótni. Więcej, szafowanie słowem „zawsze”, może nawet odbierać wiarę w to, że nasz związek w ogóle ma sens… bo skoro „zawsze” jest niedobrze, to znaczy, że „nigdy” nie jest dobrze, że nie spełniamy oczekiwań, że bliska nam osoba nie jest z nas zadowolona, jest nami rozczarowana… to zniechęca.

Tak, od tych wydawałoby się niewinnych określeń może się zaczynać postępujący rozkład związku. Dzieje się tak również dlatego, że oprócz wymienionych już niepożądanych efektów, stwierdzenia te mają zdolność programującą postrzeganie. Powtarzając często takie zdania programujemy swoją podświadomość i utwierdzamy się w danym, nienajlepszym przecież przekonaniu, o bliskiej nam osobie. Zauważamy głównie te niewłaściwe naszym zdaniem zachowania, a ich obraz może przesłaniać to, co dobre. Nawet wtedy, kiedy oni zachowają się inaczej, starając się sprostać naszym oczekiwaniom, możemy tego nie zauważyć.

Naturalnie ta zawoalowana forma krytyki nie wpływa również dobrze na samoocenę tej drugiej osoby. A przecież mówimy tak często nie tylko do dorosłych, ale także do dzieci. Nie tylko spada im samoocena, ale też nie chce im się zmieniać, wszak nawet jak spróbują, wystarczy jedno potknięcie, aby znowu usłyszeć – „bo ty zawsze”. Do tego wszystkiego te stwierdzenia wcale nie są prawdziwe. Nie jest przecież prawdą, że ktoś siedzi cały czas przed telewizorem, zawsze jest nieobecny, ciągle się spóźnia i tak dalej.  Przecież są choćby wyjątki od tej reguły. Zapewniam, że będzie ich więcej, jeśli skończymy z tymi niepotrzebnymi sformułowaniami, które programuje zarówno nasze postrzeganie innych jak i ich zachowanie.  

Łagodniejszą – ale także niepotrzebną – formułą narzekania na ludzi, z którymi pozostajemy w jakichś relacjach jest – „bo ty nigdy”. Ona także wyzwala nieprzyjemne emocje u osoby, do której to kierujemy i zniechęca ją do zmiany, nie są też prawdą, bo z pewnością nie jest to tak, że coś nie miało miejsca ani razu, na pewno kiedyś jednak to się zdarzyło. Te sformułowania przynajmniej nie afirmują tych niepożądanych zachowań. Narzekając bowiem w taki sposób, wspominamy raczej o tym, czego byśmy chcieli. „Ty nigdy mnie nie słuchasz, nigdy cię nie ma w domu, nigdy nie masz pieniędzy, nigdy mnie nie chwalisz” i tak dalej. Wyraźni wybrzmiewają tu nasze oczekiwania. 

Najlepiej w ogóle nie narzekać ani w jeden ani w drugi sposób, ale nauczyć się mówić czego pragniemy. Jeśli jednak już narzekamy i wypominamy niewłaściwe zachowania, to ten drugi sposób jest mniej szkodliwy.

Iwona Majewska-Opiełka

•••

Zbiór felietonów z poprzedniego cyklu „Lepsze życie” ujęty jest w e-book „Życie jest sztuką” i można go można kupić tutaj https://www.majewska-opielka.pl/sklep/

 

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.