Trzej bracia Pomarańscy

2

Z cyklu: Romans z historią

Mam to samo nazwisko, ale nie jestem chyba z nimi spokrewniony, bo nie udało mi się dotrzeć do wspólnych korzeni przeglądając kilka dostępnych mi żródeł genealogicznych, dlatego  pisząc o tych międzywojennych bohaterach i męczennikach obozów koncentracyjnych nie powinienem być posądzony o brak obiektywizmu. Są to Stefan (1893-1944), Józef (1896-1942) i Zygmunt (1897-1941). (Zygmuntowi udało się w dokumentach przesunąć dzień narodzin o miesiąc z grudnia na styczeń, w ten sposób odsunięto mu o rok przymusową służbę wojskową u okupanta).

Bracia w wieku chłopieńczym

Pokończyli podstawówkę w Zwierzyńcu, oddalonym od mej wioski Bodaczów o 15 kilometrów, lata młodzieńcze spędzili w Zamościu oddalonym o 17 kilometrów w przeciwnym kierunku od miejsca mego urodzenia. Ich ojciec Józef Pomarański, znany skrzypek Orkiestry Włościańskiej im. Karola Namysłowskiego, twórca orkiestry zdrojowej w Ciechocinku i jego żona Maria z Doranttów przenieśli się na stałe do Zwierzyńca za namową przeostatniego ordynata zamojskiego Maurycego, by tu w jego ośrodku zarządzania ordynacją stworzył orkiestrę.

Po śmierci Józefa w roku 1902 Maria z dziećmi przeniosła się na stałe do Zamościa i miasto to stało się rodzinnym miastem braci, do niego już jako dorośli często wracali, bo tu na stałe mieszkała ich matka. Była ich ostoją i doradczynią bardzo długo, bo zmarła w roku 1933. Ona zaszczepiła w umysłach chłopców patriotyzm, co było siłą napędową ich działalności najpierw konspiracyjnej, potem czynnego udziału w utrzymaniu niepodległości i cementowaniu jedności Rzeczpospolitej po jej ponad stuletnim podziale, oraz w czynnych walkach wyzwoleńczych z zaborcami w czasie pierwszej wojny światowej, a potem  z najeźdźcami Polski w czasie II wojny.

Początki ruchów wolnościowych w czasie zaborów

Ruchy te zapoczątkowane w Europie w połowie XIX wielku, od początku następnego wieku przybrały rozmiary lawiny. Spowodowały, że władza zaborców zaczęła się kruszyć już w pierwszym dziesięcioleciu tego wieku, konsekwentnie rodziła się wiara w odzyskanie niepodległości Polski. To już był stały trend, nie tak jak wcześniejsze zrywy wolnościowe w formie powstań. Ten wolnościwy zapał z dorosłych przenosił się  na studentów, licealistów, a nawet do niektórych szkół podstawowych. Były to początkowo organizacje zakamuflowane, przedstawiane władzom zaborczym najczęściej jako sposób utrzymania młodzieży i dzieci w dobrej sprawności fizycznej. Było ich wiele we wszystkich trzech zaborach. Świetnym kamuflarzem były organizacje skautowe. Istniało kilka innych tego typu organizacji młodzieżowych, które przekształcały się w organizacje konspiracyjne jak na przykład Organizacja Młodzieży Narodowej, „Zarzewie”, Polskie Drużyny Strzeleckie. 

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Gimnazjum Mariana Rychlewskiego

Bracia nie mogli i nie chcieli kontynuować nauki na poziomie gimnazjalnym w Zamościu, bo to była szkoła z nauczaniem w języku rosyjskim z programem czysto carskim, jak w Rosji. W Warszawie istniało zakamuflowane polskie patriotyczne gimnazjum Mariana Rychlewskiego, dawnego zesłańca na Sybir, stronnika Obozu Narodościowego, który był przekonany, że wojna między najeźdźcami niedługo wybuchnie, więc przygotowywał młodzież na przyszłych żołnierzy pod osłoną  intensywnych zajęć skautingowych. Nie przeliczył się. Matka chłopców była córką Tomasza Dorantta, pioniera przemysłu cukrowniczego w Królestwie Polskim i na Ukrainie, była finansowo zdolna posłać wszystkich trzech synów do tej szkoły. Wielu absolwentów tego gimnazjum walczyło później o wolność w Legionach i innych jednostkach wojskowych, a po wyzwoleniu, wielu było przygotowanych w tym gimnazjum do przejmowania kluczowych pozycji nie tylko w wojsku, ale i w sprawowaniu odpowiedzialnych stanowisk cywilnych w Polsce. Przyjrzyjmy się trzem jego absolwentom z bliska.

Maria z Doranttów, matka braci

Stefan Pomarański

Już w wieku gimnazjalnym był dość doświadczonym konspiratorem. Przed przeniesieniem się do Warszawy, był przez jakiś czas uczniem rosyjskiej szkoły średniej w Zamościu i już w roku 1906 był współorganizatorem patriotycznego strajku uczniów. Ze szkoły wyrzucono go z wilczym biletem, no ale w Warszawie tenże bilet nie miał swej mocy. Egzamin maturalny zdał w roku 1914, w szkole tej zapoczątkował na dobre pracę konspiracyjną zakładając drużynę skautów imienia Romualda Traugutta i opiekując się nią. Później ukrywając się w Zamościu założył tu rówież drużynę. Był także członkiem Polskich Drużyn Strzeleckich, która już wtedy była prawdziwą jednostką antyokupacyjną. Musiał się chronić pod nazwiskiem Borowicza, bohatera powieści „Syzyfowe prace” Stefana Żeromskiego. Pełnił funkcję instruktora organizacyjnego w tej organizacji. Po wybuchu I wojny światowej razem z najmłodszym bratem Zygmuntem przedarli się przez lasy roztoczańskie do Galicji i  stali się legionistami w I Kompanii Kadrowej, która później rozrosła się do czterech plutonów, następnie do pułku, a nieco potem do Pierwszej Brygady Legionów Polskich.

Walczył we wszystkich bitwach tej kompanii aż do czasu gdy został ranny w 1915 roku. Odkomenderowano go wtedy do Warszawy i tu, ponieważ był znany ze zdolności konspiracyjnych i organizacyjnych, posypały się na niego różne funkcje jak np. dowódcy szkoły żołnierskiej, kierownika komisji wydawniczej Komendy Naczelnej Polskiej Organizacji Wojskowej, dowódcy szkoły podoficerów, głównego szefa Polskiej Organizacji Skautowej, z której wyłonił się nieco później Związek Harcerstwa Polskiego. Pełniąc tyle funkcji stał się znany także i u wrogów. Udało się niemieckim władzom okupacyjnym dostrzeć do niego i aresztować go. Uciekł z obozu dla internowanych legionistów i zjawił się w Komendzie Polskiej Organizacji Wojskowej. Oddelegowano go do Zamościa jako szefa jej oddziału w tych okolicach. Funkcjonował teraz pod pseudonimem Roszko, czyli pod nazwiskiem panieńskim swej żony.

By jeszcze bardziej zakamuflować się razem z braćmi już w roku 1917 założyli Księgarnię Polską w Zamościu. Szybko rozwinęła się na ważny ośrodek kulturowy. Powstało przy niej niezależne wydawnictwo, własna drukarnia, w której drukowano pismo ciągłe, monografie, broszury. W październiku 2018 roku będąc szefem straży obywatelskiej powiatu kierował rozbrojeniem Austriaków i Niemców i natychmiast potem wstąpił do odrodzonego Wojska Polskiego. Obowiązki księgarza, wydawcy i szefa drukarni przejął po nim Zygmunt, który bardzo poszerzył działalność tych trzech instytucji w wolnej już Polsce. Stefan po przejściu do rezerwy w stopniu majora, nie spoczął na laurach. Zaangażował się w porządkowanie i studiowanie dokumentów w Archiwum Głównym Akt Dawnych.

Wewnątrz księgarni

Napisał kilka książek o walce polskich organizacji patriotyczno-konspiracyjnych oraz wojnie sił zbrojnych, które wyzwoliły większość dawnej Polski z niewoli. Na tematy związane z Powstaniem Styczniowym napisał i obronił pracę doktorską. Będąc bardzio bliskim współpracownikiem i doradcą Józefa Piłsudzkiego, znalazł także czas, by napisać jego pierwszą  biografię. W czasie II wojny światowej walczył w obronie Lwowa, przeniósł się na Węgry, gdzie był czynny w konspiracji. Aresztowany przez Gestapo zginął 19 grudnia 1944 roku w obozie koncentracyjnym we Flossenbürgu.

Księgarnia Pomarańskich

Zygmunt Pomarański

Najmłodszy z braci wpatrzony był jak w obraz w swego najstarszego brata. Szedł tą samą drogą co i on w uczestniczeniu i pracy w jednostkach konspiracyjno-bojowych. Był podoficerem Polskich Drużyn Strzeleckich, w prawdziwym wojsku zaczynał karierę jako kapral w I Kompanii Kadrowej Legionów, był pierwszym legionistą, który pod Kielcami został ranny w walce. W organizacjach konspiracyjnych był znany pod pseudonimem Brzóska. W jego ślady pracy konspiracyjnej poszła żona Jadwiga, córka Danuta, syn Ziemowit „Wrzos”.  Rana nie była zbyt groźna – pozwalała mu uczestniczyć w innych walkach w Królestwie Polskim, na Podhalu i Wołyniu. Awansował na komendanta Polskiej Organizacji Wojskowej w Radomiu, Iłży, Zamościu, gdzie razem z bratem w listopadzie 1918 rozbrajał Austriaków.

W wojnie z bolszewikami awansował do stopnia porucznika. Po wystąpienia z wojska oddał się entuzjastycznie założonemu wraz z braćmi wydawnictwu, księgarni i drukarni, które funkcjonowały przez 19 lat – odsprzedane z konieczności w czasie kryzysu ekonomicznego lat trzydziestych. Odciążył brata od tych obowiązków, bo Marszałek powołał go do różnych funkcji pomocniczych przy sprawowaniu swoich funkcji w rządzie. Plon tych prac publicystycznych był imponujący. To trzy czasopisma lokalne: „Kronika Powiatu Zamojskiego”, „Teka Zamojska”, „Kurier Zamojski” i około 250 książek i bruszur także przeważnie na tematy lokalne. Zdał egraminy na prawnika i pracował na w kilku miejscowościach w roli komornika i notariusza. Był uzdolniony muzycznie. Chciał studiować w szkole muzycznej jako pianista, ale wspomniana rana wykluczyła te plany – studiował na wydziale kompozytorskim. Jeszcze jako młodzik w przerwach między walkami komponował melodie do różnych tekstów, które stały się piosenkami legionowymi: „O mój rozmarynie”, „Biała róża”, „Jedzie, jedzie na kasztance”, „Pieśń o Wodzu miłym”. Po wyzwoleniu, jak dowiedzieliśmy się kilka lat temu od jednej z jego córek, sprawując funkcje niewojskowe wrócił do komponowania jako rodzaju wypoczynku. Był kompozytorem wielu mazurków i polonezów. Komponował melodie do wierszy Iłłakowiczówny, Stanisława Młodożeńca, wierszy ludowych. Odbywając praktykę notarialną u poety Bolesława Leśmiana komponował melodie do jego wierszy. Podobały się poecie-notariuszowi: po prostu wymusił na nim by zaczął je publikować. Robił to w formie zeszytów zatytułowanych „Pieśni o wojnie i na wojnie pisane”. Kompozycje te stały się popularne w latach trzydziestych w polskim radiu i na koncertach.

Pomarańscy: Józef, Zygmunt i Stefan

W czasie wojny jako kapitan rezerwy budował struktury Związku Walki Zbrojnej. W jego domu odbywały się konspiracyjne zabrania. Poza funkcjonowaniem pod pseudonimem, zabezpieczył jeszcze bardziej swą konspiracyjną działalność zakładając z dala od domu sklep z garnkami, które osobiście sprzedawał. Ktoś ze szpiegów gestapo zidentyfikował go, został aresztowany i umieszczony w Zamku Lubelskim, zamienionym w czasie okupacji nie tylko na więzienie, ale główną komórkę śledczą gestapo na Lubelszczyźnie – miejsce kaźni okropniejsze od oddalonnego od niego o cztery kilometry Majdanka. Znając jego przeszłość konspiracyjno-wojskową Niemcy po bestialsku torturowali go, by wydał innych konspiratorów. Nie załamał się. Prawie umierającego przetransportowano go do Auschwitz na dalsze przesłuchania do lepszych „speców” w tych czynnościach, ale nikogo nie wyjawił i umarł w czasie przesłuchania. Rodzinie przekazano, że śmierć nastąpiła na skutek zapalenia płuc. Pod nowym więziennym nazwiskiem jako „numer 14140” zmarł 29 września 1941 roku.

Potomkowie przy rondzie braci Pomarańskixch

Średni z braci Józef

Jak jego bracia, był intensywnie zaangażowany w ruchy konspiratorskie i wyzwoleńcze już w czasie nauki zapoczątkowanej w roku 1909 w Gimnazjum Mariana Rychłowskiego w Warszawie stając się skautem w drużynie założonej tu wcześniej przez jego brata Stefana. Był także członkiem Organizacji Młodzieży Niepodległościowej „Zarzewie”, nieco później był czynnym uczestnikiem i działaczem w Polskich Drużynach Strzeleckich. Używał pseudonimów Wrzos, później Wierzba. Wstąpił do Legionów Polskich. Po wojnie w 1919 r. poślubił Zofię z Rusieckich, a  już w następnym roku uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Miał więcej szczęścia niż jego bracia, bo uniknął ran. W stopniu rotmistrze został zdemobilizowany i podjął studia na Wydziale Leśniczym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Jako student rozpoczął pracę w Departamencie Lasów Ministerstwa Rolnictwa. Obronił tytuł inżyniera leśnika, został adjunktem w Nadleśnictwie Koło w Poznańskim. Potem już jako nadleśniczy pracował w Nadleśnictwie Szadek koło Lęborka na Pomorzu i w Gildach koło Radomska w województwie łódzkim. Po wybuchu drugiej wojny światowej, ciągle pełniąc funkcję nadleśnika w tej miejscowości, wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, który w dwa lata później przemianowany został na Armię Krajową. W roku wybuchu wojny przy wsparciu kolegów ojca, jego córka Krystyna ps. Ossoria wykradła z Naczelnej Dyrekcji Lasów Państwowych, będących już w zarządzie niemieckim, mapy lasów i co ważniejsze mapy sztabowe i ukryła w Gildach. Nieco później zostały one przekazane do odpowiednich okręgów AK. Przez trzy lata leśniczówka przyjęła na zamieszkanie kilka rodzin wysiedlonych z poznańskiego i dawała czasowe schronienie osobom poszukiwanym przez Niemców. Dwa miesiące po objęciu w lutym 1942 roku stanowiska komendanta podobwodu AK Gilde został zdekonspirowany i w kwietniu tego roku aresztowany przez gestapo, umieszczony początkowo w więzieniu w Częstochowie, nieco później w Auschwitz pod numerem 38014, gdzie zamordowano go miesiąc później, w siepniu 1942 roku.

Zdjęcie Zygmunta z Auschwitz

Zjazd potomków Pomarańskich

O Braciach dowiedziałem się dość późno, dopiero gdy zamieszkałem na stałe w Kanadzie. Byli za komuny na cenzurowanym. Wyjechałem z Polski na stale w roku 1966, kiedy to akcja oporu przeciwko komunie w Polsce zaczęła się nasilać, tym głębiej „władza” kryła przed ludem wszystkie swe świństwa. Naiwnie wierzono, że ten rodzaj cenzury wymazuje je z pamięci ludzkiej. W czasie jednej z podróży do Polski wybrałem się do Zamościa by się spotkać z Marcinem Zamoyskim, synem ostatniego ordynata pełniącym funkcję prezydenta miasta, ponieważ wiedziałem, że on na pewno będzie wiedział o tych zamojskich bohaterach miedzywojny, bo ich ojciec pracował u jego dziadka. Zamoyskiego nie było wtedy w Zamościu, sekretarka w jego urzędzie nie słyszała takiego nazwiska ani nie wiedziała o Księgarni Polskiej. Gdy pytałem innych ludzi, na przykład w biurze turystycznym, też cisza. Muzeum Zamościa zamknięto mi przed nosem. Także w internecie w tym czasie nic nie było o nich. Nie zapomnieli o swych dowódcach weterani, pod ich naciskiem zaczęto przypominać o ich działalności, we wspomniałym muzeum zaczęto gromadzić różne materiały o nich, wiele z nich nigdy nie opublikowanych. Weterani i ich rodziny nalegały, by nowozbudowane rondo w mieście nazwać rondem Braci Pomarańskich. Muzeum przygotowało wystawę pt. „W okopach I wojny światowej: historia Braci Pomarańskich”.

Tablica pamiątkowa Zygmunta Pomarańskiego w Zamościu

Reżyser Leszek Wiśniewski nakręcił film dokumentalny „Trzy losy, jedna Polska – Bracia Pomarańscy”. W dniach 26-28 września odbył się czteropokoleniowy I Zjazd Potomków Braci Pomarańskich – członków ich rodzin, a także osób z bocznej linii rodu. Zjechali się z całej Polski w liczbie 72. Mało kto z nich znał się przedtem. Potrzebne były idetyfikatory, na których poza imionami i nazwiskami były obrazki książki, drzewa, skrzypiec. Książka to indentyfikator rodziny Stefana, drzewo – Józefa, skrzypce – Zygmunta. Brylowały dwie córki Zygmunta: 92-letnia Danuta Stankiewicz, która przyjechała z Wrocławia, i mieszkanka Zamościa Mirosława Leszczyńska. Przekazały dużo nowych szczegółów o ojcu i jego działajności. Pracownicy muzeum skrzętnie nagrywali wspomnienia ich i kilku wnucząt o swych dziadkach. Muzeum wzbogaciło się o dużą liczbę eksponatów będących rodzinnymi pamiątkami. Młodzież, czyli wnuczęta, prawnuczęta i pra-prawnuczęta po raz pierwszy dowiadywali się  szczegółów nie tylko o działalności konspiracyjno-wojskowej wspomnianej trójki braci, ale i o codziennych sprawach radosnych i smutnych, którymi się dzielono między członkami rodzin braci i ich matki.

Wokół ronda

Oprowadzono wszystkich po miejscach, które dotrwały do naszych czasów, w których przebywali bracia i ich matka w tym mieście i po wielu zabytkach kultury i sztuki, którymi się chlubi to małe miasto. Jednym z ważnych wydarzeń na tym zjeździe rodzinnym była niespodzianka zorganizowana przez harcerki miasta. Każdemu z członków grupy zgromadzonej na rynku głównym miasta wręczyły gałązki dębowe opasane biało-czerwonymi wstążkami i na czele z prezydentem miasta Marcinem Zamoyskim w paradnym pochodzie wyruszono w stronę wspomnianego ronda Braci Pomarańskich. Tu wetknięto gałązki, złożono wieńce, zapalono znicze, otoczono rondo podając sobie ręce i puszczczono  harcerską „iskrę przyjaźni”. Całej tej uroczystości towarzyszyły tłumy mieszkańców Zamościa, przyległych wiosek i turystów, nawet kilkoro z mego kuzynostwa uczestniczyło w tym happeningu, o czym mnie entuzjastycznie poinformowało.

                                                             Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

2 Comments

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.