What the fork…

0

Z cyklu: Powiedz to dobrym słowem

What the fork! Proste polskie tłumaczenie tego zwrotu to „co jest, widelec” zakończone wykrzyknikiem albo znakiem zapytania, w zależności od tego co chcemy wyrazić komentując tymi słowami sytuację; możemy pokazywać złość, zdziwienie… albo jedno i drugie jednocześnie. Oczywiście w wypowiedzi oryginalnej używanej w takich sytuacjach – zarówno w języku angielskim jak i polskim – po słowach „what the” i po słowie „co” stoi całkiem inne słowo. Po angielsku jest to słowo również zaczynające się od f i mające cztery litery, po polsku to słowo zaczynające się od k i mające o jedną literę więcej. Oba te słowa uważane są za wulgarne, albo za niecenzuralne, jak to – ładniej nieco – mówiło się kiedyś. Swoją drogą brakuje mi tego określenia ‘niecenzuralne”, rzadko je dziś słyszę. Często natomiast słyszę same słowa niecenzuralne, słyszę je niemal w każdym miejscu, w którym bywam. Obecne są także w filmach i wszelkiego rodzaju programach. Przeklinają (to słowo także zdaje się pomału zmierzać w kierunku lamusa) wszyscy: szefowie, pracownicy, młodzież, mężczyźni, kobiety… Słowa na f i k wypełniają ścieżki dźwiękowe filmów, występują w piosenkach. Co gorsza, przynajmniej dla mnie, z upodobaniem używają ich – zarówno w wystąpieniach publicznych jak i w nagraniach – wszelkiego rodzaju trenerzy rozwoju osobistego. Spodziewałabym się od nich większego zrozumienia roli słowa, a zatem większej odpowiedzialności przy doborze słów. 

Wyrażenie What the fork pochodzi z serialu „The Good Place”, w którym nie ma wulgaryzmów, ponieważ rzecz dzieje się w… „dobrym miejscu”, do którego ludzie idą po śmierci. Trafiła tam także główna Eleanor – główna bohaterka. Na ziemi nie była specjalnie szlachetnym człowiekiem, a już na pewno nie posługiwała się pięknym językiem, jednakże trafiła do „dobrego miejsca”. Jakiegoż szoku poznawczego doznaje, kiedy wydając z siebie wszystkim znany okrzyk wskazujące na jej wielkie zdziwienie  – „what, the f….” (zakończone zarówno wykrzyknikiem jak i znakiem zapytania) słyszy – „what, the fork?!”

To tak jakby po polsku ktoś chciał wulgarnie powiedzieć „co jest k….?” i usłyszał – „co jest kulka!?”  Już widzę tę zdziwioną twarz, najlepiej, kiedy wyszłoby to z ust dobrze umięśnionego, pięknie ozdobionego tatuażami członka jakiegoś gangu. W serialowym „dobrym miejscu” jest dobrze, miło, kulturalnie… i nikt nie przeklina.

A teraz już poważniej. Dlaczego ludzie klną? Powodów jest kilka, a tylko jeden jest prawdziwy i faktycznie spełnia swoją rolę. Nie jest prawdą, że przeklinanie redukuje emocje, na przykład złość. Zgoda, może uwolnić nieco napięcia, ale tylko na chwile, bowiem w wyniku ciężkich słów, złość pojawi się znowu, może nawet w silniejszej formie.  Chyba nikt już teraz nie boi się tych słów… właśnie dlatego, że są takie popularne. Za moich młodych lat, w moim środowisku, nie tylko baliśmy się osób, które tak mówią, ale też… unikaliśmy ich. Zatem to są te nieprawdy, a co jest prawdą? To, że słowa te wciąż pełnią rodzaj kulturowego kleju – łączą ludzi ze sobą. I nie o to chodzi, że w jakimś gronie wszyscy tak mówią (choć o to także), ale o to, że mówiąc w taki sposób w jakimś gronie podkreślamy swoją gotowość do wspólnoty, swoje otwarcie… te słowa są jakby naszym hasłem dostępu do danej grupy.

No cóż? Nie jestem zwolenniczką wulgaryzmów. Jestem przekonana, że powodują one gorsze myśli, a co za tym idzie – kolejne niedobre słowa. To wszystko wpływa na rodzaj energii jaką produkujemy.

Są wyjątkowe sytuacje, kiedy takie słowo wywołuje śmiech z racji kontekstu albo podkreśla emocje, ale tylko wtedy, kiedy ktoś używa go sporadycznie. Ludzie próbują zastępować te przekleństwa, tworzą neologizmy o kurczę, czy o kurde, o kurczę blade. I dobrze!

Możemy też mieć swoje słowa podkreślające nasze emocje, to w końcu element naszej unikatowości. Więcej, taki sposób podkreślania jakiejś emocji, może pełnić swoją psychologiczną funkcję – nawet jeśli nie nazywa emocji, może pokazywać spod jakiego jest znaku. Dlatego może warto znaleźć swój styl, sięgnąć do starodawnych sposobów wyrażania swoich emocji za sprawą ogólnie zrozumiałych, ale cenzuralnych słów, np. do diaska, do kroćset, a niech mnie kule biją. Można skorzystać ze sformułowań typu: a niech to, czy choćby –  do licha. Można się także pokusić się o coś zabawnego, używać choćby słów „motyla noga” (ekspresja słowna z „Misia”), kurczę pieczone czy… jak mówi mój znajomy – ładne kwiatki. Jakież uocze jest angielskie whoopsy daisy Hugh Granta w filmie  Notitng Hill, w scenie przechodzenia przez ogrodzenie do pięknego parku. Ja sama najczęściej mówię „no pięknie” a w momentach okazywania większych emocji posługuję się mało oryginalnym sformułowaniem – „jasny gwint.”

Świat będzie piękniejszy, jeśli zastąpimy te niecenzuralne słowa innymi.

Iwona Majewsk-Opiełka

•••

Zbiór felietonów z poprzedniego cyklu „Lepsze życie” ujęty jest w e-book „Życie jest sztuką” i można go można kupić tutaj https://www.majewska-opielka.pl/sklep/

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.