Iga Świątek nową królową French Open

0

Iga Świątek mistrzynią French Open. W finale pokonała Sofię Kenin 6:4, 6:1, na koniec miała łzy w oczach. Tak się przechodzi do historii polskiego i światowego tenisa. Oto królowa Paryża, najmłodsza od triumfu Moniki Seles w 1992 roku.

Sobota, godzina 15. Polska wstrzymała oddech. Jeszcze nie mieliśmy wielkoszlemowej mistrzyni w singlu. Owszem, była Jadwiga Jędrzejowska, ale dawno temu, przed wojną. W tym roku tenisowy świat zaczęła podbijać Iga Świątek, 19-latka z Raszyna, której nazwiska Francuzi cały czas uczą się wymawiać.

Iga w Paryżu biła każdą kolejną rywalkę. W drodze do finału nie straciła seta, a sześciu przeciwniczkom oddała łącznie tylko 23 gemy! Na otwarcie odprawiła z kwitkiem występującą z numerem 15 Czeszkę Marketę Vondrousovą, finalistkę sprzed roku. To jeszcze nie była sensacja. Ta nastąpiła w 1/8 finału, gdy Polka wręcz zdmuchnęła z kortu najwyżej rozstawioną Rumunkę Simonę Halep, główną faworytkę całej imprezy.

Niesamowite, Halep była bezradna, ugrała tylko trzy gemy. Nokaut, deklasacja! Igę chwalono za wszechstronność, siłę, efektowny styl gry, skuteczność oraz brak jakiejkolwiek tremy. A przecież najlepszym wynikiem tej dziewczyny w wielkim szlemie, do tegorocznej edycji French Open, była 1/8 finału.

Po drodze do finału były jeszcze spacerki z Martiną Trevisan i Nadią Podorską. Straciła w nich ledwie siedem gemów! Tyle co nic. W piątek w deblu Idze nie poszło, przegrała w półfinale. Ale danie główne miało dopiero nadejść. W sobotę z Sofią Kenin, starszą o dwa lata Amerykanką, córką rosyjskich emigrantów. To szósta rakieta świata. Dla porównania – Igę przed turniejem sklasyfikowano w szóstej dziesiątce rankingu WTA.

Świątek, pewnie znów naładowana riffami z “Welcome to the Jungle” Gunsów, zaczęła swój wielki dzień wyśmienicie. Zdobyła cztery punkty z rzędu w gemie serwisowym, wysyłając wyraźny sygnał: siła jest po mojej stronie, samym dotarciem do finału nie zamierzam się zadowolić. Chcę wygrać! Iga Świątek wygrała pierwszego gema finału z Kenin Minęło pięć minut i miała pierwsze przełamanie. 2:0!

Wymarzone wejście w mecz. To nie wszystko, Polka szła za ciosem. Miała swoje podanie i oczywiście szansy nie zmarnowała. Osiem minut finału, a ona prowadziła 3:0. Zdawało się, że Kenin nie wiedziała, co się dzieje. Jak parę rund wcześniej Halep. Jeśli tak, to w porę się otrząsnęła. Dwa kolejne gemy były jej, wygrała swoje podanie i przełamała opanowaną do tej pory Świątek, która – jak nie ona – popełniła podwójny błąd serwisowy.

Chyba w jej poczynania wkradało się zdenerwowanie. Iga wciąż prowadziła, ale to Sofia serwowała. Dopięła swego. Teraz to ona zdobyła trzy gemy z rzędu. Mecz zaczynał się od nowa, było 3:3. Sofia Kenin odrobiła straty w pierwszym secie finału. Świątek spróbowała swojej magii. A to oszukała Kenin potężnym forhendem, a to później genialnym skrótem. Z problemami, ale przerwała dobrą serię Amerykanki. Uff. Za chwilę drugi raz tego dnia ją przełamała.

Najpierw jednak obie tenisistki stoczyły wojnę w najdłuższym do tej pory gemie, trwającym osiem minut. Raz za razem wracały do równowagi, ale to Iga miała nerwy ze stali. 5:3! Wydawało się, że tego seta nie mogła przegrać, przecież za chwilę miała serwować, a podanie to najgroźniejsza broń Świątek. Nic z tych rzeczy.

Polka miała nawet piłkę setową, ale Kenin wydostała się z tarapatów. Odrobiła straty, a na koniec posłała niesamowity return. Jeszcze nie teraz. Iga musiała poczekać. Dopięła swego za chwilę, kolejny raz dzięki break pointowi. Miała pierwszy set w 48 minut i swój 13. Wygrany z rzędu w tym turnieju!

Coś się zmieniło w czasie tej krótkiej przerwy, bo Świątek zaczęła się koszmarnie mylić przy swoim podaniu. Początek drugiej partii miał wyglądać inaczej. Rozprężenie? Chwilowa niemoc? W każdym razie Kenin miała przełamanie. Iga zareagowała.

Kolejny gem, bardzo ważny, był jej. Długą wymianę zakończyła popisowym bekhendem. Na koniec podniosła zaciśniętą pięść. Można było być spokojnym. Łatwo się nie podda. Amerykanka się denerwowała, klęła pod nosem, wymachiwała rękami.

Polka szybko odrobiła straty w drugim secie Polka kontynuowała pościg za trofeum. Wygrała swoje podanie i w końcu pierwszy raz prowadziła w tym secie. Wtedy stało się coś niespodziewanego. Kenin poprosiła o przerwę, potrzebowała pomocy medycznej. Wyglądało na uraz uda.  Faktycznie jakiś ból czy próba wybicia Świątek z rytmu? To wie tylko ona.

Przerwa trwała dobrych kilka minut. Iga ubrała dodatkową bluzę i zaczęła nieplanowaną rozgrzewkę, by przypadkiem mięśnie nie zastygły. Pytanie było ważne: jak ona na to wszystko zareaguje? Spokojnie. Nie z nią takie numery. Nie dała się złamać, za to ona kolejny raz w tym meczu gem serwisowy rywalki. 3:1 w drugiej partii. Blisko, co raz bliżej. Za chwilę popisała się asem serwisowym i błyskawicznie zrobiło się 4:1. Ona dalej wyglądała, jakby nie miała układu nerwowego. Na twarzy nie było śladu po uśmiechu, tylko stoicki spokój.

Kenin była bezradna. Iga wygrała cztery piłki z rzędu w kolejnym gemie. Do tytułu pozostał jeden zwycięski gem. Zrobiła to. Iga Świątek mistrzynią French Open. Pierwszą królową wielkiego szlema z Polski. Na koniec zasłoniła twarz, pojawiły się łzy.

Finał French Open: IGA ŚWIĄTEK – SOFIA KENIN 6:4, 5:1 

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.