Bohaterska decyzja polskiej posłanki z Mississaugi

4

Obserwuję Natalię Kusendovą od lat – to prawdziwa społecznica, ale jej najnowsza decyzja wywołuje u mnie i wielu naszych Czytelników ogromny podziw. Na to stać byłoby bardzo niewielu – zamiast bezpiecznej pracy polityka ontaryjskiego, stanięcie na pierwszej linii walki z pandemią, czyli wycieńczające dyżury pielęgniarskie w szpitalu, aby pomóc. To nie żarty – to poważne ryzyko. Do tego potrzebna jest odwaga i wielkie serce.

Polonia cieszyła się w 2018 roku kiedy nasza rodaczka Natalia Kusendova wystartowała w wyborach prowincyjnych w okręgu Mississauga Centre, wygrała i zdobyła mandat posłanki Ontario z ramienia Partii Konserwatywnej.

Znana aktywistka w polonijnym ruchu młodzieżowym, oddana pracy społecznej, Natalia jest pielęgniarką z zawodu i z wielką pasją. W swojej pracy w legislaturze ontaryjskiej jest blisko spraw służby zdrowia, a od kiedy wybuchła pandemia, wróciła do czynnego wykonywania zawodu pielęgniarki, uważając, że powinna wspomóc walkę z wirusem. Trzy razy w tygodniu odbywa 12-godzinne dyżury na oddziale ER (Emergency Room, polskim SOR – szpitalnym oddziale ratunkowym, czyli pogotowiu) w Etobicoke General Hospital. Mimo niesłychanie napiętego grafiku (bo przecież nadal jest posłanką i zawiaduje swoim biurem poselskim), znalazła czas na rozmowę ze mną.

Małgorzata P. Bonikowska: Czy kiedy zostałaś posłanką ontaryjską, zrezygnowałaś z pracy pielęgniarki?

Natalia Kusendova: Nie do końca. Zmieniłam swój status z “full-time” na “casual”, czyli przychodziłam do szpitala raz, a czasami dwa razy w miesiącu jak mi mój grafik pozwalał. Chciałam zachować licencję, bo cztery lata kadencji poselskiej to długi czas.

 M.P.B.: Po jakim czasie wykwalifikowana pielęgniarka traci prawo wykonywania zawodu?

N.K.: Po trzech latach. Bardzo zależało mi na tym aby nie tracić kontaktu z zawodem, który kocham, i aby rozwijać swoje doświadczenie pielęgniarskie.

M.P.B.: A jak teraz zmieniła się sytuacja?

N.K.: Teraz mam dużo więcej godzin w szpitalu – przychodzę na trzy zmiany w tygodniu.

M.P.B.: Jak to godzisz z pracą posłanki?

N.K.: Moje biuro poselskie jest cały czas czynne, mnóstwo ludzi zwraca się do nas, bo potrzebuje pomocy. Obsługujemy ich przez telefon i e-mailowo. Codziennie również mam naradę ze swoimi pracownikami, rozwiązujemy różne zagadnienia, bo dużo osób szuka informacji nt. rządowych programów nie tylko w prowincji ale również federalnych. Jesteśmy bardzo zajęci chociaż fizycznie nie jesteśmy w biurze.

M.P.B.: A dlaczego podjęłaś decyzję o tym aby powrócić w większym wymiarze czasowym do szpitala teraz, kiedy sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, a nie wtedy, kiedy przyjdzie fala zakażeń i będzie za mało ludzi w szpitalach?

N.K.: Moja decyzja spowodowana była tym, że jest bardzo dużo przepisów i procedur związanych z ratowaniem życia ludzi w czasach pandemii COVID-19 i chciałam móc spokojnie przygotować się do nasilenia się pandemii, kiedy sytuacja będzie taka, że trzeba będzie być w szpitalu dużo częściej. Chcę mieć całkowicie opanowane i zautomatyzowane nowe procedury wymagane w obecnej sytuacji pandemii.

M.P.B.: I czy rzeczywiście te twoje obecne dyżury powodują, że czujesz się spokojniejsza i lepiej przygotowana?

N.K.: Wzięłam udział w specjalnej symulacji “protected code blue”, ukazującej jak się zachowywać w razie reanimacji pacjenta, który, jak sądzimy, jest zarażony koronawirusem. Nigdy nie wiemy na 100%, bo na wyniki badania czeka się trzy dni. Naszą powinością jest ratowanie ludzi, np. kogoś kto ma zawał serca, ale kiedy podejrzewamy, że jest zarażony wirusem, musimy przestrzegać bardzo rygorystycznych procedur, np. jak się trzeba ubierać, i – co jest nawet ważniejsze – jak się trzeba rozbierać po uczestniczeniu w zabiegu reanimiacji czy intubacji. Ten wirus normalnie przenoszony jest drogą kropelkową, ale zmienia się przy tego typu zabiegach medycznych i zaczyna być obecny w powietrzu. To stanowi dodatkowe zagrożenie dla osób, które są obecne przy takich zabiegach. Reanimując pacjenta musimy znać procedury, aby siebie samych chronić. Oczywiście, ratowanie pacjenta jest naszym priorytetem, ale w sytuacji pandemii zmienia się nieco sposób myślenia i w takich sytuacjach mamy obowiązek chronić także siebie, bo jeśli my jako pracownicy szpitala zachorujemy to nie będziemy w stanie pomóc innym pacjentom. Musimy być zabezpieczeni, musimy mieć czas na to by się ubrać, a potem rozebrać po dokonywaniu takich zabiegów. Dlatego bardzo ważna była dla mnie możliwość odbycia takich praktyk i zdobycia takiego doświadczenia w sytuacji jeszcze w miarę spokojnej, zanim wybuchnie główna fala, bo wtedy działać będzie trzeba bardzo szybko. W czasie prawdziwego “code blue” wydziela się adrenalina, są nerwy i wtedy trzeba móc polegać na zautomatyzowaniu pewnych działań i zachowań.

M.P.B.: Czy miałaś do czynienia z pacjentami zakażonymi wirusem?

N.K.: Wczoraj miałam czworo pacjentów i wszyscy byli przypuszczalnie chorzy, ale jak wspominałam, na wyniki testów czeka się 3 dni (przedtem trwało to 6 dni, a teraz pracujemy aby wyniki były dostępne w jeden dzień, może nawet w kilka godzin) więc nie wiem czy byli rzeczywiście zakażeni, ale wiem, że mieli symptomy. W takich sytuacjach musimy traktować te osoby jakby były chore.

M.P.B.: A jaka sytuacja jest na dzień dzisiejszy w Ontario? Czy uważasz, że służba zdrowia prowincji jest przygotowana?

N.K.: Myślę, że szpitale robią wszystko żeby były przygotowane. Cały świat zaskoczony był pandemią i nie da się w 100% być przygotowanym. Niemożliwe jest aby cały czas mieć przygotowany taki zasób sprzętu, odzieży ochronnej, która czekałaby po prostu gotowa na tego typu wielką falę – maski, sprzęt, fartuchy, rękawice. Trudno przewidzieć przyszłość – jeżeli sytuacja rozwinęłaby się tak jak w Stanach to nie sądzę abyśmy byli wystarczająco przygotowani. Dlatego tak bardzo istotne jest to wszyscy politycy powtarzają – pozostać w domu. To nam pomoże aby wzrost liczby zachorowań był umiarkowany i abyśmy byli w stanie odpowiedzieć na potrzeby pacjentów i aby nasz system nie został przeciążony ponad miarę i sparaliżowany. Jeśli stałoby się to co stało się we Włoszech to wtedy musielibyśmy podejmować jakże trudne decyzje kogo ratować (tam ludzie powyżej 60. roku życia nie mają dostępu do respiratorów, a to jest straszne), ale na dzień dzisiejszy myślę, że nam to nie grozi.

Dla nas ważne jest aby rozróżnić przypadki mniej poważne, gdzie po 14 dniach wirus przestaje być obecny w organizmie, i 4% populacji – ludzi, którzy mają bardzo poważne symptomy i potrzebują hospitalizacji. Nasz system szpitalny i służba zdrowia musi być gotowy na tych, którym trzeba ratować życie. Nie obawiam się wzrostu liczby tej pierwszej kategorii przypadków tylko tej drugiej. Chodzi głównie o to aby były respiratory dla wszystkich potrzebujących.

M.P.B.: Proszę opowiedz nam co się dzieje jeśli ktoś przychodzi z symptomami – czy zostaje przyjęty na ER?

N.K.: Nie wszyscy powinni przychodzic do szpitala, do ER. W razie wystąpienia symptomów trzeba zadzwonić do Telehealth Ontario1-866-797-0000. Mamy również w całym Ontario 24 tzw. COVID Assessment Centres. W regionie Peel taki punkt znajduje się w Peel Memorial Hospital w Brampton. Osoby z łagodniejszymi objawami, kiedy nie trzeba wzywać pogotowia i ratować życia pacjenta, powinny zgłosić się do takiego ośrodka, gdzie zostenie zrobione badanie (wymaz z nosa), a następnie wracają do domu i czekają na wynik testu. Mają się odizolować na 14 dni, zachowując się tak, jak by były zakażone. Jeśli wynik testu jest negatywny to świetnie, a jeśli pozytywny – trzeba zostać w domu i monitorować symptomy. Jeśli stan zdrowia się pogorszy, pojawią się problemy z oddychaniem, wtedy trzeba pójść do szpitala. Ale pamiętajmy, że do szpitala na ER przychodzą pacjenci z wielu innych powodów, po wypadkach, z zawałami itp. Mogą być zakażeni wirusem niezależnie od tego czy mają symptomy czy nie, bo już wiemy, że symptomy u osób zakażonych nie zawsze występują.

M.P.B.: Jak zmieniła się sytuacja w szpitakach? Wiemy, że tzw. elective surgeries, czyli operacje czy zabiegi planowane z wyprzedzeniem, zostały odwołane, ale jak wiemy często ludzie przychodzili do ER w szpitalu z nawet dość błachymi sprawami. Czy obserwujesz jakieś zmiany pod tym względem?

N.K.: Tydzień temu kiedy byłam na dyżurze w części ER dla pacjentów, którzy mogą się sami poruszać (Ambulatory treatment centre *) i było prawie pusto – kiedyś byłyby tam setki pacjentów. Ludzie się boją, co oznacza, że może nie przyjdę wszyscy, którzy powinni ale z drugiej strony często ludzie zamiast iść do lekarza rodzinnego czy kliniki, przychodzili do szpitala. Teraz tego nie ma – jest dużo mniej pacjentów. Mój szpital i inne szpitale starają się kierować takich pacjentów do domu, gdzie mają pozostawać w kontakcie telefonicznym, aby mieć jak najwięcej łóżek dla przypadków poważnych. Miałam przed chwilą telefon, że w Trillium mają około 700 łóżek. Inne oddziały są przekształcane na jednostki specjalne dla zakaźnych pacjentów W ten sposób szpitale przygotowują się na falę, które nadejdzie.

M.P.B.: Czy mamy w Ontario dosyć testów bo w wielu krajach jest ich za mało?

N.K.: Zawsze mogłoby być więcej. Mamy dosyć tak zwanych swabs, które się wkłada do nosa i umieszcza w probówkach, ale nie mamy dosyć płynu, który musi być w probówkach aby próbka mogła być przesłana do laboratorium. To jest największy problem. Ale kupiliśmy testy serologiczne – nowy rodzaj testu, których wyniki dostępne są szybciej. Mają nadejść w ciągu 2 tygodni. Wtedy, mam nadzieję, zaczniemy wreszcie testować pracowników zdrowia raz w tygodniu, przede wszystkim tych pracujących w pogotowiu i w ICU (Intensive Care Unit, po polsku OIOM).

M.P.B.: No właśnie, ostatnio w szpitalu Credit Valley w Mississaudze pojawiły się nagle zakażenia…

N.K.: Tak, ale te cztery przypadki były tylko na jednym oddziale. To jasne, że będą takie przypadki, bo już 50% zakażeń występuje w społeczności i nie jest związanych z żadnymi podróżami, więc takie “wybuchy” mogą się chwilami pojawiać, szczególnie w szpitalach i w domach la ludzi starszych. Wiadomo, że starsi ludzie są bardziej podatni na tego wirusa. Staramy się wprowadzić nowe przepisy właśnie tam, aby chronić naszych seniorów.  Ja, osoba młoda, też mogę zachorować ale prawdopodobnie nie będę miała tak poważnej postaci tej choroby żebym musiała trafić do szpitala. Przeważnie do szpitali trafiają ludzie starsi. To oni potrzebują najwięcej interwencji medycznych i są najbardziej zagrożeni. Proszę więc, jeśli mamy dziadków, nie odwiedzajmy ich – to jest naprawdę ważne. Musimy ich chronić, izolować, co jest bardzo przykre bo starsi ludzie potrzebują kontaktu z rodziną. Dzwońmy do nich, rozmawiajmy z nimi, łączmy się na odległość, jak tylko można.

M.P.B.: Jakie są najbardziej niebezpieczne mity, które ludzie sobie przekazują?

N.K.: Są szarlatani, którzy chcą wykorzystać sytuację pandemii i sprzedają ludziom różnego rodzaju “leki”. Nie ma leków na COVID-19, to oszustwo. Jesteśmy w trakcie badań jeśli chodzi o szczepionkę ale to potrwa około roku. Nie dajmy się oszukać. Natomiast zażywanie witaminy C czy D jako sposób wzmocnienia układu immunologicznego nie zaszkodzi. Ja codziennie biorę wysoką dawkę witamin C i D oraz oregano oil, gdyż uważam, że wzmacniam się w ten sposób i może łatwiej mi będzie walczyć z zakażeniem, gdyby przyszło, ale to nie jest żadne leczenie…

M.P.B.: Z Twojego doświadczenia medycznego, jak oceniasz sytuację – czy uważasz, że jest przed nami jeszcze wiele miesięcy takiego życia, jakie mamy teraz?

N.K.: Wydaje mi się, że co najmniej miesiąc, jeśli nie dłużej to potrwa. Patrząc na statystyki w Ontario, widzimy, że proces jest stosunkowo powolny i będzie wydłużony w czasie, co jest dobre, bo nie będzie być może sytuacji kryzysu nie do opanowania. To pomaga nam pracownikom służby zdrowia systematycznie leczyć chorych ludzi. Na pewno niektórzy umrą ale będzie także dużo przypadków wyzdrowień i nie będzie takiego ogromnego obciążenia szpitali, respiratorów i będzie łatwiej ratować ludzi. Dlatego musimy kontynuować izolację!

M.P.B.: A na czym polega różnica pomiędzy nami a tym, co się dzieje np. w Stanach Zjednoczonych czy we Włoszech?

N.K.: Wydaje mi się, że nasze rządy podjęły szybkie i właściwe decyzje – zamknęły restauracj, szkoły, miejsca publiczne. Obecnie sytuacja jest niepokojąca w Quebecu, gdzie jest bardzo duży wzrost zachorowań w ostatnich dniach. Chyba połowa wszystkich zakażeń w Kanadzie jest właśnie w Quebecu. To ma wpływ również na Ontario bo jak wiemy nie są zamknięte granice między prowincjami i nie jesteśmy przygotowani na zamknięcie tych granic. Bardzo mnie to niepokoi.

M.P.B.: Czy maseczki szyte w domu są przydatne i mają sens?

N.K.: W Ontario mamy dosyć maseczek żeby przetrwać przez miesiąc chociaż to się oczywiście może zmienić i może ich być brak. W szpitalach są pewne standardy, które muszą być przestrzegane, ustalone przez Health Canada. Staramy się z premierem Fordem spowodować aby szybciej zatwierdzano prototypy, które wymyśla lokalny biznes aby przestawić swoją produkcję. Co do maseczek szytych w domu mogą robić różnicę kiedy ludzie wychodzą na zewnątrz. Czasami jesteśmy w windzie czy idziemy po zakupy i wtedy lepiej mieć coś.

M.P.B.: Czy jesteś gotowa w razie czego poświęcić się służbie pielęgniarskiej całkowicie?

N.K.: Jeśli doszłoby do sytuacji tak jak we Włoszech, to jak najbardziej. Myślę że moi pracownicy daliby sobie radę aby zaopiekować się mieszkańcami mojego okręgu wyborczego.  Ja wtedy wrócę do szpitala w pełnym wymiarze godzin, ale na razie takiej potrzeby nie ma. Kiedy ta sytuacja pogorszyłaby się, każdy para rąk będzie potrzebna.  Pamiętajmy, że wielu pracowników służby zdrowia wtedy zachoruje – tego nie da się uniknąć, niczyja w tym wina. Jest to praca wysokiego ryzyka. 

M.P.B.: Czy my się zachowujemy właściwie w Ontario? Jak oceniasz mieszkańców prowincji?

N.K.: Wydaje mi się, że 95% społeczeństwa naprawdę stara się robić to co zaleca rząd, ale oczywiście zawsze znajdą się tacy, którzy uważają, że ich to nie dotyczy – wychodzą w grupach, podają sobie np. skręta z marihuaną czy nieodpowiedzialni rodzice wychodzą na plac zabaw gdzie jest więcej dzieci. Zawsze się znajdą tacy, którzy nie będą przestrzegać reguł prawa. Wydaje mi się jednak, że solidarność ludzi jest widoczna i że czyni to zasadniczą różnicę.

M.P.B.: Wiem, że firmy są zachęcane do przestawiania produkcji na coś co może pomóc w walce z pandemią czy to rzeczywiście się dzieje i czy widzisz takie przykłady?

N.K.: Tak, nawet w moim okręgu drukarz – Polak Andy Staniszewski zrobił prototyp takiej ochrony twarzy, który osobiście dostarczyłam premierowi. Jest kilka firm, które złożyły prototyy do przetestowania. Rząd przeanaczył na to 5 mln dol.

Wynalazek Andy’ego Staniszewskiego

M.P.B.: A czy ludzie mogą w czymś pomóc? Wiele osób ma sporo czasu…

N.K.: Na mojej poselskiej stronie internetowej jest miejsce gdzie można się zgłosić np. do robienia zakupów dla osoby starszej. Na razie jeszcze nie ma takiej gwałtownej potrzeby ale jeśli to potrwa kolejne 2 miesiące to zapotrzebowanie może być znacznie większe. Gotowe do pomocy osoby muszą nie bać się wyjść na zewnątrz, najlepiej w maskach.

Teraz po naszej rozmowie, jadę do magazynu odebrać więcej masek bo brakuje ich w klinikach dla osób uzależnionych od narkotyków (methadone clinics). Pomaga w tym minister Michael Tibollo – on sam jeździ po całej prowincji rozwożąc te maski!

M.P.B.: A może te maseczki szyte w domach mogą się tu przydać?

N.K.: Myślę, że tak, mogą się przydać. Zawsze można się do mnie zgłosić.

M.P.B.: Czy bardzo jesteś zmęczona?

N.K.: Wczoraj zamiast 12 godzin byłam na dyżurze 14 godzin. Muszę się przebierać teraz między każdym pacjentem, za każdym razem, nawet jak idę podać komuś kubek wody. Przedtem odwiedzający i rodziny w szpitalu na ER (SOR) pomagały, na przykład nakarmić bliską osobę czy podać jej wodę, a poza tym przebywając na miejscu przy chorym, były na bieżąco informowane o stanie chorego. W tej chwili rodziny nie mogą być przy chorym, są w domu, martwią się, więc dzwonią prosząc o informacje. Wczoraj miałam czworo pacjentów i 12 telefonów od rodzin, przynajmniej jeden na godzinę, a w szpitalu się liczy każda minuta. Nawet dziesięciominutowe rozmowa z członkiem rodziny zmienia całkowicie mój tryb pracy. Rozumiem zaniepokojenie i troskę rodzin, ale nie miałam czasu na robienie dokumentacji na bieżąco, więc musiałam zostać dłużej.

Po dyżurze…

M.P.B.: Czy bardzo rygorystycznie przestrzegany jest zakaz odwiedzania pacjentów?

N.K.: W niektórych przypadkach, np. przy osobach, które zbliżają się do końca życia, limitowanie kontaktu z najbliższymi to ogromny problem i jest bardzo smutne. Wszystko zależy od lekarza – czasami lekarze robią wyjątki, np. jeśli pacjentem jest dziecko, pozwalamy czasami przychodzić rodzicom czy jeżeli ktoś jest w ostatnich momentach swojego życia. Ale staramy się minimalizować liczbę osób na oddziale pogotowie, a to zmienia całkowicie tryb naszej pracy.

M.P.B.: Wszyscy dziękujemy Ci za Twoją decyzję, Twoją służbę i oddanie, Natalio. Uważaj na siebie. Jeśli czegoś potrzebujesz, dawaj znać.

N.K.: Dziękuję. Taka już jestem, że nie mogę wysiedzieć spokojnie w domu jak wiem, że mogę się przydać.

(*) Ambulatory treatment centre – SOR składa się z kilku pododdziałów. Ambulatory treatment centre to taka część, gdzie ludzie mogą samodzielnie chodzić, mają np. jakiś niewielkie zapalenie płuc, bóle brzucha. Robione są badania, lekarz przepisuje jakiś lek, np. antybiotyk czy kieruje pacjenta do specjalisty. Pacjent wraca do domu przeważnie w ciągu 8 do 12 godzin.

APEL NATALII KUSENDOVEJ

Wywiad “Gazety z Natalią Kusendovą: “Czuję się Polką i Kanadyjką”

This slideshow requires JavaScript.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

4 Comments

  1. Emergency Room Department to polski SOR, ale nie pogotowie. Pogotowie to karetki, czyli EMS i Paramedics.

    • Malgorzata P. Bonikowska

      Napisałam: na oddziale ER (Emergency Room, polskim SOR – szpitalnym oddziale ratunkowym, czyli pogotowiu), czyli pierwsza część dobrze, a druga nie. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Przez 13 lat mieszkałam na rogu Wspólnej i Poznańskiej w Warszawie, prawie vis a vis “Pogotowia na Hożej”, czyli miejsca, gdzie przychodzili lub byli przywożeni ludzie tak jak na SOR czy nasze kanadyjskie ER. http://wsprwaw.blogspot.com/2015/08/hoza-56.html

  2. Adam Koziński on

    Świetny wywiad, pani redaktor! Bardzo dziękujemy, Pani Poseł. Jest Pani wyjątkową osobą. Trzymam kciuki.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.