Kazimierz Dolny    

0

Z cyklu: Piękniejszy świat      

Do nazwy tego Kazimierza dodaje się słowo Dolny, by odróżnić go od innego Kazimierza – do drugiej wojny światowej żydowskiego miasteczka pod Krakowem, a obecnie dzielnicy tego miasta. Do Kazimierza, o którym tu mowa, doczepia się też dodatek Nad Wisłą, ale to mylący wyróżnik, bo oba Kazimierze leżą nad Wisłą. Ten Kazimierz też faktycznie nie jest Dolnym, bo leży nie w dolnych partiach rzeki, ale około jednej trzeciej jej biegu; słowa Średni czy Środkowy jakoś nie pasowałyby do nazwy, bo sugerowałyby, że jest jeszcze jakiś trzeci Kazimierz bliżej ujścia Wisły do morza, a takiego nie ma. Został więc Dolnym (choć Kazimierz pod Krakowem bardziej zasługiwałby na tę nazwę – znajduje w bardziej dolnym biegu Wisły od tego oficjalnie Dolnego) – niech puryści geografowie i inni im podobni męczą się tym – tak mają!

Kazimierz Dolny jest jedną z trzech miejscowości należących do tak zwanego trójkąta turystycznego Lubelszczyzny; inne dwa miasta to Nałęczów i Puławy. Najciekawszym i najbogatszym w zabytki z nich jest Kazimierz. Wisła w tym miejscu po uporaniu się z kilkoma wyżynami, podgórzami i wysoczyznami Małopolski rozlewa się szeroko i leniwie toczy swoje wody. Ona  i otaczające Kazimierz lasy na glebie lessowej to naturalne tło tego miasta, faktycznie miasteczka, bo liczy sobie ono tylko około 2500 mieszkańców. Wielu z tych ludzi to przybysze z całej Polski, przeważnie dusze artystyczne zafascynowane jego pięknem do tego stopnia, że osiedlili się tu na stałe.

Kazimierz Dolny z lotu ptaka

Kazimierz osiedlem

Nie tylko człowiek, ale i miasto ma duszę. Jest ona tym bogatsza, im jest ono starsze, im więcej wydarzeń dobrych i złych przetoczyło się jego ulicami.

Wiemy, że już w XI w. istniał na tych terenach klasztor benedyktynów. Później, bo w roku 1185, książę Kazimierz Sprawiedliwy podarował wzgórze zwane Wietrzną Górą zakonowi norbertanek, a te z wdzięczności nazwały to miejsce Kazimierzem. Może księciu chodziło o to, by świątobliwe dziewice przepędziły ze szczelin wzgórza złe duchy, którym ofiarowano czarnego koguta, którego te duchy zjadały. I dzisiaj koguty są konsumowane w mieście, no ale ich to nie boli, bo są z ciasta.

Za króla Kazimierza Wielkiego ważne i znane miasto

Po zjednoczeniu Polski po rozbiorach dzielnicowych Kazimierz, jedyny król polski, któremu nadano przydomek Wielki, budowniczy, twórca państwa, które zaczęło się liczyć w Europie, człowiek, który powiększył teren Polski trzykrotnie, dostrzegł idealne położenie tego osiedla – krzyżowały się tu szlaki handlowe: tędy biegła trasa ze wschodu na zachód z racji płycizny Wisły w tym miejscu, a więc łatwości przeprawy przez nią, no i droga południe-północ Wisłą i lądowym szlakiem. Uznał to miejsce za majętność królewską, na jednym ze wzgórzy wybudował poniżej samotnej wieży wzniesionej prawdopodobnie przez jego ojca warownię dla strzeżenia przeprawy przez Wisłę i ochrony handlu rzecznego. Mieścił się tu, poza skrzydłem mieszkalnym, urząd celny i punkt kontroli ruchu statków. Wieża stała się stołpą, czyli miejscem ostatniego schronienia dla ludzi zamku przed najeźdźcą. Była to budowla z grubego muru, wysoka na 20 metrów, o średnicy 10-metrowej kształtu beczkowatego; to utrudniało ustawienie drabin przy ataku, a pociski ześlizgiwały się od jej ściany. Wejście do niej było na wysokości 6 m. W czasie pokoju prowadził do niej pomost, który palono w czasie ataku nieprzyjaciela. Wieża ta była też rodzajem latarni morskiej, bo na jej szczycie zapalano w nocy ogień. 

Ruiny zamku i wieża obronna nad kościołem

Król Kazimierz miał dwie prawe córki od pierwszej żony Anny, ale ani ona ani trzy inne nie obdarzyły go synem. To była jego osobista tragedia: nie mógł zostawić swego potomka na tronie, wiedział, że z jego śmiercią skończy się dynastia Piastów. Szukał pociechy u kochanek. Wiele kobiet przewinęło się przez jego sypialnię. Jego największą miłością była piękna Żydówka Esterka. Chociaż królom wolno było więcej niż pospólstwu – ich największe grzechy czy nawet zbrodnie można było łatwo zmazać wzniesieniem jakieś budowli sakralnej lub klasztoru jako zadośuczynienie za grzechy – Kazimierz nie chciał jednak gorszyć maluczkich swym postępowaniem niezbyt moralnym, próbował być dyskretnym w tej materii, ale wielu w kraju i za granicą wiedziało o jego ciągotach seksualnych. W Kazimierzu przebywał wiele razy, z tego powodu w pobliskiej Bochotnicy zlecił zbudowanie miejsca schadzek z Esterką, a między tym miejscem a swym pałacem-zamkiem kazał wydrążyć podziemny tunel. Czy to był faktycznie tunel, czy raczej czy pogłębiony wąwóz, których do czasów obecnych jest wiele wokoło miasteczka, nie wiemy. To było dość łatwe przedsięwzięcie, bo miasto Kazimierz i okolice są zbudowane na lekkiej glebie lessowej, a pod nią są miękkie skały wapienno-kredowe. Ją i inne kochanki król miewał w pobliżu miejsc swego pobytu. Esterka Małach była mieszkanką chyba Łobzowa, dzisiaj dzielnicy Krakowa. Marcin Bielski w swej „Kronice świata” podaje, że w Łobzowie „Kazimierz chował miłośnicę z Czech Rokiczankę, która była niepospolitej cudowności, ale nią potem wzgardził, a Esterkę Żydówkę na jej miejsce wziął”. Średniowieczni władcy byli w ciągłych rozjazdach: trzeba było rozstrzygać trudniejsze sprawy sądowe, przypilnować czy rządcy dóbr królewskich nie oszukują, trzeba było wyprawiać się na wojny, uspokajać i często skazywać na śmierć różnych buntowników. Esterka  tak mocno „weszła mu za skórę”, że była jego faworytą przez długie lata, dowożono ją do innych miejsc, do których się wybierał – mieszkała w przygotowanym tam wcześniej ich „gniazdku”.  Wiele owych gniazdek, poza Łobzowem i Bochotnicą, mieli w miejscowościach Niepołomice, Cychów, Opoczno, Przedbórz, Radom, Rzeszów, Sandomierz, Skawina, Wiślica, Stopnica, i chyb innych, gdzie mu ją tajemnie dowożono. Mieszkańcy Kazimierza pod Krakowem chlubili się tym, że użyczono w nim miejsca spotkań parze kochanków. 

Akwarela D. Orszulika rynku Kazimierza

Wracajmy jednak do Kazimierza Dolnego.

Rozkwit miasta 

Król Kazimierz osadę przemienił w miasteczko. Poza zamkiem zbudował tu kościół parafialny, czyli w staropolszczyźnie farę i szereg innych budowli. Władysław Jagiełło dokonał lokacji miasta na prawach magdeburskich. Wytyczono rynek, ulice, działki budowlane. Tylko północną część rynku zostawiono bez zabudowy – dzięki temu aż do naszych czasów mamy stąd widok na farę i zamek.

Miasto szybko rozrosło się i wbogaciło na handlu. Wisłą spławiano do Gdańska różne produkty jak skóry, drewno, mąkę, sól, miód pitny, ale przede wszystkim zboże. Ormianie, Żydzi i inni kupcy ciągnący ze wschodu, przeprawiający się przez Wisłę, też musieli płacić myto. Królowie oddawali w dzierżawę Kazimierz i okolice zasłużonym i wiernym sobie możnowładcom. W latach 1509-1644 pieczę nad starostwem kazimierskim mieli Firlejowie, a najsłynniejszy z nich kasztelan krakowski i hetman wielki koronny Mikołaj sfinansował z własnej kiesy przebudowę zamku królewskiego w stylu włoskiego renesansu. Ich czasy starostowania w Kazimierzu były czasami największego rozkwitu miasta. Większość budowli, którym się szczyci miasto, powstało właśnie w tym czasie; wśród nich około 60 spichlerzy na zboże – nie takie sobie skromne budowle gospodarcze, ale piękne architektonicznie budynki bardzo bogato zdobione szczególnie od strony rzeki. Do dzisiaj uchowało się ich tylko kilka. 

Fara

Powolny upadek  miasta

Druga połowa XVII wieku i początek następnego były czasem bardzo tragicznym dla całej Polski, a szczególnie dla Kazimierza, bo wiele dróg wiodło przez to miasto. Niszczyli je Kozacy, dwukrotnie Szwedzi, wojska Rakoczego, a na dodatek wielki pożar w 1663 roku. Zrujnowany zamek opuszczono pod koniec XVIII w.; niewiele po nim dziś zostało, więc nie próbowano go odbudowywać; jedynie zabezpieczono ruinę i udostępniono ją w tym stanie turystom.

Skończył się intratny handel zbożem, bo skurczyły się rynki zbytu i część handlu przeszła z rąk kupców w ręce niedoświadczonej w tym zawodzie szlachty. Miasto próbował ożywić Jan III Sobieski wydając dekret pozwalający na osiedlenie się w nim Ormianom, Żydom, Grekom.  Nie nastąpiło jednak ożywienie handlu. Nie powiodły się próby rewitalizacji podjęte przez Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Przy opuszczonym zamku rozegrała się 8 marca 1831 roku jedna z większych przegranych przez powstańców listopadowych bitew. Po powstaniu styczniowym odebrano Kazimierzowi pozycję starostwa, a w jedną z najtragiczniejszych dat w jego historii – w roku 1866 – nie tylko spłonęła prawie połowa miasta, ale odebrano mu także prawa miejskie.

Kazimierz znowu się atrakcyjnym, wypoczynkowym miastem

Światełko w tunelu pojawiło się dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy to malowniczo położone w tym czasie już tylko osiedle, przekształciło się powoli w miejscowość wypoczynkową. Pierwsza wojna światowa znowu spowodowała tu wielkie zniszczenia – cała ulica Senatorska spłonęła – ale Kazimierz był już tak atrakcyjny i modny, że szkody szybko naprawiono. W r. 1927 odzyskał prawa miejskie.

Kilka lat wcześniej profesor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie Tadeusz Pruszkowski zaczął zjawiać się tu ze swymi uczniami na plenery malarskie – nastąpił najazd innych malarzy na miasto. W 9 lat po otrzymaniu praw miejskich sprowadziła się do Kazimierza słynna pisarka Maria Kuncewiczowa z mężem Jerzym: prawnikiem, politykiem, działaczem społecznym i też pisarzem. Zamieszkali w elegankiej willi zbudowanej dla nich przez słynnego konserwatora sztuki, budowniczego i artystę, najważniejszego odnowiciela miasta po obu wojnach światowych, Karola Sicińskiego. Do niej ściągnęli najwybitniejsi pisarze czasów międzywojennych i powojennych. Tu w czasie II wojny światowej znalazło schronienie kilku z nich. Budynek ten, w oddali od centrum, jest obecnie oddziałem wielkiego i bardzo czynnego Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu.

Dzisiaj Kazimierz Dolny jest nie tyllko mekką turystów, ale miasto i gmina stały się Kazimierskim Parkiem Narodowym, a Lech Wałęsa w roku 1994 dekretem prezydenckim zespół zabytkowy miasta nominował jaka pomnik historii.

Dawny spichlerz Pod Januszkiem

Turyści przyjeżdzają do Kazimierza nie tylko po to by obejrzeć zabytki i inne atrakcje miasta, pochodzić po lessowych wąwozach, wykąpać się w Wiśle, odetchnąć bardzo czystym powietrzem, ale by uczestniczyć w rozlicznych spotkaniach, festiwalach, pokazach, koncertach wieczornych w pięknej farze, na rynku i w innych miejscach, by także brać udział w sympozjach naukowych, warsztatach twórczych itd. To miasto, a faktycznie miasteczko, ma bardzo dużo do zaoferowania przyjeżdzającym tu turystom – nawet nie warto sprawdzać w internecie kiedy i jakie atrakcje nas tu czekają, bo ciągle coś tu się dzieje. Tak było do marca tego roku. Na kilka miesięcy ulice się wyludniły, kościoły i wszelkie miejsca kultury i rozywki opustoszały, nawet nie ma okazji spotkać się z przyjaciółmi w restauracjach i bistrach, ale usuwanie restrykcji już powoli powoduje ożywienie miasteczka, choć będąc realistą uważam, że dawne dobre czasy nie wrócą.

Rynek Kazimierza nocą

Niektóre zabytki miasta

O zabytkach też nie można zapominać. Mimo kilku pożarów i zniszczeń dochowały się do naszych czasów zabytki wielkiej klasy. Najstarszym zabytkiem, po wielu odbudowach i przebudowach, jest kościół parafialny. Z pierwotnej budowli romańskiej i przebudowie w stylu gotyckim nie zostało nic. Obecna budowla to kościoł w stylu manieryzmu. Słowo manieryzm nie ma tu znaczenia negatywnego – to dojrzały renesans z dużą ilością różnych ozdóbek architektonicznych i innych, to rodzaj przejścia ze sztuki renesansowej w barokową. Artystom zaczęły się nudzić bardzo ściśle określone reguły budowy, malarstwa i innych czynności upiększających budowle w okresie klasycznego renesansu, zaczęli eksperymentować, wprowadzać nowe metody, techniki budowy i zdobnictwa budynków. W Polsce jest bardzo mało zabytków manierystycznych, dlatego w dziejach polskiej sztuki, kościół i kilka innych budowli w tym stylu w Kazimierzu mają wyjątkowo ważne znaczenie. Fara kazimierska stała się modelem dla wielu kościołów we wschodniej Polsce. Wnętrze kościoła to niesamowita różnorodność archtektoniczna i zdobnicza – każdy wiek począwszy od szesnastego do dwudziestego zostawił tu swoje pamiątki. Nie ma tu miejsca, by je wszystkie nawet wymienić. Wspaniałe organy w modrzewiowej oprawie w stylu flamandzkim z 1620 r. są starsze niż ta oprawa. To najstarsze organy w Polsce. Rozbudowano je w XIX w.  – to instrument z około czterema tysiącami piszczałek. Co prawda ołtarz główny to dzieło dziewiętnastowieczne, ale prawie wszystko co go otacza to starsze zabytkowe piękne dzieła sztuki przeważnie z początku  XVII w. jak na przykład ambona, stalle, wspaniały kurdyban (ozdoba z rzeźbionej skóry). Kaplice w kościele to prawdziwe cacka, bardzo różnorodne i w wielu stylach. Wymienię tylko Kaplicę Różańcową, Kaplicę Borkowskich ufundowaną przez córkę Jana Kochanowskiego z Czarnolasu, Elżbietę, kaplicę Górskich przy zabytkowej chrzcielnicy dzieła florentczyka Santi Guccio. Ołtarz boczny jest  w kształcie niezmienionym od 1621 roku. Są tu rokokowe konfesjonały, oryginalny żyrandol z głową jelenia – także z początku XVII wieku. To bogactwo i różnorodność wnętrza fary może przyprawić uważnego obserwatora o zawrót głowy – taka masa zabytkowych szczegółów.

Warto też odwiedzić dwa inne kościoły Kazimierza:  Najświętszej Marii Panny i św. Anny zbudowane w XVI i XVII w. mające zwiedzającym wiele do zaoferowania.

Kamienice Przybyłów

Turysta, gdyby nawet chciał ominąć rynek główny, miałby problem, bo tu przecinają się wszystkie ważniejsze ulice – to centrum miasteczka, to jego bijące serce. Plac jest duży, zabudowany jeszcze w czasach pierwszego Jagiellona. Na środku rynku jest popularne miejsce skupiania się turystów – studnia miejska. Była kiedyś budowlą użyteczności publicznej, dzisiaj – jak w w kilku innych polskich miastach – choćby w Chełmie Lubelskim – to obiekt turystyczny.

Dość wcześnie w Kazimierzu zaczęto budować budynki użyteczności publicznej i kamienice z miejscowej skały wapiennej, bo budowle z drewna wiele razy, nawet niekiedy w ciągu jednego wieku, pożerały pożary. Skały wapienne są miękkie, łatwe w obróbce. W okresie wielkiej rozbudowy miasta nikt już nie przejmował się zasadami budownictwa i ozdobnictwa renesansowego, prześcigano się w pomysłach, stąd takie bogactwo zdobnicze na kilku budynkach z tego okresu, które zachowały się do naszych czasów. Najbardziej chyba charakterystycznymi kamienicami Kazimierza są kamienice braci Przybyłów. To są dwa bliźniacze budynki złączone ze sobą, prawie identyczne. Mają po trzy okna na frontonie, trzy wejścia podcieniowe, wysokie dachy pochylone ku środkowi zabezpieczone wyjątkowo wysokimi attykami, czyli ozdobnymi murkami na szczytach budynków. W tych bliźniaczych budynkach tylko attyki są faktycznymi ich wyróżnikami, może dlatego są różne, by właścicielom było łatwiej trafić do siebie w nocy, czy po jakiejś uczcie mocno zakrapianej. Faktycznie attyki były, już w budownictwie renesansowym, najpopularniejszymi ozdobami domów. Na nich umieszczało się rzeźby patronów gospodarzy, były ozdabiane rzeźbami kwiatów lub liści, wypisywano tam jakieś mądre sentencje przeważnie – by to brzmiało dumniej – po łacinie,  dodawano woluty czyli ozdoby w formie spirali lub zwoju, ścianki attyki przerywano pinaklami czyli maleńkimi wieżyczkami – były i inne typy ozdób. Kamienice Przybyłów to chyba najbardziej reprezentatywne budowle manieryzmu polskiego, tak jak jedna z najciekawszych małych budowli we Lwowie, kaplica rodziny Boimów. Kamienice Przybyłów interesują nie tylko historyków sztuki ale badaczy obyczajów i zwyczajów w dawnej Polsce. Z nich można wyczytać wiele o ich włacicielach. Ze studium wystroju wspomnianych kamienic można bezbłędnie wywnioskować, że bracia Przybyłowie byli ludźmi bardzo bogatymi, próżnymi, o czym świadczy przesada zdobnicza ich budynków, byli dość prości, bo nagromadzono na ich budynkach różnych ozdóbek pomieszanych ze sobą bez ładu i składu.

Inną słynną kamienicą Kazimierza jest kamienica Celejowska zbudowana w konwencji barokowej, jedna z najpiękniejszych kamienic w Polsce.  Potężny fryz oddziela część mieszkalną od dachu, która, jak w kamienicach Przybyłów, ma trzy okna, dwa blisko siebie, trzecie oddalone od nich. Dach zakryty jest attyką poprzecinaną kolumienkami i zakończoną fryzem, ale to jeszcze nie koniec: nad nim wznosi się ozdobny grzebień przypominający nagrobki, w nich są nisze, a w niszach naturalnej wielkości rzeźby. W centalnej części to postaci Chrystusa i Maryi, w bocznych niszach św. Jana Chrzciciela i  św. Bartłomieja: patronów miasta i właściciela. Jest w mieście kilka innych ciekawych kamienic z dawnych czasów jak choćby kamienica Gdańska, Biała,  kamienica Kwasków – obecnie dom mieszkalny połączony ze spichlerzem. 

Kuncewiczówka

W żadnym innym mieście Polski spichlerze nie stanowią tak ważnego elementu zabytkowego i zdobniczego miasta jak tu. Nie ma w nich od wieków zboża, niektóre zamienione zostały na hotele i restauracje, napiękniejsze przejęły muzea i agencja turystyczna PTTK. Źródła podają, że najpiękniejszym z nich był spichlerz pod Boską Męką, kompletnie zniszczony w czasie drugiej wojny światowej, dziś chyba najciekawszymi architektonicznie są spichlerz Kobiałki i spichlerze braci Przybyłów, Mikołaja (dziś muzeum przyrodnicze) i Krzysztofa. Spichlerz Mikołaja wyróżnia się renesansowym szczytem podobnym do szczytu fary i szczupłą sylwetką z przybudówką na froncie, w skład której wchodzą dwie bramy podcienia i dwie pary krużganków na piętrach. Nie wygląda jak spichlerz, to piękna budowla, cacko renesansu, nie zepsuta nadmiarem ozdobników manierystycznych.

Rynek i eleganckie budowle przy nim

Kazimierza nie odwiedził ktoś w pełni, kto nie przeszedł się jego wąwozami. To nie są tylko rowy wypłukane w lekkiej ziemi i miękkich skałach przez wodę. Co chwila napotykamy w nich na niespodzianki: kotły sufuzyjne, stożki napływowe, urwiska, odsłonięcia skał, odsłonięcia lessu w ścianach wąwozów, norowe doły i inne tym podobne wybryki wody dokonywane w lekkiej glebie i miękkiej skale.

Jeden z wąwozów Kazimierza

Miasto wielu ludzi kultury i wydarzeń kulturalnych

W Kazimierz zrealizowano kilkanaście filmów, młodzieżowy serial, odcinek popularnego serialu „Na dobre i na złe” oraz cztery odcinki „M jak miłość”. Pierwszy film „Judel gra na skrzypcach” zrealizowanio tu jeszcze w roku 1936. Oto kilka innych tytułów:  „Wyspa złoczyńców”, „Dwa księżyce”, „Ostatnia misja” i inne.

Kazimierz był miastem rodzinnym czy miastem osiedlenia wielu znanych ludzi. Prawie każdy liczący się artysta i pisarz go odwiedzał. Nazwisk jest setki, wymienię tylko kilka. Prawie w każdej grupie białych owiec można znaleść  przynajmniej  jedną czarną. Taką  w tym miejscu był niesławnej pamięci Hilary Minc. Inni to ludzie wielcy, sławni, twórcy polskiej kultury, wśród nich Maria i Jerzy Kuncewiczowie, Daniel Olbrychski, Tadeusz Pruszkowski, ten co zapoczątkował „najazd” artystów na Kazimierz i który zostawił swój obraz w farze. Wśród nich jest wielu malarzy zamieszkałych tu, lub spędzających tu dużo czasu, bo to miejsce wspaniałych plenerów. Nie można pominąć najbardziej zasłużonego dla Kazimierza architekta, malarza i konserwatora zabytków Karola Sipińskiego.                                        

***

Jest dość znane powiedzenie, że jeśli ktoś ma trudności w zakochaniu się, niech jedzie do Kazimierza. Byłem tam kilka razy jako młody człowiek, jakoś mi się to nie przydarzyło, a faktycznie przydarzyło, ale trochę inaczej: zakochałem się nie w jakiejś osobie, zakochałem się w mieście. To naprawdę perełka położona w bajecznej okolicy. Inną taką moją miłością  z mniejszych miast Polski był i jest dla mnie do dzisiaj Zamość, a faktycznie jego starówka, traktuję go jako moje miasto, bo urodziłem się i mieszkałem przez ponad 30 lat w wiosce położonej w pobliżu niego. Zamość ma więcej  pięknych późnorenesansowych budowli niż zbliżone stylowo budowle Kazimierza, więcej  innych zabytków, ale tylko na starówce, która jest mniej więcej  tej wielkości co dzielnice zabytkowe Kazimierza. Niestety zbudowany jest na terenie płaskim – jakaś tam rzeczułka przepływała obok niego, ale chyba wyschła, bo nie udało mi się jej odnaleźć, choć to miasto znam dobrze. Jest mniej zielone od Kazimierza, nie ma sympatycznych wzgórzy, uroczych wąwozów, Wisły z piaszczystą czystą plażą, gdzie się kilkakrotnie w moich czasach gimnazjalnych opalałem i kąpałem. Wielokrotnie porównywałem te dwa miejsca i do dzisiaj nie wiem któremu dać pierwszeństwo.

                                                   Władysław Pomarański

 

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.