Życie rdzennej ludności ma znaczenie

0

W USA i na świecie nie tak dawno śmierć George’a Floyda wywołała protesty, które zainicjowały ruch “Black Life Matters” – “Życie ludzi czarnoskórych ma znaczenie”. Po śmierci Joyce Echaquan, rdzennej kobiety z kanadyjskiego plemienia Manawan, manifestanci noszą transparenty „Indigenous Life Matters” – „Życie rdzennej ludności ma znaczenie”.

W jednym i drugim przypadku pojedyncza śmierć wywołała lawinę przypominania bezprawia, zbrodni, aktów nienawiści, których nie można łatwo zapomnieć, gdyż zdarzają się cały czas, mimo że, zdawałoby się, tyle zostało już powiedziane,  łącznie z przeprosinami wygłaszanymi przez polityków.

Gdyby jednak nie ostatnia technologia smartfonów, oba przypadki, zarówno  Floyda jak i Echaquan pewnie zostałyby  przemilczane, tak jak tysiące innych. Joyce Echaquan zdołała nagrać swoje ostatnie chwile spędzone w szpitalu w leżącej w kanadyjskiej prowincji Quebec miejscowości Joliette. Trzydziestosiedmioletnia matka siedmiorga dzieci umarła otoczona nie opieką, jaką każdy człowiek spodziewa się otrzymać w szpitalu, lecz  lżona wyzwiskami typu – „bezdennie głupia” , „nadaje się tylko do seksu”,  „twoje dzieci muszą tobą pogardzać”. Gdy odmówiła morfiny, będąc na nią uczulona, została przywiązana do łóżka i podano jej ten środek na siłę.

Po tragicznej śmierci Joyce Wielka Rada Crees w Quebecu wydała oświadczenie:

„Rasistowskie obelgi i poniżenie, których doznała Joyce Echaquan w szpitalu Joliette były takie same jak 50 lat temu. Personel szpitala nie postrzegał jej jako człowieka, ale jako coś, nad czym mógł się bezkarnie znęcać. Takie zachowanie mogło zdarzyć się tylko w środowisku, które to tolerowało.”

Dawnych zbrodni i krzywd wyrządzonych rdzennej ludności Kanady nie da się cofnąć, najwyżej można o nich pamiętać, ku przestrodze, aby „nigdy więcej”. Natomiast te współczesne, które stale się zdarzają, muszą być nagłaśniane i od razu przekazywane wymiarowi sprawiedliwości, tak, aby chociażby pielęgniarki w szpitalu w Joliette  zdawały  sobie doskonale sprawę z karalności swoich czynów.

Moje pokolenie w Polsce wychowywało się na kulcie plemion rdzennej ludności Stanów i Kanady. Jednak znaliśmy ich tragiczną historię w okrojonym i niepełnym wymiarze! Zaczytywaliśmy się powieściami Karola Maya, Szarej Sowy, Curwooda, oglądaliśmy filmy takie, jak „Ostatni Mohikanin” czy „Mały Wielki Człowiek” i karmiliśmy się romantyzmem, który zawierał tylko cząstkę okrutnej prawdy.

Podczas mojego trzydziestoletniego pobytu w Kanadzie jakże często spotykam się z kompletnym brakiem wiedzy na temat rdzennej ludności i jakże często jest ona podsumowywana epitetami podobnymi do tych, które usłyszała przed śmiercią Joyce Echaquan. Moje córki w kanadyjskich szkołach były edukowane tylko o walkach pomiędzy białymi a Indianami. Fakty o wielowiekowym bezprawiu i okrucieństwie, o specjalnych szkołach dla dzieci rdzennej ludności  były kompletnie przemilczane.

Współczesna rdzenna ludność Kanady boryka się z wieloma bolączkami, z których  nie jest łatwo wyjść na prostą. Wiele kobiet i mężczyzn to wychowankowie szkół, mających na celu „zabić w dziecku Indianina”. W takich instytucjach przeżyło swoje dzieciństwo 150 tys. dzieci. Ostatnia została zamknięta dopiero w 1996 roku. Czy po wieloletnich, tragicznych przeżyciach można zacząć normalne funkcjonowanie? Problemy rdzennej ludności są liczne i nie zostaną rozwiązane przez nią samą. Brak wiedzy jest przyczyną pełnych pogardy stereotypów. Gdyby wiedza na temat pierwszych narodów była szeroko propagowana, to przeciętny Kanadyjczyk traktowałby rdzenną ludność jako pełnowartościową część społeczeństwa. Tylko z takim nastawieniem można starać się pomóc przezwyciężyć biedę, brak wykształcenia, nałogi, przemoc – pokłosie zniszczonej przez białych kolonizatorów wielowiekowej kultury. To do niej obecnie rdzenna ludność powraca. To ona powinna stać się ważnym elementem całej spuścizny wielonarodowościowej Kanady, może nawet tym najważniejszym, jako że stworzyły ją Pierwsze Narody.

Wierzę, że przy wzmożonym wysiłku Kanadyjczyków rdzenna ludność zacznie być inaczej postrzegana, a przez to traktowana z należnym jej szacunkiem. Ruch  „Indigenous Life Matters” – „Życie rdzennej ludności ma znaczenie”, podparty wiedzą, zrozumieniem i chęcią pomocy, gdy stanie się powszechny, może raz na zawsze wyplenić pogardę i nienawiść wobec Pierwszych Narodów.  

Beata Gołembiowska

www.bgbooks.com.pl

 

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.