Ameryka płonie czyli nadal jest o czym pisać

0

Z cyklu: Ludzie i ludziska

Temat rasizmu był dla mnie zawsze bardzo ważny, chociaż pragnęłabym, aby poszedł w zapomnienie. Gdy obecnie w mediach oglądam protestujące tłumy i płonące budynki przypominają mi się słowa pewnego serbskiego pisarza, wypowiedziane podczas wojny na Bałkanach – „Gdy wyjrzę przez okno i nie zobaczę na ulicach ruin, a przechodnie będą mieć uśmiechnięte twarze, to przestanę pisać, bo już nie będzie o czym”.

Wojna między innymi o podłożu nienawiści religijnej na terenie byłej Jugosławii się skończyła, a jednak, niestety „nadal jest o czym pisać”, gdyż tragiczne lekcje historii nie potrafią nas niczego nauczyć.

Amerykańskie ulice wypełniły się tłumami protestujących przeciwko rasizmowi. Zdawało by się, że po latach rozliczania się z niewolnictwem, apartheidem, segregacją rasową  – tyle już zostało powiedziane, napisane, prawnie ustalone – rasizm zniknie z powierzchni tej ziemi. A jednak, ogłoszenie nowych praw nie oznacza zmiany umysłów ludzkich. Nadal w niemalże w każdym z nas istnieją tendencje do wywyższania się. Jakże łatwo ulegamy opiniom, że dany naród czy dana rasa jest gorsza od nas – to „nas” oznacza między innymi inną pigmentację skóry. Oczywiście do jej koloru „nie białego” dorabiamy etykietki: brudasy, nieroby, roznoszący zarazki, kryminaliści oraz różne epitety, których już nie będę wymieniać. Za każdym pogardliwym mianem stoi człowiek, taki sam jak ja. To, z jakim urodził się kolorem skóry, kształtem oczu, nosa, w jakich warunkach, w jakim kraju, jakie otrzymał możliwości dalszego rozwoju jest czystym przypadkiem. Dlaczego ja, biała, urodzona po wojnie w europejskim kraju, w rodzinie inteligenckiej miałabym czuć się lepsza od urodzonego w slumsie o ciemnej karnacji  Hindusa, czy czarnoskórego, z wielkimi osiągnięciami  profesora uniwersyteckiego? Czy mój kolor skóry, miejsce urodzenia, życie bez większych dramatów typu wojna, głód czy przemoc, czyli zbiegi okoliczności, na które nie miałam wpływu, są podstawą do wywyższania się?

Jeżeli każdy z nas spojrzy na drugiego człowieka jako równego sobie, jeśli takiego czy innego zachowania nie będziemy przypisywać przynależności do rasy, religii czy państwowości, to jest szansa, że rasizm zniknie z naszych umysłów. Czy jest to możliwe?

Wierzę, że poprzez jak najwcześniejszą edukację można zminimalizować nasze zakusy do wywyższania się nad innymi. Na pewno sprzyja temu wyrastanie w wielokulturowym i wielorasowym społeczeństwie, jakim jest Kanada i… także Stany Zjednoczone, chociaż w przypadku tego drugiego ta bez uprzedzeń koegzystencja nie jest oczywista. Jednakże nawet Kanada czy Australia  do końca nie świecą przykładem – jeszcze do niedawna funkcjonowały szkoły dla dzieci Indian i Aborygenów, a zniknięcie około tysiąca indiańskich kobiet jest nadal niewyjaśnione.

Wracam jednak do tego, co dzieje się w Ameryce, kraju tylu wybitnych Afroamerykanów takich jak prezydent Barack Obama, Oprah Winfrey, Ralph Ellison, Louis Armstrong, Martin Luther King,  Ida B. Wells-Barnett, Maya Angelou, John Coltrane, Rosa Parks, Jesse Jackson, Miles Davis… można jeszcze wydłużać tę listę o co najmniej kilkaset innych nazwisk. Otóż mimo tak wielu przemian, jakie dokonały się w ciągu ostatnich dwóch stuleci, począwszy od zniesienia niewolnictwa do zlikwidowania segregacji rasowej, nadal w umysłach wielu Amerykanów drzemie, albo jest głęboko ugruntowany rasizm. Nadal istnieją wyłącznie „białe” szkoły, gdzie uczniowie nie mają możności zaprzyjaźnienia się z innymi od siebie pod względem koloru skóry. Są skazani na „białe” otoczenie, a gdy jeszcze dochodzi rasistowskie, nawet w zakamuflowanej formie wychowanie, to wyrastają z nich potencjalni mordercy George’a Floyda.

Jakże jestem wdzięczna kanadyjskim publicznym szkołom, w których w klasach moich córek na trzydziestu uczniów dwudziestu pochodziło z różnych krajów. Moje dwie córki od najmłodszych lat utożsamiały religie, rasy, kultury ze swoimi przyjaciółmi. Obecne protesty w Stanach i na całym świecie dotyczą również Zarrin, Malajki, Bianci, Dana, George’a i wielu innych wspaniałych młodych ludzi, którzy mimo przynależności do kanadyjskich intelektualnych elit są narażeni na rasistowskie traktowanie. To również z myślą o nich moje córki łączą się w proteście przeciwko rasizmowi. Oby to młode pokolenie, wychowane na zasadach wzajemnego poszanowania, dokonało więcej, niż ich rodzice.

Malajka i Tina

Z bólem i sympatią śledzę protesty w Stanach, z nadzieją na przełom, zdając sobie jednak sprawę jakie ogromne rzesze ludzi dobrej woli muszą włączyć się do pracy u podstaw. Demonstracje się skończą, ulice opustoszeją. Czy znowu zapełnią się po zamordowaniu kolejnego człowieka o ciemniejszym  kolorze skóry? Czy ostatnie wypadki dokonają przełomu przede wszystkim w umysłach białych? Czy doprowadzą do powstania wielkiego ruchu skutecznie zwalczającego uprzedzenia nie tylko rasistowskie, ale również religijne? Czy kiedykolwiek nastanie taki czas, że „nie będziemy mieli o czym pisać?”

Beata Gołembiowska

www.bgbooks.com.pl

 

.

 

 

 

 

 

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.