Sokolnictwo

0

Z cyklu: Romans z historią

Będzie tu mowa o myślistwie z pomocą ptaków drapieżnych – metoda polowania zwana sokolnictwem (ang. falconry). Ptaki trzeba odpowiednio wytresować (słowo techniczne to układanie), by były użyteczne na łowach. To bardzo trudne zadanie, dlatego prawdziwi sokolnicy w przeszłości rozchwytywani byli przez władców i magnaterię – nie mieli problemów ze znalezieniem pracy.

Chyba do tego zadania najbardziej nadają się sokoły, ale gdy się łowi z pomocą innych ptaków drapieżnych jak orły, jastrzębie, rarogi, kobuzy, wtedy to wszystko mieści się w pojęciu sokolnictwa. Oczywiście tresura ptaków z różnych biologicznych rodzin musi być odmienna, dostosowana do nich. To wieloletnia praca polegająca na ciągłym przebywaniu z ptakiem powoli przywiązującym się do swego pana jego opiekuńczością i łakociami, pozwalając na zakładanie mu pęt i kaptura. Chodzi o to, by nie ptak wybierał na co ma polować, ale jego pan. W czasie karmienia ptak oswajał się z wyglądem swego właściciela i z gwizdem przywołującym go do niego. Dopiero po uwolnieniu go z tych akcesoriów, ptak wiedział, że nastał czas polowania. Po udanej akcji, drapieżnik na ogół nie zabierał się do konsumpcji ofiary, bo wiedział, że jego pan podzieli się z nim zdobyczą, a najczęściej innymi jeszcze smacznieszymi kęskami. Czekał na sokolnika w miejscu upolowania lub przynosił mu ją w dziobie lub pazurach sadowiąc się na jego dłoni owiniętej grubą szmatą, by jego pazury nie zostawiały na niej śladu, z przekazaniem, że akcja zakończona. Mamy świadectwa, że niekiedy ptaki wolały spożywać ofiarę niż łakocie pańskie – odlatywały w oddalone ciche miejsca by je konsumować. Niektóre nie miały przywiązanych dzwoneczków, więc jeszcze trudniej było je odszukać; wtedy następowała mobilizacja wszystkich poddanych czy służebnych z pobliskich okolic polowania, by go odnaleźć.

Taki dobrze ułożony ptak był nie tylko bardzo kosztownym nabytkiem, ale w niektórych krajach żywym dowodem statusu szlacheckiego swego pana, w pewnym sensie jego herbem. 

Maharaża Suraj Mal z sokołem

Zaglądając do podręcznika zoologii dowiemy się, że ptaki sokołowate to aż dziesięć rodzin, dzielących się na podrodziny, a te z kolei na 63 gatunki (w Polsce jest ich tylko osiem). Sokoły mają dużo bliskich krewnych, a najbardziej zbliżonymi do nich genetycznie są karakany. 

Myślistwo ptasie to zawód i rozrywka możnych od czasów niepamiętnych, starsze niż wszelkie źródła pisane, a nawet nieliczne malowidła lub zdrapki na ścianach jaskiń lub skałach. Wiemy obecnie tyle, że w najdawniejszych czasach, z których mamy jakieś strzępy dokumentacji,  polowano z pomocą ptaków drapieżnych nie tylko na inne ptaki dla ich mięsa i kolorowych ozdobnych piór, ale na inne zwierzęta, bo  trudno je było złowić prymitywnymi oszczepami, nawet strzałami z łuków – wiele zwierząt łowczych było szybszych niż ten ich sprzęt łowiecki.

Sokół w pełnym wyposażeniu przed łowem

Dawna historia sokolnictwa

Ptasze polowanie istniało od bardzo dawna, bo to był jeden ze środków egzystencji obok zbieractwa i polowania na zwierzęta niefruwające, na długo zanim koczownicy zadomowili się i powoli stawali się rolnikami. Niewiele pozostało dokumentów dotyczących sokolnictwa.

Być może ten rodzaj myślistwa ptaszego najpierw pojawił się w Mezapotami, bo świadectwa w formie rysunków pojawiły się na terenach Azji Mniejszej około roku 2000 p.n.e. Mamy obrazek człowieka z ptakiem drapieżnym z Mongolii, ale nie ma zgody między badaczami czy to dotyczy sokolnictwa. Z około roku 1500 starej ery zachował się obrazek na skale sokolnika i drapieżnego ptaka na jego pięści. Z VII wieku p.n.e. w Kirgizji widzimy na skale myśliwego na koniu w towarzystwie drapieżnego ptaka.

Sokolnik z Kirgistanu

Z okresu panowania w Asyrii Sargona II (722-705 p.n.e.) dochowała się płaskorzeźba myśliwego i drapieżnego ptaka. To w  niektórych publikacjach uznane było za dowód, że na tych terenach uprawiane było sokolnictwo. Bliższa analiza tej rzeźby przez ekspertów nie dopatruje się w niej świadectwa o sokolnictwie, ale raczej to scena upolowania ptaka z łuku. Dochował się do naszych czasów dokument chiński z około 680 roku p.n.e. opisujący praktykę sokolnictwa, jaką dziś znamy.  Pierwszy pisany obszerniejszy dokument o sokolnictwie to traktat Ktesjasza z Knidos, nadwornego lekarza króla perskiego Antarksersesa II (rządził krajem w latach 404-358 p.n.e.). Traktat dotyczy  polowania w Azji Centralnej na lisy i zające z użyciem orłów oraz opis układania ptaków drapieżnych na tym terenie.

Arystoteles w swym dziele „Zoologia” wspomina o  sokolnictwie w starożytnej Tracji (zajmującej część terenów obecnej Bułgarii, północnych rubieży Grecji  i europejskiego terrytorium Turcji). Opisuje scenę jak tamtejsi chłopcy używali do polowania na ptaki jastrzębia. Ten na ich odzew zapędzać miał małe ptaki w krzaki, tam chłopcy zabijali je kijami, a potem dzielili się z nim upolowaną zdobyczą. Brzmi to nieco jak opowiastka. Podobną opowieść przytacza we wspomnianym dziele, że w mieście Cedropolis jastrząb zapędza ptaki w stronę myśliwych, którzy  zabijają je kijami. Opowiastka ta krążyła w środowiku przez długi czas, bo w III wieku starej ery pisarz Antigonus z Karystu przytacza ją w jednym ze swych dzieł. Gdyby w tym czasie uprawiano prawdziwe sokolnictwo w miastach-państwach na terenie obecnej kontynentalnej Grecji, Arystoteles w dziele poświęconym zwierzętom wspomniałby o tym. W rzeczywiści identyfikuje i opisuje tylko dużą liczbę ptaków, a wśród nich tylko kilka drapieżnych.

Sredniowieczny obraz sokolnictwa

Sokolnictwo w Europie

Do Europy sokolnictwo dotarło najprawdopodobniej około roku 400 od Hunów i Alanów, ludów azjatyckich, które najechały jej tereny. Jedni z pierwszych w Europie uprawiających sokolnictwo byli Goci, a od nich powoli rozprzestrzeniła się ta wiedza po Zachodniej Europie. Mieli nauczyć się tej sztuki od Sarmatów, albo, co bardziej prawdopodobne, od wspomnianych najeźdźców, z którymi walczyli. Traktuje o tym opowieść z V wieku o synu cesarza rzymskiego Avitusa z plemienia celtyckiego, który miał walczyć z pomocą Gotów z Hunami w bitwie pod Châlons i od jeńców miał się nauczyć sokolnictwa i rozprzestrzenił go po Cesarstwie, które niedługo potem przestało istnieć przejęte przez ludy germańskie.

Następny dokument o sokolnictwie to podłogowa mozaika w rzymskiej willi z około pięćsetnego roku przedstawiająca sokolnika i jego jastrzębia polującego na kaczki. Pod koniec IX wieku sokolnictwo w Zachodniej Europie i saksońskiej Anglii było powszechnie znane. 

Obraz sokolnika i gajowego z ok. 1600 r.

W latach siedemdziesiątych XI wieku stworzono na terenie Francji, w królestwie Normandii, słynną Tkaninę z Bayeux, na której wyhaftowany jest ostatni anglosaski król Harold z łowczym jastrzębiem przy nim. Z innych źródeł wiemy, że był on zapalonym sokolnikiem i zbierał wszelkie dostępne dane o tej rozrywce. Tkanina ta, czyli ponad 68-metrowy pas płótna haftowany wielokolorowymi nićmi wełnianymi; to wprost niesamowite artystyczne dzieło epoki romańskiej, a równocześnie najważniejszy ze wszystkich dokumentów historycznych z okresu przekształcania Anglii z królestwa anglosaskiego w królestwo byłych Wikingów, którzy najpierw zawojowali tereny obecnej Normandii, a później pod wodzą księcia, a potem króla Wilhelma Zwycięzcy, po zwycięskiej bitwie pod Hastings w roku 1066 przejęli rządy w tym kraju. Jego przyrodni brat Odo, biskup miasta normadzkiego Bayeux, w kilka lat po wspomnianej zwycięskiej bitwie spowodował powstanie tej tkaniny, która do dzisiaj przetrwała przez około 900 lat prawie niezmieniona, jedynie z drobnymi poprawkami konserwatorów. Nawet nie zmnieniły się kolory nici haftu. To pierwsze przeogromne dzieło tego typu romańskiej sztuki – rodzaj  haftowanego malowidła. Powstały o nim książki i setki artykułów naukowych, bo nie tylko obrazowo przestawia zwycięską bitwę, ale pokazuje czym walczono, jak się do boju ubierali żołnierze, ale także i cywile, jak wyglądały zabudowania. Nawet wyhaftowano na nim kometę Harleya, która pojawiła się na niebie w tym samym roku co wspomniana bitwa. Jako ciekawostkę podam, że pojawia się na tym pasie 626 postaci, 202 koni, 55 psów, 1505 innych zwierzaków, 57 budowli, 41 statków, 49 drzew i wiele innych drobniejszych szczegółów. Nic dziwnego, że to nie tylko źródło historii kraju i dawnej wojskowości, ale ogromne autentyczne źródło archeologii w różnych jej odmianach. W dobrym towarzystwie znalazł się na tym wspaniałym pasie łowczy ptak drapieżny.

Tkaninana z Bayeux w muzeum

Z około roku 1180 mamy świadectwo na piśmie Nikiatosa Choniatesa o trenowaniu jastrzębi do przejęcia funkcji ptaków łowczych na terenie Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego, czyli w Bizancjum. 

Ptasze łowiectwo nabrało rozpędu dzięki jednemu człowiekowi – cesarzowi Świętego Cesarstwa Rzymskiego Fryderykowi II (1194-1250). To niesamowity człowiek, jeden z największych prekursorów Odrodzenia. Miał ciekawe życie. W wieku 2 lat został królem Niemiec. Matka wynegocjowała i zamieniła mu ten tytuł na króla niezależnej od cesarstwa Sycylii. W młodzieńczym wieku został znowu królem Niemiec, a kilka lat później cesarzem. Z polecenia papieża miał zorganizować piątą wyprawę krzyżową by odzyskać Ziemię Świętą, podbitą prawie w całości przez sułtanat egipski, więc ożenił się z Jolantą Jerozolimską, królową resztek tego królestwa, ale za zwlekanie wyruszenia na Wschód papież ekskomunikował go. Ten wreszcie ruszył ze swym rycerstwem w stronę Palestyny. Nikomu nie przeszkadzał fakt, że przewodzi tej wyprawie człowiek potępiony. Odzyskał część królestwa z trzema miejscami pielgrzymkowymi: Jerozolimą, Betlejem i Nazaretem. Do wojny nie doszło, bo udało mu się odzyskać te tereny drogą pertraktacji z sułtanem. Natychmiast koronował się na króla Państwa Jerozolimskiego. Jedynemu duchownemu który uczestniczył w tej ceremonii, wielkiemu mistrzowi Krzyżaków ofiarował nieswoje Prusy. Był ekskomunikowany po raz drugi bo oddał synowi swej kochanki papieską Sardynię. Dużo czasu spędził na Wschodzie, zafascynował się sokolnictwem mocno rozwiniętym na tych terenach. Polecił Teodorowi z Antiochii przetłumaczyć dzieło muzułmanina Maomyna na łacinę, dodał to tego tekstu swoje poprawki i dzieło to pod tytułem „De scientia venandi  per aves” (O wiedzy polowania przez ptaki) była wielokrotnie kopiowana. Pod koniec życia w roku 1250 napisał własny traktat pod podobnym tytułem „Sztuka polowania z ptakami”. Entuzjamował się rozwojem nauki. Był  astronomern, astrologiem ornitologiem – opisał w swej innej książce 900 gatunków ptaków. Wprowadził do europejskich nauk matematycznych liczbę zero znaną na Wschodzie, co otwarło w Europie drogę do wielu odkryć w tej dziedzinie. Prowadził bujne życie. Miał 3 żony, a z nimi 9 dzieci, a z wieloma kochankami przynajmniej 13. Zmarł w klasztorze na chorobę jelit.

Sokolnictwo w Anglii w różnych epokach

35 lat po jego śmierci Taymur Mirza stworzył kompilacje wszelkiej wiedzy sokolniczej z terenu Persji. Pod koniec XIV wieku kastylijski poeta Juan Manuel w książce o ptaszym polowaniu zebrał całą wiedzą dostępną mu w owym czasie. W następnym wieku, w ósmym tomie wydawnictwa Saint Albans wydrukowano książkę magnatki Julii Berners o upodobaniach ludzi herbowych Anglii pod tytułem “The book of hawking, hunting and blasting of arms” (Słowo “hawking” pochodzi od rzeczownika “hawk”, czyli jastrząb: to była przez wiele wieków nazwa tego co dzisiaj nazywa się sokolnictwem, bo ptak ten był częściej używany do polowania niż sokół). W wieku XVII  dowiadujemy się, że w duńskim mieście Valkenswaard większość dochodów do budżetu miejskiego przynosiło sokolnictwo. W tymże wieku inny cesarz, czyli car Aleksis, chwycił za pióro na temat estetycznych rozkoszy, którą daje człowiekowi sokolnictwo. Wielkimi fanami sokolnictwa byli członkowie dwóch wielkich zakonów rycerskich: joannitów i krzyżaków. 

Polowanie z sokołami i psami w starożytnych Chinach

W roku 1801 Brytyjczyk Józef Strutt swym traktacie o sokolnictwie skopiował z manuskryptów trzy obrazki dotyczące sokolnictwa. Na jednym z nich, skopiowanym z manuskryptu saksońskiego z przełomu wieków X i XI  jest obraz szlachcica w towarzystwie sokolnika i ptaka drapieżnego. Dwa inne obrazy to kopie z manuskryptu z XIV wieku, przestawiające scenę w pełni rozwiniętego sokolnictwa z udziałem mężczyzn i kobiet. Strutt napisał, że „panie nie tylko towarzyszyły gentelmenom w uprawianiu tej rozrywki (sokolnictwa), ale często oddawały się jej same; a nawet przewyższały mężczyzn w znajomości i uprawianiu tej sztuki”. Ostatnim znanym aktem przed zniknięciem na okres około półtora stulecia sokolnictwa, było założenie w roku 1864 w Londynie The Old Hawking Club – same słowa: old i hawking (choć słowo falconry było już w powszechnym użyciu), daje do myślenia, że znudzeni elitarni starcy w ekskluzywnych męskich klubach więcej plotkowali o tym sporcie niż go uprawiali.

Sokolnictwo w Rzeczpospolitej Obojga Narodów

Na terenie Polski sport ten prawie od początku istnienia państwa był uprawiany i przypuszcza się, że przejęty od ludów, które najeżdżały te tereny, najprawdopodobniej od Tatarów, bo tylko oni wśród najeźdźców w owych czasach mieli go już dobrze rozwinięty. Gdy Polska stawała się krajem bogatym, po przejęciu Rusi złączeniu się z Litwą, otwarła się na kontakty z Południową i Zachodnią Europą, korzystano wtedy z rozwoju tego sportu i rozrywki możnych z kilku krajów tego terenu.

W  wiekach XVI i XVII, kiedy stała się jednym z największych terytorialnie i jednym z najbogatszych krajów Europy,  polscy sokolnicy przejęli rolę wiodącą w tej dziedzinie. Tu zjeżdżali się możni z wielu krajów by oddać się tej przyjemności, a polskie sokoły słynęły z tego, że były najlepiej przygotowne do tego sportu. Kupowano je płacąc za nie bardzo wysokie sumy. Najznakomitszych sokolników różnymi metodami, przeważnie przekupstwem, sprowadzano do zamków najmożniejszych magnatów, na dwory królewskie i cesarskie. I tak na przykład Janusz Latajski był sokolnikiem cesarza Ferdynanda I Habsburga (1558-64) i opiekunem i pomnożycielem jego ptaków polujących poprzez fachowe układanie mu młodych sokołów. Dodam, że ten jeden z najpotężniejszych władców w historii Cesarstwa dodatkowo był królem Rzymian (czyli Niemiec), Węgier, Chorwacji, Czech i był żonaty z Polką Anną Jagiellonką.

Sokolnicy w akcji

Sokolnictwo w Polsce było znane chyba od początku istnienia Polski, bo jego ślady zachowały się  w dawnym nazewnictwie miejscowości, na przykład Sokołówka, i wzmianki  w najdawniejszych łacińskich dokumentach. Jednym z najstarszych traktatów, poza tymi o charakterze  administracyjnym, sądowniczym, pobożnościowym i kronikach, jest dzieło po polsku Mateusza Cygańskiego „Myśliwstwo ptasie” z 1584 roku. To książka nie tylko o przyjemnościach polowania, ale dość fachowy opis układania ptaków. Dużo informacji o tym sporcie pozbierał z dawnych dokumentów Zygmunt Gloger w swej Encyklopedii Staropolskiej. Już Bolesław Chrobry miał przy sobie sokolnika. Prawie każdy król polski i wielu książąt dzielnicowych uprawiało ten sport. Wiemy, że nie miał czasu na tę rozgrywkę król Stanisław Leszczyński bo był skoncentrowany przede wszystkim na utrzymaniu tronu. Byl polskim królem dwukrotnie w latach 1704-05 i 1733-36. Przegrał dwa razy koronę z książętami saskimi Augustem drugim i trzecim. Uciekł do Francji, wydał córkę Marię za Ludwika XV, która była faktycznie maszynką do rodzenia dzieci, urodziła mu ich ponad dziesiątkę tak, że w żyłach jej wnuka ostatniego Burbona zgilotywanowanego Ludwika XVI płynęła polska krew. Pierwszy polski król elekcyjny, Henryk III Walezjusz zjawił się na kilka miesięcy w Polsce, potem uciekł do Francji, gdy tron tego kraju czekał na niego po śmierci brata. Chciał zaimponować polskim panom, bo razem z żoną, kilkoma „pieszczoszkami” i kilkoma polującymi jastrzębiami, niezbyt dokładnie przygotowanymi do polowania przyjechał do Polski. Doznał szoku, bo przekonał się, że prawdziwe sokolnictwo w Polsce posługujące się sokołami było na dużo wyższym poziomie niż w jego kraju. Wiele miast i osiedli znajdujących się w pobliżu puszcz i dużych lasów jak na przykład w Płocku, Niepołomicach, Łowiczu miało duże sokolarnie.

Sokolniki z  z książki Fryderyka II (1240)

Sokolniki z z książki Fryderyka II (1240)

Podobnie jak w różnych krajach na świecie uprawiających ten sport, tak i w Polsce poza jednym traktatem na ten temat niewiele innych świadectw dotrwało do naszych czasów, i prawie żadne pamiątki i akcesoria sokołów, ale wystarczająco dużo materiału do publikacji  monografii polskiego sokolnictwa  Mieczysława Mazarakiego w książce „Z sokołami na łowy” wydaną dopiero w roku 1977. Sokolnictwo w Polsce, podobnie jak w reszcie Europy umarło naturalną śmiercią w XVIII i w piewszej połowie  XIX wieku. Co prawda August Dehnel wydał w 1939 roku podręcznik sokolnictwa „O sztuce układania ptaków drapieżnych do łowów” w małym nakładzie i tuż przed wybuchem wojny – niewielu miało ten podręcznik w rękach. Zauważalny powrót do sokolnictwa nastąpił w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Jednym z głównych jego promotorów był Czesław Sielicki (1933-96), leśnik,nauczyciel w założonej przez siebie szkole sokolnictwa w Tucholi w roku 1971. W następnym roku założył Gniazdo Sokolników przy Polskim Związku Łowieckim. Organizował coroczne zjazdy i łowy sokolnicze. Po jego śmierci entuzjazm nieco przycichł, ale ciągle istnieją dwie organizacje: wspomniane Gniazdo Sokolników i stowarzyszenie „Sokół”: organizacja opieki nad najbardziej znanym w świecie sokołem wędrownym, który w Polsce wymiera. 

Sielicki z sokołem

Sokolnicy już nie polują, a ich główną troską jest ochrona i rehabilitacja ptactwa drapieżnego. Przygotowują sokoły czy inne łowcze ptaki do służby odpędzania innych ptaków z lotnisk, co niekiedy kończyło się zderzeniami z samolotami, a nawet katastrofami. Na mniejszych lotniskach bez sokolnika i sokoła, odpędza się ptaki piskiem ptaka drapieżnego przez megafony, ale bywalcy tych lotnisk po jakimś czasie przyzwyczajają się do tych pisków i nie reagują na nie. Ciągle więc wytrenowane ptaki drapieżne są najlepszą metodą zapobiegawczą tych kolizji. Wielkie wysypiska i sortownie śmieci w Polsce i niektórych innych państwach korzystają z przyuczonych drapieżników w przepędzaniu nieproszonych gości z tych miejsc.

Współczesna kobieta sokolnik z sokołem

Jest kilka przyczyn dlaczego sokolnictwo wymiera. Główny powód jest taki, że nikogo nie interesuje mięso upolowane przez drapieżników, ani ozdobne pióra. Kto uważa, że musi rozprawić się z tym czy innym ptakiem, po prostu go zestrzeliwuje – operacja dużo mniej kosztowna i  bardziej skuteczniejsza niż ten historyczny sposób polowania. Poza tym obrońcy zwierząt i ptaków  są przeciwni tego typu łowiectwu i mogą wypatrzeć osobnika strzelającego do ptaków, szczególnie  w czasie lęgów ptasich, czy uśmiercającego ptaka z gatunku zagrożonego, a wtedy za taką „przyjemność” można skosztować niezbyt smacznych posiłków więziennych.

                                                            Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.