Notatki z terenu (reportaż z Polski)

1

Z cyklu: Z 8-go Piętra

Podróżujemy ostrożniej, ale wciąż podróżujemy, np. pociągiem w sobotę 14 marca – Katowice-Warszawa, zwykle do 300 osób w pociągu, teraz jechało ok. 50, i to z tymi pasażerami, którzy mieli jechać pociągiem międzynarodowym. Do zamknięcia granic RP osobami wjeżdżającymi z Niemiec, Czech i Słowacji zajmowali się funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei odpowiednio przeszkoleni, ubrani w maseczki, rękawiczki lateksowe. Mierzyli temperaturę elektronicznymi termometrami, zgodnie z zaleceniami Głównego Inspektora Sanitarnego we współpracy z przewoźnikami, mówi mi insp. Marcin Żywiołek, rzecznik prasowy Biura Komendy Głównej Straży Ochrony Kolei. Na wschodnich granicach kontrolą stanu zdrowia wjeżdżających zajmuje się Straż Graniczna, teraz na wszystkie granice zostają wysyłani żołnierze. W kraju nikt nie sprawdza naszej temperatury w publicznych środkach transportu, wzajemnie liczymy na zdrowy rozsądek. Taksówkarze nie zmniejszają ilości kursów, nie obserwuje się mniejszej ilości klientów, nie zdarzyło się, by np. w Opolu i Białymstoku nie wpuszczono kogoś do taksówki, ale z dnia na dzień, od piątku, soboty ludzie zniknęli z ulic, biur, sklepów. Niektórzy taksówkarze przemywają klamki i uchwyty w autach środkami dezynfekującymi. Podobnie w aptekach, często przemywa się lady, klamki, uchwyty przy drzwiach, nie wiem jak z zabawkami, kredkami w kącikach dla dzieci, bo lubią to i owo pakować do buzi, trudno to zdezynfekować. Lepiej zostawić dziecko w domu, ale tak był do czwartku, bowiem od 12 marca ludzie już czekali na zewnątrz, do trzech osób w środku w aptekach, sklepikach; realizowane jest to bardzo karnie.

Najbezpieczniej może być w salonach piękności, które utrzymują wysokie standardy np. w opolskim salonie YASODA. – Umawiamy się na godzinę, wiec klienci się nie spotykają. Prosimy klientów tuż po wejściu o umycie rąk, wytarcie ich w jednorazowe ręczniki, po czym jeszcze dwa razy dezynfekują dłonie specjalnym preparatem. Poza tym wszelkie powierzchnie, których dotykają, są bardzo często na bieżąco dezynfekowane. Klienci póki co przełożyli wizyty nie z powodu choroby, a ze względu na zmiany w ich grafikach, wywołane koronawirusem – mówi szef firmy.

Podobnie w klinikach stomatologicznych, pacjenci proszeni są poprzez internet i przy rejestracji o to, by w przypadku objawów przekładali wizytę, by pojawiali się zdrowi i dokładnie na godziny wizyt, by w poczekalniach było jak najmniej osób. Obserwuje się zwiększone zużycie mydła i papierowych ręczników, zatem pacjenci myją ręce częściej, mają także w poczekalniach pojemniki z płynem do dezynfekcji i sięgają po nie. Wymogi Sanepidu są bardzo wyśrubowane, mówi właścicielka jednej z klinik na Śląsku, koronawirus powoduje, że kliniki spełniają je podwójnie. Zaznacza: – Dbamy o pacjentów, ale i o naszych lekarzy, którzy zawsze pracują w maseczkach, rękawiczkach, okularach, bowiem każdy pacjent może być potencjalnym nosicielem różnych chorób. Jednak od poniedziałku 16 marca większość prywatnych praktyk stomatologicznych się zamyka, pracują na dyżurach tylko te, którym etyka i doświadczenie lekarzy nakazuje być solidarnymi, którzy nie zapomnieli, że także składali przysięgę Hipokratesa. Stają do dyspozycji pacjentów w potrzebie, jak w państwowej służbie zdrowia, choć na rynkowych zasadach finansowych.

Agentka PZU, Magdalena Broniek mówi, że nie wystawia się polis na tereny dotknięte koronawirusem, ku rozczarowaniu klientów, nie można się „ubezpieczyć od koronawirusa”. Powitanie uściskiem dłoni z klientami chwilowo jest mniej, lub nie praktykowane, ale agentka nie unika spotkań.

W jednej z przychodni namalowano linię – 1 metr od biurka lekarki, zakaz przekraczania! Pracownicy w maskach i okularach ochronnych pytają przy wejściu, czy pacjent był za granicą, jeśli tak, nie przyjmują. A w Drogomyślu, powiat cieszyński, ksiądz luterański Tomasz Bujok prosi wiernych, by starsi, schorowani ludzie czy dzieci zostawali w domach, nie przychodzili na nabożeństwa. Minęła właśnie trzecia niedziela, kiedy zamiast przyjmować wino ze wspólnego kielicha, obok opłatka, bo tak wygląda komunia u protestantów, podaje się każdemu wiernemu oddzielny jednorazowy mały kielich z winem albo moczy się opłatek w winie i podaje na rękę. Nie wiem czy ktoś był na mszy 15 marca wobec zaleceń absolutnego pozostawania w domach. Podobnie np. w maleńkim Obrowcu, opolskie, gdzie sołtysem i organistą w katolickim kościele jest młodziutki Patryk Blania. Mówi, że mieszkańcy wiedzą co robić, częściej myją ręce, że tu także komunia dawana jest „na rękę”, nie do ust, nikt nie moczy palców w wodzie święconej, ale druga połowa marca to już chyba msze w domach z radia czy tv.

W sklepie lokalnym jeszcze pełne półki. Ludzie powtarzają, bez paniki, bo może nas ogarnąć „koronaświrus”. Do baru na piwo jeszcze ludzie chodzą, rozmawiają ze sobą, ale faktycznie – częściej używają mydła i upewniają się, czy kufle są wygotowywane w zmywarce; do 16 marca. Aktywne w województwie opolskim i śląskim Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Niemców prosi o zachowanie spokoju, przestrzeganie zasad higieny rekomendowanych przez Ministerstwo Zdrowia oraz wytycznych dotyczących organizacji imprez masowych, jednak jeden z liderów idzie w 14 marca na mszę i informuje o tym w internecie. Bardzo niepoważnie, bardzo nieodpowiedzialnie.

A na czas wolny, także od imprez czy na ewentualną (coraz częstszą) kwarantannę: książka z biblioteki. Czytelnicy pytają o dezynfekcję książek, o doniesienie książek do domu, pomagają w tym wolontariusze, choć to stan przed 13 marca. – Chińczycy nauczyli Polaków mycia rąk. Mydło i wodą są u nas zawsze dostępne, dezynfekujemy biurka, klawiatury komputerów, klamki itd. Nie możemy dezynfekować książek, tylko liczyć na zachowanie higieny przez czytelników – mówi osiedlowa bibliotekarka w Opolu.

I coś dla koronawirusa: jedna z rozpraw, 14 marca, 30 mężczyzn z różnych aresztów śledczych, gdzie sterylność nie jest najwyższym przykazaniem; konwój policyjny bez zabezpieczeń, prawnicy, sala sądowa… Pewne decyzje, jak zdjęcie spraw z wokand do 30 marca są podjęte późno, jak i te w kościołach. Na spacerach widać wiele osób, ale zamiast się pozdrawiać, zwłaszcza w lesie, na ścieżkach nad rzeką czy polach, niemal nikt nie mówi „dzień dobry”, nie uśmiecha się. Polacy to dość smętny naród, mało życzliwy na co dzień, bez sytuacji kryzysowych. Mówię „dzień dobry”, uśmiecham się, przeważnie otrzymuję to samo, ale czemu zawsze ja mam być pierwsza? Niektórych sąsiadów już pozarażałam uśmiechem, potrafią, umieją też się pierwsi ukłonić, zagadać, zaczekać z otwartymi drzwiami, jakież to miłe. Jest kilku odpornych i już mi się nie chce być tą pierwszą. Chciałam zrobić zakupy moim ukochanym sąsiadom, panu Nestorowi (takie imię), ma 92 lata, i jego uroczej małżonce (nie pamiętam imienia…). Są zaopatrzeni przez kochającego wnuka, mają swoich opiekuńczych bliskich. Obdarzyli mnie swoimi ciepłymi uśmiechami od progu i mam nadzieję, że tacy piękni ludzie przejdą przez „zarazę” zdrowiutcy.

Zdrowia wszystkim i uśmiechów, a lekarkom/rzom, pielęgniarkom/arzom, salowym, wszystkim, którzy zajmują się chorymi, wiele zdrowia, odporności, naszego szacunku i poczucia, że wreszcie politycy i społeczeństwo zaczną rozumieć, co jest najważniejsze, gdzie powinny trafiać nasze pieniądze najpierw.

Materiał przygotowany dla tygodnika “Przegląd”, zaktualizowany i rozszerzony dla “Gazety”

Inne artykuły o COVID-19

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

1 Comment

  1. Anita Kalinowska on

    Świetny artykuł – daje faktyczne wyobrażenie o tym jak tam jest. Zszokowało mnie to: “w przychodni namalowano linię – 1 metr od biurka lekarki, zakaz przekraczania! Pracownicy w maskach i okularach ochronnych pytają przy wejściu, czy pacjent był za granicą, jeśli tak, nie przyjmują. ” Jak tak można???

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.