Polska – mesjanizm sięgnął bruku

0

Poczucie związane z wyjątkowością własnej grupy czy narodu nie jest niczym szczególnym. Można wręcz powiedzieć, że każdy naród w swojej historii wypracował teorię uzasadniającą owo poczucie.

Najbardziej znany przypadek to oczywiście naród żydowski, którego religia jest wręcz kwintesencją przeświadczenia, że został wybrany przez Boga. To rzecz powszechnie znana, podobnie jak i pielęgnowany od początku powstania Stanów Zjednoczonych mit amerykańskiej wyjątkowości. Za prezydentury Donalda Trumpa przyjął on karykaturalny kształt w sloganie America first, który ma usprawiedliwiać szowinistyczną politykę wobec innych narodów.

Mniej natomiast znany jest mit polskiego poczucia szczególnej misji wyznaczonej przez Opatrzność narodowi polskiemu. Przyjął on najpierw postać mitu Polski jako antemurale Christianitatis, a potem w XIX wieku wyobrażenia Polski jako Chrystusa narodów. Swoje apogeum wspomniany mit przeżywa w XVII stuleciu, gdy poczucie zagrożenia turecką nawałnicą było szczególnie mocne.

Jej literackim wyrazem były powieści Henryka Sienkiewicza pisane w latach 1883-1886, zwłaszcza jego niezwykle popularna Trylogia, pisana i publikowana w odcinkach: Ogniem i mieczem, Pan Wołodyjowski i Potop. To ten rodzaj literatury pisanej „ku pokrzepieniu serc” w okresie utraty politycznej niepodległości wyznaczył myślenie Polaków o sobie. Na nic się zdały kpiarskie komentarze wyrażone w utworach Witolda Gombrowicza czy Sławomira Mrożka pisanych w drugiej połowie XX wieku.

Jednak szczególnie wpływowe okazały się idee wypracowane w okresie romantyzmu przez trójkę wielkich polskich poetów, nazywanych nie bez powodu wieszczami. To właśnie Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński narzucili polskiemu imaginarium poetyckiemu i religijnemu przeświadczenie o wyjątkowym miejscu Polski w dziejach świata.

Dwaj z nich, Mickiewicz i Słowacki, znaleźli się w pewnym okresie życia pod silnym wpływem mesjańskich koncepcji Andrzeja Towiańskiego (1799-1879).

Są to sprawy dobrze rozpoznane i obszernie opisane w literaturze przedmiotu. Nie będą więc przedmiotem moich rozważań. Sygnalizuję je jedynie jako oczywiste tło poniższych rozważań. Faktem natomiast jest, że wizja Polski i Polaków jako przedmurza chrześcijaństwa nie jest tylko przedmiotem rozważań specjalistów od polskiej literatury romantycznej czy polskiego mesjanizmu, lecz nadal trzyma się dzisiaj mocno, podobnie jak i przeświadczenie, że prawdziwą tożsamość Polaka wyraża diada Polak-katolik. Te wyobrażenia wzmocnione zostały dodatkowo i w sposób zgoła nieoczekiwany przez długi, trwający od 1978 do 2005 roku, pontyfikat polskiego papieża Jana Pawła II.

Jednak historia jest znacznie bardziej fascynująca niż tylko literackie stereotypy wytworzone przez Sienkiewicza, czy światowa kariera Karola Wojtyły. Wspomniane mity nadal kształtują myślenie Polaków w XXI wieku, co więcej wpływają na ich wybory religijne i polityczne, choć oni sami nie zawsze są tego świadomi. Warto się jej przyjrzeć bliżej.

W raju mówiono oczywiście po polsku

Umberto Eco w swojej błyskotliwej książce La ricerca della lingua perfetta nella cultura europea pominął zupełnie fantazje językowe historiozofów słowiańskich. Tymczasem twórczość tworzona przez Słowian przynależała i przynależy do europejskiego dziedzictwa kulturowego, o czym warto pamiętać. O jednego z nich upomniał się tłumacz książki na język polski.

Chodzi o franciszkaniana żyjącego w XVII wieku, Wojciecha Dębołęckiego (1575-1645), autora wyjątkowo wpływowego w okresie baroku, którego dzieła były nie tylko chętnie czytane, ale padały na podatny grunt. Przygotowała je przede wszystkim ideologia sarmatyzmu, której osobliwości i szerokie rozgałęzienia skrupulatnie udokumentował Tadeusz Ulewicz[1].

Wracając do ks. Dębołęckiego i jego najważniejszego dzieła o przydługim barokowym tytule, z którego wystarczy przywołać początek Wywód jedynowłasnego państwa świata, opublikowanego w roku 1633. Czytelnicy dowiedzieli się, że jak zaszczytne rodowody miała Polska, które sięgały ni mniej, ni więcej tylko raju samego. A w nim pierwsi rodzice rozmawiali oczywiście po … słowiańsku.

Jak pisze polski etnograf Jan Stanisław Bystroń w swoim wydanym w 1935 roku dziele Megalomania narodowa: „Ks. Dębołęcki w swym Wywodzie stwierdza: »Język słowieński jest pierwotny na świecie i że „pierwotny język syryjski, którym Jadam, Noe, Sem i Jafet gadali, nie inszy był niż słowieński«”[2].

Można oczywiście się zdumiewać tymi fantastycznymi rojeniami. Jednak problem polega na tym, że stanowią one stałe i niemal niezmienne uposażenie religijne i światopoglądowe polskiego katolika, a zwłaszcza polskiego chłopa. Mówię o chłopie, gdyż to on właśnie stanowi dominantę polskiej kultury i religijności.

Polski katolicyzm w roku 2020, podobnie jak i w minionym stuleciu, ma w swej przeważającej masie charakter wiejski. Również polski kler w zdecydowanej większości wywodzi się ze wsi (dotyczy to również hierarchii katolickiej). W minionym stuleciu to właśnie wieś uległa najbardziej radykalnym przemianom, a razem z nią również polski katolicyzm ludowy. Jednocześnie, co jest swoistym paradoksem, stosunek do katolicyzmu pozostał prawie niezmienny. Tak jak w początkach XX wieku, tak i dzisiaj, spełnia na polskiej wsi i w małych miasteczkach stały, i jak dotąd, jedyny punkt odniesienia.

W tym sensie jest katolicyzm ramą interpretacyjną rzeczywistości. Ten fakt nie został jednak wystarczająco zbadany, więc odwołuję się do ustaleń dawniejszych, ale przecież w swej istocie wcale nie przebrzmiałych.

Otóż wspomniany wyżej Bystroń powiada, że: „Chłop polski wyobraża sobie cały świat ponad ziemski na wzór wiejski; w głowie jego przecież nie powstanie nigdy wątpliwość, że w niebie mówią innym językiem niż polskim, który przecież jest każdemu zrozumiały, jak również jest głęboko przekonany, że całe niebo opiekuje się przede wszystkim jego rodzinną wsią i krajem: gdzieżby tam Pan Bóg czy Pan Jezus myśleli tak dobrze o innych (którzy ich nawet odpowiednio uczcić nie umieją, o lutrach i kacapach np.); a już co do Matki Boskiej, to jest nasz włościanin najgłębiej przeświadczony, że jest ona tylko Polakami zajęta”[3].

Dotyczy to również polskich świętych, sprawujących nad Polakami pieczę szczególną: „Święci narodowi w wierzeniach szerokich warstw są przecież jakby rodzajem bogów plemiennych, którzy mają większą moc i znaczenie aniżeli opiekunowie innych narodów”[4]. Nie przypadkowo zapewne do dzieł najbardziej popularnych w dziejach polskiego piśmiennictwa należą Żywoty świętych, spolszczone genialnie przez Piotra Skargę (1536-1612), które jeszcze dzisiaj kształtują wyobrażenia religijne polskiego katolika. Być może dlatego właśnie Jan Paweł II z takim zapałem beatyfikował i kanonizował nowe zastępy polskich świętych, trafnie przewidując, że to właśnie ich kult będzie wzmacniał społeczny wymiar katolicyzmu.

Tak więc polski papież sprawił, że mieszkańcy nieba nadal przemawiają do polskiego katolika w swojskiej mowie.

Jednak szczególną karierę, by tak rzec, zrobił mit polski jako przedmurza chrześcijaństwa, któremu wiele uwagi poświęcił Janusz Tazbir. Otóż zdaniem tego historyka jego funkcja polegała głównie na gloryfikacji przeszłości: „Mit przedmurza chrześcijaństwa służył ewokacji stosunkowo niedawno minionej przeszłości. […] Do potocznych wyobrażeń wchodzi wówczas przekonanie, iż Polska przez trzy wieki (XV-XVII) pełniła rolę antemurale christianitatis i to w sposób ciągły”[5].

Ale nie tylko o wspominanie dawno minionych i chwalebnych czasów chodziło. Znaczenie ważniejsze i politycznie donioślejsze było użycie mitu do budowania mocnej katolickiej tożsamości. Szczególnie odznaczyli się w tym dziele budzenia katolickiej samoświadomości Polaków polscy księża, którzy założyli nowy zakon, już w swej nazwie skrywający mistyczny niemal program odrodzenia narodowego. Tak o tym pisze Tazbir:

„Ultrakatolicka wersja przedmurza swój ostateczny kształt zyskała za sprawą księży zmartwychwstańców, konserwatywnego zgromadzenia religijnego, które powstało na emigracji w 1842 roku. Dwaj jego główni założyciele, Piotr Semenenko i Hieronim Kajsiewicz, twierdzili, iż mimo upadku szlacheckiej Rzeczypospolitej, misja powierzona niegdyś Polakom nadal pozostaje w mocy”[6]. Jednak nie tylko o budzenie nowej nadziei narodowego odrodzenia chodziło.

Znaczenie istotniejsze i w perspektywie historycznej chyba trwalsze było budowania mesjańskiej świadomości Polaków, którym opatrzność wyznaczyła rolę szczególną w historii wręcz globalnej: „Mit przedmurza był wpisany w dwa równoległe ciągi legend: narodowy i uniwersalny. Jego popularność doszła do apogeum w XIX stuleciu i ściśle się łączy z traktowaniem dziejów Polski jako ciągu nieustannych poświęceń dla ojczyzny oraz z przekonaniem o jej wyjątkowej roli w Słowiańszczyźnie, a Słowiańszczyzny w świecie”[7].

Szczególnie płodnym stanie się ten mit u schyłku XX wieku dzięki polskiemu papieżowi, który czuł się spadkobiercą właśnie tego dziedzictwa.

Problematyzacja pojęcia narodu

W nowożytnych dziejach Europy najbardziej obciążone jest pojęcie narodu.Wprawdzie akurat w Polsce przeżywa ono obecnie osobliwy renesans, ale to wcale nie unieważnia jego historycznych uwikłań, o których warto pamiętać.

Jako pierwszy zwrócił na nie uwagę bodajże Benedict Anderson w swojej klasycznej książce Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozpowszechnianiu się nacjonalizmu, w której przypomniał, że jest to pojęcie stosunkowo młode, a jego zawrotna kariera ma ścisły związek z ideologią nacjonalistyczną.

Faktem jest, że nie wszędzie przybrała ona tak zbrodniczy charakter, jak w hitlerowskich Niemczech czy frankistowskiej Hiszpanii i we Włoszech Mussoliniego, jednak gdziekolwiek się pojawiła, oznaczała mniej lub bardziej brutalną politykę wykluczania „innych”. Zresztą owi inni byli arbitralnie definiowani i przeważnie pojęcie to odnosiło się do politycznych adwersarzy. Owszem, Anderson przyznaje, że korzenie nowożytnych nacjonalizmów sięgają XVI-wiecznych wstrząsów religijnych w Europie, a zwłaszcza wystąpień Marcina Lutra i jego oszałamiającej wręcz kariery jako przywódcy religijnego.

Dodaje przy tym, że sukces reformacji był możliwy nie tylko dzięki odwołaniu się do lokalnych ambicji politycznych i wykorzystaniu języków narodowych, ale również dzięki upowszechnieniu druku i prawdziwej rewolucji kulturowej[8].

Przede wszystkim to zasada cuius regio eius religio sprawiła, że również religia została wprzęgnięta w umacnianie narodowych wspólnot polityczno-wyznaniowych. W podobnym duchu wypowiedział się Ernest Gellner, twierdząc, że „nacjonalizm jest przede wszystkim zasadą polityczną, która głosi, że jednostki polityczne powinny pokazywać, że są jednostkami narodowościowymi”[9].

Zresztą z celnych spostrzeżeń Gellnera na temat nacjonalizmu można sporządzić poręczną antologię użyteczną w demaskowaniu uroszczeń tej ideologii. Przypomnijmy jeszcze dwa: „Nacjonalizm stwarza narody, a nie na odwrót” i „ideologia nacjonalizmu jest chora na fałszywą świadomość”[10]. Niestety, nie są one zbyt dobrze pamiętane, stąd populistyczne hasła o nacjonalistycznym rodowodzie i dzisiaj padają na podatny grunt.

W Polsce nie myślimy o tym chętnie, rezerwując dla narodu wartości określające naszą polską tożsamość. Rozumiem, dlaczego tak się dzieje, ale mam poważne wątpliwości czy skupienie się na tworzeniu narodowej tożsamości prowadzi do pozytywnych rezultatów. Swoistym ostrzeżeniem w tym zakresie jest książka Marii Bobrownickiej Narkotyk mitu. Szkice o świadomości narodowej i kulturowej Słowian Zachodnich i Południowych. Bobrownicka pokazuje w niej, jak bardzo również w Europie Środkowej i Wschodniej nacjonalistyczne emocje zdominowały kultury poszczególnych krajów słowiańskich, w tym Polski[11].

Spuścizna romantyczna, a zwłaszcza literatura polskich wieszczów, nie tylko spełniała funkcję pocieszania, ale również tworzyła niebezpieczne iluzje wyjątkowości i mesjańskich misji w stosunku całego świata. Nawet jeśli w powszechnej świadomości Polaków zadomowił się mocno mit o powszechnym dążeniu do niepodległości narodowej, to warto go skonfrontować z trzeźwą uwagą Jacoba Talmona, który w książce The Myth of Nation and Vision of Revolution pisał: „Z własnych powodów polska wieś nie była zainteresowana odbudową polskiego państwa […]. Polscy chłopi zawdzięczali swoją emancypację carowi. W sumie jakakolwiek forma nacjonalizmu była im obca. Nawet szlachta, w zaborze rosyjskim, z obawy, że jej posiadłości zostaną zabrane przez cara, w Galicji z powodu naturalnej lojalności wobec Habsburgów, a także wiernopoddańcza hierarchia katolicka – wszyscy oni zrezygnowali z marzeń o niepodległości”[12].

Sceptycyzm, zwłaszcza wśród chłopów, był bardzo uzasadniony. II Rzeczpospolita to nie była ich Polska, czemu dawali wielokrotnie wyraz, a ich protesty krwawo tłumiono – celował w tym zwłaszcza rząd sanacyjny. Przypomniał o tym w swojej książce poświęconej właśnie wsi Marian Pilot, pisarz należący do tzw. nurtu wiejskiego współczesnej literatury polskiej: „Nastroje radykalizowały się w miarę, jak w starciach z policją padały kolejne ofiary. […] 15 sierpnia 1936 roku podczas pokojowych obchodów Święta Czynu Chłopskiego, przypominającego o roli chłopów w walce o niepodległość Polski, policja zamordowała 19 chłopów. Oddziały wojska i policji spacyfikowały w tym czasie 27 wsi na Zamojszczyźnie, w Żukowie w powiecie Hrubieszów zginęło pięciu chłopów”[13].

W nowej Rzeczypospolitej natomiast znakomicie odnaleźli się katolicki kler i nacjonalistyczni ideolodzy. I jedni, i drudzy skutecznie wypromowali wtedy hasło „Polak katolik” jako najpełniej wyrażające polską tożsamość. Nietrudno dociec, jak się w takiej Polsce czuły mniejszości narodowe, etniczne i religijne, które w okresie międzywojennym łącznie przekraczały 30 procent społeczeństwa.

Ideologiczny projekt Polski katolickiej i mit jej wyjątkowej roli historycznej trzeba konfrontować z rzetelnie uprawianymi studiami historycznymi, które nakazują ostrożność w bezkrytycznym podejściu do takich uproszczonych uogólnień. Jeśli do tego poczucie wyjątkowości, zwłaszcza połączone z przekonaniem o kulturotwórczej obecności na wschodzie Europy, skonfrontujemy z pracami francuskiego historyka Daniela Beauvois, to okaże się, że ta obecność nie była ani kulturotwórcza, ani chrześcijańska. Owszem, prowokowała krwawe konflikty.

Czyż nie ma Beauvois racji, gdy pisze: „Stosunki między Polakiem i Ukraińcem przypominały najczęściej stosunki między panem i niewolnikiem. W omawianym przez nas okresie pisarz J. I. Kraszewski był jednym z nielicznych – jeśli nie jedynym – który potrafił napiętnować sposób traktowania chłopów przez swoich rodaków i pokazać, że nadużycia, które spowodowały wybuch wojen kozackich w wieku XVII i rzezie w połowie XVIII, pogłębiły się jeszcze bardziej w XIX wieku”[14]? Mamy więc własną wersję nacjonalistycznych schorzeń, o których nazbyt chętnie zapominamy, ze szkodą zresztą dla rozumienia tego, kim jesteśmy.

Nie mogę odmówić sobie przywołania jeszcze jednej trzeźwej uwagi francuskiego historyka: „Odczarowanie pewnej pseudohistorii uważam za najpilniejszą potrzebę historyków Europy Środkowo-Wschodniej. Dlaczego schorowaną pamięć mielibyśmy przebierać w metafizykę? Walka z nacjonalistycznymi megalomaniami wymaga surowej trzeźwości i skromnego rozumu. Żadnych uniesień”[15].

Jednak trzeba przyznać, że tych uniesień nam nie brakuje.

I tu wrócić wypada do romantycznych, zwłaszcza związanych z twórczością Adama Mickiewicza uniesień. To właśnie Mickiewiczowi zawdzięczamy sugestywny obraz Polski Chrystusa narodów najpełniej wyrażony najpierw w „Widzeniu ks. Piotra”, w III cz. Dziadów, a później w Księgach narodu i pielgrzymstwa.

Warto przywołać w tym kontekście opinię Andrzeja Walickiego, jednego z najlepszych znawców polskiej tradycji mesjanistycznej, który wskazał na rozwój i ewolucję samego Mickiewicza, którego nie sposób wpisać w tak rozpowszechniony dzisiaj mit Polaka-katolika. Otóż zdaniem Walickiego całokształt twórczości Mickiewicza pozwala widzieć w nim człowieka wręcz nowoczesnego: „Za prawdziwie fascynujące uważam odmienność Mickiewicza od mentalności »Polaka-katolika«, zarówno w wersji tradycjonalistycznej, jak i unowocześnionej przez endecki nacjonalizm. Była to polskość prawdziwie inna — nieetnocentryczna, nieparafiańska, wielkoduszna wobec Rosji, aprobująca rewolucyjna tradycję Francji, niepokorna wobec ‘urzędowego Kościoła’, głęboko europejska w swych źródłach, ale daleka, jak najdalsza od płaskiego utylitaryzmu współczesnej, zmieszczaniałej Europy”[16].

Tak więc współczesna recepcja mesjanizmu Mickiewicza zwraca uwagę swoją jednostronnością i czerpaniem tylko z jednego nurtu dziedzictwa autora Dziadów. Słusznie więc Walicki przypomina, że to właśnie temu autorowi polski mesjanizm zawdzięcza kształt najbardziej artystycznie uwodzący: „Mesjanizm ściśle religijny, podporządkowujący cele narodowe sprawie odnowy religijnej w skali ogólnoludzkiej, wyłonił się w Polsce z romantycznego mesjanizmu narodowego, wyrażonego najpełniej w III cz. Dziadów i w Księgach narodu i pielgrzymstwa”[17]. Jednak chodzi tu tylko o okres kilku lat. Po klęsce powstania listopadowego w 1831 roku i po ostatecznym przekreśleniu nadziei politycznego odrodzenia narodziła się w Polsce, a dokładniej rzecz biorąc — na emigracji w Paryżu, osobliwa ideologia. Walicki, idąc za rosyjskim myślicielem Mikołajem Bierdiajewem, nazywa ją misjonaryzmem, odróżniając ją od znacznie lepiej zadomowionego w literaturze przedmiotu mesjanizmu. Otóż jego zdaniem: „’Misjonizm’ (od słowa »misja«) zakłada jedynie, że narody, a przynajmniej te spośród nich, które są aktywnymi podmiotami historii, realizują w dziejach określone misje, czyli własne zadania w ogólnoludzkim postępie”[18].

Warto przypomnieć, że ten mit szczególnej misji Polski był znany od dawna w polskim piśmiennictwie, natomiast mit Polski jako Chrystusa narodów pojawia się dopiero po utracie politycznej niepodległości pod koniec XVIII wieku, a w szczególności w piśmiennictwie romantycznym. Tak o tym pisze wspomniany już wcześniej autora Megalomanii narodowej: „O ile idea narodu wybranego, mającego swą misję Boską na ziemi, jest bardzo dawna i spotykamy ją już u starych pisarzy, o tyle sam mesjanizm, tj. idea ofiary narodu-Chrystusa za dobro wszech narodów, związana jest dopiero z upadkiem Polski. […] Dopiero Brodziński, a za nim wielcy poeci romantyczni, przeprowadzają porównanie pomiędzy ofiarą Polski a śmiercią Chrystusa na Golgocie, i tu też dopiero po raz pierwszy zjawia się twierdzenie, że Polska jest Chrystusem narodów”[19].

W polskiej historiozofii przyjęło się myśleć, że zarówno mit antemuralen christianitatis, jak i mit Polski jako Chrystusa narodów jest mitem par excellence polskim. Jednak wiele wskazuje na to, że ma on swoje korzenie w myśli rosyjskiej.[20]

To romantyczne myślenie pojawiło się w Polsce również po 1989 roku w wypowiedziach wielu hierarchów katolickich, a zwłaszcza polskiego papieża Jana Pawła II, o czym będzie mowa w następnej i ostatniej części tych rozważań.

W ostatnim czasie w Polsce wzbudza wielkie emocje twórczość i publiczne wypowiedzi popularnej pisarki Olgi Tokarczuk, laureatki Nagrody Nobla za 2018 rok. Jednym z powodów tych kontrowersji jest jej zdecydowane opowiedzenie się za pluralizmem kulturowym i religijnym, o którym większość jej powieści traktuje.

Szczególnie Księgi Jakubowe z 2014 roku to powieść przywracająca świadomości współczesnej Polaków dziedzictwo żydowskie z XVIII wieku. Być może to właśnie gwałtowna opozycja wobec jej twórczości sprowokowała ją do paradoksalnych sformułowań na temat narodu. Trzeba się zgodzić z Olgą Tokarczuk, która na pytanie dziennikarki, jakiego słowa nie używa, odpowiedziała, że takim słowem jest „naród”:

Gdy mówisz »naród«, to za słowem tym kryje się idea czy nawet ideologia, która jest dzisiaj praktycznie niemożliwa do spełniania, w każdym razie nie w jej pierwotnym, XIX-wiecznym sensie. Trzeba by ją zweryfikować, na nowo zdefiniować. Co to jest naród? Ludzie, którzy mają polskie obywatelstwo? Nie, to są obywatele Polski. Ludzie, którzy mówią po polsku? Nie to wspólnota językowa i kulturowa. Ludzie, którzy mają tak zwaną polską krew – czyli tata i mama też mieli »polską krew«? Jak to zbadać? Kwestia więzów krwi jest śliska i wyjątkowo pogmatwana. Kobiety mają na ten temat w całej historii zasadniczo więcej do powiedzenia, ponieważ to one zachodzą w ciążę i rodzą dzieci. Wiedzą, jak to jest. Mówić dzisiaj o »etnicznych Polakach«, jak to niedawno usłyszałam, to manifestować swoją głupotę. Pojęcie narodu jest pojęciem wykluczającym i jako takie uważam [je]za etycznie wątpliwe[21].

Dzisiejsze badania historyków, antropologów, politologów i socjologów w pełni potwierdzają te intuicje pisarki. Wszyscy są zgodni, że to właśnie nadmierne skoncentrowanie na narodowych różnicach doprowadziło do największych w dziejach nowożytnej Europy konfliktów, by wspomnieć tylko dwa najważniejsze i najkrwawsze: I i II wojnę światową.

Krytyczne uwagi pod adresem historycznie ukształtowanego pojęcia narodu nie mają na celu jego odrzucenia czy dyskredytacji kryjącego się za nim desygnatu.

Wręcz przeciwnie, chodzi o jego oczyszczenie i przywrócenie mu funkcji łączenia, dawania poczucia przynależności i bezpieczeństwa.

Innymi słowy, należy zrobić wszystko, by wydobyć jego pozytywny potencjał, a to oznacza również siłę przyciągania i wchłaniania innych ludzi. Ten mechanizm przywracania realizmu w ocenie poszczególnych grup wchodzących w skład społeczeństwa znakomicie uchwycił David A. Hollinger. Jego zdaniem każdy indywidualnie powinien mieć prawo określania, do jakiej wspólnoty należy i jak długo tę przynależność chce utrzymać.

W książce poświęconej postetnicznej Ameryce Hollinger pisał: „Do głównego nurtu [rozważań nad przemianami etnicznymi w USA – przyp. S.O.] włączyła książkę Postethnic America przede wszystkim kluczową zasadą normatywną […] zakładająca »afiliację przez możliwą do odwołania zgodę na przynależność«. Polega ona na zachęcaniu jednostek do indywidualnego określania ilości energii, jaką chcą zainwestować w swoją wspólnotę”[22].

Mówiąc wprost, chodzi o rezygnację z ideologicznych projektów nacjonalistycznych powstałych w Europie w XIX wieku. Czy jest to postulat realistyczny i możliwy do pogodzenia z mesjańskim mitem uniwersalnym, jaki zdominował myślenie dużej części Polaków — trudno dociec. Rzecz wydaje się tym bardziej problematyczna, jeśli skonfrontujemy go z mitem „naszego papieża”.

Czy naprawdę „nasz papież”

Od 1978 roku w Polsce Kościół katolicki jest postrzegany przez pryzmat pontyfikatu Jana Pawła II. Ten stan rzeczy nie uległ zmianie z dniem jego śmierci 2 kwietnia 2005 roku. Owszem, został wzmocniony najpierw jego beatyfikacją 1 maja 2011 roku, a potem kanonizacją 27 kwietnia 2014 roku. Znawca tych procedur, włoski historyk Roberto Rusconi, zwraca uwagę na przyspieszenie procesu kaninizacyjnego, jaki się dokonał za pontyfikatu polskiego papieża[23], co niewątpliwie wpłynęło na tempo kanonizacja Jana Pawła II.

Kościelna strategia ogłaszania świętych niewątpliwie sprzyja, jednej strony popularyzacji bezkrytycznej hagiografii, a z drugiej krytycznemu ujęciu jego roli w najnowszej historii katolicyzmu. Pewną osobliwością jest widzenie w pontyfikacie Wojtyły spełnienia romantycznych proroctw, którego przykładem jest książka Pawła Rojka Liturgia dziejów. Jan Paweł II i polski mesjanizm, w której autor przedstawia swego bohatera właśnie w ten sposób[24].

Jest to o tyle ciekawe, że Rojek reprezentuje dość liczną grupę „polskich mesjanistów”, którzy gorliwie propagują aktualność mitu, o którym była mowa wcześniej. Naturalnie tym razem w roli głównej występuje polski papież.

Podobny rodzaj recepcji dzieła i postaci Jana Pawła II możemy spotkać w licznych ośrodkach stworzonych po to, by zgłębiać jego dziedzictwo.

Odmiennym, choć równie ciekawym przykładem recepcji dziedzictwa polskiego papieża jest magazyn „Kontakt” – pismo młodych polskich katolików skupionych wokół warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Redaktor naczelny tego pisma Ignacy Dudkiewicz w grudniowym numerze z 2019 roku zainicjował dyskusję zatytułowaną Czyj papież?. Stawia w niej ważkie pytania o prawomocność narracji apologetycznej i publikuje głosy polemiczne wobec wypowiedzi Jana Pawła II. Jego tekst Pokolenie JP2 to nie mymożna potraktować jako swoisty manifest środowiska związanego z pismem[25].

Trzeba przywołać kilka niezbędnych faktów z życia Karola Wojtyły, które można znaleźć w jednej z najbardziej szczegółowych jego biografii, obejmującej czas do 1983 roku i opracowanej przez księdza Adama Bonieckiego, przez wiele lat bliskiego współpracownika papieża[26]. Lata pontyfikatu są natomiast szczególnie skrupulatnie opracowane przez redaktora miesięcznika „Znak” Janusza Poniewierskiego[27].

Jednak to biografia amerykańskiego dziennikarza George Weigla uzyskała status oficjalnej i kanoniczej wersji przedstawiającej życie i dzieło polskiego papieża. To ta książka w głównej mierze utwierdziła, już za życia Karola Wojtyły obraz świętego i wielkiego Jana Pawła II[28].

Urodzony w 1920 roku w Wadowicach Karol Wojtyła wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie w 1942 roku, a cztery lata później został wyświęcony na kapłana. W 1948 roku obronił doktorat z teologii w Rzymie, a w 1958 roku został biskupem pomocniczym w Krakowie, co umożliwiło mu udział w soborze watykańskim drugim w połowie lat 60. Można by się spodziewać, że właśnie udział w tym najważniejszym wydarzeniu w historii nowożytnego katolicyzmu ukształtował osobowość przyszłego papieża. O wiele istotniejsze było doświadczenie pracy w komunistycznej Polsce, a zwłaszcza konfrontacja z wrogim Kościołowi systemem politycznym.

W 1964 roku Wojtyła został arcybiskupem w Krakowie, a trzy lata później kardynałem. Zarówno w okresie krakowskim, jak i po wyborze na papieża w 1978 roku Wojtyła chętnie nawiązywał kontakty z intelektualistami, również z tymi, którzy pozostawali poza Kościołem. Jego otwartość na ludzi akademii i sztuki była powszechnie znana, również w okresie rzymskim. Wystarczy wspomnieć regularne konferencje z udziałem uczonych z całego świata organizowane w Castel Gandolfo. Z całą pewnością miało to związek z jego własnym doświadczeniem teatralnym oraz twórczością poetycką i dramaturgiczną.

Niewątpliwie wybór imienia Jan Paweł II przez Karola Wojtyłę jednoznacznie wskazywał na pragnienie kontynuowania reform zapoczątkowanych przez papieży soboru – Jana XXIII i Pawła VI. Najważniejszymi gestami otwarcia na inne religie wykonanymi przez Jana Pawła II były pierwsza w historii papiestwa wizyta w miejscach kultu innych religii: Wielkiej Synagodze w Rzymie (w 1986 roku) oraz w Meczecie Umajjadów w Damaszku (w 2000 roku).

Również organizacja Światowego Dnia Modlitwy o Pokój w Asyżu w 1986 roku, z udziałem przywódców Kościołów chrześcijańskich oraz 11 religii niechrześcijańskich, stała się swoistą ikoną pontyfikatu polskiego papieża. W powszechnym odbiorze wszystkie te wydarzenia były przeniknięte duchem soboru, a przede wszystkim Nostra aetate – jego deklaracji poświęconej stosunkowi katolicyzmu do innych religii.

Warto w tym kontekście zauważyć, że sobór watykański drugi stanowił prawdziwy przełom w historii katolicyzmu, który dokonał się w dużym stopniu w sferze języka. Historyk soboru John O’Malley twierdzi wręcz, że to, co się naprawdę wydarzyło, to właśnie zmiana języka. Nie chodzi tu tylko o wprowadzenie do słownika teologii katolickiej nowych pojęć, takich jak wolność sumienia, dialog, godność człowieka, współpraca z innymi wyznaniami, szacunek dla innych religii czy dostrzeżenie świeckich w Kościele, ale również o radykalne otwarcie na współczesny świat[29].

Dla znawców przedmiotu, a zwłaszcza watykanistów, Jan Paweł II w rządzeniu strukturami Kościoła rzymskokatolickiego polegał raczej na własnej intuicji i niechętnie wsłuchiwał się w racje innych, zwłaszcza jeśli formułowali zdania krytyczne.

Pisze o tym amerykański jezuita Thomas Reese: „Stosując obecny system, papież zdobywa biskupów, którzy popierają jego politykę, ale nie przyczynia Kościołowi biskupów zdolnych poradzić sobie ze swoimi ludźmi”[30]. Taki stan rzeczy rodził ogromne napięcia w Kościołach lokalnych, istniejące zresztą do dzisiaj.

Tak więc mimo dokumentów soborowych, a zwłaszcza zainicjowanej przez nie dyskusji teologicznej i otwarcia zarówno na kulturę współczesną, jak i na inne wyznania chrześcijańskie oraz inne religie, Wojtyła przyjął autorytarny i scentralizowany sposób rządzenia, który spowodował ogromne fale sprzeciwu w samym Kościele.

W Polsce kontekst był inny. Oto „nasz papież” pomógł nam zrzucić okowy komunizmu. Myśmy się nie zastanawiali nad subtelnościami teologicznymi. Traktowaliśmy go jak wyzwoliciela. Nie chodzi o przejaw polskiego bezmyślnego akceptowania autorytetu. Jan Paweł II po prostu wpisał się w proces przemian politycznych i cywilizacyjnych w Europie Wschodniej. Dla wielu Polaków już za życia był święty i większości z nich żadna jego krytyka nie przekonywała.

Nieliczni sceptycy czy krytycy z trudem znajdywali odbiorców, raczej dochodziło do dyscyplinowania malkontentów, czego sam wielokrotnie doświadczyłem. Zwykły pluralizm opinii, dopuszczający krytykę papieża, przez lata nie był brany pod uwagę. Nawet media liberalne podtrzymywały w ten sposób wrażenie, że wszyscy akceptują Jana Pawła II bez zastrzeżeń.

Powszechną dominację osobowości polskiego papieża oraz ogromnej ilości dokumentów, które opublikował w ciągu długiego pontyfikatu, szczególnie wzmacniały kolejne pielgrzymki do Polski. Było ich aż osiem. Można powiedzieć, że od pierwszej w 1979 roku do ostatniej w roku 2002 wyznaczały one rytm pracy nie tylko samego Kościoła katolickiego, ale również wszystkich polskich mediów i całego aparatu państwowego.

Trudno się dziwić, że obecność Jana Pawła II tak bardzo zdominowała nie tylko religijną, ale również społeczną, a nawet polityczną wyobraźnię większości Polaków. Jest to o tyle ciekawe, że na przykład obecny papież Franciszek, mimo upływu siedmiu lat od wyboru na głowę Kościoła, jeszcze nie odwiedził swojej rodzinnej Argentyny. Nie bez znaczenia były odwołania do tradycji romantycznej – w poezji Juliusza Słowackiego pojawiła się zapowiedź „słowiańskiego papieża”. Co więcej, sam Jan Paweł II od początku swego pontyfikatu, a zwłaszcza po zamachu na jego życie 13 maja 1981 roku, był przekonany, że posługą papieską wypełnia szczególną misję powierzoną mu przez opatrzność.

Jak sam powiedział, „jedna ręka strzelała, inna kierowała kulę”, tłumacząc szczególną zbieżność dat zamachu na jego życie i pierwszych objawień fatimskich w 1917 roku jako znak obecności Matki Bożej w jego życiu. To mistyczne niemal przeświadczenie niewątpliwie dodawało Karolowi Wojtyle pewności siebie i siły do przeciwstawiania się głosom polemizującym z jego rygorystycznym podejściem do takich spraw jak etyka seksualna, teologia wyzwolenia, a nawet celibat księży i święcenia kapłańskie kobiet.

Jego zdaniem już to, że jako Polak został wybrany na papieża, upoważniało go do twardej obrony konserwatywnego stanowiska. Na przykład w rozmowie z włoskim dziennikarzem Jasiem Gawrońskim w 1988 roku powiedział:

Tak sobie zresztą tłumaczę, dlaczego akurat z Polski wzięli papieża – dlatego, że na Wschodzie pewne rzeczy się mniej zrelatywizowały. Jeżeli człowiek żyje w ustroju, który jest programowo ateistyczny, to lepiej dostrzega, co to znaczy religia. I widzi jedną rzecz, której nie widzi człowiek zachodni. Mianowicie, że Bóg jest źródłem wolności człowieka – ostatecznym, jedynym, bezwzględnym, pewnym. I właśnie to widzi człowiek na Wschodzie[31].

Widać w tym fragmencie przekonanie o wyższości płynącej z doświadczenia życia spędzonego w opresyjnym systemie komunistycznym w powojennej Polsce. Ten argument nie ułatwiał oczywiście rozmowy z ludźmi, którym historia zaoszczędziła tego typu doświadczeń. Taka postawa prowadziła do rosnącej polaryzacji na przykład między teologami wyzwolenia a oficjalną doktryną papieską, nie sprzyjała też przyjmowaniu krytycznych uwag do stylu sprawowania władzy w Watykanie.

Jej polskim wariantem było napięcie między tymi, którzy uznawali zaangażowanie Kościoła w przemiany polityczne, a tymi, którzy uważali, że powinien się on od tego zaangażowania powstrzymać. Problem stanowiło zwłaszcza jednoznaczne opowiedzenie się po jednej stronie sporu politycznego. Konfrontacja, w którą papież był uwikłany, wykraczała więc dalece poza sprawy doktrynalne.

Najważniejsza krytyczna książka poświęcona pontyfikatowi Jana Pawła II wyszła spod pióra angielskiego dziennikarza katolickiego i historyka Johna Cornwella. Już jej tytuł, The Pope in Winter: The Dark Face of John Paul II’s Papacy nie pozostawia wątpliwości, że Cornwella interesują aspekty władzy papieskiej przemilczane w oficjalnej, hagiograficznej narracji[32].

Polski papież wyraźnie lepiej się czuł w tradycji katolicyzmu hierarchicznego i upolitycznionego. Stało się to widoczne zwłaszcza w ostatnich latach tego pontyfikatu. Cornwell zwraca uwagę na paradoksalny charakter osobowości Jana Pawła II. Pisze:

Stał się on żywą homilią cierpliwości i siły, dzięki czemu zyskał sympatię całego świata, ale liczący miliard [wyznawców] Kościół był w coraz większym stopniu rządzony przez [papieskiego]polskiego sekretarza i małą grupę starych, reakcyjnych kardynałów. Mieliśmy do czynienia z pontyfikatem, w którym papież głosił herezję: mówił biskupom i wiernym, że nie powinni dyskutować na temat kapłaństwa kobiet. Razem z nim Kościołem kierował kardynał kurialny pouczający, iż prezerwatywy zabijają, i pozwalający na honorowanie prałatów odpowiedzialnych za ukrywanie pedofilów w sutannach[33].

Te surowe stwierdzenia zyskują w ostatnich latach potwierdzenie w raportach sporządzanych przez Watykan w sprawie takich notorycznych przestępców seksualnych jak założyciel meksykańskiego zakonu Legion Chrystusa Marcial Maciel Degollado[34], czy były już (od 2018 roku) kardynał Kościoła amerykańskiego Theodore McCarrick, który w ostatnich latach życia Jana Pawła II zrobił zawrotną karierę mimo ciążących na nim zarzutów nadużyć seksualnych wobec nieletnich.

Czy ostatecznie nie okaże się tak, że mesjański mit uniwersalny, który zdaniem wielu właśnie w postaci Karola Wojtyły uzyskał swoją najpełniejszą realizację właśnie w konfrontacji z ciemną stroną jego pontyfikatu, nie zostanie skompromitowany? Wiele wskazuje, że tak właśnie się stanie w najbliższej przyszłości.

Odwołam się do opinii Thomasa Doyle’a, który był jednym z pierwszych duchownych katolickich, który w wielu publikacjach zwracał uwagę na problem pedofilii w Kościele katolickim[35]. Jego zdaniem sposobem dotarcia do istoty osobowości Karola Wojtyły jest poznanie jego stosunku do pedofilii w Kościele. W Polsce ten temat stanowił do niedawna prawdziwe tabu. W prywatnym liście do mnie z 10 grudnia 2019 roku Doyle napisał:

Stało się dla mnie i dla innych jasne, że Jan Paweł II był człowiekiem o wielu twarzach. Grał świętego papieża dla tłumów, strażnika ortodoksji dla tak zwanych konserwatystów, ale jego prawdziwa twarz była niewidoczna publicznie. On i jego mały pomocnik Dziwisz [obecnie emerytowany kardynał Stanisław Dziwisz]byli głęboko skorumpowani, a pod pozorem pobożności skrywali brudy.

Można więc powiedzieć – cytując słynny poemat C.K. Norwida – „że ideał sięgnął bruku”.

Stanisław Obirek

Studio Opinii

Bibliografia

  1. T. ULEWICZ, Sarmacja. Zagadnienie sarmatyzmu, Kraków 2006, Collegium Columbinum.
  2. J. S. BYSTROŃ, „Megalomania narodowa”, w: Tematy, które mi odradzano. Pisma etnograficzne rozproszone, Warszawa 1980, PIW, s. 285.
  3. Tamże, s. 296.
  4. Tamże, s. 306.
  5. J. Tazbir, Polska przedmurzem Europy, Warszawa 2004, Twój Styl.
  6. Tamże, s. 152.
  7. Tamże, s. 210.
  8. B. ANDERSON, Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozpowszechnianiu się nacjonalizmu, przekł. S. Amsterdamski, Kraków – Warszawa 1997, Znak.
  9. E. GELLNER, Narody i nacjonalizm, przeł. T. Hołówka, Warszawa 1991, PIW, s. 9.
  10. Tamże, s. 72 i 151.
  11. M. BOBROWNICKA, Narkotyk mitu. Szkice o świadomości narodowej i kulturowej Słowian zachodnich i południowych, Kraków 1995, Universitas.
  12. J. TALMON, The Myth of Nation and Vision of Revolution: The Origins of Ideological Polarization in the 20th Century, Berkeley 1982, The University of California Press, s. 126.
  13. M. PILOT. Nowy matecznik, Kraków 2012, Wydawnictwo Literackie, s. 279.
  14. D. BEAUVOIS, Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793–1914, przeł. K. Rutkowski, wyd. 2, Lublin 2011, Wydawnictwo UMCS, s. 258.
  15. Tamże, s. 717.
  16. A. WALICKI, Mesjanizm Adama Mickiewicza w perspektywie porownawczej, Warszawa 2006, Wydawnictwo IFiS PAN, s. 12.
  17. Tamże, s. 91.
  18. Tamże, s. 145.
  19. BYSTROŃ, „Megalomania narodowa”, dz. cyt., s. 306.
  20. Zob. A. ROCCUCCI, „Russia, l’utopia con i piedi per terra”, w: Limes 8 (2013), s. 1-14 i O. KUSHNIR, “Messianic Narrations in Contemporary Russian Statecraft and Foreign Policy”, w: Central European Journal of International and Security Studies, 13 (2019), s. 37-60.
  21. O. TOKARCZUK, K. Kubisowska, Światy bizarne, „Tygodnik Powszechny” 2018, nr 14, s. 91–92.
  22. D.A. HOLLINGER, Postethnic America. Beyond Multiculturalism. Tenth Anniversary Edition with a New Postscript by the Author, New York 2005, Basic Books, s. 219–220.
  23. Por. “Peculiare è stata poi l’esasperata accelerazione da Karol Wojtyła impressa alle procedure di riconoscimento del carattere di beato e di santo, che hanno costellato l’intero arco del suo pontificato. In tal modo si è drasticamente accentuato il rapporto tra papato e santità”. R. RUSCONI, “Santo padre, Padre Santo: a proposito del riconoscimento della santita dei romani pontefici”, w: Hagiologica. Studi per Reginaldo Gregoire, t. I, Fariano 2012, Monastero San Silvestro Abate.
  24. P. ROJEK, Liturgia dziejów. Jan Paweł II i polski mesjanizm, Kraków 2016, Wydawnictwo M.
  25. Zob. I. DUDKIEWICZ, Pokolenie JP2 to nie my, „Kontakt” zima 2019, nr 41, s. 4–7.
  26. Zob. A. BONIECKI, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, Znak.
  27. Zob. J. PONIEWIERSKI, Pontyfikat 1978–2005, Kraków 2005, Znak.
  28. G. Weigel, Witness to Hope. The Biography of Pope John Paul II, New York 1999, Cliff Street Books.
  29. Zob. J.W. O’MALLEY, Co się zdarzyło podczas Soboru Watykańskiego Drugiego, przekł. A. Wojtasik, Kraków 2011, Wydawnictwo WAM.
  30. T. J. REESE, Watykan od wewnątrz. Polityka i organizacja Kościoła katolickiego, przeł. M. Betley, Warszawa 1999, Książka i Wiedza, s. 303.
  31. J. GAWRONSKI, Kolacja z papieżem, wstęp E. Betizza, przekł. M. Woźniak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017, s. 71–72.
  32. Zob. J. Cornwell, The Pope in Winter: The Dark Face of John Paul II’s Papacy, London 2004, Viking.
  33. Tamże, s. XIII.
  34. Zob. D. Yallop, The Power and the Glory. Inside the Dark Heart of Pope John Paul II’s Vatican, New York 2007, Basic Books.
  35. Zob. T.P. Doyle, R.A.W. Sipe, P.J. Wall, Sex, Priests, and Secret Codes: The Catholic Church’s 2,000 Year Paper Trail of Sexual Abuse, Los Angeles 2006, Volt Press.
Poleć:

O Autorze:

Stanisław Obirek

Prof. Stanisław Obirek, autor zaprzyjaźnionego z nami portalu publicystów Studio Opinii (studioopinii.pl), jest teologiem, historykiem, antropologiem kultury. Jest autorem wielu książek i artykułów. Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym, konsekwencjami Holocaustu i możliwościami przezwyciężenia konfliktów religijnych, cywilizacyjnych i kulturowych. Jest zaangażowany w dialog z innymi religiami (m.in. z judaizmem) i z niewierzącymi. Jest wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego w Ośrodku Studiów Amerykańskich. W 1976 roku wstąpił do zakonu jezuitów. Jesienią 2005 ogłosił, że występuje z zakonu i rezygnuje z kapłaństwa. Przyczyny tej decyzji wyjaśnił w książce "Przed Bogiem".

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.