Najniebezpieczniejsze zajęcie (2). Królowie związani z historią Polski. 

0

Z cyklu: Romans z historią

Nowa era też obfituje w setki przypadków królobójstwa. Wiemy o nich dużo więcej niż o tych z czasów wcześniejszych, bo pojawili się autentyczni historycy i niektóre z ich dzieł dotrwały do naszych czasów. Trudno wybrać najciekawsze przykłady z takiej masy materiału historycznego, skupię się więc tylko na tych przypadkach, które mają coś wspólnego z Polską czy Polakami. Chociaż Polska to kraj jeden z najbezpieczniejszych na świecie dla królów, to jednak trzech polskich królów straciło życie, a poza tym jeden z Polaków wszedł do historii przez zamordowanie cara, ale na polskiej ziemi żaden król jednak nie zginął. 

Wacław III Przemyślida

Pierwszym polskim królem, który zginął w 1306 r. zamordowany w Ołomuńcu był Wacław III. Był też królem Czech i Polski. Formalnie rządził tymi krajami tylko rok. Faktycznie tylko kawałek Polski był w jego posiadaniu, ale mając tytuł monarchy całej Polski postanowił zawojować to królestwo rozbite na księstwa. Drogę do reszty Polski zastawiły mu oddziały Władysława Łokietka i kilku książąt śląskich. Łokietek już zawojował kilka księstw Polski, nie myślał rezygnować ze swych zdobyczy. 

Sredniowieczny obrazek zabójstwa Wacława III

Wacław III został królem mając 16 lat. Było to królestwo na skraju upadku, nie do utrzymania. Z każdej strony było zagrożone. Pierwsze posunięcia młodego monarchy były mądre. Koronę węgierską jeszcze jego ojciec oddał księciu Dolnej Bawarii Ottonowi III, zrzekając się węgierskiego tytułu królewskiego, by być zabezpieczonym od wschodu. Wacław potwierdził to posunięcie ojca. Oddał Albrechtowi Habsburgowi sporne miasto graniczne Cheb, by zażegnać zagrożenie z jego strony, siostrę Annę wydał za księcia Karyntii i Tyrolu Henryka. Sam ożenił się z księżniczką cieszyńską Wiolą Elżbietą. Brandenburgii obiecał oddać całe Pomorze Gdańskie w zamian za Miśnię, pozyskał na swoją stronę nawet Krzyżaków. Wszystko to na próżno. Trzy ciosy zadane mieczem przez Konrada z Bottensteinu, pruskiego żołnierza najemnego, w czasie gdy król odpoczywał w domu prywatnym w Ołomuńcu, unicestwiły te dość misternie skonstruowane plany podboju reszty Polski.

Rycina Wacława III z roku 1493

Nie znamy innych szczegółów zabójstwa, mordercę natychmiast uśmiercono, chyba by mu zamknąć usta; żołnierze najemni na wieść o śmierci króla zdemolowali dom, w którym odpoczywał, co zamazało ślady zbrodni  i na tym się skończyła ta historia. Przy tronie czeskim pozostał przez jakiś czas tytuł króla polskiego; odzyskał go dopiero syn Władysława Łokietka Kazimierz – wykupił tytuł od Czechów. Nie ma dziś żadnej wątpliwości, że za tym atakiem stali inni, ale też nie ma dowodów kto. Przypuszcza się, że mógł to być albo Łokietek lub Albrecht Habsburg, albo też możni panowie czescy, których po śmierci ojca Wacław III odsunął od tronu. Ze śmiercią Wacława III skończyła się dynastia Przemyślidów panująca w Czechach przez 600 lat – Wacław po prostu nie miał czasu by spłodzić swego następcy tronu.

Henryk II Walezy

Był związany z historią Polski, bo spłodził naszego pierwszego króla elekcyjnego. Był synem słynnego Franciszka I, konesera urody kobiecej, więc tak jak tata nie szczędził sobie przyjemności cielesnych. Miał owszem żonę, Katarzynę Medycejską, lecz taktował ją jak maszynkę do produkcji dzieci; mieli razem czterech synów i sześć córek. Paradował oficjalnie, nawet na uroczystościach państwowych z metresą, piękną Dianą z Poitiers. Zginął przypadkiem: w czasie turnieju stracił oko. Po tym wypadku prawdopodobnie nie odzyskał przytomności – nieopanowane zakażenienie spowodowało jego szybką śmierć. To był jego czwarty występ na igrzyskach tego feralnego dnia; trzy pierwsze wygrał, jednego z współzawodników z tej trójki w turnieju poprosił by jeszcze raz stanął w z nim w szranki. Był nim jego urzędnik Montgomery. Ciekawostką historyczną jest to, że jego żona w poprzednią noc wyśniła Henryka bez oka i prosiła męża, by w tym dniu nie siadał na konia. To także przepowiedział wcześniej najsłynniejszy w historii wizjoner Nostradamus i powiedział o tym królowej. Nostradamus także przewidział, że nie tylko przeżyje ona męża, ale i swoje dzieci: tak się też stało. Jego związek z Polską jest taki, że jego syn Henryk III był w 1578 roku przez niecały rok królem Polski, a gdy się tron Francji uwolnił, stając się następcą francuskiego tronu, cichaczem wyniósł się do Francji.  

Henryk III Walezy

Królem polskim zamordowanym nie w Polsce, lecz na ziemi francuskiej, był nasz pierwszy król elekcyjny Henryk III Walezy. To trzeci w kolejności do tronu francuskiego syn Henryka II i Katarzyny Medycejskiej. Tę kolejność mógł stracić, gdyby któremuś z jego starszych braci na tronie urodził się syn. Ponieważ szanse zostania królem Francji były dla Henryka znikome, znaleziono mu intratne zajęcie w roli króla polskiego. Na tronie polskim posiedział, jak wspomniałem, niecały rok po swej koronacji, a ponieważ fortuna kołem się toczy, tron Francji stał się osiągalnym dla niego dość wcześnie – dwaj starsi bracia dość szybko pomarli nie zostawiając potomstwa. Ograbił więc skarb państwa, zabrał ze sobą co ważniejszych towarzyszy ze swej świty, wśród nich żonę i „pieszczoszków” i po prostu potajemnie uciekł z Polski. 

Henryk III Walezy w polskim kapeluszu

We Francji natknął się na wojnę domową. Ultrakatolicka mamusia nakazała poprzedniemu królowi, synowi Karolowi IX, by przetrzebił francuskich kalwinów zwanych hugenotami. Stało się to w noc św. Barłomieja z 23 na 24 sierpnia 1572 roku w sześć dni  po uroczystym ślubie jej córki Małgorzyty z Henrykiem królem Nawarry, wodzem hugenotów. Ten ślub z hugenotem i morderstwo jego ludzi miały zapobiec wojnie domowej. Faktycznie spowodowały tę wojnę, które trwała długie lata. Tylko w Paryżu wyrżnięto około 3 tysiące hugenotów tej feralnej nocy, a  w ciągu kilku tygodni zamordowano ich prawie 20 tysięcy poza stolicą. Nowa żona ukryła króla Nawarry w swej garderobie tak skrzętnie, że przeżył ten atak.

Z racji ślubu Henryk nie musiał wyrzekać się swojej wiary: jako protestant stał za drzwiami katedry w czasie uroczystości; dopuszczono go do ołtarza tylko dla złożenia przysięgi małżeńskiej. Małgorzata nie rwała się do tego małżeństwa, kochała księcia Henryka Gwizjusza. Nie chciała nawet odpowiedzieć na pytanie biskupa czy chce tego oto mężczyznę za małżonka, dopiero gdy jej brat Karol IX położył rękę na jej głowie, przy pomocy której zrobiła głową gest na tak. Matka zmusiła ją do tego małżeństwa, bo jak by nie było Henryk Burbon był już królem Nawarry, a jej kochaś tylko księciem, a poza tym była to świetna przykrywka do zrealizowania planu wyrżnięcia protestantów. Hugenoci, ci co uratowali życie, będąc na ogół ludźmi bogatymi, mieli środki na prowadzenie dalszej wojny – nie myśleli składać broni, nie chcieli przez siłę wracać do katolicyzmu, tym bardziej że król Nawarry jeszcze bardzej zaangażował się w walkę z katolikami po tej niesamowitej i przewrotnej zasadzce, aż do czasu kiedy został królem Francji. W obozie katolickim był rozłam na dwa stronnictwa: tzw. Ligę Katolicką złożoną z ultrakatolików, dowodzoną przez możną rodzinę Gwizjuszy i bardziej umiarkowaną grupę z otoczenia nowego króla Henryka III która była skłonna negocjować warunki pokoju z protestantami, a to w oczach skrajnych katolików wyglądało wprost na herezję.

Obrazek morderstwa Henryka III przez J. Clement

Henryk III skrytobójczo zamordował ich wodza, też Henryka (kochanka swojej siostry) i jego brata kardynała. Gwizjusze znaleźli fanatyka, by się pozbyć króla. Był nim młody dominikanin Jacques Clément. Zjawił się w siedzibie króla w Saint-Cloud z jakimiś oficjalnymi listami. Król je przeczytał. Dwudziestodwuletni dominikanin powiedział wtedy królowi, że ma ważniejsze przesłanie słownie. Król był w szalecie. Kazał odsunąć się trochę obstawie, dominikanin pochylił się do ucha królewskiego i  równocześnie ugodził go sztyletem. Król wykrzyknął: „zabił mnie, zabijcie go”. Obstawa królewska zrobiła to natychmiast. Król przeżył do następnego ranka, zmarł 2 sierpinia 1589 r. Ciało zabójcy najpierw poćwiartowano, potem spalono i rozsypano popioły. Papież Sykstus V uznał dominikanina za męczennika wiary i nakazał rozpoczęcie procesu kanonizacyjnego, ale jego następcy nie bardzo się kwapili by ten proces dokończyć, bo przecież jak by nie było został przez niego zamordowany pomazaniec boży i król katolicki walczący z protestantami. 

Henryk IV

Był założycielem nowej poddynastii francuskiej Burbonów, która była uboczną linią dynastii Kapetyngów. Po koronacji na króla Francji, udawał nawrócenie na katolicyzm – miał się wyrazić, że „tron warty jest mszy”. Rządził Francją tylko kilka lat. Z Polską miał niewiele  wspólnego – był tylko formalnym mężem siostra króla polsko-francuskiego, nie miałby szcunku u swych możnych poddanych, gdyby nie miał metresy i kochanek. To udawanie katolika i rozpusta spowodowała, że znalazł się fanatyk, co go zasztyletował. Ta śmierć, a jeszcze bardziej przeokrutne męki i śmierć zabójcy królewskiego trzeba chyba uznać za najbardziej spektakularne wydarzenia tego typu „widowiska” w Europie.

Obraz morderstwa Henryka IV

Ludwik XV

Wszycy inni Burbonowie, z wyjątkiem pierwszego i ostatniego, zmarli naturalną śmiercią. Głównym zabójąa prawie wszystkich członków tego rodu była ospa. Ona ostatecznie spowodowała śmierć przedostatniego Burbona Ludwika XV. On ze wszystkich królów Francji był najbardziej związany z Polską. Po drugim przepędzeniu z tronu Stanisława Leszczyńskiego przez Augusta III Sasa, Ludwik przyjął przyjął go do swego kraju, wyznaczył mu pensję na utrzymanie, próbował zorganizować akcję pozbawienia tronu Sasa, wysłał nawet jeden okręt wojenny do Gdańska. Okręt zacumował i zaraz odpłynął z powrotem do Francji, bo Francuzom nie chciało się umierać za Gdańsk i króla Polaka. Panowanie Sasa w Polsce było na rękę cesarstwu austryjackiemu (już chyba knuto plan rozbioru Polski). Ludwik XV zrezygnował z planów uczestnictwa w wojnie sukcesyjnej w Polsce w zamian za prezent w formie Lotarynglii od jej właściciela i władcy Franciszka I Lotaryńskiego w tym czasie męża arcyksiężnej austriackiej, nieco póżniej słynnej cesarzowej Marii Teresy. Chyba bardzo się kochali, bo rzeczowym dowodem tego było ich szesnaścioro potomstwa. Franciszek bez żalu zrzekł się swego księstwa, bo po tym darze dla króla Francji otrzymał nowe tytuły i posiadłości od ojca Marii Teresy i niedługo potem, z łask ukochanej żony stał się współrządcą cesarstwa. Ludwik XV na otarcie łez, oddał Leszczyńskiemu tę krainę mlekiem (a raczej przednim winem) i miodem płynącą, jako niezależne księstwo do czasu jego śmierci, dorzucił hojną ręką najpiękniejszy i największy w Dolinie Loary zamek Chambord, ba, nawet córkę Stanisława Marię wziął za żonę, która nie tylko że była we Francji biedna jak mysz kościelna i nie mogła wnieść posagu, ale na dodoatek była starsza od króla i nie była zbyt urodziwą.

Wydała Ludwikowi na świat kilkanaścioro dzieci, w tym jednego chłopca, który dożył wieku dojrzałego i był oficjalnym następcą tronu. Los chciał, że go ojciec przeżył i następnym królem Francji został jego syn, czyli wnuk Ludwika XV – Ludwik XVI, którego, jak wszyscy wiemy, Rewolucja Francuska skróciła o głowę. Choć Ludwik XV umarł natutralną śmiercią przeżył atak terrorystyczny. 

Ludwik XV z żoną i dziećmi

Atak ten miał miejsce przy bocznym wejściu do Wersalu, gdy król wsiadał do karocy by odwiedzić swoją chorą córkę w pobliskim pałacyku Tranion (inna wersja mówi o chęci odwiedzenia jednego z jego ministrów). 5 stycznia 1757 roku z grupki gapiów wysunął się mężczyzna, Robert-François Damiens, który zaatakował króla nożem. Nóż był krótki, jego ostrze miało tylko 8,1 cm. Była zima, król był ciepło odziany, ostrze weszło w jego ciało tylko na głębokość 1 centymetra. Innymi słowy to było bardziej zadraśnięcie niż śmiertelna rana. Król zawołał: „Straż! Ten łobuz mnie zranił. Pojmajcie go, ale nie zabijajcie”.

Robert-François Damiens

Innego zdania byli parlamentarzyści paryscy, którzy sądzili tego psychicznie chorego człowieka. Bolesne przesłuchania trwały prawie 3 miesiące, zasądzono go na śmierć jako królobójcę, choć król nie tylko żył, ale miał się dobrze, a nawet był przeciwny wyrokowi śmierci, ale nie odrzucił tego wyroku. Cały proceder wykonania wyroku śmierci dla królobójcy wypracowano w szczegółach półtora wieku wcześniej z okazji zabójstwa Henryka IV. Ezgekucja odbyła się na tym samym placu Paryża co poprzednia, biedaka najpierw torturowano rozpalonymi do czerwoności obcęgami, prawą rękę co trzymała nóż opalano mieszanką siarki, gorącego wosku i ołowiu. Na rany wlewano mu wrzący olej. Przywiązano ręce i nogi do czterech koni, które miały rozerwać jego ciało, ale wlokąc go po placu nie udało im się nawet te członki ciała oderwać od tułowia. Odcięto je toporem, a korpus razem z głową, jeszcze żywego, spalono. Ten spektakl był kopią tego, jaki zafundowano, jak wspomniałem, zabójcy Henryka IV, Franciszkowi Ravaillac’owi półtora wieku wcześniej.

Znany awanturnik i pisarz Giacomo Casanova, który był świadkiem tych ostatnich kilkugodzinnych męczarni napisał: „musiałem wiele razy odwracać twarz i zakrywać uszy bo słyszałem jego przeraźliwy krzyk”. Jedna z wielbicielek „Ukochanego Króla”, by mu się przypodobać, kazała zbudować dla siebie lożę najbliżej miejsca egzekucji, chciała przypilnować czy wszystko odbywa się zgodnie z rytuałem, by kara była proporcjonalna do obrazy królewskiej. Osiągnęła skutek przeciwny do zamierzonego, bo król po powiadomieniu go o tym miał powiedzieć: „Cóż za obrzydliwość! Niechaj nie mniema, że jej zdziczenie świadczyć może o przywiązaniu do mojej osoby”. Prochy nieszczęśnika rozrzucono, braciom nakazano zmienić nazwisko, ojca, żonę i córkę skazano na banicję.

Trybunał paryski przeliczył się. To już były inne czasy niż początek XVII wieku, kiedy to  unicestwiono zabójcę Henryka IV. Wtedy wszyscy, także Jakub Sobieski, ojciec króla i dwóch Radziwiłłów, uczestniczący w tej egzekucji, byli zachwyceni tym „theatrum”. Półtora wieku później, owszem, hołotka paryska miała niezłe widowsko, ale ludzie mądrzejsi i poważniejsi byli zniesmaczeni tym dzikim pokazem, co wyrażali w swoich pismach. Królowi ta egzekucja mocno zaszkodziła. Miała odwrócić uwagę publiczną od jego klęsk w polityce zagranicznej, od ubożenia obywateli, od jego szalonego stylu życia i jego ekscesów seksualnych, w rzeczywistości jeszcze bardziej unaoczniła wszystkie te negatywy. Właśnie wtedy wielu zrozumiało, że dopuszczając do tak barbarzyńskiego czynu jest się samemu w swej duszy barbarzyńcą.

Ludwik XV zmarł w wieku 64 lat w roku 1774. Syfilis robił ogromne szkody w jego ciele, powróciła ospa, która zaatakowała jego ciało gdy był chłopcem. Następił taki rozkład ciała, że za życia cuchnął: tylko zakochana w nim druga jego kurtyzana Mme du Barry i dyżurni księża spędzali jakiś czas przy jego łożu śmiertelnym. Po śmierci wrzucono jego ciało do niepalonego wapna by zabić fetor, pozbierano kości, włożono do trumny i w tajemnicy w nocy przewieziono szczątki do bazyliki grobów królewskich do Saint-Denis. Potajemnie, bo ten „Bien-Aimé” (umiłowany) stał się dla prawie wszystkich Francuzów „mal-aimé”(niekochany, znienawidzony), bo swym rozrzutnym stylem życia doprowadził  pod koniec swego panowania Francję do ruiny gospodarczej i najbiedniejszych w kraju do nędzy.

Ludwik XVI

Po śmierci Ludwika XV, następcą tronu został, jak wspomniałem, jego wnuk Ludwik, po koronacji Ludwik XVI. W czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej powoli tracił wszelkie kompetencie władcy. Po fałszywym oskarżeniu, że sprowokował masakrę na Placu Marsowym (były to rozrachunki różnych frakcji rewolucyjnych) w sierpniu 1792, trzy lata po wybuchu rewolucji, aresztowano go, żonę, córkę i syna i umieszczono w wieży o nazwie Temple, będącej częścią zabudowań klasztoru kamedułów. Faktycznie rewolucjoniści nie mieli żadnych dowodów, by go aresztować i zasądzić. Odkryto jakąś „żelazną szafę”, w której przechowywano korespondencję z cesarstwem i Prusami. Choć nie było tam nic przeciwko władzy rewolucyjnej, ani prośby o interwencję, uznano te dokumenty za dowód zdrady państwa. Nie były to przekonujące racje, więc gromadzono inne „dowody przestępstw królewskich”, na przykład, że miał wcześniej w spiżarni dużo mąki, cukru, kawy, gdy lud paryski głodował itp.

Wieża w której Ludwik XVI był więziony

Tych zarzutów zebrano 11, każdy następny bardziej imbecylny, i wtedy pozwano go do sądu. Król i jego adwokat z urzędu udowodnili, że to żadne przestępstwa, ale nieoficjalny wyrok zrodzony w głowach przywódców rewolucji stał się oficjalnym wyrokiem. W czasie procesu odebrano mu oficjalnie pozycję i tutuł króla, nazwano Ludwikiem Kapetem. Cztery dni przed egzekucją powiadomiono go o wyroku śmierci. Wypowiedział zdanie: „Śmierć mnie nie przeraża, mam ogromną ufność w boże miłosierdzie”. Pozwolono mu pożegnać się z rodziną, dopuszczono do niego księdza, wyspowiadał się i przyjął komunię.

Wygrawerowana rycina Ludwika XVI przed gilotyną

Rano 21 stycznia 1793 dowieziono go na Plac Rewolucji w dużej ekskorcie wojskowej. Paryżanie po drodze i na placu wołali, by go nie gilotynować, zagłuszano te krzyki werblami. Na moment przed spadkiem ostrza gilotyny nastała cisza, a król wypowiedział słowa zapisane przez świadka: „Umieram niewinnie, przebaczam swym wrogom, pragnę by moja krew przyniosła pożytek Francuzom i uśmierzyła gniew Boga”. Umarł z godnością. Zwłoki zawieziono na cmentarz, wrzucono do fosy, posypano wapnem niepalonym i ziemią. Szaty, które zdjął z siebie przed egzekucją, spalono. Cały proces zakończyła oficjalna nota notariusza: „Ludwik Kapet, zawód: ostatni król Francji, wiek 39 lat, urodzony w Wersalu, zamieszkały w Paryżu, wieża Temple, mąż Marii Antoniny Austryjackiej”.

Egzekucja Marii Antoniny

16 października tegoż roku zgilotynowano Marię Antoinettę bez faktycznych dowodów winy, tylko dlatego, że była Austriaczką. Umierała godnie bez paniki, jak jej mąż. Gdy przypadkiem nastąpiła na nogę kata, przeprosiła go za to. Syn oddany do domu szewca, umarł niedługo po śmierci rodziców, a jego starsza siostra żyła jeszcze długo jako osoba obłąkana.                                                                                                                                                                  

Władysław Pomarański

(dokończenie wskrótce)

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.