I że cię nie opuszczę aż… sąd kościelny nas nie rozłączy

0

Biskupi razem z politykami prawicy ośmieszyli instytucję, której jeszcze wczoraj tak żarliwie bronili – małżeństwo i rodzinę – pisze Jarosław Makowski na łamch “Przeglądu”.

Każdy chyba zna tę słynną formułę z przysięgi, którą przed Bogiem, w kościele, publicznie składają sobie nowożeńcy: “I że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Dzięki Jackowi Kurskiemu, prezesowi Telewizji Polskiej i politykowi Zjednoczonej Prawicy, osobie, która – jak sama twierdzi – z mlekiem matki wyssała katolickie wartości, kościelna przysięga nabiera nowego znaczenia i powinna brzmieć: “I że cię nie opuszczę, aż sąd kościelny nas nie rozłączy”.

Oto bowiem mimo ponad 20 lat stażu małżeńskiego w poprzednim związku i trójki dzieci z pierwszą żoną Jacek Kurski uświadomił sobie – być może był to nawet jakiś rodzaj duchowego objawienia – że jego „stary” związek nie tylko nie spełnił jego oczekiwań, choć posiadanie trójki dzieci mogłoby wskazywać na zupełnie coś innego, lecz także w ogóle nie istniał. I że dopiero teraz prezes TVP znalazł swoją drugą połówkę, panią Joannę, z którą jest szczęśliwy i z którą chce znów, już w pełni świadomie i bez żadnych wątpliwości, spędzić resztę swoich dni, wypowiadając stanowcze sakramentalne: tak! Nowa wybranka zresztą także uzyskała decyzję o nieważności swojego małżeństwa. Dlaczego Jackowi Kurskiemu tak bardzo zależało na ślubie kościelnym?

WIĘCEJ

Poleć:

O Autorze:

Redakcja

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.