Nowe czasy dla religii i ateizmu

0

Wracam myślami do krótkiego eseju Olgi Tokarczuk opublikowanego najpierw w „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, a który w dniu następnym, gdy niezbyt rozgarnięci czytelnicy zaczęli noblistce przypisywać swoje własne poglądy, zdecydowała się opublikować oryginalnej wersji na swoim fejsbuku. Tekst ukazał się też w opiniotwórczym „The New Yorker”. Kilka mediów zdecydowało się na przedruki, w tym nasze Studio Opinii. I dobrze. Każdy może przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.

Ja sobie takowe wyrobiłem. Moje zdanie, które zamieściłem zresztą w komentarzu (przywołuję ten i inne komentarze, bo przecież nie wszyscy je czytają) pod tekstem Tokarczuk jest takie: „To piękny i mądry tekst, cieszę się, że się u nas pojawił. W pełni się w nim odnajduję”. A na kwaśne uwagi jednego z malkontentów dodałem: „Pozwolę sobie pozostać przy własnym zdania i powtarzam pełną zgodę na diagnozę sytuacji w czasie zarazy. Rozumiem odmienne perspektywy, jednak cieszą mnie zwłaszcza sposoby ich uzasadnienia. Powyższy jest nieprzekonujący i stanowi zapis niezbyt przemyślanego wzburzenia wewnętrznego, które być może zaowocuje głębszą refleksją, oto choćby jak ta tak namiętnie postponowana Olgi Tokarczuk”.

Ten komentarz mojego oponenta nie zadowolił, zresztą może wcale nie chciał zmienić zdania, jego prawo. Moje zresztą też. Więc na jego wzmiankę, że nie byle kto jest sceptyczny, bo sam Eugeniusz Smolar odpowiedziałem: „Pozwalam sobie pozostać przy własnym zdaniu [już po raz drugi w tej wymianie komentarzy], a E. Smolara szanuję i chętnie przeczytam jego opinię na temat tego, co się dzieje za jego oknem. Mieszkamy zresztą całkiem bliskie siebie”.

To tyle komentarza do komentarzy.

A tak naprawdę chciałby się odnieść do ostatniego akapitu eseju Olgi Tokarczuk, który wydaje mi się nie tylko słuszny, ale głęboko prawdziwy, gdyż dotyka głębokich pokładów naszej egzystencji. Pisze Tokarczuk:

Na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas. Nadchodzą nowe czasy.

I o tym, jak sobie te nowe czasy wyobrażam, chciałbym kilka słów napisać. Ale na początek może kilka uwag natury historycznej na temat tych ostatnich dwustu lat.

Lata 1820-2020 to wejście w pełną dojrzałość cywilizacji europejskiej. Mamy za sobą (może nie wszyscy, bo na pewno nie jej katolicka część) reformację i oświecenie, a więc wzięliśmy swoje przeznaczenie we własne ręce. Przyswoiliśmy sobie krytykę religii dokonanej przez Feuerbacha i Marksa, romantycznie wadziliśmy się z własnymi mitami. Wreszcie dzięki mistrzom podejrzeń końca XIX i pierwszej połowy XX wieku (Nietzsche i Freud) staliśmy się świadomi nadużyć tejże religii i kultury. Dzieła dekompozycji dokonali postmoderniści, których jest legion. A to wszystko ostatecznie zostało przytłoczone doświadczeniem obu straszliwych wojen światowych z Holocaustem europejskich Żydów na czele. To wszystko jest za nami. A teraz koronawirus pozwala jak w soczewce jeszcze raz spojrzeć na dokonania i kompromitacje naszego kręgu kulturowego. W tym wszystkim niebagatelną rolę odegrała religia i wcale nie będąc li tylko ofiarą. Owszem w wielu przypadkach odegrała rolę inspirującą, o czym nie pora teraz się rozpisywać.

Niemniej jednak chcę to wszystko zobaczyć w kontekście religii, bo tak już mam no i trochę się na religii znam. Stąd pewnie ta przywara, że niezależnie, o czym mówię i piszę, ostatecznie będzie to zawsze kościół albo religia. No więc niech i tak będzie tym razem.

No więc będzie o religii przede wszystkim, bo o Bogu to jakoś trudno mi sobie wyobrazić by taki czy inny wirus miał na niego wpływ, natomiast na nasze ludzkie o nim wyobrażenia to i owszem. Otóż moim zdaniem przymusowy areszt domowy, na jaki została skazana większa część ludzkości, dotyka czegoś, o czym nie myśleliśmy dotąd, a w każdym razie nie były to myśli codzienne.

Jest to sytuacja, kiedy religia została zredukowana do domowych ścian i to niezależnie od wszystkich transmisji telewizyjnych czy internetowych. Każdy pozostał sam ze sobą — i chcąc nie chcąc zdał sobie sprawę, że tak naprawdę w relacji do Boga żaden kościelny urzędnik nie jest mu potrzebny. To doświadczenie wzmocniło się w tzw. Wielkim Tygodniu, a więc już od 6 kwietnia, a szczególnie w czasie Triduum Paschalnego, czyli od Wielkiego Piątku do Wielkiej Niedzieli (10-12. 04) plus Poniedziałek Wielkanocny. To długi czas, mocno osadzony w naszej kulturze, bo przecież nie tylko w religii. Nawet ludzie niewierzący są zmuszeni w tym wszystkim uczestniczyć od dzieciństwa, bo taki mamy kraj.

I tu właśnie przychodzi to „nowe”. Po raz pierwszy w życiu wielu z nas przeżyło te święta po swojemu, prywatnie, z dala od kościelnego zgiełku i natrętnych komentarzy kaznodziejów i nadwornych dziennikarzy. Politycy nie się mogli wykazać swoją pobożnością. Pozostaliśmy ze sobą, z Bogiem lub bez Boga, zależnie od światopoglądu. I to nas odmieniło. Jak? Nie wiem i pewnie nikt nie wie.

Ale można się pokusić o pewną wizję utopijną. Każdy człowiek przez sam fakt bycia w świecie może ten świat zmieniać na lepszy. Właściwie już to robi, ale nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. W ten sposób ten świat się staje bardziej boski a tym samym bardziej ludzki i właśnie tego uczył Jezus i jego pierwsi uczniowie. Dzisiaj każdy z nas, jeśli tylko zechce, może stać się spadkobiercą tamtego religijnego entuzjazmu, który znamy z przekazów Nowego Testamentu i zapisów z pierwszych wieków chrześcijańskiej ery. A co najważniejsze, powtórzę to jeszcze raz, może to zrobić bez pośrednictwa kościelnych urzędników.

Wtedy też nie ma znaczenia czy jest się Żydem, czy Grekiem, czy Polakiem, nie jest ważne czy jest się mężczyzną, czy kobietą, hetero- czy homoseksualistą, bo w Jezusie Chrystusie wszyscy jesteśmy równi. A jak to zrobić w praktyce? Tego nie wiem; ani nawet nie będę próbował nikogo przekonać, że wiem. W takim naśladowaniu Jezusa nie ma ani sługi, ani Pana, bo każdy staje się panem swego losu. Wystarczy zacząć żyć, tak by być pożytecznym dla innych, by to, co robimy, miało dla nas i dla innych głęboki sens. A nade wszystko by stało się źródłem radości dla nas samych i dla naszych najbliższych. Wtedy z całą pewnością tą radością zarazimy innych i razem staniemy się zaczynem zmiany, naprawdę dobrej zmiany. A nowy świat już teraz czeka za naszymi drzwiami, byśmy go wpuścili do naszego życiu. Tu i teraz.

I jeszcze jedna refleksja związana z rozmową z dziennikarzem radia TOK FM w Poniedziałek Wielkanocny. Otóż Roch Kowalski, który prowadził poranną audycję świąteczną, zadał mi (telefonicznie oczywiście) kilka pytań na temat związków chrześcijańskiego święta Wielkanocy z żydowskim świętem Paschy, dodał też kilka pytań na temat znaczenia Starego Testamentu dla chrześcijan. Temat wydaje mi się wyjątkowo istotny również w kontekście powyższych pytań na temat znaczenia pandemii w transformacji religijności czy zmiany jej miejsca w życiu prywatnym i publicznym.

Tak więc, zapożyczając tytuł znakomitej książki Pauli Fredriksen, trzeba powiedzieć, że pierwsze pokolenie chrześcijan to byli Żydzi. I to z Jezusem, jego uczniami, autorami Ewangelii i Pawłem z Tarsu włącznie. Nie można zrozumieć ani Wielkanocy, ani tym bardziej tekstów nowotestamentowych bez znajomości judaizmu i praktyk religijnych ówczesnych Żydów. Wielkanoc to nic innego jak żydowska Pascha, której znaczenie zostało zmienione. Podobnie stało się zresztą z judaizmem po zburzeniu świątyni jerozolimskiej w roku 70. Tak więc zarówno Żydzi, którzy uznali w Jezusie obiecanego mesjasza, jak i ci, dla których jego nauczanie i śmierć nie miała żadnego znaczenia, spotykali się w synagogach i domach prywatnych i rozważali znaczenie Biblii Hebrajskiej (nie było przeciwstawienia Starego Nowemu Testamentowi).

Dopiero później ich drogi się rozeszły, a chrześcijaństwo stając się religią państwową, używało wszelkich środków politycznych i religijnych, by swoich żydowskich pobratymców pozbawić wszelkich praw, a wyznawców innych religii po prostu wyeliminować. Jak to wyglądało w praktyce, można się dowiedzieć od historyków tamtego okresu. To właśnie dlatego wsłuchując się w glosy ludzi, dla których Ewangelia i chrześcijaństwo są źródłem siły i wiary w odrodzenia świata szczerze im zazdroszczę. Dla mnie te pierwsze już w momencie powstania były skażone nienawistną ideologią wobec tych Żydów (bo przecież one zostały napisane też przez Żydów), którzy nie uwierzyli w mesjańską boskość Jezusa. Co do chrześcijaństwa to dla mnie jest to, historycznie rzecz biorąc, najbardziej ekskluzywistyczna z trzech religii monoteistycznych. Zwłaszcza katolicyzm, ze swoim uroszczeniem do bycia jedynym prawdziwym spadkobiercą Jezusa i Ewangelii, przy jednoczesnej nieufności do rozumu i jego zdolności dostrzeżenia ziaren dobra poza własną religią, jest wyjątkowo kłopotliwy. 

Dlatego podtrzymując hipotezę powstania nowych form religii, mam nadzieję, że samo chrześcijaństwo w jej historycznym kształcie, jaki znamy od czasu przejęcia do przez cesarza Konstantyna Wielkiego, a zwłaszcza przez jednego z jego następców Teodozjusza (378-395), który wyjątkowo zasłużył się niszczeniem innych religii, przejdzie nieodwołalnie do lamusa historii.

Stanisław Obirek
Studio Opinii
Poleć:

O Autorze:

Stanisław Obirek

Prof. Stanisław Obirek, autor zaprzyjaźnionego z nami portalu publicystów Studio Opinii (studioopinii.pl), jest teologiem, historykiem, antropologiem kultury. Jest autorem wielu książek i artykułów. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych. Jest zaangażowany w dialog z innymi religiami (m.in. z judaizmem) i z niewierzącymi. Jest wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego w Ośrodku Studiów Amerykańskich. W 1976 roku wstąpił do zakonu jezuitów. Jesienią 2005 ogłosił, że występuje z zakonu i rezygnuje z kapłaństwa. Przyczyny tej decyzji wyjaśnił w książce "Przed Bogiem".

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.