POLIMEX: Musimy przetrwać i przetrwamy

0

Z cyklu: Polonijny biznes w czasach pandemii

To nowy cykl “Gazety” – rozmawiamy z przedstawicielami polonijnych firm, aby zobaczyć jak radzi sobie biznes polonijny w Kanadzie w czasie kiedy życie całego świata zostało sparaliżowane koronawirusem. 

•••

Polimex to firma, która jest nieodłączną częścią naszego polonijnego krajobrazu w Kanadzie. Od 1982 roku świadczy bezcenne usługi w wielu dziedzinach takich jak sprzedaż biletów lotniczych, wczasów, wycieczek autokarowych, pielgrzymek, pobytów w sanatoriach, wycieczek grupowych w najciekawsze miejsca na świecie, wysyłką paczek morskich i lotniczych, przesyłek ekspresowych. A do tego – księgarnie, patronat nad wydarzeniami kulturalnymi. Polimex dziala w 5 lokalizacjach – w Toronto, Brampton, Hamiton i w dwóch miejscach w Mississaudze. (więcej o Polimexie). 

Jak Polimex radzi sobie w kryzysie COVID-19?

Gazeta: W historii Polimexu – i całej Kanady – jest to pierwszy przypadek kiedy mamy do czynienia z zamknięciem granic, wstrzymaniem lotów itd. Jest to na pewno wielkie wyzwanie dla firmy. Jak to znosicie? 

Witek Manitius: Tak, jest to wielkie wyzwanie. Jestem właścicielem firmy Polimex od 38 lat i nigdy takiej sytuacji nie było. Były różne kryzysy, z którymi sobie radziliśmy, ale takiego jeszcze nie było. Staramy się jakoś kontrolować sytuację i walczyć o to aby utrzymać się przy życiu. 

Gazeta: W sumie Twoja firma żyje z przesyłek cargo i z turystyki, a to są główne branże, które zostały praktycznie zastopowane.

W.M.: Tak i właśnie to jest najgorsze. że to uderzenie nastąpiło z dwóch stron, bo dotyczy zarówno dostaw przesyłek jak i podróży, czyli przewozu pasażerskiego.

Gazeta: Czy masz jakiś sposób na poradzenie sobie z tą kryzysową sytuacją?

W.M.: W przypadku przesyłek morskich sytuacja niewiele odbiega od dotychczasowej. Przesyłki morskie jeśli chodzi o Polskę, poza małymi napięciami, praktycznie funkcjonują bez zmian. Nie wiem jeszcze jak będzie wyglądała dostawa przesyłek w Polsce i w Europie, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna i praktycznie zmienia się z godziny na godzinę. Jeśli chodzi o porty w Polsce, wiemy, że są opóźnienia bo jest mniej pracowników. Podejrzewam, że podobna sytuacja może być niedługo u nas w Kanadzie. Granica polsko-niemiecka, przez którą w tej chwili część naszych przesyłek przejeżdża, jest również w tej chwili zamknięta i są na niej przeprowadzane badania kontrolne, bo bardzo dużo ludzi wraca do Polski i czeka się nawet do kilku dni aby przez tę granicę przejechać. Jeśli chodzi o wyjazd przesyłek cargo z Polski to nie ma – przynajmniej na razie – wielkich zawirowań.

Gazeta: Ale transport lotniczy praktycznie przestał działać?

W.M.: Tak, o ile transport morski funkcjonuje mniej więcej tak jak dotychczas, w przypadku transportu lotniczego mamy do czynienia z olbrzymim wyzwaniem, ponieważ praktycznie od ubiegłego piątku wszelkie połączenia pasażerskie między Polską a Kanadą zostały zawieszone. Tylko sporadycznie wysyłane są samoloty po Polaków , którzy chcą wrócić do Polski w ramach akcji “#LOTdoDomu”. W niedługiej przyszłości mają zacząć latać frachtowce, ale w tym momencie konkretów nie ma, bo decyzje są podejmwane, a zaraz potem zmieniane. Bierzemy udział w rozmowach, gdzie omawiane są różne opcje, ale konkretnych decyzji jeszcze nie ma. Panuje całkowita niepewność i ciągle jest bardzo dużo zmian. Mogę tylko zapewnić Państwa, że przesyłki które lecą do Polski i te, które zostały dotychczas nadane, zostaną wysłane z Toronto. Natomiast nie wiemy co się będzie działo w przyszłości, więc rozpatrujemy różne możliwości i czekamy na to co się wydarzy. 

Gazeta: A przecież to okres świąteczny…

W.M.: Prawie wszystkie paczki morskie praktycznie docierają do portów przeznaczenia w Europie i w zależności od tego jakie będą regulacje przyjęte przede wszystkim w Polsce powinny być dostarczone na święta bez żadnych opóźnień. Natomiast przesyłki lotnicze są rzeczywiście w wielkim kłopocie, bo poza frachtowcami nie ma możliwości przesłania ich do Europy.

Gazeta: A na frachtowce można jeszcze liczyć?  

W.M.: W tej chwili na rynku są niebotyczne ceny czyli nie mamy pewności jakie będą nasze ostateczne koszty. Jest bardzo mało możliwości przesyłki frachtowcami ponieważ Kanada jest za małym rynkiem żeby to był lukratywny biznes. Ponadto obecnie na frachtowce jest zapotrzebowanie w miejscach, które są dużo bardziej atrakcyjne cenowo niż Kanada. Ku mojemu zdziwieniu, niektóre linie  nawet zlikwidowały fracht do Kanady właśnie w tych dniach. Widocznie gdzieś indziej jest lepszy biznes?

Gazeta: Czyli jak opisałbyś sytuację na dzień dzisiejszy?

W.M.: Jak mówiłem wcześniej, jest to dla nas wielkie wyzwanie i wielki stres. Wiele firm w Kanadzie i na całym świecie walczy o przetrwanie i będzie się borykać z dużymi problemami i obawami jak zapłacić swoje rachunki. Brak płynności finansowej grozi firmom poważnymi konsekwencjami, a najważniejsze w tej chwili jest to, że nie można ludzi narażać. A narażeni są zarówno klienci, którzy do nas przychodzą, jak i pracownicy, którzy ich obsługują.Staramy się prowadzić nasze biura przy zminimalizowanym zaangażowaniu pracowników tak żeby możliwość zarażenia się była jak najmniejsza. Wprowadziliśmy różnego rodzaju strategie, takie jak używanie środków sanitarnych, gumowych rękawic, dezynfekcja. Nie wpuszczamy za dużo osób do biura w jednym momencie, za co bardzo naszych klientów przepraszamy, ale leży to zarówno w interesie klientów jak i pracowników. Staramy się kontynuować naszą działalność, ale jest trudno bo linie lotnicze pokasowały połączenia tak więc nasi pracownicy są zajęci głównie przebukowywaniem dotychczasowych biletów.

Jeżeli ktoś załatwiał sobie bilet lub wycieczke przez Internet to niestety zdany jest tylko na siebie. Jest to olbrzymi problem kiedy tysiące ludzi stara się dodzwonić do linii lotniczych w tym samym czasie. Są to godziny spędzone na telefonie, brak informacji, ogromny stres i niepewność.

Natomiast my na pewno obsłużymy tych z Państwa, którzy korzystali z naszych usług. W tym momencie mamy zobowiazanie w stosunku do Państwa i nasi agenci w Państwa imieniu rozmawiają z liniami lotniczymi i operatorami przebukowując bilety. Nikogo nie pozostawiony samemu sobie.

Gazeta: Czyli biura Polimexu pracują pełną parą?

W.M.: Nowa sytuacja wymogła na nas nowe warunki pracy. Pracujemy w ograniczonym składzie. Mamy zamknięte drzwi więc proszę pukać i wpuszczamy klientów pojedynczo, a przede wszystkim zachęcamy do dzwonienia, a nie przychodzenia do nas, lub do kontaktowania się z nami mailowo. Nasz numer telefonu to 416 537 0000 – to jest najlepszy sposób żebyśmy mogli Państwu pomóc.

Jeśli chodzi o zmianę rezerwacji to najlepiej do nas zadzwonić, samo przychodzenie do nas niewiele zmieni i nie zachęcamy do tego aby nie narażać ani Państwa ani naszych pracowników, bo jeśli oni zachorują to my nie będziemy mieli wyjścia i będziemy musieli zamknąć biuro.

Gazeta: A jak klienci reagują na tę sytuację?

W.M.: Rozumieją ją. Ja myślę, że wszyscy ludzie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. W większości nasi klienci są bardzo wyrozumiali i doceniają to, co robimy.

Chciałbym podziękować wszystkim naszym pracownikom za ich wytrwałą i oddaną pracę i raz jeszcze podkreślić, że naszym priorytetem jest bezpieczeństwo naszych klientów i pracowników. 

Gazeta: Czy ogłoszony przez premiera Kanady pakiet pomocowy jest szansą dla biznesów w Kanadzie?

W.M.: Mam nadzieję, że pozwoli nam utrzymać płynność finansową, pomoże utrzymać godziwą płacę pracownikom i nam wszystkim przetrwać.

Gazeta: Mimo że przyszłość nie wygląda świetlanie to mam nadzieję, że ta sytuacja szybko minie i znowu będziemy żyli w bezpiecznym świecie…

W.M.: Polimex jest od 38 lat na rynku i jest firmą rodzinną zarządzaną w sposób bardzo konserwatywny. Stoi solidnie na nogach i jakkolwiek wyzwanie jest olbrzymie, podołamy. Jestem przekonany, że wytrzymamy ale na pewno będzie to kosztem wielu wyrzeczeń. Ponadto mamy bardzo oddanych ludzi zarówno w spedycji jak i w turystyce. To nam pomoże przetrwać ten ciężki i nietypowy okres. Uważam, że naszą najważniejszą siłą jest kapitał ludzki i to nam pozwoli przetrwac ten kryzys.

Gazeta: Trzymamy kciuki.

W.M.: Dziękuję bardzo, bo rzeczywiście właśnie teraz najbardziej trzeba nam wsparcia i bardzo proszę Państwa w swoim i Polimexu imieniu o wyrozumiałość i cierpliwość.

Z właścicielem Polimexu Witkiem Manitiusem rozmawiał Zbigniew Bełz

This slideshow requires JavaScript.

 

Poleć:

O Autorze:

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.