DOBRZE JUŻ BYŁO

0

Z cyklu: Wieści z frontu

W moim wieku pod wpływem licznych życiowych doświadczeń już się wie, że świat nie jest sprawiedliwy, że do ludzi należy mieć ograniczone zaufanie, i że wcielanie w czyn wszelkich utopii z reguły kończy się klęską.

Dobrze już było.

Szukam właściwej metafory. Nie chcę schlebiać tanim gustom, ale niekiedy cytaty będące w powszechnym użyciu, mimo że trochę w związku z tym kiczowate, zawierają jednak w sobie pewną mądrość.

Anna Jantar, która umilała nam smętny żywot za komucha Gierka, i która zginęła w wypadku lotniczym, śpiewała kiedyś:

“Nic nie może przecież wiecznie trwać

Co zesłał los trzeba będzie stracić

Nic nie może przecież wiecznie trwać

Za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić”.

To song nieco erotyczny, niemniej nadaje się do szerszej refleksji. Można mówić o “miłości” Kaczyńskiego do narodu, i o “miłości” narodu do Kaczyńskiego. Rzecz jasna, w grę wchodzi miłość odpłatna, czyli transakcja handlowa z wykorzystaniem afektywnego wzmożenia, co odbywa się na ogół w domach publicznych, i co zapewne przywróci nam Morawiecki w ramach odmrażania gospodarki.

Czeka nas ogromny krach, który wspólnie będziemy musieli przejść. Załamanie ekonomiczne, spowodowane suszą i epidemią, lecz nade wszystko fatalnym zarządzaniem naszym krajem przez PiS, polegającym na rozdawnictwie pieniędzy i ich bezlitosnym rozkradaniu z państwowego skarbca.

Będziemy żyli w nędzy, niezależnie od poglądów politycznych. Jedni z poczuciem krzywdy, drudzy z poczuciem winy, albo bezrefleksyjnie. Brzuszyska jeszcze mamy pełne, choć już niedługo. Nie da się zrobić zapasów. Skarbiec jest pusty.

Wprawdzie spadnie gwałtownie poparcie dla rządzących, to jednak oni już się postarają, by trwać na stanowisku. Nic nam nie da ani głosowanie, ani bojkot. Ich parszywe gęby przyjdzie nam jeszcze kilka lat obserwować na świeczniku władzy.

Prof. Gersdorf odchodzi z Sądu Najwyższego, bo kończy się jej kadencja. Niebawem funkcję prezesa obejmie jakaś pisowska dziumdzia w rodzaju Julii Przyłębskiej, albo męski odpowiednik – kabotyn. W każdym razie półgłówek, który uczyni z Sądu Najwyższego wydmuszkę, powolną poleceniom Kaczyńskiego.

Spośród kandydatów na prezydenta osobiście znam jedynie Roberta Biedronia, którego niezmiernie lubię i cenię, podobnie jak jego partnera życiowego, Krzysztofa Śmiszka, doktora praw. Za poglądy i działalność na rzecz tolerancji i antydyskryminacji.

Nawoływanie do udziału w głosowaniu jednak raczej mi się nie podoba. Tu współbrzmię z Donaldem Tuskiem, nawołującym do bojkotu tej ustawki. Po co brać udział w sfingowanych wyborach? Polacy po wojnie przeżyli taki plebiscyt pod hasłem “3 x TAK!”, który legitymizował komuchów.

Nasza opozycja jest dramatycznie podzielona na dwoje: na lewaków i centrystów, i próżno szukać między nami zgody, do czego niestrudzenie namawia i o co płomiennie apeluje Agnieszka Holland.

Mam rozdwojenie jaźni, bo jestem idealistą: chciałbym od razu legalnych związków partnerskich i aborcji na żądanie, i faktycznego rozdziału kościoła od państwa, wyprowadzenia katechezy ze szkół, wiem jednakże, że to są kwestie, na które wyrazić musi chęć opinia publiczna.

Złota rybka spełnić może jedynie ograniczoną liczbę życzeń, a gdy się ją przekroczy – wraca zgrzebna rzeczywistość. Jestem idealistą, choć życie naucza cierpliwości i wyczekiwania. I kompromisu.

Świat jest urządzony ułomnie i byle jak.

Im bardziej pragniemy jego naprawy i ulepszania, tym większe ryzyko, że wyłoni się jakaś fatalna morda, która oszuka ludzi i zawładnie ich ograniczonymi umysłami. Wmówi, że pieniądze rosną na drzewach.

Duda, nasz wstyd, nasza hańba, groteska i upadek. Jeśli Unia Europejska kontestuje “dobrą zmianę”, populiści pisowscy nie mają żadnych oporów przed przymierzem z dyktatorami. Z Rosji i Chin. Nawiązuję tu do książki Celińskiego i Piątka “Duda i jego tajemnice”.

Polacy zatem zapomnieli, co to znaczy dzikie stepy Azji, i że tam próżno szukać dobrobytu?! Jedynie samogon i płacz.

Pogrążyliśmy ojczyznę na wiele lat, a może dekad. Nasze protesty okazały się jałowe, bo nasi pobratymcy, piewcy “dobrej zmiany” nie dali wiary alarmowi, że sprawy zmierzają w zlym kierunku.

Wyborcy pisowscy pełni są podziwu dla silnej władzy, która nie cofa się przed niczym i potrafi ludzi wziąć za mordę. Ciekawe, czy nie stracą aby owego szacunku, gdy się okażę, że chodzi także o ich własną twarz?

Konstytucja, podobnie jak wszelkie prawa uniwersalne, np. chrześcijański dekalog, to zbiór przepisów, które należy stosować arbitralnie, a nie tylko wtedy, gdy to akurat wygodne i opłacalne…

Pisowcy podeptali wielokrotnie Konstytucję, pogwałcili ją bezlitośnie i ośmieszyli. Teraz jednak na nią się powołują skwapliwie, bo jest w niej przepis o terminie wyborów prezydenckich. Powołuje się nań Sasin i Szydło, która przecież swego czasu bez oporów i żenady sprzeniewierzyła się konstytucji, nie drukując wyroku Trybunału Konstytucyjnego, gdy ten jeszcze działał…

Cóż, mądrość narodu to mrzonka, która była naszym złudzeniem i nadzieją. Otaczają nas zdemoralizowani analfabeci. I słono zapłacą za swoje wybory, a my niestety solidarnie wraz z nimi.

Przemysław Wiszniewski

Poleć:

O Autorze:

54-latek, warszawiak. 20 lat pracował w TVP jako dziennikarz TV Edukacyjnej i TV Polonia, z wykształcenia pedagog, UW. Ukończył psychoanalizę szkoleniową. Był aktywistą Otwartej Rzeczpospolitej, prowadząc szkolne pogadanki na temat wielokulturowości. Zaangażowany w dialog żydowsko-polski na blogu FaceJew. Publicysta serwisów Ruch Komitetu Obrony Demokracji, Liberte Leszka Jażdżewskiego, „Medium Publiczne” Ewy Wanat, Koduj24 Magdy Jethon, "Studio Opinii" Stefana Bratkowskiego., były red. nacz. "Naszego Czasopisma", rzecznik Stowarzyszenia WRD i ODnowy. Wydawca jednodniówki "Na czatach" pod redakcją Haliny Flis-Kuczyńskiej. Zaangażowany w dokumentowanie wideo działań opozycji ulicznej na Video-KOD, a także przekazów Tomasza Piątka.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.