Od Opola do Opola

0

Obejrzałam 57. zamaskowany Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, w każdym razie znaczną jego część. Było bardzo ładnie. Scena wyglądała jak Wielka Krokiew, przebrana za Marylę Rodowicz, Michała Wiśniewskiego i Violettę Villas razem wziętych.

Parę ostatnich festiwali bazowało na formule dylematu: albo artyści nie chcieli występować albo publiczność nie chciała ich oglądać i młodzieżówka PiS musiała jeździć z darmowymi biletami do zakładów pracy i autokarami zwozić widzów na przykład na jubileusz Jana Pietrzaka.

W tym roku było inaczej. Splątani sprzecznymi dyrektywami ludzie doznali dezorientacji. Artyści, uszczypnięci koronawirusem jak całe społeczeństwo, uświadomili sobie, że mają kredyty do spłacania, dzieci do wykształcenia, rodziny do wykarmienia i że chwilowo trzeba odłozyć na bok poglądy i uprzedzenia. Chcąc nie chcąc, przyjęli więc zaproszenie do udziału w festiwalu. Stąd na scenie rozmaitość światopoglądów, od Redbada Klynsty do Przemysława Sadowskiego, choć przeważali centryści. Satyryków poskromiono, rezygnując z kabaretonu, wiadomo bowiem było z góry kogo i co obraliby sobie za cel żartów. Ci i tak kpinkować sobie będą, nawet poza Opolem chęci ani okazji im nie zabraknie. I tu pozwolę sobie zacytować kolokwialną wypowiedź słynnego reżysera Kazimierza Dejmka, który zwykł był mawiać, że: „Artysta jest od grania, a d… od sr…”, z czym trudno się nie zgodzić.

Pełen ułańskiej fantazji prezes Telewizji Polskiej ogłosił na Twitterze, że festiwal był sukcesem i obejrzało go 2,67 mln widzów. Jednak my wiemy, że Jacek Kurski nie kłamie tylko wtedy, kiedy śpi. Ostatnio zadzwoniła do niego nauczycielka ze skargą: „Pana syn cały czas kłamie!”. „Powiedzcie mu, że jest w tym naprawdę dobry, bo ja nie mam syna!” Jako ludzie nieufni sięgnęliśmy do danych agencji Nielsen Audience Measurement, według której łącznie widownia festiwalu wyniosła 1,76 mln osób, 480 tys. widzów mniej niż rok temu. No cóż, są trzy rodzaje ludzi na tym świecie: ci, którzy potrafią liczyć i ci, którzy nie potrafią!

Jacek Kurski od lat nosi ksywkę bulteriera Kaczyńskich, jednak nawet taki harcownik jak on nie odważył się oprzeć formuły festwiwalu na charyzmie Zenka Martyniuka… Moją uwagę zwróciła piosenkarka Anna Jurksztowicz, żona znanego i utalentowanego kompozytora Krzesimira Dębskiego. Po 35 latach od premiery, zresztą również w Opolu, zaśpiewała ona piosenkę „Diamentowy kolczyk”. W międzyczasie wyznała w „Fakcie”, że tak naprawdę to bardzo ambitna piosenka, która ma drugie dno: „Opowiada o zagubionej dziewczynie, która marzy o diamentowych kolczykach, a dopada ją ówczesna rzeczywistość, polityka, komuna…” Zbrodniczy ustrój upadł, a w nowej rzeczywistości dziewczyny nadal nie mają diamentowych kolczyków. Ważne jednak, że Anna Jurksztowicz tak dzielnie się komunie postawiła, wyśpiewując jej prosto w twarz swój protest.

Ofiarą komuny była też Ewa Morelle, później Ewa Frykowska, królowa polskich i zagranicznych salonów w latach 60. ubiegłego wieku, modelka „Telimeny”, żona tego Frykowskiego, którego zamordowała banda Mansona w willi Polańskiego oraz babcia Frytki, tej, która uprawiała seks w programie „Big Brother”. Udzieliła ona wywiadu „Vivie”, w którym ubolewa, że była gnębiona przez komunę, która zastosowała wyjątkowo perfidne formy ucisku. Otóż Ewa ”nie poszła do liceum plastycznego z powodów politycznych”. W 1952 r. aresztowano jej ojca. „Potem wprawdzie go wypuszczono” ale ona i tak nie podeszła do egzaminów do liceum plastycznego, bo się bała, „że będą ją wypytywać o tatę”. No, po prostu łza się w oku kręci.

Ale co tam „Morel”, skoro nawet ulubieniec publiczności, znakomity Jan Kobuszewski, który wystąpił w około 2000 programów telewizyjnych i kilkudziesięciu filmach, roztkliwił sie nad sobą i w chicagowskim magazynie „Relaks” pożalił się, że „zmarnowała mu życie komuna”. To jak wyglada sukces?

Kolejną ofiarą komuny była Nina Andrycz, którą niektórzy nazywali królową polskiej sceny choć inni przyznawali ten tytuł Irenie Eichlerównie. Jednej gwiazdy się bano, a drugiej nie chciano robić przykrości. Po latach Nina Andrycz dywagowała: „Żadnej bezpośredniej rywalizacji między nami nie było… ale gwoli sprawiedliwości ona zagrała Szimenę w „Cydzie” trzydzieści razy, a ja dwieście pięćdziesiąt”. Zgadnijcie Państwo dlaczego?

Jeszcze później w TVInfo żona niezatapialnego premiera PRL z najczarniejszego okresu stalinowskiego, która ponad dwadzieścia lat królowała na komunistycznych salonach, wyznała, że najbardziej ceni sobie odznaczenie otrzymane z rąk prezydenta Lecha Wałęsy, który „dopiero co zwalczył tę komunę”. A Józef Cyrankiewicz po prostu zmusił ją do małżenstwa, którą to mordęgę musiała znosić przez dwadziescia jeden lat.

Tragiczka jednak przeszła sama siebie, kiedy w wywiadzie dla „Newsweeka”, usprawiedliwiając dokonane aborcje, uzasadniła je następująco: „Gdybym urodziła, broń Boże chłopaka, byłby synem komucha”. I bez wątpienia wstydziłby się za mamusię! Znam kogoś ze świata sztuki, kto na wiadomość o śmierci Niny Andrycz w wieku 102 lat w 2014 roku wypalił bez zastanowienia ”Nareszcie!”. Nie było to humanitarne ani przepojone duchem chrześcijańskim ale przynajmniej szczere.

O Janie Pietrzaku, kolejnej ofierze kumuny, pisaliśmy już nieraz, więc tylko przypomę humorystyczny anons „Gazety Polskiej”, która poinformowała, że: „Klub GP w Kaliszu zorganizował  patriotyczny koncert Jana Pietrzaka pt. „Jan Pietrzak – satyryk wyklęty”.

Dzięki Bogu, oprócz ofiar istnieli też pogromcy komuny: głównym filarem konspiry, zagorzałym opozycjonistą, który brał udział w wielu bohaterskich akcjach, atakował milicję, rzucał koktajle Mołotowa itp był obecny premier Mateusz Morawiecki, wówczas jedenastoletni bohater. W przeciwieństwie do swojego aktualnego szefa nie spał do południa i nie krył się bezpiecznie w domu rodziców tylko walczył na pierwszej linii frontu.

No cóż, jeśli chodzi o prawdomówność to Kurski i Morawiecki przy jednym dyszlu mogliby chodzić. Pamiętacie Państwo, jak przed wyborami prezydenckimi premier Morawiecki jeździł po kraju, rozdawał pieniądze i agitował za Andrzejem Dudą? Krąży opowiastka, że w jakimś grajdole limuzyna się zakopała. Miejscowi przybiegli, premiera powitali, autko wyciągnęli i z prośbami suną.

– Panie premierze, nie mamy lekarza!

-A dlaczego nie macie lekarza?

– Bo nie ma dla niego etatu!

Premier za telefon chwycił, ostrym tonem nakazał podległym sobie urzędnikom, żeby natychmiast załatwili co trzeba.

– Wszystko w porządku – mówi – od przyszłego tygodnia będziecie tu mieli przyzwoitą służbę zdrowia, bo i pielęgniarkę załatwiłem. Czy coś jeszcze wam potrzeba?

– No właśnie – westchnął sołtys – to nasz kolejny problem, nie mamy tutaj zasięgu!

A wracając do festiwali, trafiłam na świetną anegdotę, opowiadaną przez Witolda Fillera: otóż głównym gościem Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu był Jan Szydlak, członek Biura Politycznego KC PZPR. Po koncercie na obrady jury, w których Filler brał udział, wszedł pewien średnioważny generał i spytał: „A może kochani jurorzy chcieliby wiedzieć, która piosenka najbardziej podobała sie naszemu gościowi?” Większość jurorów gorliwie chciała wiedziec, no i jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności ta właśnie piosenka zdobyła Złoty Pierscień.

Wkrótce Filler miał okazję rozmawiać z towarzyszem Szydlakiem, co wykorzystał do przepytania go o wybór nagrodzonej piosenki. Ten wyjasnił: „Jakiś towarzysz pytał mnie po koncercie czy podobała mi się ta piosenka, z miny wywnioskowałem, że autor, więc pochwaliłem”.

Oczywiście natychmiast sprawdziłam: na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu w 1971 r. Złoty Pierscień otrzymali Trubadurzy i Zdzisława Sośnicka! Czyli zagadka pozostaje nierozwiązana..

Danuta Owczarz-Kowal

 

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.