Arles i przyjaźnie – rozważania prowansalskie a pandemia

0

Z cyklu: Ludzie i luidziska

Czar Arles jest doskonale uwieczniony w obrazach Van Gogh’a, które stworzył w tym magicznym prowansalskim mieście. Nie tylko płótna artysty są świadkami jego obecności, ale również mówią nam o nim ulice, po których chodził, kafejki, które odwiedzał, a nawet irysy, które kwitły właśnie w tym momencie, kiedy wreszcie mogłam Arles zobaczyć. Vincent Van Gough, jak to często z artystami bywa, był wyjątkowo wrażliwym człowiekiem. Nie tylko na piękno przyrody, czy jakiejkolwiek dziedziny sztuki, ale umiał się przejąć człowiekiem, szczególnie tym biednym, pokrzywdzonym.

Cafe Van Gogh

Świadczą o tym jego relacje z okresu, kiedy był pastorem w górniczej miejscowości, jego portrety prostych ludzi, na których twarzach wymalowywał ich ciężki los, czy wreszcie słynny rysunek zatytułowany „Sorrow – Ból” przedstawiający Sien, którą próbował uratować od pracy prostytutki.  Vincent umiał też podtrzymywać przyjaźnie, pisząc wiele listów, w tym te najsłynniejsze do brata Theo. Podczas ponad rocznego pobytu w Arles (luty 1888 – maj 1889) napisał 200 listów! 

Pomnik Vincenta van Gogha w St. Remy de Provence

Przeżywając w tym mieście swój najintensywniejszy okres twórczy (ponad 300 prac) nie stronił też od kontaktów z artystami – spotykał się z  Eugènem Bochem, Dodge’em MacKnightem and Christianem Mourier-Petersenem. Przez dwa miesiące mieszkał i pracował razem z Paulem Gauguinem oraz  zaprzyjaźnił się z  pracownikiem poczty Josephem Roulinem. Jego miejsca pobytu w Arles to hotel-restauracja Carrel, Café de la Gare i tak wielokrotnie uwieczniony Żółty Dom.

Szpital dla psychicznie chorych w położonym w pobliżu Arles Saint-Rémy de Provence stał się ostatnim „domem” tego niezwykłego artysty. 

Uliczki Arles

Wybrałam się do Arles z moim partnerem Henrykiem na zaproszenie jego przyjaciela z czasów pobytu w Australii – Krzysztofa i jego żony Canithy. Oboje kupili kilka lat temu dom w Arles, w dzielnicy leżącej bardzo blisko Starego Miasta. Zaoferowali nam nie tylko doskonałą gościnę,  ale również Krzysztof był wspaniałym przewodnikiem po Arles i  jego okolicach.

Kolacja w domu Canithy i Krzysztofa

To dzięki niemu mogliśmy dotrzeć do wszystkich miejsc (z wyjątkiem Żółtego domu, który został zbombardowany w czasie II wojny światowej) pobytu Van Gogha. Cztery dni pobytu w uroczym domu Krzysztofa i Canithy, pełnego książek, obrazów, fotografii i pamiątek, przy dobrym francuskim winie i wspaniałych potrawach przygotowanych przez panią domu, zacisnęły jeszcze bardziej więzy starej zażyłości Henryka i Krzysztofa, a w moim przypadku dały jej początek.

Dachy domów Arles

Tygodniowy pobyt w Prowansji zostawił niezapomniane wrażenia, nasunął wiele przemyśleń, lecz w Arles tymi dominującymi były właśnie na temat przyjaźni. Niewielu ludzi na świecie doświadczyło wielkiej miłości, uzależnionej w dużym stopniu od tego szczęśliwego przypadku spotkania idealnej drugiej osoby, natomiast przyjaźnie, jeśli umiemy je podtrzymać, stają się kto wie, czy nie najważniejszym elementem naszego życia. Nie jesteśmy stworzeni do samotności i na ogół straszny jest byt człowieka, któremu nie udało się znaleźć chociażby jednej życzliwej i oddanej duszy. W wyjątkowo trudnych czasach, chociażby jak te, kiedy świat zmaga się z pandemią, nawet tylko jeden przyjaciel może uratować naszą wiarę w człowieka.

Kompleks klasztorny St. Paul de Mausole w Saint-Rémy de Provence

Kiedyś rozmawiałam z kobietą, która w czasie wojny razem z rodzicami i rodzeństwem została wywieziona na Syberię. Jako pięcioletnia dziewczynka była świadkiem śmierci wszystkich swoich bliskich. Nie udało się jej dotrzeć do Armii Andersa – została zabrana do sowieckiego sierocińca. 

– Jak udało się pani przeżyć tak straszliwe doświadczenia?  – zapytałam wstrząśnięta jej opowieścią. 

–  W sierocińcu zaprzyjaźniła się ze mną starsza ode mnie o dwa lata dziewczynka. To ona uratowała moją wiarę w dobroć i miłość. To dzięki niej nie załamałam się.  

„W tych czasach (komuny lat 70-80) miało się prawdziwych przyjaciół, a nie takich z Facebooka . Można było na nich liczyć w każdej trudnej sytuacji, dzielili się wszystkim co mieli, dawali schronienie, oferowali pomoc” – tak podsumowała swoją opowieść znana opozycjonistka podczas udzielonego mi wywiadu. 

Ogród klasztorny w Saint-Rémy de Provence

Zawsze w życiu ceniłam przyjaźnie. Nie miałam ich za wiele, ale te nieliczne potrafiły przetrwać nawet wtedy, kiedy dzielił nas ocean. Jakże ważne są one w czasach trudnych, takich jak teraz.

Sypialnia Vincenta van Gogha w St. Remy de Provence

Nie możemy się nawzajem odwiedzać, spotykać przy stole, ale świadomość, że są na świecie ludzie, którzy interesują się naszym losem, na których w każdej chwili możemy liczyć, a oni na nas, jest tak budująca, że można z optymizmem wyczekiwać końca „siedmiu lat chudych” – tylko oby tak długo one nie trwały!

Beata Gołembiowska

www.bgbooks.com.pl



Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.