Najniebezpieczniejsze zajęcie (3) Król Władysław III i carowie

0

Z cyklu: Romans z historią

Polacy nie wylewali i nie wylewają łez po śmierci Wacława III i Henryka III. Królem, który rządził Polską przez kilka lat i stał się kochanym bohaterem narodowym po swej śmierci na polu bitwy, był pierwszy syn Władysława Jagiełły, także Władysław.

Władysław III Warneńczyk

Został królem Polski natychmiast po śmierci ojca w roku 1434, w wieku dziewięciu lat. Zaczął rządzić samodzielnie mając 16 lat, a w roku 1440 koronowano go także na króla Węgier. Ten dzielny człowiek dał się omotać przez papieża Eugeniusza IV by prowadzić krucjatę przeciw Turkom. Jedną z takich zachęt było wyróżnienie go darem w formie poświęconego miecza i papieskiego nakrycia głowy.

Władysław Warneńczyk – Jan Matejko

Władysław był faktycznie na nie jednej, ale dwu krucjatach na czele wojsk polsko-węgiesko-wołoskich. W pierwszej pokonał Turków w kilku bitwach, zawarł z nimi bardzo korzystny rozejm w czerwcu 1440 roku, ale papież nalegał by Turków ostatecznie zmiótł z powierzchni ziemi, więc jesienią tego roku zerwał zawieszenie broni i ruszył w stronę Morza Czarnego, bo miały tam na niego czekać, według obietnicy papieskiej, dwie oddzielne floty wojenne. Floty nie pojawiły się. Wodza floty weneckiej sułtan przekupił, zatrzymała się w Cieśninie Bosforskiej, a druga nawet nie wyruszyła z portu.

Władysław zorientował się, że bez pomocy floty nie pokona Turków, więc miał zamiar wycofać się, ale jego armia była już otoczona przez potężniejszą armię turecką. Zginął w czasie boju 10 listopada 1944 roku pod Warną. Ciała jego nie odnaleziono, stąd powstały różne opowiastki, między innymi, że przeżył, że zjawił się w Potugalii, otrzymał jako dar od Henryka Żeglarza jedną z wyspek archipelagu Madery, że urodził mu się syn, a ten zaręczony w księżniczką portugalską doczekał się swego syna Krzysztofa Kolumba. (Proszę się nie podniecać – to tylko legenda, nie ma w niej krzty prawdy).

Sułtan Murad II też nie odnalazł ciała, kazał odciąć głowę jednemu z zabitych włożyć do słoja napełnionego miodem, rozkoszował się i pokazywał innym to makabryczne wotum zwycięstwa. Przypuszczał, że Władysław, będąc Polakiem, musiał być blondynem, więc taką głowę z białymi kędziorami odcięto, a tymczasem Władysław był brunetem. Nie zdążył zostawić po sobie potomstwa, więc następcą tronu został jego młodszy brat Kazimierz.

Nagrobek młodego Władysława III

Carowie

Przez ponad sto lat ponad połową Rzeczypospolitej, dokładniej 63 procentami jej terytorium, rozebranego przez zaborców, rządzili carowie, a więc i oni mają dużo wspólnego z naszym krajem. Morderstwa w carskiej Rosji ich władców i niekiedy członków ich rodzin były częstsze niż w każdym innym kraju Europy. W Rosji, jeszcze przed rozbiorami Polski, na dworze carskim dochodziło do  morderstw, a najbardziej znanym jest chyba to, kiedy w napadzie szału Iwan Goźny zamordował następcę tronu syna Iwana.  

Piotr III, Katarzyna II

W ponad stuletnim okresie trwania rozbiorów Polski zamordowano czterech carów i jedną carycę. Pierwszym takim morderstwem było to z polecenia Katarzyny Wielkiej, by jeden z jej kochanów udusił jej męża Piotra III. Wytrzymała z nim w małżeństwie tylko pół roku. Jak jego pradziad, był on ohydnym typem: okrutnym, mściwym, mającym radość z cierpienia zadawanego przez niego innym, szczególnie kochankom. W łóżku się nie sprawdził, miał problemy z erekcją, co było głównym powodem, że został uduszony przez jednego ze sprawniejszych w tej dziedzinie kochanków Katarzyny.

Ona sama też zginęła zamordowana i jej przypadek powinien znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnessa jako najbardziej pomysłowe i spektakularne morderstwo. Chyba do dzisiaj nie ustalono, kto tego dokonał. W starszym wieku, mimo bardzo intensywnej gimnastyki w swym carskim łożu z niezliczoną liczbą kochanków, była kobietą otyłą. Gdy usiadła na sedesie otwarły się zakamuflowane w nim noże, pokaleczyły jej pupę, przyszło zakażenie, a ponieważ nie znano jeszcze antybiotyków, trzeba się było pożegnać z tym światem. 

Katarzyna II Wielka, nie tylko z przydomka ale i ciałem

Ataki lub nieudane zasadzki na carów stały się rzeczą częstą w wieku XIX i na początku XX wieku. Niektórych uratował szczęśliwy zbieg okoliczności, innych kiepsko zorganizowane plany spiskowców, a także wzrastająca liczba i coraz bardziej  profesjonalna służba ochrony koronowanych będąca częścią słynnej Ochrany.

Katarzyna Wielka z mężem Piotrem III

Paweł I

Był synem Katarzyny. Jego oficjalnym ojcem miał być Piotr III, ale faktycznym był on synem jednego z kochanków carycy. Wiedział o tym, uznał za swego biologicznego ojca jednego z jej pierwszych kochanków Stanisława Augusta Poniatowskiego, chociaż on zapierał się, że to nieprawda. Caryca spowodowała, że tenże Stanisław został ostatnim z królów polskich, wymusiła na nim by wstąpił do Targowicy pod groźbą, że pozbawi go wielkiej sumy pieniędzy, którą regularnie dosyłała jemu tak jak i innym kochankom, których zmieniała przeciętnie co dwa lata. Zrobił to, czym zaszokował reformatorów walczących o przetrwanie okrojonej już dwoma rozbiorami Polski. Po trzecim rozbiorze Katarzyna zatrzymała go przy swym dworze i poniżała, bo nie mogła mu zapomnieć, że chciał i robił wiele, by być królem w wolnym, niezawisłym kraju. Paweł miał powiedzieć, że szkoda, że powstanie kościuszkowskie nie wybuchło dwa lata później, wtedy jego „ojciec” nie byłby pozbawiony tronu. Gdy domniemany ojciec zmarł, “syn” urządził mu pogrzeb królewski, sam przewodził pochodowi z szablą z ostrzem w stronę ziemi na znak żałoby. 

Car Paweł I

Paweł był nie tylko furiatem jak jego rzekomy ojciec Piotr III i pradziad Iwan Groźny, ale także człowiekiem psychicznie chorym – chyba maniakalnym schizofrenikiem. Jego wielkim hobby była ciągła musztra straży pałacowej i innych wojskowych – był bardziej wymagający niż przysłowiowy pruski sierżant, najdrobniejsza pomyłka w ceremonii kończyła się uwięzieniem lub wysyłką na Sybir. Wiemy to stąd, że jego syn, następca na tronie, uwolnił z więzień i z obozów syberyjskich około 10 tysięcy oficerów i żołnierzy.

Rządził dekretami; wydał ich kilkaset w czasie swych pięcioletnich rządów. Były bardzo restrykcyjne, nawet zadekretował godzinę kiedy dzieci trzeba kłaść do łóżka i dziesiątki podobnych rozporządzeń. Jak każdy paranoik obawiał się zasadzki na swe życie. Wybudował dla siebie pałac z wszelkimi zabezpieczeniami. W tym pałacu został przez grupę wyższych  oficerów zamordowany, z cichym przyzwoleniem następcy tronu najstarszego syna Aleksandra I.

W chwilach przejaśnień potrafił wydawać mądre ukazy. Chłopi zawdzięczają mu to, że zmniejszył im liczbę dni pracy u swych panów z sześciu do trzech – trzy inne mogli poświęcić rodzinie i pracy na swych przyzagrodowych działkach, a w niedziele i święta, czy chcieli, czy nie chcieli musieli odpoczywać. Od tej pory chłopi pańszczyźniani poczuli się, że nie są już niewolnikami. Na pełne uwłaszczenie musieli poczekać kilkadziesiąt lat – zawdzięczali je Aleksandrowi II. 

Jednym z najdziwaczniejszych jego czynów była ekshumacja – po trzydziestu kilku latach w grobie – jego „oficjalnego” ojca, Pawła III, ponowne ukoronowanie go, złożenie należnego mu hołdu przez wiernych i pogrzeb godny cara. Myślę, że sam tego nie wymyślił. Skopiował chyba podobną ceremonię sprzed kilkuset lat. Wtedy to król portugalski Piotr I odkopał z grobu sześć lat po jej śmierci żonę Ines zamordowaną z przyzwoleniem jego ojca, przyodział w szaty królewskie, posadził na tronie, ukoronował – wierni musieli pokornie oddać jej hołd całując jej rękę. Potem nastąpiło okrutnie uśmiercenie dwóch z trzech schwytanych oprawców przez wycinanie im serc: jednemu przez front ciała, drugiemu od tyłu. Po tym wszystkim odbył się ponad stukilometrowy pokutny pochód do miejsca jej pochówku w najważniejszym i najwspanialszym kościele tego kraju. (Kogo interesuje ta makabra może o tym poczytać w mym artykule pt. „Szaleńcza miłość”).

Przy ceremonii pochówku Pawła III pochód żałobny był  krótszy, bo tylko od miejsca ceremonii do grobu cara w tym samym mieście Sankt Petersburgu. Zabójcę Piotra III, kochanka Katarzyny Orłowa, zmusił, by paradował w pochodzie niosąc poduszkę, którą zadusił jego „oficjalnego” ojca.

Paweł był bardzo życzliwy Polakom. Jednym z kilku takich gestów było zwolnienie z więzień rosyjskich tysięcy Polaków.

Aleksander II

Aleksander II był, jak i inni carowie, formalnym władcą większości terytorium Polski przedrozbiorowej, ale nie tylko to wiązało go z naszym narodem – także i to, że uśmiercił go Polak. W Europie w owych czasach najtrudniej było się utrzymać na tronie carom. Morderstwa panujących, lub nieudane ich próby, były raczej regułą, niż wyjątkiem od reguły.

W drugiej połowie XIX w. stało się wyjątkowo modną rzeczą ukatrupić cara, dlatego trzej ostatni carowie nie mieli łatwego życia. Po okrutnych rządach Mikołaja I (1825-1855) jego syn Aleksander II (1855-1881) zrozumiał, że choć w jego kraju ciągle panuje feudalizm, to na zachodzie Europy już od wielu lat  trzyma te kraje w objęciach zaborczy kapitalizm, od którego nie ma odwrotu, więc by utrzymać się przy władzy trzeba nieco przewietrzyć Matiuszkę Rosiję. Zauważył, że w kraju ferment społeczny narasta na sile i to nie tylko w gnębionych warstwach społeczeństwa, ale i wśród ludzi światłych.

Wszelkie nowinki z Zachodu, choćby głupie i prymitywne, przyjmowane były tu jako słowa święte. Takim był np. prudhonizm, który polecał, żeby dobra narodowe rozdzielić po równo wśród wszystkich obywateli, a nastąpi wtedy raj na ziemi i nie będzie potrzeby istnienia żadnej władzy, nie będzie wojska, policji, sądów. (Moim zdaniem odmianą prudhonizmu był komunizm stworzony przez Marksa i Engelsa z tą poprawką, że dobra nie dzieli się po równo, ale każdemu według jego potrzeb).

Te i tym podobne skrajne ideologie nie mające oparcia w psychologii, socjologii, rachunku ekonomicznym, nie miały na razie szansy by się urzeczywistnić, bo nikt, kto miał więcej od innych, nie zamierzał dzielić się z kimkolwiek. To doprowadziło do bardzo modnych w Rosji ruchów anarchistycznych. Zaczęły powstawać organizacje promujące te idee, zapisywali się do twego typu organizacji nawet możni i oświeceni. Znalazło się w nich wyjątkowo dużo światłych kobiet. Ponieważ Rosja była własnością cara, magnaci ziemscy nie martwili się o swoje posiadłości, wierzyli, że rozparcelowanie majątku cara, czyli praktycznie prawie całego kraju, wystarczy bo obdzielić tych, którzy mają niewiele lub nic, że ich posiadłości nie będą ruszone. Nie wiem czy ze strachu przed rewolucją, czy z innych osobistych powodów Aleksander II zaczął rządy jako reformator i „przewietrzacz” systemu.

W sądownictwie wprowadził ławy przysięgłych, zabronił kar cielesnych w czasie przesłuchania, wprowadził jawność w procesach sądowych, skrócił służbę wojskową z dwudziestu pięciu do sześciu lat. Wprowadził samorządy ziemskie, ale przede wszystkim zniósł pańszczyznę. Nie wszystko co car postanowił było wykonywane, szczególnie poza stolicą – zadbała o to we własnym interesie armia urzędników carskich. Niezadowolenie społeczne rosło, a z nim chęć zabicia cara za wszelką cenę. Pierwszym, który już w 1866 r. strzelał do niego, ale chybił, był Dymitr Karakozow. Potem zrobił to członek organizacji Ziemia i Wolność Aleksander Sołowiew. Wystrzelił cały magazynek pistoletu i cara nie trafił. Car się zemścił skazując go za szubienicę nie tylko dlatego, że był celem ataku, ale uznał że znieważono jego majestat, bo musiał się ratować ucieczką na czworakach.

Niekoronowanym królem anarchistów został Sergiej Nieczajew po swojej publikacji „Katechizm rewolucyjny”. Tezy tej książki zachwyciły nie tylko wielu Rosjan, ale i wielu działaczy lewicowych na Zachodzie. Były tak skrajne, że ruch zapoczątkowany tym dziełem słusznie nazwano nihilizmem. Od teorii trzeba było przejść do praktyki: zaczęto systematyczne zabójstwa począwszy od uśmiercenia spiskowca, którego podejrzewano o donoszenie o ruchu na policję. Lata siedemdziesiąte XIX to chwilowe odejście od rozwiązywania problemów rewolwerem lub bombą. Tysiące agitatorów poszło „w lud” nawołując do buntu przeciwko władzy. Był to jednak szybko zdławiony epizod, bo setki z nich zaaresztowano, wsadzono do więzień lub  zesłano na Sybir, a co ważniejsze, chłopi pozostali głusi na te nawoływania agitatorów.

Trzeba więc było wrócić do walki czynnej. Pojawił się na horyzoncie nowy prorok tego ruchu Mikołaj Morozow, który wprost stwierdzał, że „zabójstwo polityczne to jedyny środek samoobrony i jeden z najlepszych środków agitacyjnych”. W sądach idee młodego cara częściowo się przyjęły i gdy w 1878 roku Wiera Zasulicz odstrzeliła generała Trepowa, ława przysięgłych uniewinniła ją, bo w przekonaniu tych ludzi generał wzbudził słuszny gniew w kobiecie przez wydanie rozkazu wychłostania  jakiegoś aresztanta, członka demonstrancji politycznej. Ten wyrok był carte blanche dla terrorystów: posypały się kule, zastrzelono nawet szefa tajnej policji. Apetyt rośnie w miarę jedzenia: do organizacji terrorystycznej Ziemla i Wola przybyło dużo nowych członków ze wszystkich warstw społecznych. Gazety na Zachodzie zachłystywały się opisem tych wyczynów. Być członkiem tej organizacji nobilitowało każdego.

Jedna z rewolucjonistek wypowiedziała się nawet, że „dziwnym było bić sługi spełniające wolę tego co ich posyła, a nie ruszać pana”.  Zamach jednak na „pana” mimo wcześniejszych nieudanych prób, był dla niektórych członków organizacji zbyt śmiałym posunięciem – ciągle car funkcjonował, nie tylko w mentalności chłopów ale i u wielu osób wykszałconych, jako „batiuszka” – tatuś narodu, a także jako pomazaniec boży, więc atak na niego byłby według nich niejako atakiem na Boga. Ci, którzy nie mieli takich psychicznych zahamowań, odeszli z organizacji, założyli nową pod nazwą Narodnaja Wola. Ten fakt był niejako wyrokiem śmierci na cara. Założyciele organizacji postanowili, że cara „ubiją” sami – nie Żydzi, Polacy, czy inni przestawiciele mniejszości narodowościowych, by świat nie zrozumiał, że to nie akt spowodowany nieporozumieniami narodowościowymi czy rasowymi, ale słuszna kara dla ciemiężcy narodu wymierzona przez naród. Wszystkie te nowe ataki na cara – zresztą jak i poprzednie – były chaotyczne, nieprofesjonalnie zorganizowane, więc car kilka razy je przeżył. 

Nieudany był atak na pociąg, którym miał car jechać, a nie jechał, nawet pociąg niewiele uszkodzono, bo ładunek był za słaby, jako że kurier z dodatkowym dynamitem wpadł w ręce Ochrany. Następną próbę podjęto za pośrednictwem stolarza dworskiego niejakiego Chałturina. Jego pokoik w suterynie był dokładnie pod jadalnią carską. Bomba zbudowana, czy raczej złożona przez niego zabiła owszem dziesięciu ochroniarzy carskich, a w pokoju jadalnym powstało wybrzuszenie w podłodze, ale cara nie było w nim w czasie jej wybuchu. Chałturin ocalał, bo było to bomba nowej generacji – zegarowa; wyszedł z mieszkania przed jej wybuchem. Na Zachodzie ten czyn stał się sensacją nie do opisania. Władze Francji odmówiły wydania Rosji jakiegoś drugorzędnego spiskowca związanego z tym wybuchem, bo rząd obawiał się rewolucji w swym kraju, gdyby to zrobił. Marks i Engels biegali po Londynie by odnaleźć innego „bohatera” tego czynu. Nawet ludzie światli uznali zabójstwo cara wprost za konieczność historyczną, więc nawet nieudane ataki były potrzebne, co wyraził Plechanow: „zatrzymać na siebie źrenicę świata, czyż to nie znaczy już zwyciężać?”

Przerażony tym narastaniem terroru car wrócił do swych dawnych projektów reform, zobligował hrabiego Loris-Mielnikowa, znanego liberała, by napisał konstytucję i powołał parlament. Ale te odruchy reformistyczne były już niedostrzegane przez społeczeństwo, nie dowierzano dobrym intencjom imperatora, a spirala terroru była tak nakręcona, że chyba nic nie potrafiło jej już odkręcić. 

Atak terrorystyczny na Aleksandra II

Nie wiadomo, czy car robił to celowo czy po prostu miał taki zwyczaj, że często nie stosował się do rozpisanego przez swoich dworaków rozkładu dnia, co mu ratowało życie i o mało nie uratowało przy następnym zamachu. Mózgiem tego przedsięwzięcia był niejaki Żelabow, student prawa. Car do swego pałacu często przyjeżdzał  przez uliczkę Małą Sadową. Terroryści wykupili sklep przy tej uliczce i z niego dokonali podkopu pod ulicą. Ochrana w międzyczasie aresztowała Żelabowa, zrobiła rewizję w sklepie, ale podkopu zaczynającego się pod ladą nie zauważyła. Prowadzenie akcji przejęła kochanka Żelabowa hrabianka Perowska, córka generała i wnuczka ministra oświaty. Zainstalowano wielką bombę pod ulicą, a w razie gdyby car wybrał inną drogę do swego Pałacu Zimowego, wyposażono czterech spiskowców w bomby „podręczne”. Jednym z nich był Polak z Podlasia, syn zubożałego szlachcica, student Instytutu Technologicznego w stolicy, Ignacy Hryniewiecki. Car zmienił trasę swego powrotu do domu, bo postanowił odwiedzić po drodze kuzynkę. Ustalono w ostatnim momencie, że Aleksander musi przejeżdżać Newskim Prospektem i czterych „lotnych” terrorystów zasadziło się przy tej drodze nad kanałem Jekateryńskim. Gdy powóz cara poprzedzony eskortą konną kozaków zbliżył się do nich, pierwszy w kolejności  terrorysta stchórzył i nie rzucił bomby, drugi w pośpiechu rzucił swoją, i choć bomba zniszczyła powóz i zabiła kozaka i jakiegoś przypadkowego chłopca, carowi włos z głowy nie spadł. W rozgardziaszu spowodowanym wybuchem bomby udało się Hryniewieckiemu podejść do samego cara i rzucić mu bombę pod nogi. Sam zginął na miejscu, a car pożył jeszcze kilka godzin. Terrorystów aresztowano, także szefową akcji hrabinę, której rolą było zamachanie chusteczką, gdy tylko zobaczy zbliżający się powóz. Jeden z nosicieli bomb załamał się na śledztwie i wydał innych konspiratorów. Nie wymienił jednak nazwiska Żelabowa. Ten siedział w więzieniu za inne przestępstwo – Ochrana nie skojarzyła go z zamachem.

Ignacy Hryniewiecki

Zdenerwowany pominięciem swojej osoby w tak wielkiej sprawie napisał list do prokuratora, że to on był organizatorem zamachu i domaga się swego uczestnictwa w procesie. Jak się można domyślać nie odmówiono mu tego przywileju. Wszystkich skazano na śmierć przez powieszenie, nawet dwóch nieletnich spiskowców, co było sprzeczne z obowiązującym prawem.

W więzieniu spiskowcy zachowywali się jak bohaterzy narodowi – butnie i triumfalnie. Wiedzieli, że w opinii wielu są bohaterami i że są i będą podziwiani przez cały świat. Tak swą butą zdenerwowali generała komendanta Twierdzy Pietropawłowskiej, że ten z irytacji zmarł.

Zamachowcy byli przeważnie ludźmi idei. Zachował się fragment listu Hryniewieckiego, nie wiem czy pisanego po polsku, czy po rosyjsku – dotarłem tylko do angielskiego tłumaczenia i mam nadzieję, że to moje tłumaczenie na język polski będzie tekstem zbliżonym do oryginału. Oto kilka zdań wybranych z tego polityczndego testamentu:

 „Aleksander II musi umrzeć. On umrze i razem z nim my, jego nieprzyjaciele, jego oprawcy też umrzemy. Ile jeszcze ofiar nasz nieszczęsny kraj zażąda od swych synów zanim zostanie wyzwolony?… To mój los umrzeć młodo, nie zobaczę naszego zwycięstwa, nie pożyję ani dnia ani godziny w blasku naszego triumfu, wierzę jednak gorąco, że moją śmiercią uczynię to, co jest moim obowiązkiem uczynić i niczego więcej nikt na świecie nie ma prawa ode mnie oczekiwać”.

Aleksander III

Nowy car rządził Rosją w latach 1881 do 1894. Zanim się to jednak stało, organizacja Wola Ludu skierowała do niego manifest, w którym przyznał, że morderstwa carów nie rozwiązują żadnych problemów, że odejdzie od tej praktyki, jeśli car wprowadzi amnestię dla wszystkich więźniów politycznych, powoła parlament utworzony drogą wolnych wyborów i pozwoli na wolność prasy i działalność polityczną. Aleksander III ani chwili nie zastanawiał się nad propozycją Woli Ludu. Uznał, że z nikim już nie będzie rozmawiał. Uśmiercono wszystkich spiskowców, zginęła także na szubienicy członkini tej grupy spiskowców panna hrabianka – nie pomogły koneksje rodzinne. Zwolnił z urzędu hrabiego Loris-Mielikowa, odwołał przywileje, z wyjątkiem ułaszczenia chłopów i zaprowadził w państwie terror. Wyjątkowo był zawzięty na Polaków i Żydów.

Car Aleksandr III

To go jednak nie uchroniło od trzech ataków terrorystycznych, które przeżył, ale tak nadwerężyły mu zdrowie, szczególnie funkcjonowanie nerek, że nie dożył pięćdziesiątki. Tę metodę rządów silną ręką zaszczepił swemu synowi – ostatniemu carowi Mikołajowi II. Ten dopiero po roku 1905, roku tak zwanej małej rewolucji, musiał wyhamować nieco terror, bo już wtedy nikt nie panował nad sytuacją w kraju. 

Śmierć Mikołaja II i jego rodziny

Rządził od roku 1894 do abdykacji z tronu w roku 1917. Trzy nieudane ataki na ojca i śmierć dziadka powinny mu były uświadomić, że i jego spiskowcy mogą unicestwić. Nie wierzył w to, był przecież pomazańcem bożym, więc kule nie mogły go dosięgnąć. Zbierał i wieszał dumnie na piersi medale i inne odznaczenia – kilka od swego ludu i około 40 z innych państw – dumny był z tego, że konstytucja z 1906 roku nazwała go nie tylko władcą cesarstwa, ale około 50 krajów i innych w pełni niezależnych terytoriów. Wybrał sen nad jawę. Ten prawdziwy nieudacznik na tronie tracił powoli władzę, przegrał wojnę, mimo że przez jakiś czas był jej głównym nieudolnym dowódcą, otaczał się dorobkiewiczami i cwaniakami: było ich wielu, najbardziej znanym był szatański mnich Rasputin.

Rodzina zamieszkała w Zachodniej Europie wielokrotnie próbowała przekonać go, by wyniósł się z tego niebezpiecznego kraju, w którym na dodatek wybuchła wojna domowa –  lekceważył te ostrzeżenia. Nawet gdy musiał abdykować i został uwięziony w swym pałacu letnim Carskie Sioło, ciągle razem z  z rodziną miał szansę uciec za granicę, ale nie skorzystał z tego. Komuniści obawiali się go uśmiecić, by państwa Zachodniej Europy nie odcięły ich od świata lub zbrojnie ich nie zlikwidowały, dlatego z Carkiego Sioła przeniesiono cara z rodziną i kilkoma osobami służby na tereny, do których wojna domowa nie dotarła, do Tobolska, a później daleko poza Ural, do Jekaterynburga.

Mikołaj II z rodziną

Tu umieszczono rodzinę, czyli rodziców, cztery córki i syna chorego na hemofilię plus kilku ludzi z obsługi, w dwóch pokojach prywatnego domu. Choć bolszewicy rozprawili się z mieńszewikami, ciągle przegrywali bitwy w wojnie domowej z przeciwnikami ideologicznymi: tak zwaną Białą Armia pod wodzą atamana Korczaka. Gdy jego wojska zbliżały się do Jekaterynburga, Czeka (Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna do Walki z Kontrewolucją i Sabotażem) przejęła „opiekę” na carem od miejscowych komunistów, wybudowano wysoki płot naokoło domu i okrążono go około setką członków tej organizacji i oddziałem żołnierzy nierosyjskich służących w bolszewickiej armii, by uniemożliwić ucieczkę więźniów lub dojście oddziału Białych do więzionych. 

Szefem całej tej operacji był Jakow Jurowski, w czasach caratu bandzior, teraz oddany bolszewikom, nienawidzący cara, bo jego ludzie więzili go kilkakrotnie. Regularne rządy nad podbitymi przez bolszewików terenami sprawował do swej śmierci na „hiszpankę” Jakow Swiedłow, bo wielcy wodzowie rewolucji mieli zajęcia w prowadzeniu wojny domowej i eliminowaniu się nawzajem. Jurowski ucieszył się z wieści od niego, że ma wolną rękę w sprawie losu cara i rodziny. Oczywiście Świedłow musiał dostać takie polecenie od wierchurszki partyjnej. Natychmiast w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku rozkazał rodzinie carskiej zejść do piwnicy tłumacząc, że dla bezpieczeństwa, bo Biali zbliżają się do Jekaterynburga. On i kilku innych oprawców też tam zeszli. Jurowski zaczął strzelaninę z pistoletu najpierw do cara potem do reszty rodziny i sług, inni mu w tym pomogli, a osoby niedobite wyciszono bagnetami. Akcja trawała dwie-trzy minuty. Ciała wywieziono do lasu oddalonego od miasta o kilkanaście kilometrów, poćwiatrowano, twarze polano mocnym żrącym kwasem solnym, by nikt nie mógł rozpoznać zabitych i wrzucono ich do głębokiego szybu w dawnej kopalni. Odnaleziono je i po upadku komunizmu, szczątki ciał rodziny złożono w słynnym Soborze świętych Piotra i Pawła w Petersburgu, oficjalnie uznano wszystkich, a także lekarza domowego, który razem z nimi zginąłza świętych – o kilku osobach z posługi zapomniano by uhonorować ich poświęcenie i oddanie rodzinie carskiej.

Ostatnie miejsce pochówku Mikołaja II i jego rodziny

Jurowski był rozanielony swym wyczynem, uważał że przysłużył się rewolucji, dlatego spisał bardzo szczegółowo w swoim Protokole egzekucji ostatnie dni, śmierć i „pogrzeb” rodziny carskiej.

Biała Armia dotarła i zajęła miasto. Admirał Korczak natychmiast nakazał ustalić fakty związane ze śmiercią cara. Było to długie i dokładne dochodzenie. Ustalenia prawie we wszystkich szczegółach były zgodne z tym co podał Jurowski. W czasie tak zwanej czystki Stalina rozpoczynającej się w roku 1935, wszyscy uczestnicy plutonu egzekucyjnego (i wielu oficerów Czeka związanych w tym zabójstwem) zostali wymordowani – tak na wszelki wypadek, by oczyścić partię z kłopotliwego czynu. Jurowski uniknął zesłania na Sybir, bo po wysłaniu tam jego córki jako antyrewolucjonistki, dostał ataku serce i z pomocą innej choroby, która pokryła jego ciało wrzodami, odszedł sam bez specjalnej niczyjej pomocy w zaświaty.


                                                                                            Władysław Pomarański

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.