Nowojorski Park Centralny

0

Z cyklu: Piękny jest ten świat

Nowy Jork jest obecnie nie tylko centrum finansowym, ekonomicznym i jednym z najważniejszych ośrodków kulturalnych Stanów Zjednoczonych, ale jego banki inwestycyjne i giełdy dyktują prawie wszystkim krajom na świecie ich sytuację ekonomiczną. Tu zapoczątkowywane były prawie wszystkie  spowolnienia i rozkwity ekonomii Stanów Zjednoczonych i pośrednio w wielu krajach świata. Miasto to jest położone na czterech wyspach (Manhattan, Brooklyn, Queens, Staten Island), i na stałym lądzie Bronx. 

Na obrazie scena kupna Manhattanu od Indian

Manhattan

Do roku 1898 całe miasto było usytuowane na Manhattanie. Od tysięcy lat obecne tereny Nowego Jorku i duży region wokół miasta były zasiedlone przez kilka plemion indiańskich. W XVII wieku właścicielami Manhattanu i najbliższych okolic było plemię Delawarów. W roku 1626 jego szef odsprzedał wyspę Holendrowi Piotrowi Minuitowi za produkty wymiany handlowej o wartości 60 guldenów (około 1000 dolarów). Do bajek trzeba włożyć, że wyspę odsprzedano za błyskotki warte 24 dolary. Po przegranej wojnie Holendrów z Anglikami tereny te przejęli zwycięzcy, zmienili nazwę osiedła z Nowego Amsterdamu na New York, który w dość krótkim czasie stał się i ciągle jest największą metropolią i największym portem Stanów Zjednoczonych, a Manhattan obecnie, aż do ponad połowy wyspy od jej strony południowej, jest przeogromnym centrum całego miasta, zasłaniającym dziesiątkami drapaczy chmur niebo.

Central Park, Manhattan, New York City

To długa i stosunkowo wąska wyspa. Z południa na północ ciągnie się po niej 10 numerowanych alei i kilka innych mających swe słowne nazwy. Najważniejsza, najelegantsze i nadłuższa z nich, o nazwie Broadway, to aleja dziesiątek teatrów, sal kinowych, a obecnie także różnych innych ośrodków, przeważnie  pornograficznych. Wije się, nie jest prosta jak inne, przecina ulice pod różnymi kątami. To najbardziej uczęszczana przez turystów aleja miasta. Jest nadłuższą aleją chyba na całym świecie, bo przecinając wzdłuż cały Manhattan ciągnie się po kilku sąsiednich miastach, ma ponad 50 kilometrów długości. W poprzek wyspy są ulice, większość z nich numerowana. Jest ich ponad dwieście.

Jedna z wielu tras przechadzkowych w Parku

Budowa parku

Początkowo miasto zajmowało tereny południowe wyspy do obecnej 44. ulicy. Wielki boom rozwojowy miał miejsce w latach 1820-1855, kiedy to liczba mieszkańców powiększyła się czterokrotnie. Władze miasta postanowiły dać mieszkańcom miejsce wypoczynku i rozrywki. Wytypowano teren podmokły, nieurodzajny, z wieloma skalistymi wzgórzami, położony w centrum wyspy między ulicami 59. i 110. oraz między alejami piątą i ósmą. To duży teren o długości 4120 metrów, przeciętnej szerokości 850 metrów, powierzchni 341 hektarów. Przed jego zabudową nazywany był „waste land, ugly and repulsive” – był schroniskiem dla bezdomnych, nielegalnych producentów samogonu, przestępców, a także wielu czarnoskórych niewolników, uciekinierów z południowych stanów. A więc władzom miasta chodziło nie tylko o komfort mieszkańców, ale przede wszystkim o oczyszczenie terenów przy północnych dzielnicach miasta od kłopotliwych osiedleńców.

Konkurs w sprawie zabudowy ogłoszono w 1857 roku. Wygrali dwaj młodzi inżynierowie Frederick L. Olmstead i Calvert de Vaux. Miastu podobał się ich projekt, bo według niego teren można będzie zamykać na noc bramami, jako że w poprzek parku miały przechodzić pod jego powierzchnią tunelami cztery ulice przejezdne przez całą dobę. Wsparci nagrodą 2 tysięcy dolarów za wygrany konkurs, inżynierowie w następnym roku rozpoczęli prace. Rąk do pracy było wiele, w większości Irlandczycy, którzy opuścili swą ojczyznę w czasie „wielkiego głodu” spowodowanego zniszczeniem przez grzyba ich głównego produktu wyżywienia – ziemniaków. Ci, którzy mieli fundusze by wykupić bilet na przejazd do Stanów Zjednoczonych, opuścili w pośpiechu kraj. Z tych, którzy zostali w kraju, zmarło z głodu ponad milion osób.

Obecna panorama Parku

W roku zapoczątkowania prac inżynierowie zatrudnili 3000 bezrobotnych i około 400 właścicieli koni i furmanek. Zaczęto prace od zasypywania mniej podmokłych terenów ziemią, a inne odwadnianiem do wykopywanych stawów, wywożenie gruzów i przywożenia dobrej ziemi, zrównanie z ziemią kilka skalistych wzgórzy i szereg innych ciężkich robót. Były to trudne i fizycznie wyczerpujące prace, tym bardziej że trzeba było także zasłaniać głowy i ciała od kamieni,  którymi bomardowali ich ci, co znaleźli tu wcześniej schronienie. Rządcy miasta, w tym czasie już bardzo bogatego, sypnęli gotówką. Liczbę pracujących powiększono do 20 tysięcy, sprowadzono na teren budowy znane wtedy mechaniczne koparki i inny sprzęt budowlany, powiększyła się liczna pojazdów wywożących i przywożących ziemię i wszystko, co było konieczne przy rekultywacji tego ogromnego terenu.

Podstawowe prace wykonano w ciągu 15 lat. Tylko osiem osób zginęło w wypadkach przy pracy, co w owych czasach, przy wielkich tego typu przedsięwzięciach, było rekordowo małą liczbą. Zasypano płaskie powierzchnie parku około trzema milionami metrów sześciennych dobrej ziemi, a tej parkowej  razem z gruzem, wywieziono chyba jeszcze więcej. Do przemodelowania przestrzennego parku użyto także 20 tysięcy beczek dynamitu. Część mokradeł zamieniono na łąki i tereny uprawne. Część ich wody odprowadzono nie tylko do stawów, ale i do wielkiego rezerwuaru zaopatrującego mieszkańców wyspy w wodę pitną. Po zakończeniu prac melioracyjnych w Parku obok dwóch jezior i wspomnianego rezerwuaru znalazło się też siedem stawów. 

Park angielski

To park w stylu angielskim, czyli park zrywający za sztucznością i rygorami parku francuskiego, jak na przykład podzielenia go prostymi liniami na grządki. To park krajobrazowy, gdzie różnorodne drzewa, krzewy, kwiaty są pomieszane ze sobą, gdzie często przepływa rzeczka lub strumyk, lub położone są nad jeziorem czy stawem, gdzie można dostrzec – często ukryte w gąszczu – małe budowle wypoczynkowe i niekiedy „świątyńki dumania”, różne posągi itp. Wszystko to sprawia poczucie naturalności, zadumy, nawet romantyzmu. Ci, którzy nie byli w parku na Manhattanie, mogą w Polsce zobaczyć dwa najbardziej typowe tego typu parki, mniejsze i skromniejsze od nowojorskiego, ale bardziej romantyczne. To park Heleny Radziwiłłówny w Arkadii koło Łowicza i Elżbiety Czartoryskiej w Puławach.

Villandry – ogród w stylu francuskim

Park nowojorski ma wiele zielonych terenów, a wśród nich tak zwaną Wielką Łąkę, na której gromadzą się tłumy nie tylko by odpoczywać lub opalać się, ale przede wszystkim by darmowo uczestniczyć w dużych koncertach muzycznych i innych wydarzeniach kulturalnych. Jest tu jeszcze kilka innych mniejszych łąk. By te ogromne tereny kosić i dożywiać trzeba byłoby na to wielkiej sumy pieniędzy. Wybrano tańsze rozwiązanie, kupiono kilkaset kóz, które wykonywały te „prace”, ale tylko do czasu depresji ekonomicznej, która w tym mieście zaczęta pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku  rozprzestrzeniła się po świecie w latach trzydziestych. Wtedy głodni ludzie wykradali te zwierzaki i nimi się żywili.

Po powrocie dobrej koniuktury zrezygnowano z kóz, zastosowano metody pielęgnacji tych terenów,  takie, jakie robimy my, jeśli przy domach mamy zasianą trawę i ogródek. Zasadzono tu 26 tysięcy ciekawych i wartościowych drzew i wiele krzewów. Najbardziej spektakularne są tu amerykańskie wiązy i bardzo duża liczba japońskich wiśni, drzew obsypanych milionami kwiatów w porze kwitnięcia, zasłaniających nie tylko pobliskie drapacze chmur, ale i niebo.

Manhattan znam dobrze. Mieszkałem dwa lata w pobliżu Nowego Jorku. Byłem w wieku kiedy byłem zapalonym miłośnikiem oglądania zabytków, a jest ich wiele w tym mieście, mimo że jest dość nowe w porównaniu do europejskich metropolii. Raz w tygodniu wybierałem się na całodniowe wałęsanie się po mieście. Gdy się zmęczyłem, wtedy w tym parku odpoczywałem, bo łatwo było tu dojechać, jako że prawie każda trasa metra przebiegła w niedalekiej odległości od tego miejsca. Na początku mojego pobytu w Stanach, gdy brałem darmowe lekcje języka angielskiego w YMCA, bywałem w tym mieście trzy razy w tygodniu i często w parku odrabiałem zadane prace domowe albo gdy musiałem długo czekać na pociąg, by wrócić do miejsca zamieszkania na Long Island.  

Ukwiecona aleja

Miejsce popisów nowobogackich

Po naszykowaniu terenu do zabudowy, bogacze miasta używali tych terenów do popisywaniu się swym bogactwem. Szaleli po nim w swych pojazdach lub na koniach przyozdobionych na wszelkie sposoby nawet złotem i brylantami, sami w najelegantszych garniturach, panie w sukniach i kapeluszach, które kosztowały dziesiątki tysięcy dolarów. Był to rodzaj „plebiscytu” kto jest bogatszy i bardziej elegancko ubrany. Paniom zależało przede wszystkim na tym, by innym opadały szczęki  gdy zobaczą ich kreacje. Było to pierwsze pokolenie magnatów przemysłowych, wielu z nich dość prymitywne typy zaczynające swoje kariery od zmywaka, czy od sprzątania hoteli, ale po wzbogaceniu się, niekoniecznie uczciwie, wykorzystywali finansowo swoich robotników, których zjawiło się w mieście dziesiątki tysięcy z wielu krajów świata, w pomnażaniu ich nie zawsze legalnych interesów. Dopiero drugie i dalsze pokolenia stawały się prawdziwymi, wykształconymi przemysłowcami.

Przejażdżka bogaczy miasta po Parku, XIX w.

Jako przykład niech posłuży Georg C. Boldt. Po zjawieniu się w Nowym Jorku stał się chłopcem na posyłki, awansował do pracy na zmywaku w hotelu. Zakochała się w nim z wzajemnością małolata, córka bogacza. Dostali od jej taty jako prezent ślubny hotel w Filadelfii, który świetnie prosperował, przynosząc poważne dochody. Georg nabył hotel Waldolf-Astoria, jeden z najbardziej znanych do dzisiaj na Manhattanie, dla żony. W tajemnicy budował prezent w formie zamku-fortecy na jednej z wysp rzeki św. Wawrzyńca. Budowy nie dokończył, bo żona w międzyczasie nagle zmarła. Dokończono ją później  – to obecnie napiękniejszy zabytek na jednej z ponad tysiąca wysp tej rzeki. A więc od zmywaka do multimilionera, w przeliczeniu na obecne czasy multimiliardera – to sukcesy także wielu takich jak on przedsiębiorczych ludzi w tym kraju.

Wystrój parku i różne budowle w nim i w pobliżu

Zabudowa terenu zajęła dużo więcej czasu, niż przygotowanie go pod zabudowę. Na terenie parku znajdował się wcześniej miejski arsenał, wykupiony przez miasto i przerobiony na budynek użyteczności publicznej, który funkcjonuje ciągle pod dawną nazwą Arsenal.

Najważniejszą instytucją zbudowaną w parku jest Metropolitan Museum of Arts. Szereg innych ciekawych budowli znajduje się tuż przy parku, niekiedy wystaczy przejść na drugą stronę jednej z dwóch alei zamykającej park i ulicę od jego południowych krańców, by odwiedzić inne ciekawe instytucje kulturowe miasta. Dwa inne muzea to po jego stronie zachodniej American Museum of Natural History, a po jego wschodniej Guggenheim Museum. W odległości mniejszej niż kilometr od południowo-zachodniego narożnika parku powstało później, już w XX wieku, kilka słynnych instytucji kulturalnych, wiele z nich w jednym miejcu – w Lincoln Center. To Philharmonic Hall, New York State Theater, Metropolitan Opera House, Library and the Museum of the Performing Art. Gdy tutaj zabrakło miejsca na dalsze budowle, po drugiej stronie 66. ulicy wzniesiono wielki budynek z salami koncertowymi, audytoriami, ale przede wszystkim z jedną z najsłynnieszych w świecie akademii muzycznych zwaną Juilliard School of Music – nazwa budynku to Juilliard Building. Miejsce to połączone jest z Lincoln Center przejściem ponad ulicą.

Wystrój parku 

Wróćmy do Centralnego Parku. Po wyrównaniu terenu, dodaniu ziemi uprawnej, stworzono aleję ciągnącą i wijącą się jak wąż po całym parku przeznaczoną przede wszystkim dla wozów dostawczych, także na dalekie spacery po jej poboczach, a w pewe dni tygodnia w wyznaczonych godzinach można na nią wjeżdżać wozami osobowymi. Oczywiście nie zapomniano o kilku parkingach. Od niej odchodzi kilkadziesiąt ścieżek turystycznych, tak zbudowanych, by podziwiać z nich wszystko co ciekawe i piękne w ich pobliżu. W części parku zwanej Rumble zostawiono wzgórza dla turystów – wspomnianych szlaków jest tu więcej niż w każdej innej części parku. Potem w ciągu kilkudziesięciu lat zaczęto umieszczać lub budować w parku wiele wszelkiego rodzaju miejsc kulturowych, wypoczynkowych i rozrywkowych dla dorosłych i dla dzieci. 

Największym, wprost szalonym przedsięwzięciem było wybudowanie w latach siedemdziesiątych XIX wieku wspaniałego przeogromnego muzeum sztuki – Metropolitan Museum of Arts. To największe i najpopularniejsze w całych Stanach Zjednoczonych wielokulturowe muzeum, chlubiące się ponad dwoma milionami eksponatów, odwiedzane przeciętnie przez około sześć i pół miliona ludzi rocznie, co jest czwartą z kolei liczbą odwiedzających wśród muzeów na całym świecie.

Przy szykowywaniu parku pamiętano o dzieciach – zbudowano dla nich 21 miejsc zabaw. Są tu także brodziki i dwa małe ogrody zoologiczne. Poza Wielką Łąką, na której odbywają się większe wydarzenia kulturalne, jest w parku kilka mniejszych miejsc do spotkań ludzi w budynkach i na powietrzu. Przy dużym jeziorze o bardzo nietypowych kształtach jest punkt wypożyczania kajaków i innych pojazdów wodnych oraz przystań statków turystycznych. Drugie naturalne małe jezioro pod nazwą New Lake jest otoczone kilkoma ciekawymi budowlami jak teatr Delacorte, a przede wszystkim Belvedere Castle – elegancka  imitacja średniowiecznego zamku z blankami, czyli zwieńczeniami murów obronnych  i basztami, skąd rozciąga się wspaniały widok na północną część parku na wspomnianą Wielką Łąkę i otaczającą ją kilkoma miejscami rozrywki dla dzieci, między innymi jednym z brodzików, a także na rezerwuar wodny zbudowany w roku 1862, będący obecnie częścią kanalizacji wodnej Manhattanu.

Kilkaset metrów na zachód od zamku znajduje się duży zalesiony teren, który w zamyśle  jego twórców miał mieć w sobie wszystkie drzewa i krzewy znane z czasów Szekspira. Przypuszczam, że ideę parku szekspiriańskiego zapożyczyli stąd budowniczy największego i najelegantszego parku San Francisco o tej samej nazwie co jego słynny most Golden Gate – to także bardzo interesujący wielotematyczny park, a w nim, w wydzielonym Parku Szekspiriańskim, widziałem wiele drzew i krzewów. Tylko niektóre znałem i rozpoznawałem spacerując kilkakrotnie po nim.

W Parku Centralnym w pobliżu północno-wschodniego brzegu tego jeziora postawiono obelisk przetranspotrowany z Heliopolis w Egipcie, darowany miastu w 1877 roku  przez paszę Khediva Ismaela. To imponujący 3000-letni  monument z różowego granitu, wysoki na około 20 metrów. Oczywiście są w parku kafejki, tawerna, jest druga z alei, prosta, zaczynająca się w pobliżu Arsenału, wiodąca do dużego jeziora, zwana The Mall, czyli Promenada, otoczona wieloma udogodnieniami dla zwiedzających park, między innymi wielką muszlą koncertową. Kończy się ona ogromną elegancką fontanną zwaną Bethesda Fountain, pobierającą wodę z tego jeziora.

Gdy w pewne dni i godziny tygodnia do parku nie ma wjazdu wozów osobowych, można zaparkować wóz na parkingu przy Metropolitan Museum, poświęcić przynajmniej dzień by obejrzeć różnorodne eksponaty tego kolosa, by potem w poprzek parku przejść się pieszo niecały kilometr do wspomnianego, chyba drugiego co do wielkości muzem miasta o nazwie  Americam Museum od Natural History, lubianego przez dzieci, bo wśród innych eksponatów mogą obejrzeć tu odtworzone figury najsłynniejszych dinozaurów,  pozostałości kostne niektórych z nich i wiele innych ciekawostek nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych.

Nie zapomniano w parku o sporcie:  jest tu stadion piłki nożnej, hale siatkówki i koszykówki, pamiętano o emerytach budując z myślą o nich miejsca uprawiania gry w kręgle. W parku można znaleźć wiele miejsc odpoczynku nie tylko na ławkach, ale w budyneczkach, w których można się zaopatrzyć w najpotrzebniejsze turyście artykuły, a nawet dostać pomoc pielęgniarką na wypadek jakiegoś urazu.

Wszystko co wymieniłem i inne atrakcie niewymienione, to powód, że park ten przyciągał mnie do siebie jak magnes – odwiedziłem go przynajmniej 20 razy – i przyciąga każdego roku miliony turystów (rekordowym rokiem był rok 2016 – 16 milionów). Faktycznie to już nie park to superpark, a dokładniej rodzaj przeogromnego muzeum na świeżym powietrzu. Jest dwukrotnie większy od państwa Monaco i ośmiokrotnie od innego państwa: Watykanu. 

Przenośny szpital w Central Parku

Powolne zaniedbywanie parku i jego odnowa

Troska o tak obszerny teren z tysiącami drzew, dziesiątkami ścieżek turystycznych, ale przede wszystkim wieloma obiektami kulturalnymi i wypoczynkowymi to duże obciążenie budżetu miasta – wydatek kilkunastu milionów dolarów rocznie. Przez długie lata zaniedbywano park, nie było pieniędzy na stróży, więc powoli stawał się, szczególnie wieczorem lub w nocy, miejscem niebezpiecznym. Chociaż chyba nikogo nie zamordowano, ale często rabowano. Był miejscem rozprowadzania narkotyków, a także terenem czasowego chronienia się różnych nieciekawych typów mających problemy z prawem, miejscem popijaw, a także noclegów bezdomnych. Dopiero gdy opiekę nad parkiem przejęła organizacja charytatywna stworzona w roku 1980 tylko w celu przejęcia troski nad nim, o nazwie Central Park Conservancy, po zebraniu przez nią początkowo 50 milionów dolarów, park zaczął odżywać i powoli wracać do stanu dawnej swej świetności.

Organizacja ta zbierała i zbiera sumę kilku milionów każdego roku, co stanowi około 75 procent kosztów opieki nad parkiem – urząd miasta dorzuca 25 procent do tej sumy.  Wszystko co było zaniedbane i zniszczone upływem czasu odnowiono, starto graffitti, znalazły się pieniądze na zatrudnienie strażników usuwających z parku niepożądane typy i likwidowanie nielegalnych transakcji. Park znowu rozbrzmiewa muzyką, gwarem w miejscach uprawiania sportów i innych rozrywek, radosnymi okrzykami dzieci korzystających z wielu miejc do zabawy.

Po wspomnianym okresie mego zamieszkania w pobliżu parku, byłem na Manhatannie kilkakrotnie, odwiedziłem także ten odnowiony obiekt  i z satysfakcją stwierdzam, że wygląda dużo lepiej, niż kiedy spacerowałem po nim kilkadziesiąt lat wcześniej. 

Polski ślad w parku

Podróżując po świecie wyszukiwałem polskie zabytki w krajach, które zwiedzałem. W parku także odkryłem polski akcent, o którym przedtem nie wiedziałem: posąg. Jest największym ze wszystkich kilkudziesięciu posągów. To statua Władysławy Jagiełły na koniu w koronie z kopiami dwóch szyderczych mieczy trzymanymi w rękach, skrzyżowanymi ze sobą, ofiarowanymi mu przez  krzyżaków przed  bitwą pod Grunwaldem. Moim, i nie tylko moim, zdaniem pomnik ten jest  „przedobrzony”, bo król w czasie boju ani potem nie trzymał w rękach mieczy nad głową, nie paradował w koronie, której faktycznie nie lubił, a poza tym pomnik znalazł się na Manhattanie nie w muzeum wojennym, by uświetnić polski pawilon na Światowej Wystawie w Nowym Jorku w 1939 roku: co ma Grunwald do wystawy? Miał wrócić do Polski, ale wybuch wojny pokrzyżował te plany.

Pomnik Władysława Jagiełły w Central Parku

W lipcu 1945 roku został podarowany miastu przez Komitet Pomnika Króla Jagiełły, a władze miasta w podzięce za dar umieściły go w najlepszym z możliwych miejsc w mieście, bo w parku przy Żółwim Stawie w pobliżu Zamku Belwederskiego. Ta wielka rzeźba odlana z brązu wznosi się na cokole do siedmiu metrów. Napis w tłumaczeniu na język polski: „Król Władysław Jagiełło, Król Polski, Wielki Książę Litewski 1386-1434, założyciel wolnego związku ludów Europy środkowo-wschodniej, zwycięzca nad krzyżackimi najeźdźami pod Grunwaldem 15 lipca 1410”. Historyk, szczególnie w kiepski dzień, gdy na przykład boli go wątroba, mógłby ponarzekać, że w parku nie ma żadnych podpisów na niektórych pomnikach, a na innych imiona i nazwiska, lub tylko nazwiska, a więc ten napis  jest bardzo „rozgadany” i historycznie niezbyt poprawny. W czasie tej bitwy nie Jagiełło, ale Witold Kiejstutowicz był Wielkim Księciem Litewskim, a Jagiełło tylko królem; obaj, nie tylko król, pokonali Krzyżaków i nie można tylko jemu przypisać stworzenie wspomnianej na pomniku unii narodów.

Inskrypcia na pomniku Jagiełły w Cental Parku

Miejsce przy pomniku okazało się wymarzonym miejscem uriczystości upamiętniającej 600. rocznicę bitwy grunwaldzkiej przez amerykańską Polonię i przedstawicielami Litwinów i Białorusinów zamieszkałych w mieście. Zrobiono to z rozmachem: przy pomniku postawiono wartę honorową w strojach z XV wieku,  z Polski sprowadzono kopię obrazu Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”. Grała orkiestra. Było radośnie, wesoło i hucznie. Rzeźba ciągle jest w tym samym miejscu co dawniej, ale nie wiem co się stało z kopią obrazu. 

                                                                ***

W czasie pisania tego artykułu, w Parku Centralnym w przyśpieszonym tempie budowano tymczasowy szpital zakaźny złożony z wielu namiotów. W Nowym Jorku umierają codziennie setki ludzi, a w dużej części winny jest nie tylko wirus, ale prezydent kraju. Przez przynajmniej dwa miesiące po ujawnieniu epidemii w Chianach, podobnie jak w wielu innych krajach, wirus przekraczał granice bez wiz stając się pandemią, nie interesując się tym, że upokorzy ich rządców (jedno z czasopism wyliczyło, że atak pandemii wykorzystywany jest w 30 krajach przez ich rządy w celach promocji ich politycznych posunięć – Polska jest też na tej liście), spowoduje to śmierć setki tysięcy ludzi. Mordercą jest wspomniany koronawirus, ale współmordercami są rządzący krajów, które wymienia czasopismo. Największymi z nich jest obecny tyran Chin, Xi, który zataił przed światem pojawienie się wirusa przez dwa miesiące i dlatego żaden kraj, nawet Chiny, nie był przygotowany na walkę z nim.

Winny temu w Stanach, a szczególnie w Nowym Jorku, jest jego obywatel, narcyz, intrygant i półgłówek Donald Trump, który wiedział o zarazie już w połowie stycznia, a zareagował, i to powoli, dopiero po upływie półtora miesiąca. Nowy Jork ukarał bardziej niż inne miasta, bo uznał, że jest w nim więcej niż trzeba szpitali i obsługi szpitalnej, więc początkowo odmówił miastu pomocy finansowej z budżetu przeznaczonego na ten cel przez Senat.

Obaj ci ludzie razem z wirusem odpowiedzialni są za uśmiercenie, jak dotychczas, setek tysięcy ludzi (w Nowym Jorku liczba ta ponad 10 tysięcy zmarłych, w całym USA około 35 tysięcy, na świecie blisko 175 tysięcy). Trump znalazł kozła ofiarnego: instytucję, która koordynuje walkę z wirusem, WHO, czym się wprost ośmieszył. Nie myślę, że ci dwaj i wielu innych niebezpiecznych tego typu manipulantów, nie wyłączając ludzi rządzących Polską, będą kiedykolwiek rozliczeni z tej zbrodni.

                                                                   Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.